Czy to już gospodarka wojenna? Rozwój nie stanie, jeśli zbrojeniówka zainwestuje w technologie
800 mld euro – taką kwotę z unijnych funduszy na dozbrojenie Europy proponuje przeznaczyć Komisja Europejska. Taką samą kwotę na zmasowane inwestycje rekomendował Mario Draghi w raporcie o wzmacnianiu konkurencyjności europejskiej gospodarki. Czy miliardy dla sektora obronności też pobudzą wzrost gospodarczy?


Z tego artykułu dowiesz się…
- Co to znaczy „gospodarka wojenna” i czy procesy uruchamiane w Europie szykują naszą gospodarkę do wojny.
- Jak zaplanować inwestycje z 800 mld euro, które chce na obronność przeznaczyć UE, by zyskała na tym cała gospodarka, a nie tylko jedna branża.
- Jak zwiększyć możliwości produkcyjne polskiego sektora zbrojeniowego, bardziej zaangażować prywatne fabryki oraz uelastycznić podejmowanie strategicznych decyzji i zmaksymalizować efektywność nadchodzących inwestycji.
Premier Donald Tusk mówi o konieczności trzykrotnego zwiększenia tempa produkcji zbrojeniowej w Polsce i planach deregulacji przepisów, które dziś to uniemożliwiają. Władysław Kosiniak-Kamysz, szef MON, od Polskiej Grupy Zbrojeniowej oczekuje „natychmiastowego działania”. Zapowiedziano masowe szkolenia wojskowe, a każdy obywatel ma dostać do domowej skrzynki pocztowej ulotkę „na wypadek, gdyby…”. Od rozbudowy zdolności obronnych zaczyna się każdy program informacyjny.
Podobnie jest w całej Unii. W miniony czwartek Parlament Europejski uchwalił rezolucję dotyczącą wzmocnienia obronności UE. Uznał Tarczę Wschód, czyli wzmocnienie granicy z Rosją i Białorusią, za projekt flagowy dla wspólnego bezpieczeństwa. Kolejne kraje mówią o wycofywaniu się z konwencji międzynarodowych, które blokują używanie konkretnych rodzajów broni, jak np. min lądowych. Sugeruje to, że chcą je produkować lub kupić. Francuzi już nazywają swoje plany rozbudowy zapasów uzbrojenia wejściem w tryb wojennej produkcji. Chcą parasola atomowego nad Europą. Nawet Niemcy, chociaż wróżono im długi spór w koalicji, dogadali się błyskawicznie i nie będą blokować zadłużania się Europy na zbrojenia. W najbliższą środę szefowa Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen ma zaś przedstawić szczegółowe pomysły, skąd pozyskać oraz jak i gdzie wydawać 800 mld euro na zbrojenie się Europy.
Czy to początek gospodarki wojennej?
– Polska gospodarka przestawia się na tryb wojenny. Mamy stan zagrożenia – powiedział Krzysztof Paszyk, minister Rozwoju i Technologii, w TVP.
Co to znaczy? Czy zaczniemy wydawać na uzbrojenie i armię tyle, co Rosja lub Ukraina?
Tryb wojenny to jeszcze nie to samo, co gospodarka wojenna, w której funkcjonuje Federacja Rosyjska, studzą eksperci.
– Na pytanie, kiedy kraj wchodzi w stan gospodarki wojennej, nie ma prostej odpowiedzi. Tradycyjnie oznacza to pełne zaangażowanie sił państwa w prowadzenie wojny – mobilizację przemysłu, wszystkich gałęzi gospodarki i zasobów oraz całego społeczeństwa na potrzeby konfliktu – wyjaśnia dr Łukasz Przybyło z Akademii Sztuki Wojennej.
