5 startupów. 5 polskich sposobów na podbicie świata 

Jedni zbudowali narzędzie, które stało się fundamentem dla europejskiej medycyny. Inni ucywilizowali wizyty u fryzjerów. A jeszcze inni wystrzelili radary w kosmos. Wszyscy zbudowali biznesy warte miliardy. I wszyscy są Polakami. Oto 5 startupów, które w kilka lat podbiły świat. Prosto z Polski. 

Czołowe postacie polskiej branży startowej. Na zdjęciu w górnym rzędzie: Rafał Modrzewski (fot. Karol Grygoruk), Stefan Batory (fot. Michał Szlaga), Konrad Howard, Mariusz Gralewski, Mati Staniszewski, Piotr Dąbkowski i Michał Borkowski
Czołowe postacie polskiej branży startowej. Na zdjęciu w górnym rzędzie: Rafał Modrzewski (Fot. Karol Grygoruk), Stefan Batory (Fot. Michał Szlaga), Konrad Howard, Mariusz Gralewski, Mati Staniszewski, Piotr Dąbkowski i Michał Borkowski (Fot. materiały prasowe, zdjęcie zmodyfikowano w AI)

Ten artykuł jest rozszerzoną wersją tekstu, który ukazał się w GQ The Business Issue powered by XYZ.

Przeczytaj inne artykuły
Loading the Elevenlabs Text to Speech AudioNative Player...

Audio generowane przez AI. Może zawierać błędy.

Przez lata polskie startupy odnosiły sukcesy, ale zaczynały przede wszystkim od Polski. Dopiero później, kiedy rynek stawał się za mały, zmierzały dalej. Przykład? InPost, Allegro, CD Projekt, czy też nieco starsze Asseco lub Comarch. Dzisiejsza generacja startupów, czyli firm stawiających na rozwój za wszelką cenę, jest inna. I odnosi globalne sukcesy. 

ElevenLabs praktycznie ominęło etap lokalnej firmy. W ciągu zaledwie kilku lat dwóch Polaków stworzyło biznes, który nie tylko jest jednym z liderów rozwoju sztucznej inteligencji w świecie dźwięku, ale także rzucił wyzwanie gigantom, takim jak Google. I wygrali. Docplanner rzeczywiście zaczął od Polski, ale dziś jest to firma ogólnoświatowa. Booksy od dawna polski rynek traktuje jako jeden z mniejszych. Brainly zmieniło sposób, w jaki uczą się dzieci na całym świecie. A Iceye zbudowało hardware, wysłało go w kosmos i zaczęło sprzedawać technologię. 

Te historie pięciu polskich startupów i ich twórców pokazują, że innowacyjni liderzy mogą rzucić wyzwanie całemu światu. I wygrać. I zarobić przy tym wiele milionów, niekoniecznie złotych. 

Dźwiękowy jednorożec 

11 mld dolarów, czyli około 44 mld zł. To ostatnia, pewna wycena ElevenLabs – na podstawie rundy finansowej zamkniętej na przełomie 2025 i 2026 r. 

Mniej więcej tyle jest warte całe Allegro. Przy czym Allegro rozwijane jest od ponad 20 lat, to firma, która jest zdecydowanym liderem na rynku e-commerce obsługującym Polaków. I parokrotnie pokonała na polskim rynku Amazon czy eBay. A ElevenLabs to firma założona zaledwie cztery lata temu. 

Trzeba zaznaczyć, że powyższa informacja nie jest do końca prawdziwa. Bo ElevenLabs zamyka kolejną rundę. Przy wycenie 22 mld dolarów – ponad 88 mld zł. To połowa wyceny Orlenu, największej spółki publicznej w Polsce. 

A to wszystko zaczęło się od dwóch młodych Polaków, którzy poznali się w liceum i lubili razem robić projekty. Piotr Dąbkowski i Mati Staniszewski nie byli jednak przypadkową parą founderów (tak mówi się o założycielach startupów). Dąbkowski miał doświadczenie inżynierskie z Google, Staniszewski pracował wcześniej w Palantirze. Chcieli stworzyć narzędzie, które pomoże w dubbingu filmów. 

Efekt? Firma założona w Londynie w ciągu czterech lat zebrała łącznie 781 mln dolarów finansowania, a jej nazwa jest na ustach wszystkich ważnych osób w Dolinie Krzemowej. Współpracują z nią legendy ekranu (Stan Lee czy Matthew McConaughey). A rok temu ElevenLabs zaczął wielki powrót do Polski, uruchamiając tu, chociażby centrum badawczo-rozwojowe. 

Dlaczego im się udało? Byli szybsi i sprawniejsi niż konkurenci. Jednocześnie znaleźli niszę, która w 2022 i 2023 r. była poza horyzontem działań wielkich firm technologicznych. I od razu zaczęli globalnie. Zawalczyli o San Francisco i wygrali. 

