Kategoria artykułu: Biznes

Mobi House: mały domek, duży biznes. Polska firma buduje europejski rynek

Ze 150 tys. zł kapitału na start do 18,1 mln zł rocznych przychodów i 521,8 tys. zł zysku netto. Tak w osiem lat rozwinęła się firma Mobi House. Jej założyciel, Bartosz Bartkowiak, przez dwa lata mieszkał w pierwszym zbudowanym przez siebie domku.

Zarząd Mobi House. Od lewej Patrycjusz Szachta – wiceprezes, CPO i współwłaściciel; Anna Blok-Szachta – SA i współwłaścicielka; Katarzyna Blok-Bartkowiak – CFO i współwłaścicielka oraz Bartosz Bartkowiaka – założyciel, prezes i współwłaściciel. Mobi House.
Od prawej: Bartosz Bartkowiak – założyciel i prezes Mobi House, Katarzyna Blok-Bartkowiak – dyrektorka finansowa, Anna Blok-Szachta – doradczyni strategiczna oraz Patrycjusz Szachta – wiceprezes. Wszyscy są współwłaścicielami spółki. Fot. materiały prasowe.

Z tego artykułu dowiesz się…

  1. Dlaczego prezes Mobi House przez dwa lata mieszkał w wyprodukowanym przez siebie domku mobilnym.
  2. W jaki nietypowy sposób Mobi House dociera do klientów i na czym opiera strategię ekspansji zagranicznej.
  3. 1. Jakie są perspektywy rozwoju rynku domków mobilnych i co utrudnia działalność ich producentom.
Loading the Elevenlabs Text to Speech AudioNative Player...

Audio generowane przez AI. Może zawierać błędy.

Kto uważa, że czasy budowania rodzinnych firm niemal od zera skończyły się w latach 90., myli się. I wcale nie trzeba działać w branży technologicznej. Dowodzi tego historia Bartosza Bartkowiaka, z wykształcenia celnika, który ponad 20 lat temu wyjechał do Norwegii pracować przy produkcji kwiatów. Został kierownikiem produkcji i miał stabilną pracę pod Oslo, podczas gdy jego rodzina mieszkała w Polsce. Co tydzień przylatywał do żony i dzieci.

– 100 lotów rocznie to dużo. Po 15 latach chciałem wrócić do Polski. Myślałem o stworzeniu czegoś własnego. Miało być nietuzinkowe. Podobało mi się skandynawskie podejście do mieszkań, w których ogranicza się metraż. Do codziennego życia nie potrzeba wiele, a każdy metr kwadratowy zwiększa koszty utrzymania. Pomyślałem o branży tiny house (ang. mały dom) – opowiada Bartosz Bartkowiak, prezes Mobi House.

Pierwszy domek przetestował na sobie

Ponieważ odpowiadała mu idea mieszkania na niewielkiej powierzchni, a koszty wynajmu w Norwegii były wysokie, w 2018 r. zbudował dla siebie domek typu tiny house o powierzchni 15 m kw.

– Pomógł mi w tym jeden pracownik. Zrobiłem prawo jazdy kategorii B+E i dwa tygodnie po egzaminie wywiozłem domek do Norwegii. Właściciel firmy, w której pracowałem, zgodził się, żebym postawił go na jego terenie. Zamieszkałem w nim na dwa lata. Nie znam innego właściciela firmy produkującej mobilne domki, który znałby swój produkt tak dobrze jak ja – mówi przedsiębiorca.

Rezygnacja ze stabilnej pracy nie była jednak łatwą decyzją, zwłaszcza że do pomysłu na własny biznes z rezerwą podchodziła również żona.

– Po kryzysie z lat 2008–2009 domki mobilne stały się popularne w USA i Nowej Zelandii. Potem takie firmy zaczęły powstawać także w Polsce. Kiedy pokazałem to żonie, w końcu zgodziła się na firmę, którą nazwaliśmy Mobi House. A gdybym nie czekał, byłbym pierwszy w Polsce – wspomina Bartosz Bartkowiak.

Od wiaty do własnej fabryki

Dziś to żona Katarzyna gra pierwsze skrzypce w firmie.

– Ja mam naturę wizjonera. Żona ma chłodną głowę do administracji – twierdzi Bartosz Bartkowiak.