Gdy kraj zwiększa wydatki zbrojeniowe, ale nie walczy – jest to przygotowanie, zwiększanie obronności, a nie mobilizacja i nie gospodarka wojenna. Niepokojąco brzmią sygnały, jak przestawianie produkcji w niektórych niemieckich fabrykach części samochodowych z aut na ciężki sprzęt wojskowy. Można na to jednak spojrzeć inaczej – auta się kiepsko sprzedają, więc zlecenia dla armii poprawiają ekonomikę utrzymywania zakładu.
– Stany Zjednoczone od kilku dekad prowadzą konflikty za granicą, inwestując w zbrojenia. Ich gospodarka nie jest jednak uznawana za wojenną, bo nie przeszła konwersji przemysłu cywilnego na zbrojeniowy. Kluczowy moment to przekierowanie większości zasobów na wojnę, np. gdy produkcja na eksport ustępuje produkcji militarnej. Tak było w Niemczech przed II wojną światową – podkreśla dr Przybyło.
W teorii ekonomii nie ma jednak pojęcia „gospodarka wojenna”. Nie ma więc formalnej cezury, kiedy kraj zaczyna działać w trybie specjalnym – np. w odniesieniu do wydatków na obronność do PKB albo od określonego progu wydatków z budżetu.
Polska wydaje dziś na zwiększanie zdolności obronnych 4-5 proc. PKB, kraje NATO średnio 3-5 proc.
– Przygotowania do wojny może sugerować dopiero przekroczenie progu 10 proc. PKB na zbrojenia. To był sygnał w czasach III Rzeszy, także w USA w latach 40. XX wieku – mówi dr Czesław Martysz, ekspert z Kolegium Zarządzania i Finansów SGH, który jest autorem pracy „Gospodarczy cud III Rzeszy – prawda czy mit?”
Nie każdy kraj, który wydaje na zbrojenia ponad 10 proc. PKB, szykuje się do wojny, ale chce być na nią gotowy, jak np. Izrael, który w wybranych okresach inwestował w armię nawet 17 proc. PKB. Zdaniem dr Martysza krajom Europy jeszcze bardzo daleko do gospodarki wojennej. Są w trakcie zwiększania wydatków militarnych, ale nie planują rezygnować z produkcji na potrzeby konsumpcji.
– Gdybym do obecnych działań Europy miał znaleźć jakiś okres porównywalny do zmian w Niemczech w latach 30. XX wieku, to wskazałbym lata 1933-1935. To był czas ogromnych inwestycji zbrojeniowych, ale jeszcze nie pod kątem wojny – mówi dr Martysz.
Wrażenie, że przekształcamy się w gospodarkę wojenną, może potęgować liczba i tempo zapadających decyzji. 80 lat bez wojny w Europie pozwoliło na korzystanie z renty pokoju. Zrezygnowano z masowych zbrojeń, kapitał publiczny przekierowując na transfery socjalne. Z prawa międzynarodowego zniknęło nawet pojęcie wojny, którą można wypowiedzieć. Dziś za lata budowania dobrobytu socjalnego trzeba zapłacić bardzo kosztownymi, szybkimi i masowymi inwestycjami w uzupełnienie zasobów obronnych.
Dr Łukasz Przybyło uważa, że zadanie rządu to „skatalogowanie” wszystkich zasobów gospodarki, które mogą się przydać w razie zagrożenia militarnego.
– Często najlepszym sposobem zapobiegnięcia wojnie jest dobre przygotowanie, które odstrasza przeciwnika od podejmowania głupich działań. Trzeba zawsze wiedzieć, jakimi zasobami się dysponuje, czego można użyć, jakich ludzi wykorzystać, gdzie ich przesunąć, skąd pozyskać jakiś sprzęt, jak szybko zorganizować zasoby logistyczne itp. Żeby to wiedzieć, należy przeprowadzić mapowanie gospodarki. Myślę, że w naszym kraju brakuje takich aktualnych danych. Mimo wielu wypowiedzi nie widzę w ostatnich dekadach zdecydowanych konkretnych działań rządów. Chciałbym zobaczyć prawdziwy audyt gospodarki i państwa – mówi Łukasz Przybyło.
