Flovi urósł w Polsce najszybciej w Europie. Teraz chce pięciokrotnie zwiększyć skalę
Dwa tysiące relokacji samochodów miesięcznie i ponad stu klientów – taki wynik osiągnęło Flovi po roku działalności w Polsce. Prezes startupu chce w ciągu dwóch lat pięciokrotnie zwiększyć liczbę miesięcznych przejazdów. Na niekorzyść może jednak działać ograniczona wielkość rynku i niewiadoma co do jego potencjału.
Z tego artykułu dowiesz się…
- Jak działa platforma Flovi i dlaczego firmy z branży automotive korzystają z relokacji samochodów.
- Czym polskie podejście do przemieszczania aut różni się od skandynawskiego.
- Jakie wyniki osiągnęło Flovi po roku działalności i kiedy planuje dojść do rentowności.
Audio generowane przez AI. Może zawierać błędy.
Flovi to startup, który rozpoczął działalność w Polsce w październiku 2025 r. Platforma łączy firmy potrzebujące przemieścić samochody między oddziałami, salonami czy wypożyczalniami z niezależnymi kierowcami, którzy realizują takie zlecenia. Z usługi korzystać mogą m.in. dealerzy, leasingodawcy i operatorzy flot. Samochody są dostarczane na kołach, bez konieczności organizowania transportu lawetą. Przejazd zamawiają z pomocą specjalnej platformy.
Jak nowatorska formuła sprawdziła się w Polsce?
– Osiągnęliśmy kamień milowy, z którego jesteśmy szczególnie dumni: tysiąc przejazdów miesięcznie w ósmym miesiącu działalności. Według publicznie dostępnych danych to najlepszy wynik w Europie w naszej branży, poprzedni rekord nowej firmy to 14 miesięcy (była to firma z Holandii) – mówi Michał Borek, szef Flovi w Polsce.
Biznes nie jest jeszcze rentowny – pozyskanie rentowności nie było zresztą celem Flovi na ten rok. W przyszłym roku firma planuje osiągnięcie rentowności w poszczególnych miesiącach. Pełną rentowność chce natomiast osiągnąć w 2028 r.
Polska i Skandynawia – dwa różne rynki
Flovi zaczynało w Polsce praktycznie od zera. Z tego powodu jednym z największych wyzwań na początkowym etapie było równoczesne pozyskiwanie zleceniodawców i wykonawców. Rozbudowa jednej strony platformy bez zapewnienia odpowiedniej liczby zleceń dla drugiej mogłaby utrudnić rozwój całego modelu.
– Najtrudniejsze było dla nas pozyskanie pierwszego klienta, ponieważ budowaliśmy zaufanie jednocześnie do nowej marki, jak i do usługi, która wcześniej nie była oferowana na polskim rynku. Z czasem zaczął działać system rekomendacji, co było dla nas potwierdzeniem, że branża zauważyła potencjał w oferowanym przez nas modelu współpracy – opowiada Michał Borek.
Polski rynek jest relatywnie nieduży. Działa na nim ok. 300-400 podmiotów, potencjalnie interesujących dla firmy. Polska jest dla Flovi trzecim rynkiem po Finlandii i Szwecji. Jak mówi Michał Borek, Polska i Skandynawia to dwa odmienne rynki.
– W Skandynawii dealer aut używanych patrzy na samochód stojący na placu przez pryzmat utraconych korzyści. Każdy dzień postoju to zamrożona gotówka, więc widzi ogromny potencjał w relokacji, żeby szybciej sprzedać pojazd i odzyskać pieniądze. W Polsce koszt relokacji wciąż częściej traktuje się jako wydatek, który można ograniczyć, a tak naprawdę najcenniejszy jest czas – mówi Michał Borek.
Dodaje jednak, że podejście do relokacji w Polsce zmienia się już w całej branży automotive. Rotacja floty staje się istotnym tematem, jeśli chodzi o poprawę rentowności w sektorze. To między innymi dlatego szef Flovi na Polskę pierwszy rok ocenia pozytywnie.
Łącznie w pierwszych 12 miesiącach kierowcy pokonali niemal 2,2 mln km i spędzili za kierownicą około 27 tys. godzin. Przejazdy rozpoczynały się w blisko 200 miastach. Średni czas realizacji zlecenia wynosił ok. 24 godzin, a 16 proc. relokacji odbywało się w weekendy.
Najpopularniejszą trasą było połączenie Warszawy z Krakowem. Najdłuższy przejazd liczył 1681 km i prowadził ze stolicy Polski nad wybrzeże Morza Czarnego w Rumunii. Wśród pojazdów przekazywanych kierowcom dominowały stosunkowo nowe auta. Średni rok produkcji to 2024 r., a ponad jedna trzecia samochodów pochodziła z roczników 2025 i 2026.
