Jak być mistrzem świata i nie stracić zdrowia. 5 porad dla ludzi biznesu od 5 ekspertów
Czy i jak konstruować i realizować swoje ambitne cele i nie stracić siebie samego w drodze do ich realizacji? Czym jest dzisiaj sukces i czy za mistrzostwo nadal trzeba płacić najwyższą cenę, jaką jest nasze zdrowie?
Ten artykuł jest rozszerzoną wersją tekstu, który ukazał się w GQ The Business Issue powered by XYZ.
Przeczytaj inne artykułyAudio generowane przez AI. Może zawierać błędy.
Sukces przez lata kojarzył się z wynikiem. Konkretnymi pieniędzmi, pozycją społeczną, firmą, prestiżem. Mało z kolei mówiło się o kosztach takiego, dość odhumanizowanego, podejścia do tego enigmatycznego sukcesu. Coraz częściej zadajemy sobie pytania, czy mistrzostwo w biznesie musi oznaczać pracę ponad siły, brak snu, zaniedbane relacje i życie totalnie podporządkowane kolejnym wynikom.
Pięciu ekspertów: psychologów, mentorów, trenerów i coachów, mówi, czym jest dzisiaj sukces, jak osiągać duże cele bez spektakularnych strat. Wskazują, że ambicja nie musi oznaczać życia na granicy wyczerpania, a prawdziwym zwycięstwem może być nie tylko to, co udało nam się zbudować, ale również to, czego nie musieliśmy po drodze poświęcić.
1. Praca z poczuciem sensu wnosi niezwykłą motywację
Jakub B. Bączek, trener mentalny Roberta Lewandowskiego
Ambitne cele są zdrowe, choć nie dla wszystkich. Uświadamiam sobie, że na pytanie o mistrzostwo w biznesie odpowiedziałbym inaczej w 2009 r., kiedy otwierałem pierwszą firmę, inaczej w 2014 r., kiedy z siatkarzami zdobyłem Mistrzostwo Świata, inaczej w 2020 r., podczas pandemii i inaczej dzisiaj, w 2026 r. Ale jeśli miałbym doszukać się jednego wspólnego mianownika, to byłby to SENS. Wierzę (i doświadczam), że praca z poczuciem sensu wnosi niezwykłą motywację.
Starałem się więc prowadzić swoje firmy w takich kierunkach, gdzie po drodze jest pasja i są inspirujący ludzie, a celem jest zrobienie czegoś sensownego dla jakiejś konkretnej grupy społecznej. Zaoferowanie komuś rozwiązania problemu, sprawienie, by coś stało się dla klienta wygodniejsze czy bardziej komfortowe, zaproponowanie doświadczenia, które się nosi w sercu jeszcze długo. Wtedy biznes ma sens (nie tylko finansowy).
Usłyszałem zresztą kiedyś słowa mądrego człowieka, które zostały ze mną na stałe: „Oby Twoja praca nie była aż tak smutna, że robisz ją tylko dla kasy”. Zgadzam się w całości. Praca to tak rozległa i ważna część naszego życia, że wykonywanie jej tylko pod dyktando zarobku jest moim zdaniem formą mentalnego więzienia. Sam chciałem (a teraz chcę tego także dla swoich Klientów) budzić się dużo częściej z frajdą, a nie lękiem. Siadać do projektu z ekscytacją, a nie fatygą. Prowadzić zespół tak, żebyśmy się wzajemnie wzmacniali, a nie odbierali sobie energię emocjonalną. Ale też: po swojemu, a nie konformistycznie (stąd część tych biznesów była mocno innowacyjna). Taka jest więc moja propozycja dla Czytelników: pracuj (jeśli lubisz i chcesz: także ciężko), ale… z poczuciem sensu. Inaczej to bez sensu.
2. Poczucie własnej wartości musi stać na więcej niż jednej nodze
dr Mateusz Grzesiak, psycholog, wykładowca akademicki, doradca strategiczny
Pokolenie, które zbudowało polski kapitalizm, płaciło za wynik zdrowiem i nazywało to twardym charakterem. Ich synowie chcą tych samych pieniędzy i tej samej wygranej, tylko bez rachunku wystawionego dla własnego ciała.