Zdaniem eksperta
Mapowanie zasobów gospodarczych
Przemysł: Gdzie są obrabiarki CNC (np. jak te w fabryce w Radomiu produkującej Groty)? Które inne sektory produkcji mogą być użyteczne i jak?
Kadry: Kto potrafi obsługiwać ciężki sprzęt, urządzenia produkcyjne, organizować produkcję i logistykę? Brak danych o kwalifikacjach to słabość.
Surowce: Czy mamy zapasy lub gwarantowane dostawy metali i półproduktów? Bez nich produkcja stanie (trzeba wziąć pod uwagę doświadczenia z przerwami dostaw z pandemii).
Logistyka: Jakie są dostępne sieci dostaw? Czy możemy zastąpić import własnymi zasobami? Jak wygląda zaplecze logistyczne (liczba firm transportowych, ich zasoby)?
System zarządzania zasobami: Niezbędny jest plan kierowania zasobami na skrzyżowaniu wojska, przemysłu i administracji państwowej.
Lojalność kontra geografia
O trybie produkcji wojennej jeszcze z całą pewnością nie raz usłyszymy, bo wszystkie prowadzone działania mają służyć przygotowaniu zasobów wystarczających do zniechęcenia wroga do wojny, podkreślają eksperci. Jaki wpływ te inwestycje mogą mieć na gospodarkę?
Z 800 mld euro, o których mówi Ursula von der Leyen, aż 650 mld może być wydane tylko dzięki wysiłkowi państw członkowskich. Częściowo pieniądze mają pochodzić z wykorzystania funduszu spójności, z KPO, a w istotnym stopniu także z ich własnych budżetów dzięki poluzowaniu przez Brukselę zasad fiskalnych albo przez emisję własnych obligacji. 150 mld euro pożyczek ma zwiększyć wspólne zadłużenie UE.
Polscy politycy zapewniają, że będą chcieli uzyskać z tych 150 mld euro, ile tylko się da. Problem w tym, że na razie państwa Unii dość chłodno przyjęły pomysł generowania wspólnego długu. Włosi nie chcą, bo drogo, Niemcy wiedzą, że za to zapłacą, Holendrzy w swoim parlamencie już zagłosowali przeciwko zbrojeniom finansowanym eurodługiem.
Plan, który KE przedstawi w środę, dopiero rozpocznie ogólnounijną dyskusję. Na zgodę przyjdzie poczekać w najlepszym razie kilka tygodni, w najgorszym – nie będzie jej wcale. Polskie stanowisko w tej sprawie i już niemałe wydatki tłumaczy nasza lokalizacja. Włochy czy Portugalia na dalekich pozycjach od Rosji mogą myśleć, że nie mają takich potrzeb, jak my.
Czy inwestycje militarne mogą być impulsem dla gospodarki?
Trik polega na tym, żeby znaleźć taki sposób pozyskania kapitału, który pozwoli inwestować w zbrojenia więcej, ale finalnie nie zrujnuje gospodarki UE i jej pojedynczych członków.
Warto wiedzieć
Ile Polska wydaje na zbrojenia, a ile na naukę i badania?
Według danych NATO pod względem kwot wydawanych na armię Polska zajmuje 5. miejsce wśród wszystkich państw Sojuszu – w 2024 r. zainwestowaliśmy w ten sektor prawie 35 mld dolarów (ok. 4,5 proc. PKB). USA – prawie 968 mld, Niemcy 97,7 mld, Wielka Brytania 82 mld, a Francja 64,3 mld dolarów.
Wartość nakładów na badania i rozwój (B+R) od 2003 do 2023 r. wzrosła blisko dwunastokrotnie – z 4,5 do 53,1 mld zł. Jak podaje rząd, na te cele inwestuje się u nas 1,56 proc. PKB. Nauka od lat postuluje konieczność zwiększenia wydatków do min. 3 proc. (to światowy standard).
