Kategoria artykułu: Biznes

Dłuższe kolejki, wyższe ceny i obawy o dostępność. Co się dzieje na rynku węgla i pelletu?

Na części składów brakuje węgla, a ceny niektórych sortymentów przekraczają 2 tys. zł za tonę. Import dociera z opóźnieniem, a krajowe kopalnie ograniczają podaż opału. Tymczasem drożejący pellet skłania część Polaków do powrotu do kotłów węglowych. Czy paliwa wystarczy na całą zimę?

Skład węgla
W skali kraju pustych składów węgla nie ma, ale sprzedawcy są zaopatrzeni w ten surowiec na niskim poziomie – wskazuje branża. Fot. Getty Images

Z tego artykułu dowiesz się…

  1. Dlaczego na składach pojawiają się niedobory węgla i jak zmieniają się jego ceny.
  2. Co skłania Polaków do ponownego zainteresowania kotłami węglowymi i jak radzi sobie branża urządzeń grzewczych.
  3. Dlaczego pellet tak mocno podrożał i czy rząd zamierza pomóc gospodarstwom domowym.
Loading the Elevenlabs Text to Speech AudioNative Player...

Audio generowane przez AI. Może zawierać błędy.

Początek sezonu grzewczego to czas, gdy wiele gospodarstw domowych uzupełnia zapasy opału na zimę. W tym roku część właścicieli domów alarmuje jednak o problemach z dostępnością węgla na składach. Pojawiają się również informacje o cenach przekraczających 2 tys. zł za tonę.

Sprzedawcy przyznają, że pozyskanie niektórych sortymentów z polskich kopalń jest coraz trudniejsze. Z kolei import węgla opałowego, który pomaga pokryć krajowe zapotrzebowanie, napotyka opóźnienia transportowe. Przedstawiciele branży zapewniają jednak, że w skali kraju nie ma jeszcze powodu do alarmu. Sytuacja może się natomiast skomplikować w najzimniejszych miesiącach roku.

– Pustych składów w skali kraju nie ma. Od połowy 2024 r. ten segment jest znów wolnym rynkiem, a wolny rynek niedobory niweluje importem. Składy są jednak zatowarowane na relatywnie niskim poziomie. Zwłaszcza małe, lokalne składy – przy obecnych dość wysokich cenach węgla – obawiają się budować zapas i kupują na bieżąco, po jednym samochodzie. Kolejną dostawę kontraktują dopiero wtedy, gdy poprzednia jest prawie sprzedana. Brakuje więc konkretnych sortymentów w konkretnych miejscach, a czas realizacji dostaw jest dłuższy niż rok temu. Ryzyko oceniam jako wyższe niż w którymkolwiek sezonie od 2022 r. – mówi Łukasz Horbacz, prezes Polskiej Izby Gospodarczej Sprzedawców Węgla (PIGSW).

Krajowego węgla opałowego jest coraz mniej

Węgiel z krajowych kopalń przeznaczony jest głównie dla energetyki zawodowej. Grubsze sortymenty, takie jak kostka i orzech, wykorzystywane m.in. w domowych kotłach, powstają jako część produkcji nastawionej głównie na pozyskiwanie drobniejszego węgla. Dodatkowo część polskiego węgla nie spełnia norm jakości dla gospodarstw domowych.

Jak podaje PIGSW, w połowie września w sklepie hurtowym Polskiej Grupy Górniczej, czyli największego krajowego producenta węgla, dostępne były zaledwie trzy z 39 oferowanych produktów. Z kolei 19 października status „brak towaru” miały wszystkie pozycje, łącznie z miałem.

Wobec ograniczonej podaży krajowego opału rośnie znaczenie importu. Według danych Agencji Rozwoju Przemysłu w pierwszej połowie 2026 r. sprowadzono do Polski 3,7 mln ton węgla, czyli o 42 proc. więcej niż przed rokiem. Z tego 3,1 mln ton stanowił węgiel energetyczny, pochodzący głównie z Kazachstanu (62 proc.) i Kolumbii (36 proc.). Z uwagi na duże zainteresowanie do importu węgla powróciła nawet państwowa spółka Węglokoks. Tymczasem w październiku Rosja czasowo wstrzymała przewozy towarowe przez stację Krasnoje przy granicy z Białorusią. To ważny punkt na trasie dostaw kazachskiego węgla do Polski.

Choć ruch został wznowiony, opóźnienia nie zniknęły.

