Kategorie artykułu: Analizy Biznes

Duże zmiany w kredytach frankowych. 7 wykresów na 7 rocznicę głośnego wyroku

Już tylko 93,5 tys. kredytów frankowych spłacają klienci polskich banków. Ulgę odczuwają też banki, bo ich rezerwy frankowe są najniższe od lat. Większość sądów może się uporać z problemem już na koniec przyszłego roku.

Leżące na stole banknoty i monety franka szwajcarskiego
Mija siedem lat od kluczowego wyroku Trybunału Sprawiedliwości ws. kredytów frankowych. Sądy opowiadają się po stronie kredytobiorców, a banki coraz chętniej idą na ustępstwa. Fot. Getty Images

Z tego artykułu dowiesz się…

  1. Ile jest obecnie spraw frankowych w sądach pierwszej i drugiej instancji.
  2. Jak kurczy się liczba spłacanych kredytów i gdzie następuje to najszybciej.
  3. Które banki istotnie przyspieszyły z zawieraniem ugód z frankowiczami.
Loading the Elevenlabs Text to Speech AudioNative Player...

Audio generowane przez AI. Może zawierać błędy.

Mija siedem lat od głośnego wyroku Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej (TSUE) w sprawie Justyny i Kamila Dziubaków (sygnatura C-260/18), którzy zaciągnęli kredyt frankowy w Raiffeisen Polbanku. Trybunał orzekł wtedy, że sąd nie może uzupełniać w umowie kredytowej luk powstałych po wykreśleniu niedozwolonej klauzuli. Stwierdził też, że unijne prawo zezwala unieważnić umowę, gdy po usunięciu klauzuli zmienia się charakter jej głównego przedmiotu. Sędziowie z Luksemburga otworzyli drogę do masowego unieważniania umów kredytów frankowych w polskich sądach. Sprawdzamy, czy zbliżamy się do końca sagi frankowej.

Liczba postępowań spada szósty kwartał z rzędu

Według danych Ministerstwa Sprawiedliwości, na koniec czerwca 2026 r. w sądach otwartych było 141,5 tys. postępowań dotyczących kredytów denominowanych lub indeksowanych do franka szwajcarskiego. Oznacza to, że już szósty z kolei kwartał liczba spraw w sądach się kurczy.

Dość wspomnieć, że jeszcze na koniec rekordowego 2024 roku toczyło się w nich aż 204,1 tys. postępowań. Od tamtej pory ubyło niemal 30 proc. spraw. Co więcej, liczba postępowań spada coraz szybciej. O ile jeszcze rok temu kwartalnie sądom udawało się redukować ich liczbę o 6-7 tys., o tyle w ostatnim kwartale ich liczba skurczyła się o niemal 16 tys.

Rośnie udział spraw w drugiej instancji. Stanowią 44,5 proc. wszystkich otwartych postępowań, podczas gdy było to raptem 35,4 proc. To naturalna konsekwencja długości sporów. Wiele z nich przeszła już etap pierwszej instancji i trafiła do drugiej. Nie jest to jednak jedyny powód.

– Widzimy dużo mniej apelacji od wyroków korzystnych dla konsumentów. W naszych sprawach konsumenci wygrywają w 100 proc. Banki coraz częściej zdają sobie sprawę, że przeciąganie postępowania nie zmieni jego wyniku, a jedynie podniesie koszty – tłumaczy Karolina Pilawska z kancelarii Pilawska Zorski Adwokaci.

Ikona wykres interaktywny Wykres interaktywny

Kończonych spraw jest dwa razy więcej niż nowych

Spadająca liczba otwartych postępowań frankowych to efekt dwóch kluczowych czynników. Pierwszy to spadający napływ nowych pozwów. W ciągu sześciu miesięcy 2026 roku do sądów trafiło łącznie 29,59 tys. spraw, o 40 proc. mniej niż przed rokiem. Trend przybiera na sile z kwartału na kwartał. Od kwietnia do czerwca napłynęło tam 13,5 tys. nowych pozwów, podczas gdy trzy miesiące wcześniej było ich 17 tys., a na koniec 2025 roku aż 21,1 tys.