Jak skokowe zwiększenie wydatków na zbrojenia wpłynie na gospodarkę? To zależy od tego, jak i gdzie pieniądze będą wydawane, podkreślają ekonomiści. Ważne jest na początek, jaka część kapitału wygenerowanego staraniem Unii zostanie w UE. Jak wylicza Von der Leyen, dotychczas 80 proc. zakupów zbrojeniowych kraje UE robiły w krajach trzecich. Jej zdaniem „to musi się stopniowo zmieniać”. Komisja Europejska (KE) chciałaby, aby do 2030 r. 50 proc. budżetów krajów unijnych na zbrojenia realizowano na terenie UE, a do 2035 r. – aż 60 proc.
Co więcej, zasady już trwających programów unijnych, a zapewne także i nadchodzących, są tak konstruowane, żeby wsparcie dostawały przedsięwzięcia międzynarodowe. Chodzi o wspólne zamówienia rządów trzech krajów (Polska stara się, aby wystarczyły dwa kraje) lub wspólna produkcja firm z różnych krajów. UE dąży do tego, by kraje wspólnoty do 2030 r. realizowały co najmniej 40 proc. zakupów uzbrojenia we wspólnych zamówieniach.
– Jeśli krajowe fundusze pójdą na zakupy poza UE, to nie pomoże to wzrostowi ani innowacjom – podkreśla ekonomista dr Sławomir Dudek, założyciel Instytutu Finansów Publicznych (IFP).
– Inwestycje w sektor militarny mają potencjał do stymulowania gospodarki, szczególnie gdy kierowane są na rozwój technologii i innowacje. Historia pokazuje, że wydatki na zbrojenia często prowadzą do przełomów, które znajdują zastosowanie w sektorze cywilnym – dodaje dr Czesław Martysz.
Po II wojnie światowej rozwój lotnictwa wojskowego przyspieszył postęp w lotnictwie komercyjnym. Technologie, takie jak silniki odrzutowe czy radar stały się podstawą współczesnego transportu. Podobnie amerykański program kosmiczny w ramach zimnowojennej rywalizacji z ZSRR (np. projekt Apollo) przyniósł innowacje, takie jak panele słoneczne, materiały izolacyjne czy technologie satelitarne, które zrewolucjonizowały komunikację i przemysł.
– Krótkoterminowo zbrojenia działają jak impuls fiskalny – zwiększają popyt na stal, chemię, elektronikę czy maszyny, co napędza gospodarkę. Na przykład wzrost produkcji wymaga obrabiarek i maszyn przemysłowych, co może ożywić znajdujący się w kryzysie sektor maszynowy w Europie. Wzrost płac w tych branżach przełoży się na lokalny handel i usługi – wylicza dr Maciej Bukowski, szef WISE-Europa.
Przemysł zbrojeniowy generuje efekt mnożnikowy. Zamówienia na broń czy technologie angażują nie tylko główne koncerny producenckie, ale także sieć podwykonawców: producentów maszyn, materiałów, oprogramowania czy usług. To z kolei tworzy miejsca pracy (co podkreśla przewodniczący Rady Europejskiej Antonio Costa), zwiększa popyt wewnętrzny i może podnieść PKB. Na przykład rozwój systemów obrony przeciwrakietowej wymaga zaawansowanej elektroniki i sztucznej inteligencji. Może się to przełożyć się na innowacje w sektorze cywilnym, jak autonomiczne pojazdy czy inteligentne sieci energetyczne.
– Jednak długofalowo zbrojenia nie zastąpią zrównoważonego rozwoju opartego na usługach czy innowacjach – podkreśla dr Bukowski.
Największego pozytywnego efektu dla naszej gospodarki można się spodziewać, jeśli planowane przez Unię miliardowe wydatki zostaną skierowane nie tylko na produkcję sprzętu wojskowego, ale również w dużym stopniu na badania i rozwój (R&D), zwłaszcza w obszarach podwójnego zastosowania (tzw. dual-use). Chodzi o rozwiązania i nowe technologie, z których na równi z sektorem obronnym może korzystać sektor cywilny.