– Import węgla jest dostępny, ale dociera z opóźnieniem. Na głównym lądowym korytarzu z Kazachstanu przez Białoruś ruch wznowiono, ale wschodnia granica pozostaje zakorkowana. Ładunek kontraktowany dziś dociera na skład za dwa, trzy miesiące. Jednocześnie krajowe wydobycie węgla, a szczególnie produkcja i podaż węgla opałowego, systematycznie spadają. I to szybciej niż tempo, w jakim kurczy się ten rynek. Dlatego import stanowi obecnie większą część oferty składów w segmencie opałowym – tłumaczy Łukasz Horbacz.

Dłuższe kolejki na składach, wyższe ceny

Według szacunków branży dostawy z importu planowane na październik przesunęły się o kilka tygodni. W niektórych miejscach klienci muszą więc czekać na opał dłużej niż rok temu.

Największym sprawdzianem dla rynku będą jednak miesiące zimowe, gdy zapotrzebowanie na paliwo osiąga najwyższy poziom.

– Najtrudniejszy okres przypada na grudzień–luty. Składy sprzedają wtedy surowiec z zapasu zbudowanego jesienią, a energetyka konkuruje z rynkiem opałowym o te same węglarki i trasy. Wynik sezonu zależy od pogody, której Izba nie prognozuje. Przy zimie łagodnej ewentualne braki domknie import. Z kolei przy zimie takiej jak poprzednia podaż może nie nadążać za popytem – ocenia prezes PIGSW.

Sprzedawcy podkreślają jednocześnie, że ceny przekraczające 2 tys. zł za tonę dotyczą przede wszystkim określonych rodzajów węgla i lokalizacji, a nie całego rynku.

W październiku krajowe kopalnie oferują węgiel po około 1,3–1,7 tys. zł za tonę. Do tej kwoty trzeba jednak doliczyć koszty transportu na skład, ewentualnego pakowania oraz dostawy do klienta. Łącznie może to oznaczać dodatkowe 200–600 zł na tonie, zależnie od regionu i sposobu sprzedaży.

Na składach ceny orzecha sprzedawanego luzem na Śląsku wynoszą około 1,5–2 tys. zł za tonę. W przypadku węgla workowanego, produktów wyższej jakości lub sprzedaży w regionach oddalonych od kopalń stawki mogą przekraczać 2 tys. zł.

– Uważam, że pomimo panicznych nagłówków w mediach średnia cena węgla podawana przez GUS w 2026 r. będzie niewiele wyższa niż w roku poprzednim. Zwracam przy tym uwagę, że w horyzoncie sześciu lat węgiel zdrożał najmniej ze wszystkich nośników energii. Od 2020 r. węgiel podrożał o 76 proc., prąd o 87 proc., pellet o 106 proc., a olej opałowy o 153 proc. – podkreśla Łukasz Horbacz.

Polacy znów interesują się kotłami węglowymi

Na sytuację na rynku opału wpływają również zmieniające się preferencje konsumentów. Po okresie rosnącej popularności kotłów na biomasę część gospodarstw domowych ponownie zainteresowała się urządzeniami opalanymi węglem. Jedną z przyczyn jest gwałtowny wzrost cen pelletu.

Według Stowarzyszenia Producentów i Importerów Urządzeń Grzewczych (SPIUG) sprzedaż kotłów węglowych w drugim kwartale 2026 r. mogła wzrosnąć nawet o 45 proc. rok do roku. Jest to jednak szacunek branżowy, a nie ostateczny wynik sprzedaży.

– Zawirowania na rynku biomasy wpłynęły na wzrost zainteresowania kotłami węglowymi. To oznacza, że trend się odwrócił. Trudno się zresztą dziwić ludziom, którzy chcą po prostu mieć ciepło w domu i szukają tańszej alternatywy. Musimy jednak mieć świadomość, że wybór kotła na węgiel bardzo często oznacza, że użytkownik będzie w nim spalał, co się tylko da, w tym śmieci. Jako społeczeństwo w ten sposób robimy więc krok wstecz w walce o lepszą jakość powietrza – komentuje Janusz Starościk, prezes SPIUG.

Uspokojenie w branży grzewczej

Po okresie zawirowań branża urządzeń grzewczych obserwuje poprawę koniunktury. W drugim kwartale 2026 r. sprzedaż wzrosła w większości segmentów, choć poszczególne technologie rozwijały się w różnym tempie.

Ponownie zwiększyło się zainteresowanie kotłami gazowymi. Zdaniem przedstawicieli branży część klientów zaczęła dokładniej analizować koszty poszczególnych rozwiązań i odróżniać rzeczywiste wymagania prawne od informacji o możliwych przyszłych ograniczeniach.