Zdaniem eksperta

Polacy mogą wygrać

Przewaga polskich founderów bierze się z niedopasowania: mamy więcej talentu technicznego niż kapitału lubiącego ryzyko i gotowego finansować to, co wygląda zbyt wcześnie, zbyt trudno albo zbyt ambitnie. Dlatego najlepsze zespoły przez pewien czas są po prostu niedoszacowane. Najjaśniejsze dziś są ElevenLabs, Viktor, czy Iceye. Wygrały dlatego, że utalentowani founderzy zobaczyli przyszłość wcześniej i znaleźli globalny kapitał, zanim rynek nauczył się poprawnie wyceniać ich ambicję. 

Szukam bardzo technicznych zespołów, które budują najtrudniejszą i najbardziej ambitną rzecz swojego życia, mają własny sekret przyszłości, ogromny rynek i zadowolenie od pierwszych użytkowników. Ważniejsze są tempo, obsesja działania i sposób, w jaki founder mierzy się z problemami. Plus gotowość do działania, mimo braku pewności co do przyszłości. 

Lekarz pod strzechą 

Zupełnie inną drogą przeszedł Docplanner. Polakom znany jest bardziej jako ZnanyLekarz. Jego twórca, Mariusz Gralewski, zainteresował się rynkiem medycznym po własnych problemach ze znalezieniem odpowiedniego lekarza. Szukał specjalisty, ale brakowało mu prostego sposobu na porównanie lekarzy i poznanie opinii innych pacjentów. Docplanner ruszył w 2012 r., rozwijając pomysł na bazie serwisu ZnanyLekarz. Sama potrzeba była uniwersalna: pacjent chce wiedzieć, do kogo się zapisać i kiedy jest wolny termin. Ale ochrona zdrowia jest skrajnie lokalna. Inaczej pracują lekarze w Polsce, inaczej w Hiszpanii, Brazylii czy Niemczech. Różnią się regulacje, przyzwyczajenia pacjentów, systemy płatności i oprogramowanie gabinetów. 

Polskę udało się podbić względnie łatwo. A świat? Przez kombinację organicznej ekspansji i przejęć. W 2016 r. kupiła hiszpańską Doctoralię, później do grupy dołączały kolejne firmy, m.in. włoskie TuoTempo i niemiecka jameda. Zamiast jednego szybkiego globalnego skoku powstawała federacja lokalnych marek i zespołów. Docplanner deklaruje dziś pozycję lidera w 13 krajach, ma około 100 mln pacjentów odwiedzających jego serwisy miesięcznie i 25 mln rezerwowanych wizyt w ciągu miesiąca. 

Od początku działania firma pozyskała od inwestorów ponad 500 mln dolarów. Mniej niż ElevenLabs, ale od 2019 r. nie zbierała kolejnych funduszy. Poszła w kierunku rentowności, czyli zarabiania na własnych operacjach. I to już się udało. 

Zdaniem eksperta

Dlaczego Polacy wygrywają

Największą przewagą polskich founderów jest wybitne zaplecze inżynieryjne i analityczne, elastyczność oraz wysokie umiejętności rozwiązywania skomplikowanych problemów przy optymalnym wykorzystaniu zasobów. Nasi twórcy coraz odważniej łączą głęboką wiedzę merytoryczną z globalnymi ambicjami. Do najjaśniejszych gwiazd wywodzących się z Polski zaliczyłbym bez wątpienia ElevenLabs, które błyskawicznie zredefiniowało rynek syntezy mowy opartej na AI, a także firmy takie jak Docplanner, Brainly, Booksy czy Ramp. Choć warto też pamiętać, że Polacy odnoszą ogromne sukcesy, tworząc firmy za granicą, np. DeepL, OVHCloud, czy nawet Politico. 

Polska ma unikatowy potencjał ludzki w takich obszarach jak sztuczna inteligencja, czy ogólnie informatyka. Niedawne badanie prof. Ilya Strebulaeva pokazało, że Uniwersytet Warszawski jest w pierwszej 20. zagranicznych uczelni, których absolwenci tworzą jednorożce w USA. Problemem jest niestety to, co dzieje się z naszymi absolwentami później, bo polskiej nauki nie stać na konkurowanie ze światowymi trendami. Jest niedofinansowana i ma strukturalne problemy, np. bardzo dużą hierarchizację. Pewną nadzieją jest tutaj tworzenie nowych sprawnych instytucji naukowych takich jak Instytut Badawczy IDEAS.