Inwestycje w technologie, takie jak drony czy cyberobrona, mogą znaleźć szerokie zastosowanie poza wojskiem – np. w logistyce (dostawy dronami) czy ochronie danych. Satelity mogą służyć jednocześnie wywiadowi i rolnictwu albo instytucjom zarządzającym gospodarką wodną.
Na razie jednak w Polsce bardzo opornie idzie transfer projektów ze startupów do resortu obrony. Jak podkreśla Jakub Jasiczak z Porozumienia Spółek Celowych, ekspert w obszarze współpracy nauki z biznesem, winne są niepasujące do realiów procedury zakupowe Agencji Uzbrojenia.
– Startupom technologicznym nawet po udanych testach poligonowych innowacyjnych rozwiązań niezwykle ciężko jest je sprzedać wojsku. Czas oczekiwania na podpisanie umowy licencji czy przeniesienie całości kosztów certyfikacji rozwiązań na dostawcę zabiją każdą młodą spółkę technologiczną. Jeżeli armia chce inspirować tworzenie polskich innowacji, musi wypracować nowe zwinne mechanizmy ich zakupu – podkreśla Jakub Jasiczak.
Warto wiedzieć
Badacze o wpływie wydatków zbrojeniowych
Badacze, którzy prowadzili na świecie przekrojowe badania w kilku różnych okresach, nie są zgodni co do roli wydatków zbrojeniowych w gospodarce. Większość badań sugeruje wpływ negatywny, ale są i takie, które mówią o pożytkach z tego typu inwestycji.
„Nie ma empirycznego konsensusu co do tego, czy wpływ przyczynowy zwiększania wydatków na zbrojenia jest pozytywny, czy szkodliwy” – piszą Filiz Yesilyurt i M. Ensar Yesilyurt w opracowaniu badania „Metaanaliza, wydatki wojskowe i wzrost”.
W 2009 r. badacze z RPA John Paul Dunne i Mehmet Uye przedstawili wyniki analizy 103 badań na ten temat. Tylko 20 badań wykazało pozytywny wpływ wydatków wojskowych na wzrost. Negatywny wpływ zaobserwowano w 37, podczas gdy w pozostałych 43 wyniki były niejednoznaczne.
Wpływ wydatków wojskowych na wzrost gospodarczy w dziewięciu krajach Europy Środkowej i Wschodniej w latach 1999–2021 przebadał zaś Łukasz Wiktor Olejnik dla Banku Centralnego Estonii. Jak pisze, różne rodzaje wydatków miały negatywny i statystycznie istotny wpływ na wzrost gospodarczy w dłuższej perspektywie. Najważniejszym kanałem wpływu były wydatki osobowe i dostosowania rynku pracy.
„Zakupy sprzętu i utrzymanie armii również mają negatywny wpływ na wzrost PKB, ale wpływ ten jest mniejszy” – pisze Łukasz Wiktor Olejnik w artykule „Wzrost gospodarczy i wydatki wojskowe w krajach wschodniej flanki NATO w latach 1999–2021”.
Draghi nie musi przegrać
800 mld euro na obronność to tyle, ile rekomendował Mario Draghi w słynnym raporcie o podnoszeniu innowacyjności i konkurencyjności gospodarki Unii. Były premier Włoch doradzał, żeby co rok o tyle zwiększać inwestycje w Europie.
Czy przekierowanie strumienia inwestycji z wielu sektorów na jeden główny może dać europejskiej gospodarce równie silny impuls rozwojowy, czy też zablokuje to szanse na odbicie?
Unia nie odwołuje wprawdzie formalnie żadnego z trwających lub planowanych programów. Trzeba się jednak spodziewać, że ani zawieszenie wojny na Ukrainie, ani nawet ewentualna porażka programu ReArm w głosowaniu państw w Brukseli, już nie zmienią głównego nurtu zwiększania wydatków na zbrojenia w Europie. Skoro Niemcy i Francja chcą zmienić trend, to wspólnie z innymi krajami, którym zależy, znajdą sposób na finansowanie unijne przez kilka najbliższych lat.