Na rozpoczęcie działalności Bartkowiakowie przeznaczyli 150 tys. zł. Z tej kwoty 50 tys. zł wydali na samochód zdolny do ciągnięcia przyczepy o masie 3,5 tony. Bartosz Bartkowiak nadal jednak dzielił czas między rozwijanie własnej firmy a pracę w Norwegii.

– W 2020 r. wybuchła pandemia i nagle nie mogłem wyjechać z Polski i wrócić do pracy. Postanowiłem poświęcić 100 proc. czasu firmie – wspomina Bartosz Bartkowiak.

Do grona wspólników Mobi House dołączyli szwagier Bartosza, Patrycjusz Szachta, oraz jego żona Anna Blok-Szachta. Wnieśli do spółki nie tylko kapitał, lecz także doświadczenie biznesowe – oboje prowadzą firmę deweloperską.

– Najpierw produkowaliśmy w wiacie przy firmie teścia. Potem wynajęliśmy halę, a w 2021 r. kupiliśmy starą fabrykę, która pasowała do naszej produkcji. Siedziba firmy znajduje się w Zblewie pod Starogardem Gdańskim, a zakład produkcyjny w oddalonych o około 7 km Kaliskach. Cały czas inwestujemy w halę, jej modernizację i wyposażenie, a także w sprzęt i pracowników. Zaczynaliśmy z jednym pracownikiem, dziś zatrudniamy 50 osób – opowiada Bartosz Bartkowiak.

100 domków i pół miliona zysku

Mobi House importuje część materiałów ze Skandynawii, gdzie producenci mają duże doświadczenie w budowie domów szkieletowych i oferują zaawansowane technologicznie rozwiązania. Współpracuje też z lokalnymi dostawcami, m.in. z BAT, rodzinną firmą z Kaszub. Większość elementów – od przyczep i konstrukcji, przez instalacje hydrauliczne, po meble na wymiar – wykonuje samodzielnie. W ubiegłym roku firma wyprodukowała 101 domków. Na 2026 r. zaplanowała produkcję 106.

– W 2025 roku mieliśmy 18,1 mln zł przychodów i 522 tys. zł zysku netto. Moce produkcyjne fabryki to 120 domków. Mamy możliwość ich zwiększenia, ale to nie jest dobry moment na podejmowanie takich decyzji. Na rynku panuje zbyt duża niepewność. Trzeba mieć poduszkę finansową. Ale w przyszłości planujemy rozbudowę – mówi prezes Mobi House.

Nie tylko klienci indywidualni

Możliwości dalszego rozwoju przedsiębiorca dostrzega przede wszystkim na rynkach zagranicznych oraz w sprzedaży firmom i instytucjom (B2B).

– Dziś najczęściej sprzedajemy pojedyncze domki, a chcielibyśmy nawiązać współpracę z instytucjami, hotelami czy kempingami. Moglibyśmy wtedy zwiększyć produkcję. Wszystkie działy są na to gotowe. Mam możliwość zwiększenia produkcji o 70 domków rocznie – mówi Bartosz Bartkowiak.

Kiedy zakładał firmę, był przekonany, że naturalnymi klientami staną się Polacy pracujący czasowo za granicą.

– Zamiast wydawać pieniądze na wynajem, można zainwestować w domek, który po zakończeniu pracy można ściągnąć do Polski albo sprzedać. Przygotowałem reportaż o moim domku w Norwegii, udostępniliśmy go Polonii w Norwegii. Nie pojawił się ani jeden klient – przyznaje Bartosz Bartkowiak.

Wierzą w firmę

Mobi House od początku stawiał na internet i media społecznościowe. Z czasem okazało się, że skutecznym sposobem docierania do nowych odbiorców jest również angażowanie w sprzedaż dotychczasowych klientów.

– Pierwszy klient znalazł nas sam przez internet. To Nina, singielka, która wyznaje nasze wartości: nie chce się wiązać z jednym miejscem, nie wie, gdzie ją życie poniesie. Została naszą pierwszą klientką, a potem przedstawicielką handlową. Nadal mieszka w tiny house’ie, prowadzi też najem krótkoterminowy. Inny klient, Bartosz, kupił nasz całoroczny domek, a potem został naszym handlowcem. Także nasi pracownicy kupowali domki, które teraz wynajmują. Uznali, że to dobra lokata kapitału, z wyższym zwrotem niż standardowe instrumenty finansowe – opowiada Bartosz Bartkowiak.

Pracownicy muszą wierzyć w produkt Mobi House. Także przedstawiciele spółki za granicą.