Zmieniamy świat fryzjerów 

Booksy również zaczęło od problemu z kalendarzem, ale pomysł na rozwój był nieco inny. Stefan Batory, matematyk, przedsiębiorca i ultramaratończyk, opowiadał, że pomysł na firmę wyrósł z frustracji związanej z umawianiem masażu po treningach. Telefon do usługodawcy działał tylko wtedy, gdy obie strony akurat miały czas. A przecież smartfon był już w kieszeni klienta przez całą dobę. 

Razem z Konradem Howardem zbudował Booksy jako narzędzie dla branży beauty i wellness. Z jednej strony fryzjer, barber czy kosmetyczka dostają system do prowadzenia grafiku i obsługi klientów. Z drugiej konsument dostaje aplikację, w której może znaleźć usługę, sprawdzić opinie, cenę i wolny termin, a potem zrobić rezerwację bez rozmowy telefonicznej. Batory bardzo wcześnie postawił też na rynek amerykański. Booksy od początku miało być biznesem znacznie większym niż polski rynek usług. 

To nie był pierwszy, wspólny biznes przedsiębiorców. Wcześniej stworzyli i rozwijali iTaxi. Jeszcze wcześniej Batory miał firmę, która wpędziła go w długi. Dziś Booksy nie tylko zdominowała polski rynek, ale jest potężną, amerykańską grupą. Firma rozwijała się także przez przejęcia, m.in. amerykańskich GoPanache i Genbook. Z produktu korzysta ponad 30 mln konsumentów na świecie. 

Od początku działania Booksy wzięło od inwestorów 120 mln dolarów. Ostatnie pieniądze pozyskano w 2021 r. Firma nie potrzebuje więcej, ale jej szefowie wskazują na jeden kierunek: debiut na amerykańskim NASDAQ. 

Zdaniem eksperta

Jak Polska pokazuje moc światu

W obszarze biznesu przez lata mówiło się o tzw. polskim sprycie i talencie technologicznym wywodzącym się z krajowych uczelni. W erze topowych programistów świata szybko udowodniliśmy kompetencję w AI, technologiach kwantowych czy space tech. Mam wrażenie, że od niedawna zerwaliśmy w Polsce również z kompleksami. Myślę, że to ma ogromne znaczenie – szczególnie na arenie międzynarodowej. Wchodzimy do grupy 20 największych gospodarek świata i to pobudza ambicję wśród przedsiębiorców nowej generacji. 

Potrzebujemy jednak działań akceleracyjnych z prawdziwego zdarzenia. Takich, które ukształtują i połączą ze sobą odpowiednie osoby nie tylko w Polsce, ale od razu globalnie. Talent, który nie spotka na swojej drodze kogoś z przedsiębiorczym zacięciem albo nie wzbudzi u siebie takich ambicji to dla nas stracona szansa.

Jak zmienić edukację 

Gdy Michał Borkowski, Tomasz Kraus i Łukasz Haluch uruchamiali w 2009 r. serwis znany początkowo jako Zadane.pl, nikt w najśmielszych przypuszczeniach nie sądził, jak błyskawicznie zmieni się świat technologii. 

Ich pomysł był prosty. Uczeń zadaje pytanie, inny uczeń pomaga mu znaleźć odpowiedź. Wiedza miała powstawać, „krążyć” wewnątrz społeczności. Brainly mogło więc rosnąć w sposób, którego tradycyjna firma edukacyjna nie byłaby w stanie powtórzyć. Nie musiało zatrudniać nauczyciela jako nowego użytkownika. 

Już po roku Zadane miało milion użytkowników. W szczytowym okresie rozwoju społeczności mówiła o ponad 350 mln użytkowników miesięcznie w 35 krajach. Amerykański rynek stał się dla niej jednym z najważniejszych. 

I powstał problem. Sztuczna inteligencja. Pojawienie się generatywnej AI uderzyło dokładnie w kategorię, w której firma zbudowała swoją pozycję. Brainly odpowiedziało zmianą produktu. Dziś to już nie tylko społeczność pełna pytań i odpowiedzi, lecz platforma edukacyjna wykorzystująca AI i pomoc ekspertów. 

Od inwestorów zebrali łącznie niemal 70 mln dolarów. Ostatnia runda miała miejsce w 2019 r. I ciekawostka. Brainly to jedna z perełek w koronie startupowych inwestycji Sebastiana Kulczyka, jednego z najbogatszych Polaków. 