– Po dużej nagonce na tę technologię, która trwa już od kilku dobrych lat, ludzie zaczęli uodparniać się na doniesienia medialne i zaczęli liczyć, co im się najbardziej opłaca. Kotły na gaz ziemny nie będą zakazane. Nie będą natomiast mogły stanowić jedynego źródła ciepła w nowych budynkach po 2030 r. Nikt natomiast nie mówi o zakazie wymiany starych kotłów gazowych na nowe czy zakazie wykorzystywania kotłów zasilanych gazami odnawialnymi. Takie urządzenia mogą też stanowić ważny element hybrydowych instalacji grzewczych i współpracować np. z pompą ciepła czy kolektorami słonecznymi, których sprzedaż również wzrasta. Taka współpraca różnych, uzupełniających się nawzajem technologii może przynieść spore oszczędności – przekonuje Janusz Starościk.

Unijna dyrektywa dotycząca charakterystyki energetycznej budynków przewiduje, że od 2030 r. wszystkie nowe budynki, z określonymi wyjątkami, mają spełniać standard bezemisyjny. Oznacza to m.in. brak emisji na miejscu pochodzących ze spalania paliw kopalnych. Przepisy nie wprowadzają jednak od tej daty powszechnego zakazu użytkowania istniejących kotłów gazowych.

Zdaniem prezesa SPIUG Polska nie powinna koncentrować polityki grzewczej na jednej technologii. Korzystniejsze byłoby, jego zdaniem, wspieranie różnych rozwiązań pozwalających efektywnie ogrzewać budynki i ograniczać emisję zanieczyszczeń z domowych źródeł ciepła.

Pellet coraz droższy. Popyt przewyższa możliwości producentów

Znacznie trudniejsza sytuacja panuje na rynku biomasy. Wzrost cen pelletu rozpoczął się jeszcze pod koniec poprzedniego sezonu grzewczego. Obawy przed kolejnymi podwyżkami sprawiły, że część właścicieli domów zaczęła gromadzić zapasy już latem. Zwiększony popyt dodatkowo podbił ceny.

– Natomiast teraz obserwujemy już pewien spadek cen pelletu. Jednak należy być ostrożnym w przypadku zbyt dużego boomu na jakąkolwiek technologię, w tym kotły na pellet. Każde 100 tys. zainstalowanych nowych kotłów na pellet wpływa na wzrost zapotrzebowania na to paliwo o 400 tys. ton. A tego surowca przecież w Polsce coraz bardziej brakuje – podkreśla szef SPIUG.

Rosnące koszty ogrzewania biomasą są szczególnie dotkliwe dla gospodarstw domowych, które w ostatnich latach wymieniły wcześniejsze źródła ciepła na kotły na pellet. Często korzystając z publicznych dotacji.

Jak wynika z danych przytoczonych przez Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów (UOKiK), w 2025 r. około 77 proc. wniosków o dofinansowanie wymiany źródła ciepła w programie „Czyste Powietrze” dotyczyło kotłów na pellet i drewno. Z tego rodzaju urządzeń korzysta obecnie około 450 tys. gospodarstw domowych, czyli o ponad 90 tys. więcej niż w 2023 r.

Wzrost liczby użytkowników kotłów na biomasę nie został jednak zrównoważony odpowiednim zwiększeniem podaży paliwa. Produkcja pelletu zależy przede wszystkim od dostępności surowca drzewnego, w tym trocin i pozostałości powstających w tartakach.

Interwencja w sprawie cen pelletu

Wzrost cen pelletu zwrócił uwagę posłów, UOKiK oraz rzeczniczki praw obywatelskich Sylwii Gregorczyk-Abram. W interpelacjach skierowanych do Ministerstwa Klimatu i Środowiska parlamentarzyści wskazywali, że we wrześniu tona pelletu kosztowała 2,2–2,6 tys. zł. Rok wcześniej było to około 1,4 tys. zł.

Problemem zajęła się również RPO. 23 października zwróciła się do resortu klimatu o informacje dotyczące ewentualnej pomocy dla gospodarstw domowych ogrzewających się pelletem.

„Rosnące ceny paliwa, jakim jest pellet, powodują, że obywatele, którzy skorzystali z publicznego programu wymiany źródeł ciepła, nie mają możliwości finansowych odpowiedniego przygotowania się do sezonu zimowego. Obawy te wydają się tym bardziej uzasadnione, jeśli zważyć na fakt, że koszt zakupu pelletu był wysoki także przed obecnym sezonem grzewczym (wiosną i latem). Obywatele nie byli zatem w stanie zabezpieczyć się przed tą sytuacją” – wskazała Sylwia Gregorczyk-Abram w piśmie do resortu klimatu.

