Amerykańska giełda odreagowuje wybory. Indeksy rosną, ale są też spadki
Pierwsza sesja po wyborach połówkowych zaczęła się od wzrostów największych indeksów na giełdzie w USA. Na plusie znalazły się S&P 500, Dow Jones oraz Nasdaq. Nie wszyscy jednak korzystają z optymizmu inwestorów. Spadki objęły spółki budujące centra danych, a także firmy związane z Elonem Muskiem.
Z tego artykułu dowiesz się…
- Jak amerykańska giełda zareagowała na wyniki wyborów połówkowych.
- Jak inwestorzy oceniają obecne realia polityczne w USA.
- Jakie branże mogą być stratne na zmianie sił w amerykańskim Kongresie.
Audio generowane przez AI. Może zawierać błędy.
Kurz po wtorkowych wyborach połówkowych w USA jeszcze nie opadł, a amerykańskie rynki już wystawiły swoją ocenę. Główne indeksy rozpoczęły środową sesję od wzrostów. Wskaźnik S&P 500, skupiający pół tysiąca najcenniejszych spółek na giełdzie, o godz. 18 czasu polskiego rósł o 1,82 proc. Z kolei Dow Jones, indeksujący bardziej elitarne grono, bo 30 największych, rósł o 2,82 proc. Nasdaq, będący miarą kondycji sektora technologicznego, od otwarcia wzrósł o 1,45 proc.
Optymizm inwestorów niekoniecznie wynika jednak z faktu, że większość w Kongresie i Izbie Reprezentantów będą mieli teraz politycy Partii Demokratycznej. Warto pamiętać, że rynek tuż przed wyborami zaliczał spadki przez kilka sesji, co stworzyło okazję do zakupów. Indeks S&P 500 od 21 października do poniedziałku 3 listopada stracił na wartości 2,86 proc. W tym samym czasie Dow Jones skurczył się o blisko 1,7 proc.
Wyjątkiem był Nasdaq, który wzrósł o 11,5 proc., w czym swój udział miały największe spółki technologiczne, który kontynuują hossę. Spośród „wspaniałej siódemki” pięć firm notuje dobre wyniki. Do godz. 18 kurs Apple wzrósł o 6,6 proc. Nieznacznie lepiej radził sobie Amazon, który zaliczył wzrost o 6,8 proc., a także Microsoft drożejący o 6,7 proc. Koncern Alphabet, właściciel Google, w ciągu niemal trzech godzin od otwarcia zaliczył wzrost o 4,2 proc., a Meta, do której należą Facebook i Instagram, była 2,8 proc. na plusie.
Inwestorzy cieszą się już po wyborach. I liczą, ile zarobią na politycznym impasie
Jednak podobnie jak w przypadku indeksów, tak i wzrost akcji popularnych spółek nie jest bezpośrednim efektem wygranej demokratów. Jak wyjaśnił w rozmowie z Reutersem Scott Chronert, szef ds. strategii rynków USA w Citi Research, inwestorzy bardziej niż z wyniku cieszą się z tego, że wybory już są za nimi.
„Panuje powszechna opinia, że mamy do czynienia z wydarzeniem oczyszczającym dla rynku. Oznacza to, że niepewność związana z wyborami jest już za nami” – wskazał ekspert w rozmowie z agencją.
A nowa rzeczywistość polityczna w USA wskazuje na to, że Kongres będzie kontrolowany przez demokratów, mających odmienne poglądy na większość sfer życia i gospodarki niż obecna administracja kierowana przez Donalda Trumpa. Sam prezydent jeszcze przed ogłoszeniem wyników ogłosił, że na wypadek porażki republikanów on sam może zamienić się w „pana weto”. Impas, który czeka amerykańskie ustawodawstwo jest oceniany przez rynek jako... coś dobrego.
„Rynki historycznie radziły sobie lepiej, gdy żadna partia nie była w stanie przeforsować ustawodawstwa w głosowaniu partyjnym. Takie otoczenie generalnie sprzyjało akcjom” – powiedział w rozmowie z Bloombergiem Jason Pride, dyrektor ds. inwestycji klientów indywidualnych w funduszu Glenmede.
