Kategorie artykułu: Biznes Świat

Brak pracowników w regionie to problem strukturalny, nie chwilowy

Węgierski gigant drobiarski Master Good wstrzymuje wielką inwestycję. Powodem nie jest brak funduszy, lecz niedobór pracowników. To problem wielu firm w całym regionie. Zdaniem ekspertów mamy do czynienia ze zjawiskiem o charakterze strukturalnym.

Pracownicy fabryki Škoda Auto w Mlada Boleslav w Czechach montują samochody na linii produkcyjnej.
Škoda Auto to jeden z tych dużych zakładów w państwach naszego regionu, które skarżyły się na brak rąk do pracy. Fot. Milan Jaros/Bloomberg via Getty Images

Z tego artykułu dowiesz się…

  1. Co pokrzyżowało wielkie plany inwestycyjne węgierskiej firmy Master Good.
  2. Skąd i dlaczego duże grupy mięsne w Europie Środkowej chętnie rekrutują pracowników.
  3. Jakie rozwiązania problemu niedoboru rąk do pracy proponują eksperci zajmujący się rynkiem pracy.
Loading the Elevenlabs Text to Speech AudioNative Player...

Master Good to jedna z trzech największych grup drobiarskich na Węgrzech oraz jedna z największych firm rodzinnych w tym kraju. Można ją porównać do polskiego Cedrobu – również pionowo zintegrowanego rodzinnego przedsiębiorstwa z branży drobiarskiej, posiadającego znaczący udział w rynku.

Rodzina Bárány, do której należy Master Good, znajduje się wśród najzamożniejszych węgierskich przedsiębiorców. Magazyn „Forbes” oszacował ostatnio jej majątek na ponad 180 mld forintów, czyli prawie 2,2 mld zł. Dało jej to 19. miejsce na najnowszej liście najbogatszych Węgrów.

Kłopot z decyzją rządu

Rodzinna firma od dawna planowała dużą inwestycję. W miejscowości Nyírjákó, na północnym wschodzie Węgier, miała powstać fabryka przetwórstwa drobiu wraz z instalacjami do zagospodarowania odpadów produkcyjnych. Wartość przedsięwzięcia oszacowano na 120 mld forintów, czyli prawie 1,5 mld zł.

Kilkanaście dni temu László Bárány Jr., dyrektor zarządzający przedsiębiorstwa, zwołał pracowników i poinformował ich o wstrzymaniu inwestycji. Powodem była perspektywa braku rąk do pracy.

Planując budowę fabryki, Master Good zakładał, że zatrudni w niej tzw. pracowników gościnnych. Na początku czerwca rząd Pétera Magyara jednak w trybie natychmiastowym zlikwidował tę możliwość.

Zdaniem László Báránya Jr. zatrudnienie rodzimych pracowników nie wchodzi w tym przypadku w grę. Nie chodzi przy tym o wyższe koszty pracy. Według szefa Master Good Węgrzy nie są zainteresowani wykonywaniem części prac fizycznych. Na takich stanowiskach sprawdzają się natomiast pracownicy gościnni.

Filipińczycy są wytrzymalsi

Szef węgierskiego rządu nie przyjmuje tych argumentów. Po podjęciu decyzji o wstrzymaniu inwestycji stwierdził, że ubiegłoroczny zysk netto grupy Master Good wyniósł prawie 25 mld forintów. Jego zdaniem przeznaczenie 1,5 mld forintów z tej kwoty na podwyżki pozwoliłoby firmie pozyskać wystarczającą liczbę pracowników z kraju.

Grupa drobiarska od dawna w znacznym stopniu opiera się jednak na pracy cudzoziemców. Dwa lata temu podczas konferencji AgroFuture 2024 mówiła o tym Gyöngyi Kántor, dyrektorka ds. kadr Master Good. Spośród 3,3 tys. zatrudnionych wówczas osób aż 400 stanowili Filipińczycy.

„Zatrudnianie Węgrów na takich stanowiskach jest nieopłacalne. Są bowiem w stanie pracować w warunkach panujących w przemyśle spożywczym i hodowli zwierząt tylko przez krótki czas. Filipińscy pracownicy planują znacznie dłużej, także w godzinach nadliczbowych. Ponadto łatwo się adaptują” – wyjaśniała Gyöngyi Kántor, cytowana przez specjalistyczny serwis agrarszektor.hu.

Fabryki motoryzacyjne w potrzebie

Zalety pracowników z Filipin doceniają pracodawcy we wszystkich krajach regionu. Sprawdzają się także w polskich przedsiębiorstwach branży mięsnej. Są jedną z kilkunastu grup narodowościowych zatrudnionych m.in. w zakładach Wipaszu. Przy tak dużej różnorodności językowej część instrukcji w fabrykach grupy ma formę obrazkową.

Niedobór pracowników dotyka jednak nie tylko firm spożywczych, lecz także producentów w niemal wszystkich sektorach. Od lat zakłady motoryzacyjne za południową granicą Polski skarżą się na niego. Problemy mają zarówno słowackie fabryki zachodnich koncernów, jak i czeska Škoda Auto.