Tamten model był racjonalny w swoich okolicznościach. Kiedy wszyscy startują od zera, a wiedza o psychice i zarządzaniu jest znikoma, to praca po szesnaście godzin jest realną przewagą. Rachunek przychodził później, zwykle po pięćdziesiątce, w gabinecie kardiologa albo w nieudanej rozmowie z dorosłym dzieckiem, które zna ojca głównie ze zdjęć.
Ale świat się zmienił. Dziś wiadomo więcej o wydajności i rozumiemy, że ciało nie stoi po przeciwnej stronie wyniku. Niedobór snu obniża jakość decyzji, zanim obniży samopoczucie, a człowiek po trzech takich tygodniach negocjuje gorzej i nawet o tym nie wie. To nie jest wellness, ale rozsądna arytmetyka.
Ambicja zostaje bez zmian i nadal można być mistrzem świat, ale zmienia się horyzont i metoda dotarcia. Kto planuje karierę na trzy lata, dobiera metody pod sprint. Kto planuje na dwadzieścia, dobiera takie, które te dwadzieścia lat wytrzymają. W maratonie uwzględnia się ciało i psychikę.
Poczucie własnej wartości musi stać na więcej niż jednej nodze. Jeśli jesteś wyłącznie swoim wynikiem, nie umiesz przestać, bo przestać znaczy zniknąć. Dlatego tamto pokolenie nie zwalniało nawet wtedy, gdy pieniądze były już zarobione – tak utożsamiało się z sukcesem, że nie wiedziało, kim bez niego jest.
Reszta jest techniczna: regeneracja, sen, badania raz w roku, dni bez pracy wpisane w kalendarz z taką samą uwagą jak te ze spotkaniem z inwestorem.
Dziś nie musimy płacić zdrowiem za mistrzostwo. Możemy połączyć zdrowe ciało, zdrowego ducha ze zdrowym portfelem.
3. Relacje, sen, codzienność – nowe miary sukcesu
Marta Iwanowska-Polkowska, psycholożka, coach, autorka książek
Myśląc o sukcesie, zarówno zawodowym, jak i osobistym, warto uwzględniać nie tylko tradycyjne miary sukcesu, ale również te, które dziś nazywamy nowymi miarami sukcesu.
Do tradycyjnych miar sukcesu jesteśmy przyzwyczajeni. To wysokość wynagrodzenia, wartość spółki, którą się prowadzi, posiadane nieruchomości czy inne oznaki prestiżu – samochód, dom, zagraniczne wyjazdy, markowe ubrania. To wszystko, co posiadamy i z czym od lat kojarzony jest sukces.
Dziś jednak coraz częściej patrzymy na człowieka bardziej holistycznie. Lepiej rozumiemy zależności między psychiką a zdrowiem fizycznym, przyglądamy się przyczynom wypalenia zawodowego i innych trudności psychicznych, takich jak depresja. Wiemy też więcej o dobrostanie i psychologii pozytywnej. Dlatego warto szukać również innych miar sukcesu.
Jedną z nich może być to, ile śpimy i czy dbamy o podstawową higienę życia. Inną – jakość relacji, zarówno rodzinnych, jak i przyjacielskich. To poczucie, że wokół nas są ludzie, na których naprawdę możemy liczyć, którzy będą przy nas nie tylko wtedy, gdy odnosimy sukcesy, ale także wtedy, gdy potrzebujemy pomocy.
Kolejną, mniej oczywistą miarą sukcesu może być subiektywne poczucie wpływu na własne życie i możliwość decydowania o tym, jak wygląda nasz dzień. Czy mogę danego dnia pracować krócej, wcześniej skończyć pracę i pójść na przedstawienie swojego dziecka? Czy mogę pozwolić sobie na spacer? To również jest przejaw sukcesu.
Wiele osób, które osiągnęły sukces, ma kalendarze i harmonogramy wypełnione do granic możliwości. Nie widzą już przestrzeni na inne aktywności ani nie odczuwają wolności, o którą przecież często przez lata walczyły.