Z analizy Franklin Templeton Institute, obejmującej lata 1990-2022, w czasie których wybory połówkowe odbyły się dziewięciokrotnie, wynika, że indeks S&P 500 zyskał średnio 14,5 proc. w ciągu kolejnych 12 miesięcy od głosowania, odnotowując dodatnie stopy zwrotu we wszystkich dziewięciu przypadkach. Jak wyjaśnił Stephen Dover, główny strateg rynkowy i dyrektor w instytucie, rynek nie powinien obawiać się politycznego impasu.
„Historia pokazuje, że inwestorzy nie powinni koniecznie obawiać się podziału władzy. Rynki historycznie czerpały korzyści, gdy niepewność wyborcza ustępowała, a uwaga ponownie skupiała się na fundamentach gospodarczych” – wskazał ekspert w komentarzu nadesłanym redakcji XYZ.
Podobnego zdania jest także Mikołaj Sobierajski, analityk rynku w XTB. Jak wskazał w swoim komentarzu na stronie domu maklerskiego, rynek może interpretować wynik wyborów jako ograniczenie swobody dla Trumpa w podejmowaniu gwałtownych działań legislacyjnych.
„Przez ostatnie dwa lata administracja republikańska mogła liczyć na przychylność Kongresu, co ułatwiało realizację jej programu. Teraz sytuacja się odwraca. Demokraci zyskają narzędzia do prowadzenia dochodzeń, organizowania przesłuchań i kontrolowania działań administracji, ale wdrażanie nowych regulacji będzie znacznie trudniejsze. To właśnie ta różnica między możliwością kontrolowania władzy a możliwością skutecznego stanowienia prawa może być jednym z najważniejszych czynników dla inwestorów” – zauważył Mikołaj Sobierajski.
Centra danych w USA na cenzurowanym. Akcje spółek z branży spadają
Demokraci zyskują nie tylko realne instrumenty do kontroli władzy, ale także biznesu. I właśnie ten czynnik sprawił, że przy ogólnym optymizmie na amerykańskim rynku znaleźli się też ci, którzy tracili. Szczególnie dotknięta przeceną została branża spółek zajmujących się budową centrów danych i powiązanych z nimi firm. Nvidia, czyli największy producent podzespołów wykorzystywanych do obsługi i rozwoju sztucznej inteligencji, traciła 1,65 proc.
W ślad za nią poszły spółki zajmujące się bezpośrednio rozwojem centrów danych. Dostawca infrastruktury chmurowej IREN Limited tracił 9,2 proc.; firma Applied Digital Corporation zajmująca się projektowaniem, budową i zarządzaniem dużymi centrami potaniała o 6,4 proc. Z kolei notowania Core Scientific, przedsiębiorstwa wcześniej zajmującego się wydobywaniem bitcoinów, a teraz skupiającym się na rozwoju zaplecza dla AI, skurczyły się o 9,3 proc.
Inwestorzy zareagowali wyprzedażą aktywów spółek z branży z uwagi na nastroje wśród demokratów i ich wyborców. Wiodącym tematem w czasie kampanii były ceny paliw i ogólny wzrost kosztów życia, jednak również popularnym wątkiem była budowa centrów danych i ich negatywny wpływ na środowisko i lokalną społeczność. Rozwój infrastruktury jest kluczowy z perspektywy spółek technologicznych, które na ten cel w samym 2026 r. wydadzą blisko 800 mld dolarów.
Regulacje dla budujących centra danych nie są jednak przesądzone. Demokraci będą musieli bowiem liczyć się z prezydenckim wetem, do odrzucenia którego zabraknie im głosów. Podobnie jak w Polsce, tak i w USA, aby unieważnić sprzeciw prezydenta wymagane jest poparcie 2/3 parlamentarzystów, co w przypadku Senatu daje co najmniej 67 głosów. Partia Demokratyczna będzie liczyć 54 reprezentantów.
„Prezydent zaakceptował wynik wyborów, ale zapowiedział, że będzie wetował praktycznie wszystkie ustawy, które trafią na jego biurko z kontrolowanego przez demokratów Kongresu. Taka deklaracja może paradoksalnie uspokajać inwestorów. Nawet jeśli nowa większość będzie chciała szybko zmienić zasady funkcjonowania branży technologicznej, droga legislacyjna okaże się wyjątkowo trudna” – zauważył Mikołaj Sobierajski.