– Oczekujemy wyłączności na sprzedaż. Rynek jest nowy i szybko się zmienia. Nie chcemy, żeby nasze rozwiązania dostawały się do konkurencji – mówi prezes Mobi House.

Mobi House
Fot. Mobi House

Jak zdobyć zaufanie

Spółka współpracuje z dystrybutorami w Niemczech, Francji, Holandii, Belgii, Austrii, Czechach, Hiszpanii, Słowenii, Słowacji oraz krajach skandynawskich.

– Zależy mi, żeby zbudować własną markę i pod nią sprzedawać produkty. Polskiej firmie niełatwo prowadzić międzynarodową ekspansję pod własnym szyldem. Dużo prościej skalować biznes, produkując dla innych. My jednak od początku chcemy stemplować każdy domek własną nazwą – mówi Bartosz Bartkowiak.

Zdaniem przedsiębiorcy rozpoznawalna marka zwiększa poczucie bezpieczeństwa klientów, którzy wiedzą, kto odpowiada za wyprodukowanie domku. Mobi House sprzedał ich dotychczas ponad 700.

– Zgłoszenia reklamacyjne to promil tej liczby. Najczęstsze reklamacje wynikają jednak z braku świadomości produktu. Domku stojącego na kołach w powietrzu nie można zostawić na zimę bez ogrzewania, bo przymarznie. Cały czas ulepszamy naszą technologię. Jeden z klientów od sześciu lat używa naszego domku w Norwegii na Biegunie Północnym, a 24 stoją już jakiś czas na Ibizie. Pół roku temu wydłużyliśmy standardową gwarancję z dwóch do pięciu lat – mówi Bartosz Bartkowiak.

Własne licencje

Mobi House rozwija własne rozwiązania konstrukcyjne, w tym podwozia oferowane pod marką MH Trailers.

– Dzięki temu mamy większy wpływ na konstrukcję całego produktu, jego mobilność oraz rozwiązania transportowe. Rozwijamy także własne technologie, między innymi system Lift&Go umożliwiający oddzielenie domku od podwozia transportowego. Jako jedyni w Europie posiadamy homologację na całość zabudowy domku całorocznego jako przyczepa specjalna kempingowa. Dzięki temu możemy legalnie poruszać się z domkiem po drogach, ubezpieczać go i użytkować jako pojazd. Niektórzy producenci tiny house’ów kupują nasze przyczepy. Są firmy, które same zaczęły takie przyczepy produkować. Cieszymy się, że wpłynęliśmy na bezpieczeństwo – mówi Bartosz Bartkowiak.

Choć Mobi House nie był pierwszym producentem domków mobilnych w Polsce, jego założyciel uważa, że firma odegrała znaczącą rolę w popularyzacji idei tiny house.

– Mamy na YouTubie kanał Mobi House Big Living. Publikujemy na nim filmy, w których odwiedzamy naszych klientów w Europie. Pokazują oni swoje domki, opowiadają historie i wyjaśniają, dlaczego zdecydowali się na tiny house. Dzięki temu budujemy świadomość. Pokazujemy, że dawny dom Drzymały sprawdza się także dziś. Może mieć różne zastosowania: stać się lokalem fryzjerskim, mobilnym biurem, barem czy domkiem na wynajem – opowiada przedsiębiorca.

Prawo nie nadąża za rynkiem

Bartosz Bartkowiak zwraca jednak uwagę, że rozwój rynku tiny house’ów w Polsce utrudniają przepisy, które nie uwzględniają specyfiki tego rodzaju zabudowy.

– Uregulowania prawne nie są adekwatne. Nie powinno się traktować dużej nieruchomości tak samo jak domku mobilnego. W części krajów Europy Zachodniej są specjalne wymogi dla tiny house’ów. Powstały też przy dużych miastach wioski tiny house, gdzie wymagane są mniej rygorystyczne normy – mówi Bartosz Bartkowiak.

Warto wiedzieć

Osiedla tiny house i specjalne obszary przeznaczone pod tego rodzaju zabudowę

W niektórych krajach europejskich powstają osiedla tiny house, a niektóre gminy opracowują specjalne zasady planistyczne umożliwiające realizację tego rodzaju inwestycji.

Niemcy – Tiny House Village Mehlmeisel

Jedno z pionierskich niemieckich osiedli tiny house. Gmina przygotowała osobny plan zagospodarowania przestrzennego dla tego przedsięwzięcia.