– Nowe sprawy nadal wpływają, ale szczyt frankowej fali zdecydowanie mamy już za sobą. Nie oznacza to jednak końca sporów frankowych. Nadal zgłaszają się kredytobiorcy, którzy przez lata zwlekali z pozwem z różnych przyczyn. Działo się to np. z powodu konfliktu między kredytobiorcami lub śmierci jednego z nich – komentuje Bartosz Czupajło z kancelarii Czupajło Ciskowski & Partnerzy.

– Wciąż trafiają do nas nowe sprawy, choć jest ich wyraźnie mniej niż rok czy dwa lata temu. Ta tendencja jest naturalna. Większość frankowiczów, którzy chcieli walczyć z bankiem, już to zrobiła albo zawarła ugodę. Pewne ożywienie przyniosła jednak tzw. ustawa frankowa. Od doręczenia pozwu raty są automatycznie wstrzymane, więc część zwlekających kredytobiorców dostała dodatkowy argument, by wreszcie pójść do sądu – dodaje Karolina Pilawska.

Jest też drugi czynnik, czyli rosnąca liczba załatwionych postępowań, tj. takich, które zakończyły się prawomocnym wyrokiem lub zawarciem ugodą między stronami. W pierwszym półroczu było ich 58,8 tys., a zatem po raz pierwszy w historii było ich niemal dwa razy więcej niż nowych spraw. Tu jednak nie można jeszcze mówić o przyspieszeniu trendu z kwartału na kwartał. W ostatnim kwartale wprawdzie załatwiono 28,8 tys. spraw, ale był to wynik niższy niż kwartał wcześniej (30,3 tys.), a rekordowym dotychczas był I kwartał 2025 roku (33,7 tys. zakończonych postępowań).

Ikona wykres interaktywny Wykres interaktywny

W sądach rośnie tzw. wskaźnik opanowania wpływu

Co istotne, poprawę widać zarówno w sądach okręgowych, jak i apelacyjnych. W przypadku tych pierwszych liczba toczących się spraw skurczyła się w pół roku o jedną czwartą, do 72,7 tys. Aż 37 proc. przypadło na sądy okręgowe w Warszawie. Aneta Wiewiórowska-Domagalska, pełnomocnik ministra sprawiedliwości ds. ochrony praw konsumenta wskazuje, że jeszcze na początku 2025 r. na każdego sędziego w Wydziale Frankowym SO w Warszawie przypadało średnio ponad 1,5 tys. spraw. Obecnie przeciętny referat to 692,6 postępowań.

– Jeśli utrzymałaby się dynamika wpływu i załatwiania spraw, na poziomie sądów okręgowych problem frankowy zostałby rozwiązany pod koniec 2027 roku. W apelacjach zajmie to dłużej. Wszystko jednak wskazuje, że dla sądów, które odnotowują wysoką tzw. załatwialność już dzisiaj, usunięcie zatorów może mieć miejsce także na koniec 2027 roku – komentuje nasza rozmówczyni.

Poprawę widać też w apelacjach w całej Polsce. Od 2023 r. sądy apelacyjne w kraju istotnie zwiększyły relację załatwianych spraw w danym okresie do liczby nowych postępowań. To tzw. wskaźnik opanowania wpływu, który od 2023 r. podskoczył z 39,2 proc. do 130,3 proc. na koniec I półrocza 2026 roku.

Sytuacja poszczególnych sądów jest jednak bardzo zróżnicowana. Najwyższy odsetek ma apelacja rzeszowska (230,2 proc.), jednak trzeba pamiętać, że jednocześnie jest to sąd, do którego trafia najmniej spraw frankowych w całej Polsce. Wskaźnik przekraczający 200 proc. mają też sądy w Łodzi i Katowicach. Drugi najsłabszy wynik w kraju ma apelacja warszawska (93,8 proc.). Trzeba jednak mieć świadomość, że to do niej wpływa aż 41 proc. nowych pozwów frankowych.

Nie wszyscy prawnicy widzą jednak tę zmianę. Jak mówi nam Kacper Sampławski z kancelarii KS Legal czas oczekiwania na wyrok I instancji w Warszawie wynosi 2-3 lata od daty wpłynięcia pozwu, a w II instancji to 2-2,5 roku. W innych sądach czas jest krótszy i wynosi 1-1,5 roku zarówno w I, jak i II instancji.