Blisko pół miliarda dolarów od Elona Muska nie pomogły republikanom w wygranej
Osobnymi przegranymi, niewpisującymi się w szerszy trend na rynku, były spółki powiązane z Elonem Muskiem. Ostatnia z wspaniałej siódemki, która nie została jeszcze wymieniona – Tesla, w trakcie sesji traciła 2 proc. Natomiast akcje SpaceX potaniały o 2,97 proc.
Firmom pośrednio zaszkodził ich założyciel. Elon Musk, który wspierał w czasie kampanii prezydenckiej Donalda Trumpa, także teraz udzielił finansowej pomocy politykom Partii Republikańskiej. Według Open Secrets, niezależnej organizacji monitorującej finansowanie polityków, miliarder przeznaczył na wsparcie kandydatów do senatu i gubernatorów republikanów 446 mln dolarów.
Szczególnie bolesna z perspektywy Muska wydaje się porażka republikanów w Teksasie. W stanie, w którym swoje siedziby mają Tesla oraz SpaceX i przed którym odpowiadają prawnie. Po raz pierwszy od 1988 r. senatorem Teksasu będzie demokrata – James Talarico. Dodatkowo gubernatorką stanu została demokratka Gina Hinojosa.
Polityka schodzi na drugi plan. Inwestorzy spoglądają w kierunku Fed
Po poznaniu wyników wyborów uwaga inwestorów skupi się na bardziej przewidywalnych aspektach. Podwyższona inflacja i wysokie ceny paliw były na ustach wszystkich przed głosowaniem i już po nim temat ten szybko nie zniknie. Według danych za wrzesień dynamika wzrostu cen konsumpcyjnych w USA przyspieszyła do 3,7 proc. w relacji rocznej. Na szczególną uwagę zasługiwał skokowy wzrost cen oleju napędowego, który podrożał w ciągu roku o 74,2 proc.
Fed na posiedzeniu poprzedzającym wybory połówkowej postanowił utrzymać stopy procentowe na niezmienionym poziomie. W komunikacie po decyzji wskazano, że aktywność gospodarcza w USA rośnie w szybkim tempie, chociaż czynnikiem rodzącym niepewność pozostaje rozwój sytuacji geopolitycznej.
Jak październikowa decyzja władz monetarnych była zgodna z konsensusem – taki scenariusz obstawiało 12 z 13 ośrodków analitycznych w ankiecie dla Reutersa – tak eksperci niemal jednogłośnie przewidują, że w grudniu będzie podwyżka. Po ruchu w górę o 25 pkt bazowych we wrześniu stopy procentowe obecnie mieszczą się w przedziale 3,75-4 proc. Pod koniec roku, zdaniem analityków, Fed dołoży kolejną ćwiartkę.
Główne wnioski
- Amerykańskie giełdy pozytywnie zareagowały na zakończenie wyborów, ale wzrosty nie wynikają bezpośrednio ze zwycięstwa demokratów. Inwestorzy zwracają uwagę przede wszystkim na to, że niepewność związana z głosowaniem została zakończona. Analiza Franklin Templeton Institute wskazuje, że w dziewięciu przypadkach wyborów połówkowych w latach 1990–2022 S&P 500 zyskiwał w kolejnych 12 miesiącach średnio 14,5 proc., a dodatnią stopę zwrotu odnotował za każdym razem.
- Wynik wyborów zwiększył ryzyko zmian regulacyjnych dla części sektora technologicznego, szczególnie firm związanych z centrami danych. Zwolennikami kontrolowania branży są demokraci. Jednak możliwość wprowadzenia nowych regulacji pozostaje ograniczona przez układ polityczny. Prezydent Donald Trump zapowiedział wetowanie ustaw przyjmowanych przez nową większość w Kongresie.
- Po wyborach uwaga inwestorów ponownie przesuwa się z polityki na gospodarkę i decyzje Fed. Podwyższona inflacja była głównym tematem przed wyborami i może nim pozostać też po głosowaniu. Wzrost cen w gospodarce jest napędzany przez wysokie ceny paliw. Analitycy spodziewają się, że na grudniowym posiedzeniu amerykańskie władze monetarne mogą zdecydować się na kolejną podwyżkę o 25 pkt bazowych.