Pięciokrotnie większa skala
Platforma obsłużyła dotychczas ponad 100 klientów, a jej sieć obejmuje blisko cztery tysiące kierowców-partnerów.
– Zakładaliśmy osiągnięcie tego wyniku [pozyskania ponad 100 klientów – red.] dopiero na koniec roku. Ważny jest też fakt, że działamy w całym kraju, choć zaczynaliśmy od kilku miast. Stawiamy sobie jednak kolejne, ambitne cele, polski rynek ma potencjał na ok. 10 tys. relokacji miesięcznie, więc przed nami długa droga – podkreśla Michał Borek.
Poziom 10 tys. relokacji miesięcznie firma chce uzyskać w ciągu dwóch lat. Oznacza to więc pięciokrotne zwiększenie skali działalności. Plan zakłada dalsze poszerzanie sieci kierowców i pozyskiwanie klientów, a także rozwój usług realizowanych nocą i w weekendy. Ma to umożliwić obsługę firm, których potrzeby związane z przemieszczaniem pojazdów nie ograniczają się do standardowych godzin pracy.
Ekspert: Rynek tych usług jest niewielki
Bartosz Baca, szef produktu w firmie Done Deliveries, dostrzega w działalności Flovi dwa wyzwania. Po pierwsze, nie wiadomo, jak duży jest potencjalny rynek dla tego typu usług. Ekspert zastanawia się również, dlaczego zagraniczna konkurencja, działająca już na innych rynkach, dotychczas nie zainteresowała się Polską.
Po drugie – nowy rynek może powstać tylko wtedy, kiedy dealerzy czy zarządzający flotami zaczną zlecać przejazdy, których dzisiaj w ogóle nie realizują. Dziś rynek na takie usługi w Polsce szacuje się na ok. 300 do 400 podmiotów. Zdaniem Bartosza Bacy, to „dość niewielka grupa”.
– Nie chodzi o to, żeby Flovi zastąpiło lawetę, bo, z tego, co rozumiem, rynek ten jest dość ograniczony. Chodzi o to, żeby model biznesowy Flovi był na tyle atrakcyjny, by klienci zaczęli zlecać firmie nowe zadania. Innymi słowy, żeby zaczęli korzystać z usług, których dzisiaj po prostu nie zamawiają. Wtedy będzie można powiedzieć, że powstał rynek – komentuje Bartosz Baca.
Bierze jednak pod uwagę pozytywy.
– Jeszcze ważniejszym wskaźnikiem niż tempo pozyskiwania klientów jest retencja. Można przecież codziennie pozyskiwać nowych klientów, którzy zaraz od nas odejdą. Flovi chwali się bardzo niskim poziomem rezygnacji i to jest obiecujące – mówi Bartosz Baca.
Ekspert pozytywnie ocenia model Flovi, który przenosi mechanizmy znane z segmentu B2C do B2B. Zwraca uwagę, że osoby przyzwyczajone do zamawiania taksówek przez aplikację będą oczekiwały podobnej wygody również w życiu zawodowym.
– To fantastyczny i niedoceniany kierunek. Osoby, które za chwilę będą podejmować decyzje zakupowe i płacić za takie usługi, będą oczekiwały od świata B2B tej samej płynności i jakości obsługi, jaką mają jako konsumenci – podsumowuje Bartosz Baca.
Główne wnioski
- Flovi szybko zdobywa klientów, ale do rentowności jeszcze daleko. Po roku działalności w Polsce platforma obsługuje ponad 100 klientów i realizuje około 2 tys. relokacji miesięcznie. Firma chce zwiększyć ten wynik pięciokrotnie w ciągu dwóch lat, a pełną rentowność osiągnąć w 2028 r.
- Polskie firmy wciąż częściej traktują relokację jako koszt niż narzędzie poprawy efektywności. W Skandynawii dealerzy dostrzegają, że samochód stojący na placu oznacza zamrożony kapitał i utracone możliwości sprzedaży. Zdaniem Flovi podobna zmiana myślenia zaczyna zachodzić również w Polsce.
- Największym wyzwaniem może być nie konkurencja, lecz stworzenie nowego popytu. Bartosz Baca, szef produktu w firmie Done Deliveries, zwraca uwagę, że 300-400 potencjalnych klientów to stosunkowo niewielki rynek. Jego zdaniem prawdziwy potencjał pojawi się dopiero wtedy, gdy firmy zaczną zlecać relokacje, których obecnie w ogóle nie realizują.