Ekonomiści zgadzają się, że w krótkim terminie skok będzie zauważalny i gospodarka to odczuje. Ale czy na dłużej pozostaną pozytywne efekty, czy niechciane skutki, zależy od tego, na co konkretnie pójdą pieniądze.
– Zbrojenia dadzą krótkotrwały impuls, ale nie rozwiążą strukturalnych problemów gospodarki. Kluczowe jest rozłożenie inwestycji w czasie i miejscu, by uniknąć przeinwestowania w krajach członkowskich – podkreśla Maciej Bukowski
Sławomir Dudek dodaje, że jeśli mądrze wykorzystamy pieniądze, np. właśnie na technologie dual-use, korzyści będą wykraczać poza dozbrojenie. Zmniejszy to utratę korzyści w innych branżach.
– Im więcej zainwestujemy w europejski, w tym polski, przemysł obronny, tym bliżej będziemy celów Draghiego – mówi Sławomir Dudek.
Podkreśla jednak konieczność kontroli wydatków i przeglądu obecnych transferów budżetowych.
– Trzeba dokładnie liczyć, ile wydajemy, skąd bierzemy pieniądze i jak to wpływa na otaczające gałęzie. Wydatki muszą być skoordynowane, nie mogą być kartą bez limitu dla ministrów obrony. Należy się też przyjrzeć ulgom podatkowym, typu niższy VAT dla branży beauty i różnym transferom socjalnym – uważa założyciel IFP.
Czy branża udźwignie zlecenia?
Zdaniem ekspertów dobrym pomysłem jest koordynacja produkcji i zamówień uzbrojenia. Nie ma sensu, żeby każdy kraj produkował wszystko u siebie, od prochu po czołgi, jak chciałaby na przykład Bułgaria.
– Wspólna produkcja to dobry kierunek, przypominający offset – wspiera transfer technologii i przemysł w UE. Oczywiście pod warunkiem sprawiedliwego podziału zleceń – mówi szef IFP.
W tym kontekście pojawiają się też pytania, jak skorzysta nasza rodzima zbrojeniówka. Na ile jest w stanie zaabsorbować większe finansowanie, jak szybko może zwiększać zdolności produkcyjne. Eksperci zwracają tu uwagę na potrzebę zwiększenia roli firm niepaństwowych. Zbrojeniówka jest zależna od polityki. To zmniejsza stabilność kontraktów i finansowania (zdarzało się, że kolejny rząd unieważniał zamówienia albo zgody).
– Spółki giełdowe w tej branży, jak choćby niemiecki Rheinmetall, mają znacznie większą mobilność, potrafią zadziałać dużo szybciej niż fabryka państwowa. To, że u nas dominuje produkcja państwowa, to jeden podstawowych mankamentów – mówi Bukowski.
Dr Łukasz Przybyło twierdzi, że jest przestrzeń dla sektora prywatnego. Bez woli państwa, by np. uprościć kontrakty i procedury, nowe spółki nie wejdą jednak w zbrojeniówkę.
– Szybkich zmian wymaga prawo. Najważniejsze z nich to zawieszenie stosowania prawa zamówień publicznych w zbrojeniówce i siłach zbrojnych, a być może także ograniczenie działania związków zawodowych w strategicznych zakładach. Menedżerowie nie powinni być zaś nominatami politycznymi. To są pola potencjalnego ryzyka, np. strajków, spowolnień w dostawach, niemożności wprowadzania zmian w zatrudnieniu – wylicza Przybyło.
I podkreśla, że na te firmy trzeba patrzeć inaczej niż na wolny rynek.
– To przedsiębiorstwa, od których zależy być albo nie być naszego państwa – mówi dr Łukasz Przybyło.
W dłuższej perspektywie sukces zależy więc od tego, czy Europa wykorzysta pieniądze do budowy przewagi technologicznej, czy jedynie do odtworzenia zdolności militarnych.