Dwa lata temu agencja SITA informowała, że Volkswagen Slovakia poszukiwał ponad 200 pracowników z wykształceniem w zakresie elektrotechniki. O poważnych brakach kadrowych mówili także dwa–trzy lata temu menedżerowie Škody Auto.

Zdaniem eksperta

Konieczne są głębsze reformy

Ocena wpływu niedoboru pracowników na inwestycje w Europie Środkowo-Wschodniej nie jest dziś łatwa, ponieważ – wbrew częstym opiniom menedżerów – brakuje twardych, systematycznych danych, które pozwalałyby jednoznacznie zmierzyć skalę tego zjawiska. W debacie publicznej dominuje raczej perspektywa anegdotyczna niż analityczna.

Dobrze pokazuje to szerszy problem. Rządy w regionie od lat deklarują, że rozwój kapitału ludzkiego i edukacji jest jednym z ich priorytetów, ale konkretne działania pozostają często niespójne i mało przekonujące. Przykłady z Czech pokazują, że między deklaracjami a realną polityką wciąż istnieje wyraźna luka.

Zestaw narzędzi, jakimi dysponują państwa, jest w gruncie rzeczy dobrze znany. Kluczowe znaczenie ma bardziej efektywne zaprojektowanie systemu podatkowo-transferowego, tak aby aktywizować osoby pozostające poza rynkiem pracy – zwłaszcza rodziców małych dzieci i osoby starsze. Równie istotna jest poprawa jakości edukacji na wszystkich poziomach, w tym rozwój badań, innowacji i szkolnictwa wyższego, które bezpośrednio wpływają na produktywność gospodarki.

W dłuższej perspektywie najpoważniejszym wyzwaniem pozostaje jednak demografia. Starzenie się społeczeństw oraz kurczenie się populacji w wieku produkcyjnym będą w nadchodzących dekadach systematycznie pogłębiać problem niedoboru pracowników. Sytuację dodatkowo komplikuje nieefektywność systemów społecznych i ochrony zdrowia, ograniczająca aktywność zawodową części społeczeństwa.

Oznacza to, że niedobory pracowników nie są jedynie przejściowym problemem cyklicznym, lecz mają charakter strukturalny. Bez głębszych reform – zarówno na rynku pracy, jak i w edukacji – staną się jednym z najważniejszych ograniczeń rozwoju gospodarczego regionu w długim okresie.

„Niedobór pracowników spowalnia rozwój czeskich firm, zwiększa obciążenie obecnej kadry i prowadzi do wzrostu kosztów wynagrodzeń” – to główne wnioski z badania przeprowadzonego wiosną 2024 r. przez firmę Deloitte.

Brakuje lakierników i kucharzy

„To realne wyzwanie. W czasach dynamicznego rozwoju technologii i zmieniających się wymagań wobec pracowników coraz trudniej jest znaleźć i utrzymać wysokiej jakości kadrę. Staramy się stosować innowacyjne metody rekrutacji oraz inwestujemy w rozwój i opiekę nad pracownikami” – mówiła cytowana w opracowaniu Irena Filařová Nucová, dyrektorka HR w Plaček Pet Products.

Miniwywiad

Trzeba lepiej wykorzystać istniejące rezerwy

W jakim stopniu niedobory pracowników ograniczają dziś inwestycje i rozwój przemysłu w Europie Środkowo-Wschodniej?

To prawda, że w regionie brakuje pracowników. Jest to częściowo skutek niekorzystnych tendencji demograficznych. Trzeba jednak zaznaczyć, że obecnie problem jest mniejszy niż przed 2020 r., kiedy – przy dobrej koniunkturze gospodarczej – liczba wakatów była znacznie wyższa.

Niedobory pracowników są w naszym regionie zjawiskiem stosunkowo nowym. W praktyce pojawiły się dopiero w drugiej dekadzie XXI wieku. Wcześniej kraje Europy Środkowo-Wschodniej zmagały się raczej z niedoborem miejsc pracy. Szczególnie dotyczyło to Rumunii, Polski i Węgier. Pod koniec minionej dekady sytuacja się odwróciła i zaczęło brakować rąk do pracy. Pewnym wyjątkiem pozostaje Rumunia.

Kilka lat temu zaczął rosnąć import siły roboczej – firmy rekompensowały braki kadrowe zatrudnianiem pracowników z zagranicy. Głównym źródłem byli pracownicy z krajów Dalekiego Wschodu. Po rosyjskiej agresji na Ukrainę w 2022 r. napływ ten – przede wszystkim do Polski – jeszcze się nasilił i objął uchodźców z Ukrainy.

Dla firm zatrudnianie pracowników z zagranicy było atrakcyjne nie tylko ze względu na niedobory. Często byli oni tańsi, bardziej odporni na trudne warunki i bardziej zmotywowani, co czyniło ich szczególnie pożądanymi pracownikami.