Holandia – Ecowieck w Ewijk

Osiedle ekologiczne, w którym powstały również małe domy realizowane w ramach inicjatywy mieszkańców.

Holandia – Enschede

Gmina Enschede, która przyjęła w 2026 r. odrębne zasady dotyczące osiedli tiny house. Określają one warunki realizacji tego rodzaju domów, również na terenach wiejskich, oraz rolę samorządu w ocenie takich inwestycji.

Na niektórych rynkach dostępne są także specjalne produkty finansowe umożliwiające zakup małego domu.

– Nie są tak korzystne jak hipoteki, ale są korzystniejsze niż kredyty gotówkowe – opowiada twórca Mobi House.

Warto wiedzieć

Finansowanie zakupu tiny house przez banki na rynkach zachodnich

Niemcy – GLS Bank

Bank oferuje kredyt na zakup tiny house od 10 tys. euro, z okresem spłaty od trzech do 10 lat. Nie wymaga zabezpieczenia ani wkładu własnego.

Holandia – ASN Bank

Bank oferuje kredyt gotówkowy, który można przeznaczyć na zakup tiny house. Maksymalna kwota finansowania wynosi 75 tys. euro, a okres spłaty może sięgać 10 lat.

Holandia – Triodos Bank

Triodos Bank dopuszcza finansowanie hipoteczne alternatywnych form mieszkalnictwa, w tym tiny house’ów. Wymaga jednak spełnienia warunków dotyczących m.in. trwałego związania budynku z gruntem. Domki na kołach nie kwalifikują się do takiego finansowania.

Trudna sprawa z hipoteką

Przedstawiciele banków wskazują, że podstawową przeszkodą w finansowaniu zakupu domków mobilnych jest problem z ustanowieniem zabezpieczenia hipotecznego.

– Kredyt hipoteczny jest związany z nieruchomością, dlatego w przypadku rozwiązań mobilnych, które nie są trwale związane z gruntem, możliwości finansowania hipotecznego są ograniczone. Alternatywą może być kredyt konsumencki, którego okres spłaty obecnie w mBanku może sięgać 10 lat. Jeżeli natomiast klient jest właścicielem gruntu lub innej nieruchomości, może rozważyć pożyczkę hipoteczną zabezpieczoną na tej nieruchomości i przeznaczyć pozyskane środki na dowolny cel. W takim przypadku istotne znaczenie mają lokalizacja, charakter i możliwość zaakceptowania danej nieruchomości jako zabezpieczenia – mówi Marcin Wachowiec, dyrektor departamentu zarządzania zabezpieczeniami w mBanku.

Bank dostrzega jednak potencjał rozwoju rynku, któremu mogą sprzyjać zmiany demograficzne i społeczne. Mimo prognozowanego spadku liczby ludności w Polsce liczba gospodarstw domowych w najbliższych latach może się zwiększać ze względu na rosnący udział osób mieszkających samotnie oraz par bez dzieci.

– Domki mobilne mogą być atrakcyjną propozycją dla mieszkańców dużych miast poszukujących miejsca do weekendowego wypoczynku, osób pracujących zdalnie oraz użytkowników ogródków działkowych. Ich przewagą jest relatywnie niski próg wejścia, krótki czas realizacji oraz możliwość korzystania z obiektu praktycznie „od zaraz”. Zainteresowanie takimi rozwiązaniami wzrosło szczególnie w okresie pandemii COVID-19, kiedy zwiększyła się potrzeba wypoczynku i pracy w spokojniejszym, bardziej ustronnym otoczeniu – ocenia Bartosz Kalita, menedżer wydziału polityki analiz i uznawalności zabezpieczeń rzeczowych w mBanku.

Rynek rośnie, spada, jest zmienny

O perspektywy rozwoju branży zapytaliśmy również przedstawicieli firm produkujących domki mobilne i modułowe. Ich oceny są podzielone.

– Obserwujemy zainteresowanie zarówno ze strony klientów indywidualnych, jak i biznesowych. Potencjał wzrostu jest duży. Jeszcze kilka lat temu obiekty kontenerowe były często kojarzone głównie z rozwiązaniami tymczasowymi. Dziś klienci oczekują nowoczesnej architektury, wysokiego standardu wykończenia i możliwości całorocznego użytkowania. Ta zmiana postrzegania produktu jest bardzo istotna dla rozwoju branży – mówi Aleksandra Jurek, lider działu sprzedaży Global Home Containers.