Ikona wykres interaktywny Wykres interaktywny

Banki szybko redukują liczbę aktywnych umów

Latami poszczególne banki unikały chwalenia się liczbą udzielonych i spłacanych kredytów frankowych. Według danych Biura Informacji Kredytowych (BIK) w skali całego sektora było ich 775 tys., z czego zdecydowana większość została udzielona w latach 2006-2008. To czasy, gdy za franka szwajcarskiego trzeba było zapłacić 2-2,50 złotych, czyli istotnie mniej niż obecnie (4,70 zł). Od tamtej pory liczba tych umów uległa znaczącemu spadkowi i na początku 2024 r. było ich zaledwie 248 tys. Według najnowszych danych BIK obecnie ich liczba skurczyła się do 93,5 tys. Oczywiście większość to efekt wygranych w sądach, zawarcia ugód z bankiem, ale też po prostu zwykłych spłat kredytu. Od czasu rekordowej sprzedaży minęły już przecież dwie dekady.

Ikona wykres interaktywny Wykres interaktywny

Trend ten jeszcze lepiej widać w danych banków giełdowych. Szybki spadek liczby aktywnych kredytów może świadczyć o determinacji zarządu do jak najszybszego zakończenia sporu. Dla przykładu w mBanku, jednym z trzech banków, które miały historycznie największy portfel takich kredytów (obok PKO BP i Millennium) liczba aktywnych kredytów spadła przez rok aż o 58 proc. i obecnie sięga 4,17 tys. To największa poprawa w naszym zestawieniu. Co ciekawe, obecnie liczba aktywnych kredytów jest porównywalna z BNP Paribas, choć ten drugi bank w przeszłości udzielił dużo mniej kredytów w helweckiej walucie niż mBank.

Ikona wykres interaktywny Wykres interaktywny

Banki mocno przyspieszyły z zawieraniem ugód

W redukcji liczby aktywnych umów kredytowych sporo pomagają ugody, jakie banki zawierają ze swoimi klientami. Na koniec czerwca 2026 r. osiem giełdowych banków miało zawartych łącznie 168,5 tys. tego typu porozumień. Najlepiej pod tym względem wypada PKO BP z 66 tys. pozytywnych zakończonych mediacji z klientami. Dalej z wynikiem 34,2 tys. plasuje się mBank i z 31,5 tys. Bank Millennium. To znaczy, że te trzy banki odpowiadają za 77 proc. wszystkich ugód. W skali sektora ugód może być nieco więcej. Program porozumień prowadzi bowiem m.in. Raiffeisen.

Największą procentową dynamikę notują ING i Pekao, które udzieliły relatywnie mało kredytów w szwajcarskiej walucie. W ich przypadku liczba porozumień z klientami urosła rok do roku odpowiednio o 67 i 58 proc. Dzięki temu przyspieszeniu w obu tych bankach nowych ugód jest więcej niż aktywnych spraw sądowych dotyczących kredytów frankowych. Dla porównania jeszcze rok temu w ING sytuacja była odwrotna – to pozwów było dwa razy więcej.

– Ugody są zawierane na warunkach dużo lepszych niż kilka lat temu – potwierdza Karolina Pilawska.

– Banki są dziś zdecydowanie bardziej pragmatyczne. Ugoda przestała być wyjątkiem. Stała się normalnym elementem strategii prowadzenia portfela frankowego – dodaje Bartosz Czupajło.

Ikona wykres interaktywny Wykres interaktywny

Rezerwy frankowe rosną, ale dynamika mocno spada

Poprawę widać też w wysokości zawiązywanych rezerw na kredyty frankowe. Ich wysokość jest pochodną m.in. tempa napływu nowych pozwów, wysokością strat w razie przegranych w sądach, ale też programem ugód, który realizowały poszczególne banki. Związek Banków Polskich (ZBP) szacuje, że do końca 2025 roku sektor zawiązał na ten cel 102 mld zł. Nasza analiza sprawozdań finansowych banków wskazuje, że w I półroczu dołożyły do tego 2,26 mld zł. Aby poznać pełną sytuację, trzeba byłoby jednak uwzględnić też banki spoza giełdy (głównie Raiffeisen, Deutsche Bank, BPH i Credit Agricole), więc faktyczna wartość rezerw może przekraczać 105 mld zł. Największe kwoty zawiązały PKO BP (24,3 mld zł), mBank (17,7 mld zł) i Millennium (11,8 mld zł).