Tania siła robocza stanowi naturalnie przewagę konkurencyjną, którą firmy uwzględniają w swoich decyzjach inwestycyjnych. Dla pracowników mniej napięty rynek pracy oznacza jednak gorszą sytuację. I to właśnie jest dziś osią debaty gospodarczej: dostępność pracy wzrosła w porównaniu z poprzednimi latami, a firmy są jednocześnie skłonne zatrudniać pracowników z państw trzecich.

Czy jest to zjawisko cykliczne, czy raczej strukturalne ograniczenie rynku pracy, które utrzyma się w kolejnych latach?

Nie nazwałbym tego zjawiska cyklicznym. Poza Polską i być może Czechami kraje regionu w ostatnich latach nie były w stanie utrzymać silnego wzrostu gospodarczego ze względu na kolejne kryzysy. Jak już wspomniałem, z cyklicznego punktu widzenia niedobory pracowników były w przeszłości nawet większe.

Z perspektywy strukturalnej pogarszająca się demografia i spadek liczby osób w wieku produkcyjnym stanowią poważny problem. Wynika to z dwóch czynników: niskiej dzietności oraz otwarcia rynków pracy w UE, które doprowadziło do emigracji pracowników do krajów Europy Zachodniej oferujących wyższe wynagrodzenia. W efekcie, choć poziom płac pozostaje kluczowym czynnikiem konkurencyjności regionu, znaczna część siły roboczej odpływa, ponieważ za granicą może zarobić więcej.

Na krajowych rynkach pracy wciąż istnieją pewne rezerwy, ale ich wykorzystanie jest utrudnione ze względu na niedopasowanie kompetencji, brak doświadczenia czy niekorzystne położenie geograficzne.

Jakie działania - państwa lub biznesu – mogłyby zmniejszyć te problemy? Migracja, automatyzacja czy reformy edukacji?

Nie ma jednego rozwiązania. Kluczowe jest oparcie wzrostu gospodarczego na wyższej efektywności i działalności o większej wartości dodanej, zwłaszcza biorąc pod uwagę ograniczone możliwości zwiększania zatrudnienia. Jednocześnie trzeba mierzyć się z wyzwaniami demograficznymi – choć nie jest to ani łatwe, ani szybkie rozwiązanie.

Można natomiast lepiej wykorzystać istniejące rezerwy pracy, m.in. poprzez szkolenia – tutaj wciąż istnieje pewien potencjał. Dopiero jeśli te działania okażą się niewystarczające, należy sięgać po pracowników z państw trzecich – i to w sposób kontrolowany.

Problem dotyczy nie tylko dużych zakładów. Trudności ze znalezieniem lakierników czy kucharzy mają również mali pracodawcy. Niedobór będzie się pogłębiał, ponieważ brakuje także osób zainteresowanych kształceniem się w tych zawodach – alarmowało niedawno czeskie radio publiczne. Ostatnio okazało się, że chętnych do pracy fizycznej brakuje nawet w praskim ogrodzie zoologicznym.

Wszystko wskazuje na to, że problem nie zniknie wraz z poprawą koniunktury. Starzenie się społeczeństw będzie go pogłębiać. Bez głębokich zmian w edukacji, polityce rynku pracy i podejściu do migracji trudno będzie odwrócić ten trend.

Główne wnioski

  1. Niedobór pracowników staje się trwałą barierą dla inwestycji w regionie. Przypadek węgierskiej firmy Master Good pokazuje, że brak rąk do pracy może realnie wstrzymywać duże projekty inwestycyjne. Problem dotyczy nawet przedsiębiorstw o silnej pozycji finansowej. Eksperci podkreślają, że nie jest to zjawisko cykliczne, lecz strukturalne. Wynika to z niekorzystnej demografii, emigracji oraz kurczenia się zasobów pracy w Europie Środkowo-Wschodniej.
  2. Pracownicy z zagranicy łagodzą problem, ale go nie rozwiązują. Firmy w regionie coraz częściej opierają swoją działalność na pracownikach z państw trzecich, m.in. z Filipin i Ukrainy. Uzupełniają oni braki kadrowe, a w niektórych zawodach są bardziej skłonni do pracy w trudnych warunkach. Eksperci wskazują jednak, że jest to rozwiązanie doraźne. Bez reform rynku pracy i edukacji niedobory będą się utrzymywać, nawet po pełniejszym wykorzystaniu krajowych rezerw pracy.
  3. Jednym z głównych ograniczeń wzrostu gospodarczego jest niewykorzystany potencjał rynku pracy. Przykłady firm oraz opinie ekonomistów pokazują, że w regionie nadal istnieją rezerwy pracy. Ich uruchomienie utrudniają jednak niedopasowanie kompetencji, niska aktywność zawodowa części społeczeństwa oraz słabości systemów edukacji i polityki społecznej. W dłuższej perspektywie problem będzie dodatkowo pogłębiało starzenie się społeczeństw.