Znacznie mniej optymistycznie sytuację ocenia Krzysztof Ostałowski, kierownik ds. sprzedaży w firmie Damir.

– Od przynajmniej dwóch lat liczba klientów zainteresowanych domami modułowymi maleje. Coraz więcej osób rezygnuje z planów budowy domu. Ten trend jest jeszcze bardziej widoczny w przypadku domów rekreacyjnych. Wpływają na to wysokie ceny gruntów budowlanych oraz bariery prawne, takie jak brak miejscowych planów zagospodarowania przestrzennego i bardzo długi czas oczekiwania na wydanie decyzji o warunkach zabudowy. Branży nie sprzyja również niepewna sytuacja geopolityczna – mówi Krzysztof Ostałowski.

Inny obraz rynku wyłania się z danych platformy OLX.

– Rynek mikrodomów bywa podatny na okresowe zmiany popytu. O ile domki typu tiny house i w mniejszym stopniu domy mobilne silnie reagują na chwilowe trendy, dając spektakularne, lecz krótkotrwałe skoki popytu, o tyle domy modułowe rosną organicznie i przewidywalnie. Wrześniowy wzrost zainteresowania budownictwem modułowym na poziomie 35 proc. r/r najlepiej pokazuje, gdzie dzisiaj lokuje się realny, stabilny kapitał i długofalowa uwaga inwestorów – mówi Kamil Szabłowski, rzecznik OLX.

A może znów zamieszkać na 15 m kw.?

Bartosz Bartkowiak, który przekonał setki klientów do życia na niewielkiej powierzchni, sam mieszka dziś z rodziną w tradycyjnym domu. Nie wyklucza jednak powrotu do metrażu tiny house.

– Dobrze się czuję w małych przestrzeniach. Na dodatek widzę, ile kosztuje ogrzewanie niepotrzebnych metrów kwadratowych. W tiny house rodzina żyje bliżej siebie, w dużym domu każdy mieszka osobno. To wpływa na relacje. W małym domku dzieci mimowolnie uczą się więcej od rodziców i biorą większy udział w życiu rodzinnym. Cały czas myślę o wyprowadzce. Czekam, aż dzieci skończą podstawówkę, wybiorą szkoły, zobaczymy, jak się potoczy nasze życie. I czekam, aż żona się zdecyduje – kończy Bartosz Bartkowiak.

Bartosz Bartkowiak, prezes Mobi House.
Bartosz Bartkowiak, założyciel i prezes Mobi House, przez dwa lata mieszkał w małym domku mobilnym, który był pierwszym z ponad 700 domków sprzedanych dotychczas przez jego firmę. Fot. materiały prasowe.

Główne wnioski

  1. Bartosz Bartkowiak po 15 latach pracy w Norwegii postanowił wrócić do Polski i stworzyć własny biznes związany z produkcją małych, mobilnych domów, czyli tiny house. W 2018 roku zbudował pierwszy domek, w którym mieszkał przez dwa lata. W 2020 roku, podczas pandemii, poświęcił cały swój czas firmie Mobi House, którą rozwija z żoną, szwagrem i szwagierką. Z małej produkcji firma rozrosła się do fabryki zatrudniającej 50 osób.
  2. Mobi House wyprodukował już około 700 domków, które trafiają do klientów w Polsce i za granicą. W 2025 roku firma osiągnęła 18,1 mln zł przychodów i 522 tys. zł zysku netto. Przedsiębiorstwo rozwija własne technologie, oferuje pięcioletnią gwarancję i współpracuje z dealerami w wielu krajach Europy. W przyszłości planuje zwiększyć sprzedaż, szczególnie poprzez współpracę z hotelami, kempingami i innymi instytucjami.
  3. Małe domy mobilne stają się alternatywą dla tradycyjnego budownictwa, szczególnie dla singli, par bez dzieci oraz osób szukających miejsca na wypoczynek lub pracy zdalnej. Rozwój tej branży utrudniają jednak niejasne przepisy prawne, wysokie ceny działek i problemy z uzyskaniem kredytu hipotecznego. Opinie o przyszłości rynku są podzielone: część firm dostrzega duży potencjał wzrostu, a inne zauważają spadek zainteresowania klientów. Mimo tych trudności Bartosz Bartkowiak wierzy w rozwój branży i popularyzację życia na niewielkiej przestrzeni.