W ujęciu rok do roku rezerwy na ryzyko prawne kredytów walutowych spadły w bankach aż o 62 proc. Największą poprawę zanotował mBank (-84 proc.), dalej znalazł się Bank Pekao (-75 proc.) i PKO BP (-69 proc.). Szefowie tego ostatniego liczą, że to właśnie ten rok będzie ostatnim ze zwiększonymi odpisami na ryzyko frankowe. Spodziewają się, że w 2027 r. bank przestanie już pokazywać takie dane w prezentacji, bo nie będą miały znaczenia biznesowego.

Ikona wykres interaktywny Wykres interaktywny

Zdaniem eksperta

Kredyty frankowe to wygasający problem, nie źródło nowych ryzyk

Kredyty frankowe nie zniknęły jeszcze całkowicie z rachunków wyników banków, ale przestały już być kluczowym czynnikiem determinującym wyniki i wyceny sektora. Banki przez ostatnie lata utworzyły wysokie rezerwy, zawarły dużą liczbę ugód, a portfele kredytów frankowych mocno zmalały. Kolejne koszty nadal mogą się pojawiać, jednak dla inwestorów są dziś w znacznie większym stopniu elementem znanego i stopniowo wygasającego problemu niż źródłem nowych, trudnych do oszacowania ryzyk.

Widać to zarówno w wynikach banków, jak i w zachowaniu ich kursów. Nawet banki nadal ponoszące pewne koszty związane z frankami są w stanie generować wysokie zyski i rentowność kapitału. Rynek coraz częściej koncentruje się na tym, jak wyglądała „znormalizowana” zdolność banków do generowania zysków po zakończeniu frankowego cyklu rezerw. Do tego, w przypadku takich podmiotów jak mBank czy PKO BP, które są najbardziej zaawansowane w porządkowaniu spraw kredytów walutowych, różnica pomiędzy raportowanymi a skorygowanymi wynikami się zaciera.

Środek ciężkości przesuwa się tym samym na inne kwestie: perspektywy marży odsetkowej przy zmieniających się stopach procentowych, tempo wzrostu kredytów, koszty regulacyjne i podatkowe oraz nowe ryzyka prawne. Szczególnie istotna staje się sankcja kredytu darmowego (SKD). Jest to ryzyko mniej dojrzałe niż problem frankowy. Dlatego rynek próbuje dopiero określić potencjalną skalę roszczeń i kosztów dla poszczególnych banków.

Główne wnioski

  1. Sądowa saga frankowa weszła w fazę wygasania. Już od sześciu kwartałów spada liczba spraw w sądach. Na koniec czerwca 2026 r. było ich 141,5 tys., co oznacza spadek o niemal 30 proc. od szczytu pod koniec 2024 roku. W I półroczu 2026 r. wpłynęło 29,59 tys. nowych pozwów, podczas gdy załatwiono 58,8 tys. Wskaźnik opanowania wpływu w apelacjach wzrósł z 39,2 do 130,3 proc.
  2. Banki redukują portfele i stawiają na ugody. Liczba aktywnych umów kredytowych spadła z 775 tys. do 93,5 tys. Kluczowe w rozwiązywaniu sporu poza wygranymi w sądach, pozostają ugody. Osiem giełdowych banków zawarło ich już 168,5 tys. Aż 77 proc. z nich to zasługa trzech podmiotów: PKO BP (66 tys.), mBanku (34,2 tys.) i Millennium (31,5 tys.).
  3. Koszty rezerw spadają, ryzyko sektora mija. Sektor zawiązał ponad 105 mld zł rezerw (102 mld zł do końca 2025 r. i 2,26 mld zł w I półroczu 2026 r.). Przyrost nowych rezerw spadł jednak rok do roku o 62 proc., a w mBanku aż o 84 proc. Franki przestały być głównym ryzykiem dla wycen banków, a uwaga rynku przenosi się na nowe wyzwania, np. sankcję kredytu darmowego.