Zdaniem eksperta

Byliśmy gwiazdami u innych

Przez lata najlepsi polscy inżynierowie lądowali w back office funduszy hedgingowych, korporacji albo międzynarodowych scaleupów. Świetni w swojej technologicznej działce, ale najczęściej bez udziałów i wpływu na kierunek firmy. Dziś ci sami ludzie chcą trzymać stery projektów, w które się angażują. To właśnie ta nowo odkryta odwaga wychodzenia przed szereg, stała się naszą przewagą. Ogromne znaczenie mają założyciele, którzy studiowali na najlepszych uczelniach świata. Dla Iceye fińskie Aalto, dla ElevenLabs Imperial i Cambridge, dla Viktora Oxford, a dla Pathway École Polytechnique były ekosystemami, dzięki którym polscy founderzy dostali swoje szanse na sukces. Cieszy, że w rankingach pojawiają się polskie instytucje. Uniwersytet Warszawski jest siódmy na świecie poza USA wśród uczelni, których absolwenci tworzą zespoły założycielskie amerykańskich jednorożców. To nie przypadek, że na zdjęciu z początków OpenAI większość osób to Polacy, głównie z jednego wydziału.

Wystrzelić Polskę w kosmos 

Na tle powyższych biznesów Iceye wygląda jak firma z innego świata. Dosłownie. 

Rafał Modrzewski trafił do Finlandii na Erasmusa. Na Aalto University poznał Pekkę Laurilę. Wspólnie zaczęli pracować nad czymś, co w branży kosmicznej długo uchodziło za niezwykle trudne: małym satelitą wyposażonym w radar z syntetyczną aperturą, czyli SAR. Taki radar potrafi obserwować powierzchnię Ziemi niezależnie od światła słonecznego i przez chmury. W styczniu 2018 r. na orbitę trafił ICEYE-X1. To pierwszy na świecie satelita SAR o masie poniżej 100 kg. 

Iceye, w odróżnieniu od innych przykładów, nigdy nie określał się jako pośrednik między konsumentem a przedsiębiorcą. To mocna firma kosmiczna, która zarabia głównie dzięki zleceniom wielkich biznesów i państw. Iceye początkowo widziało zastosowania m.in. w monitorowaniu lodu, powodzi czy innych katastrof.

Po rosyjskiej inwazji na Ukrainę znaczenie technologii radarowej dla obronności stało się jednak oczywiste. Firma dostarczała Ukrainie zobrazowania satelitarne, później zaczęła współpracować z kolejnymi państwami i NATO. W czerwcu 2026 r. Iceye ogłosiło rundę finansowania o wartości 1 mld euro, przy wycenie przekraczającej 10 mld euro. Spółka deklaruje, że zatrudnia ponad tysiąc pracowników i ma największą na świecie konstelację satelitów SAR. 

Zdaniem eksperta

Głód sukcesu nie wystarcza

Bardzo często w rozmowach słyszę, że jest to głód sukcesu i nastawienie na działanie, a nie budowanie bezpiecznych procedur czy szukanie wytłumaczeń. Do tego dołożyłbym typowo polski gen tzw. kombinowania i załatwiania (w tym pozytywnym kontekście), który powoduje, że jesteśmy w stanie zrobić biznes na kompletnej pustyni, tam, gdzie nie widać żadnej opcji biznesu. 

Polskim wyróżnikiem jest lokalność w rozumieniu umiejętności łączenia europejskich wartości (ochrona praw człowieka, prywatność, demokracja) z globalnym finansowaniem i umiejętnością poruszania się różnych środowiskach. 

To nie Dolina Krzemowa za moment będzie narzucała standardy rozwoju technologii tylko Chiny, Indie i Afryka. Mieszkając w Europie, możemy korzystać z bardzo bezpiecznego środowiska oraz rozwijać swoje biznesy bez konieczności latania do USA.

Polski startup? Bez świata nie ma zarobku 

To właśnie Iceye pokazuje, jak nieprecyzyjne staje się określenie „polski startup”. Firma została założona w Finlandii przez Polaka i Fina. Tam ma centralę, działa jednak także w Polsce i wielu innych krajach. ElevenLabs jest globalną firmą założoną przez dwóch Polaków, ale z centrami działalności poza Polską. Booksy ma polskie korzenie, ale rynek amerykański jest jednym z filarów biznesu. Docplanner wyrósł z Warszawy, lecz funkcjonuje przez lokalne marki na kilkunastu rynkach. Brainly zaczynało jako Zadane.pl, ale szybko zaczął podbijać globalny internet. 

Dziś większość twórców tych firm działa poza Polską. Do polskości wciąż się przyznają. Przykład? Rafał Modrzewski pomógł (charytatywnie), wykorzystując technologię Iceye w walce ze skutkami powodzi z 2024 r. ElevenLabs rekrutuje programistów w Warszawie. Współzałożyciel Booksy, Konrad Howard, nie tylko pomaga rodzimym startupom, ale wprost deklaruje wsparcie dla polskiej obronności. 

Tak właśnie w praktyce wygląda polski przepis na sukces. Odwaga i aktywne działanie połączone z kreatywnością i umiejętnością rozwiązywania problemów. Ale z celownikiem ustawionym na świat. Bez tego nie ma miliardów.