4. Jakim człowiekiem chcę pozostać, kiedy osiągnę cel
Karolina Karolczak, coach, trenerka biznesu, mentorka, założycielka firmy Celomania
Mam wrażenie, że przez lata stworzyliśmy kulturę, w której wyczerpanie zaczęło uchodzić za dowód ambicji. Im mniej śpisz, im więcej pracujesz i im częściej powtarzasz, że nie masz na nic czasu, tym łatwiej otoczenie uznaje Cię za osobę skuteczną. To jeden z najbardziej niebezpiecznych mitów współczesnego biznesu, ponieważ bardzo często nagradza zachowania, które na dłuższą metę prowadzą nie do sukcesu, lecz do wypalenia, problemów zdrowotnych i utraty motywacji. Największym błędem ambitnych ludzi nie jest to, że stawiają sobie wysokie cele. Problem zaczyna się wtedy, kiedy przestają wyznaczać granice. Potrafią zaplanować rozwój firmy na kilka lat do przodu, rozpisują strategie sprzedażowe i analizują każdy wskaźnik, ale jednocześnie nie planują własnej regeneracji, nie kontrolują poziomu przeciążenia i ignorują sygnały, które wysyła organizm. A przecież ciało prędzej czy później wystawi rachunek za życie na nieustannym „jeszcze tylko”.
Dlatego zachęcam, aby obok celu biznesowego zawsze postawić jeszcze jeden, równie ważny: określić, jakim człowiekiem chcę pozostać, kiedy już ten cel osiągnę. Czy nadal chcę mieć zdrowie, energię, bliskie relacje i satysfakcję z życia, czy wystarczy mi sam wynik?
To pytanie wydaje się proste, jednak w praktyce niewiele osób zadaje je sobie odpowiednio wcześnie. Tymczasem prawdziwą miarą sukcesu nie jest moment wejścia na szczyt, ale to, czy po jego osiągnięciu nadal masz siłę, zdrowie i ochotę, aby cieszyć się tym, na co tak długo pracowałeś. Sukces, który wymaga zniszczenia samego siebie, nie jest sukcesem. Jest źle zaplanowanym celem.
5. Nie gubiąc po drodze siebie
Krzysztof Kaliciński, mentor liderów
Kiedyś sukces mierzyliśmy tym, co udało się zbudować. Coraz częściej mierzymy go tym, czego nie musieliśmy po drodze stracić.
Sukces w biznesie coraz rzadziej oznacza wygrywanie z innymi. Coraz częściej oznacza niewygrywanie kosztem siebie. Zaczęliśmy dostrzegać, że każda ambicja ma swoją cenę. Problemy zaczynają się wtedy, gdy przestajemy ją zauważać.
Dlatego warto zwrócić uwagę na trzy rzeczy.
1. Cenę. Ambitne cele zawsze kosztują. Pytanie nie brzmi „czy”, ale „ile”. Jeśli ceną są zdrowie relacje, spokój albo ciekawość życia, łatwo wygrać biznes, a jednocześnie przegrać własne życie.
2. Perspektywę. Im większa odpowiedzialność, tym łatwiej przestać widzieć, co naprawdę się dzieje. Warto regularnie zatrzymać się i zapytać: czy nadal idę tam, dokąd chciałem, czy już tylko biegnę? Nie wierzę w balans. Wierzę w niegubienie perspektywy. Bo to właśnie pozwala żyć w zgodzie ze sobą.
3. Satysfakcję. Sukces ma sens tylko wtedy, gdy zostawia miejsce, by się nim cieszyć. Jeśli na końcu zostaje wyłącznie zmęczenie i kolejne cele do odhaczenia, być może dotarliśmy tam, gdzie planowaliśmy, ale nie w taki sposób, w jaki chcieliśmy.
Jeśli jedynym powodem, dla którego chcemy sukcesu, jest możliwość pochwalenia się nim, przestaje on być sukcesem. Zwłaszcza że często porównujemy swoje zaplecze z cudzą sceną w social mediach.
Prawdziwy sukces jest wtedy, gdy dochodzimy tam, gdzie chcieliśmy, nie gubiąc po drodze siebie. I nadal mamy siłę, zdrowie oraz ludzi, z którymi chcemy go świętować.