RPO zapytała też ministerstwo, czy rozważa wsparcie gospodarstw domowych, dla których głównym źródłem ciepła są instalacje na pellet.

UOKiK: problem ma charakter systemowy

Rosnącym cenom pelletu przyjrzał się także UOKiK. Urząd uznał, że główną przyczyną podwyżek nie są praktyki ograniczające konkurencję, lecz zwiększony popyt, za którym nie nadąża produkcja paliwa.

Problem ma więc charakter systemowy. Coraz więcej gospodarstw domowych korzysta z kotłów na biomasę, podczas gdy dostępność drewna i surowców do produkcji pelletu pozostaje ograniczona.

UOKiK poinformował, że jego prezes trzykrotnie zwracał się w 2026 r. do ministra energii – w lutym, kwietniu i lipcu – wskazując przyczyny problemów oraz możliwe rozwiązania.

„Resort energii ma możliwość podjęcia decyzji o ewentualnym ograniczeniu zużycia pelletu przez przedsiębiorstwa energetyczne i ciepłownicze, w celu ochrony indywidualnych odbiorców przed podwyżkami. Z kolei resort środowiska, nadzorujący PGL Lasy Państwowe, ma wpływ na krajową podaż surowca drzewnego, z którego produkowany jest pellet” – wskazał UOKiK.

Ministerstwo nie planuje dopłat, ale chce zwiększyć podaż biomasy

W odpowiedzi na nasze pytania Ministerstwo Klimatu i Środowiska poinformowało, że nie przewiduje interwencji na rynku biomasy w zakresie wsparcia gospodarstw domowych. Prowadzi natomiast działania ukierunkowane na stabilizację podaży biomasy.

„Ministerstwo dostrzega znaczenie rynku pelletu dla setek tysięcy gospodarstw domowych wykorzystujących to paliwo do ogrzewania. Dlatego działania mogące prowadzić do zwiększenia konkurencji o ograniczone zasoby biomasy drzewnej powinny być analizowane również pod kątem ich wpływu na dostępność i ceny paliwa dla odbiorców indywidualnych. MKiŚ wskazywało, że wzrost wykorzystania biomasy przez sektor energetyczny i ciepłowniczy zwiększa presję popytową na rynku i wpływa na sytuację gospodarstw domowych korzystających z pelletu” – wskazało biuro prasowe MKiŚ.

Resort zaznaczył też, że krajowe zasoby biomasy drzewnej są ograniczone. Dlatego powinny być one wykorzystywane racjonalnie, z uwzględnieniem bezpieczeństwa energetycznego odbiorców końcowych. Ministerstwo w sierpniu wystąpiło do Dyrekcji Generalnej Lasów Państwowych o analizę możliwości zwiększenia pozyskania i sprzedaży drewna w drugim półroczu 2026 r. i w 2027 r. Resort prowadzi też działania na rzecz zwiększenia pozyskania drewna z lasów prywatnych.

„Równolegle MKiŚ prowadzi działania legislacyjne i programowe służące ograniczeniu presji energetyki zawodowej na krajowe zasoby biomasy, a tym samym zwiększeniu dostępności surowca dla innych sektorów gospodarki, w tym przemysłu drzewnego i ogrzewnictwa indywidualnego” – zapewnia biuro prasowe resortu klimatu.

Główne wnioski

  1. Na części składów brakuje określonych rodzajów węgla, a dostawy trwają dłużej niż przed rokiem. Problemy wynikają z ograniczonej podaży krajowego opału i opóźnień w imporcie. Ceny niektórych produktów przekraczają 2 tys. zł za tonę. Branża ostrzega, że sytuacja może się pogorszyć w grudniu, styczniu i lutym, szczególnie jeśli zima będzie mroźna.
  2. Drogi pellet zwiększa zainteresowanie kotłami węglowymi. Według szacunków SPIUG ich sprzedaż w drugim kwartale 2026 r. mogła wzrosnąć nawet o 45 proc. rok do roku. Jednocześnie branża obserwuje poprawę koniunktury na rynku urządzeń grzewczych, w tym wzrost zainteresowania kotłami gazowymi.
  3. Podwyżki cen pelletu wynikają przede wszystkim z niedoboru surowca w stosunku do rosnącego popytu. UOKiK wskazuje na systemowy charakter problemu. Rzeczniczka praw obywatelskich zwróciła się do rządu o rozważenie pomocy dla gospodarstw domowych. Ministerstwo Klimatu i Środowiska nie planuje jednak dopłat, lecz deklaruje działania na rzecz zwiększenia dostępności biomasy.