– Pamiętajmy, że wydatki zbrojeniowe nie przynoszą dobrobytu. To jest po prostu koszt istnienia na jednym kontynencie z Rosją, który musimy ponieść – podsumowuje dr Maciej Bukowski.
Zdaniem eksperta
Skutki przestawienia gospodarki Trzeciej Rzeszy na zbrojenia
Udział inwestycji zbrojeniowych w produkcie narodowym brutto (PNB) zwiększył się z 1,29 proc. w roku 1933 do prawie 16,2 proc. w roku 1938. Nakłady inwestycyjne w przemyśle zwiększyły się w latach 1933–1936 o 387 proc., ale sektor konsumpcji odgrywał rolę drugorzędną – jego łączny udział w nakładach spadł w ciągu tych lat do poziomu zaledwie 24,7 proc. Kluczową rolę odgrywało hutnictwo, ściśle związane z produkcją zbrojeniową. Państwo przejęło kontrolę, firmy przejmowano, łączono, decydowano o ich mocach produkcyjnych. Inwestycje lat 1933–1934 finansowane były przez zwiększenie płynnego długu państwa. Dług państwa zwiększył się do 1938 r. o wartość odpowiadającą ponad 20 proc. dochodu narodowego.
Zbrojenia deprecjonowały niemiecką walutę, ponieważ ograniczanie produkcji dóbr konsumpcyjnych hamowało eksport. Kurczące się zapasy złota i dewiz gospodarka odczuła już w 1934 r. Brak dewiz skutkował problemami z dostępem do surowców, jak ropa, ruda żelaza, miedź, kauczuk czy bawełna. Intensywne zbrojenia pochłaniające coraz więcej pieniędzy sprawiły, że Bank Rzeszy stracił kontrolę nad wydatkami.
Ale z każdym rokiem rósł dochód narodowy – w latach 1933–1938 wzrósł o 76,5 proc. (ponad 12 proc. rocznie) i zwiększał się dochód na mieszkańca, a zatem mimo określonych minusów statystyczny Niemiec dostrzegał poprawę stopy życiowej w porównaniu do czasów Republiki Weimarskiej.
Lata 1933–1936 przyniosły pewną poprawę sytuacji gospodarczej w Trzeciej Rzeszy, jednak okres ten trudno nazywać cudem gospodarczym. Gdy jednak zestawimy dane z lat 30. z danymi sprzed kryzysu, łatwo dostrzec niewielki postęp lub wręcz stagnację pomiędzy latami 1928–1938.

Główne wnioski
- Tryb wojennej produkcji nie oznacza jeszcze gospodarki wojennej. Eksperci podkreślają, że zwiększanie wydatków na zbrojenia to przygotowanie obronne, a nie pełna mobilizacja gospodarki na potrzeby wojny. Gospodarka wojenna wymaga przekierowania całych zasobów gospodarczych i społecznych na cele militarne, co w Europie dziś się nie dzieje.
- Inwestycje zbrojeniowe mogą stymulować wzrost, ale z ograniczeniami. Krótkoterminowo wydatki na obronność napędzają popyt i tworzą miejsca pracy, szczególnie jeśli są kierowane na technologie dual-use, czyli podwójnego zastosowania zarówno w armii, jak w sektorze cywilnym (np. drony, cyberobrona). Długofalowo jednak nie zastąpią zrównoważonego rozwoju, a ich sukces zależy od tego, ile pieniędzy zostanie zainwestowanych w produkcję w UE i jak będą wspierać projekty innowacyjne.
- Mapowanie zasobów jest kluczowe dla przygotowań. Polska musi zinwentaryzować swoje zasoby gospodarcze pod kątem ich potencjalnego wykorzystania w razie zagrożenia militarnego. Audyt rządowy powinien ocenić możliwości wykorzystania zasobów przemysłu (sprzęt produkcyjny), zaplecza logistycznego (ciężarówki itp.), zasobów ludzkich czy zapasów surowców.