Kategorie artykułu: Społeczeństwo Świat

Atak na amerykańską bazę w Bahrajnie oczami Polaków

Małżeństwo Małgorzata i Marcin Lejmanowie, którzy mieszkają w Bahrajnie od 2016 roku, opowiada o ataku na zlokalizowaną na wyspie amerykańską bazę wojskową.

Barhrajn w sobotę 28 lutego po ataku na bazę wojskową. Fot. Małgorzata Lejman

Z tego artykułu dowiesz się…

  1. Jak mieszkańcy Bahrajnu zostali poinformowani o zbliżającym się ataku.
  2. Ile trwał poranny atak.
  3. Kiedy zaczął się ponowny.
Loading the Elevenlabs Text to Speech AudioNative Player...

W Bahrajnie, gdzie znajduje się jedna z ulokowanych na Bliskim Wschodzie baz amerykańskich, syreny zawyły rano.

– To było o 11.26 naszego czasu, czyli o 9.26 w Polsce. Potem dostaliśmy alert na telefon. Czuć było ciszę w powietrzu. Zwykle w sobotę, czyli drugi dzień weekendu w Bahrajnie, jeżdżą samochody, jest spory ruch. Dziś rano na ulicy jechał jeden, może dwa auta. Potem syreny zawyły drugi raz. Poszłam do sklepu po mleko, a tam tłum ludzi, covid razy dwa. Wszyscy robili duże zakupy. Nagle część z nich wybiegła ze sklepu i zaczęła coś nagrywać. W jednym momencie wszyscy dostaliśmy alerty na telefony. W Bahrajnie to nie jest zwykłe piknięcie wiadomości, jak w Polsce. Dość głośno wyje z telefonu alarm. I nagle ze wszystkich telefonów ludzi wokół rozległ się ten alarm. Wyszłam przed sklep. Usłyszałam kilka huków. Gdy wracałam do domu, wielu ludzi stało pod budynkami. Rząd informował, żeby unikać przebywania w wysokich budynkach, nie korzystać z wind – relacjonuje Małgorzata Lejman, która mieszka w Bahrajnie od 2016 roku i prowadzi na instagramie konto Polka w Bahrajnie.

Baza wojskowa trafiona

Jej mąż Marcin usłyszał pierwszy huk, będąc w domu.

– Przez pewien czas uderzenia były tak mocne, że drżały szyby w naszym mieszkaniu na 14 piętrze. Były jednak daleko, prawdopodobnie były to przechwytywane pociski. Ze 2-3 doleciały jednak do celu. Z wideo i oficjalnych informacji wiemy, że została trafiona amerykańska baza, nadal po kilku godzinach unosi się z niej komin dymu. Znajomy, który pracował przez trzy lata w tej bazie, mówi, że sądząc po zdjęciach, został trafiony magazyn – mówi Marcin Lejman.

Dodaje, że Amerykanie spodziewali się odwetu i większość personelu została z bazy ewakuowana już wcześniej. Znajdujący się w bazie sprzęt został rozproszony, np. wojskowe jednostki wypłynęły z portu już kilka dni temu.

Potem na półtorej godziny sytuacja w Bahrajnie się uspokoiła.

– Byłem na stacji zatankować samochód, kolejka była duża, czekaliśmy pól godziny – relacjonuje Marcin Lejman.

Zdjęcie z dzielnicy Juffair, w której znajduje się amerykańska baza wojskowa. Fot. Małgorzata Lejman

Rządowe alerty

Pierwszy alert zalecał, żeby nie opuszczać bez potrzeby domu. W drugim poinformowano o miejscach, w których można się schronić. To głównie centra handlowe, które mogą pomieścić po kilka tysięcy osób.

– Nie było zalecenia, żeby się do nich udać, to bardziej informacja, gdzie się znajdują – twierdzi Marcin Lejman.

Takie alerty dostali dziś mieszkańcy Bahrajnu.

Mieszkańcy Bahrajnu otrzymali również inne alerty.

„Ponieważ trwa przechwytywanie pocisków, Ministerstwo Spraw Wewnętrznych zaleca obywatelom i rezydentom, by nie zbliżali się do ruin lub obiektów, które spadły w wyniku operacji oraz by informowali o nich na numer 999. Dziękujemy za współpracę" – brzmi jeden z nich.

„Ministerstwo Spraw Wewnętrznych: Syrena została uruchomiona ze względu na niebezpieczeństwo. Zaleca się, by obywatele i rezydenci zachowali spokój i udali się do najbliższej bezpiecznej lokalizacji. Dla publicznego bezpieczeństwa należy unikać korzystania z głównych dróg, chyba że jest to konieczne. Wkrótce przekażemy kolejne wskazówki, by zapewnić wszystkim bezpieczeństwo" – oto treść kolejnego.

Znowu słychać huki

O 15 czasu bahrajskiego, czyli 13 polskiego, w Bahrajnie znowu rozległy się huki.

– Myślę, że będzie zamieszanie przez kilka kolejnych dni, ale nie mam na ten temat wiedzy – mówi Marcin Lejman.

Ewakuowani są mieszkańcy osiedla znajdującego się tuż przy bazie wojskowej. Most łączący Bahrajn z Arabią Saudyjską został przez Bahrajczyków zamknięty. Zamknięte zostało także lotnisko.

Bahrajn leży w Zatoce Perskiej między Katarem a północno-wschodnim wybrzeżem Arabii Saudyjskiej. Zajmuje wyspę Al-Bahrajn i kilkanaście mniejszych przybrzeżnych wysp. Ma powierzchnię 694 km kw. (dla porównania Warsawa ma 517,2 km kw.) i 1,5 mln mieszkańców (Warszawa: 1,8 mln, a uwzględniając całkowitą liczbę przebywających 2,2 mln). Państwo jest dziedziczną monarchią konstytucyjną, a głową państwa jest król Hamad ibn Isa Al Chalifa.

Główne wnioski

  1. O godz. 11.26 czasu bahrajskiego, czyli o 9.26 polskiego w Bahrajnie, gdzie znajduje się jedna z ulokowanych na Bliskim Wschodzie amerykańskich baz wojskowych, zawyły syreny.
  2. W ciągu godziny dało się usłyszeć pierwsze huki. Były to pociski przechwytywane i neutralizowane w powietrzu. Kilka z nich doleciało jednak do celu, czyli amerykańskiej bazy wojskowej. Z informacji rozmówców XYZ wynika, że trafiony został magazyn. Amerykanie już kilka dni wcześniej ewakuowali z bazy personel i rozproszyli sprzęt wojskowy.
  3. Po południu znowu rozległy się odgłosy przechwytywanych w powietrzu pocisków. Mieszkańcy otrzymali kilka alertów. Rząd apeluje o zachowanie spokoju i nieużywanie głównych dróg. Most łączący Bahrajn z Arabią Saudyjską został zamknięty. Lotnisko również zostało zamknięte.