Katie Zacharia nie jest już rzeczniczką Donalda Trumpa. Prezydent zwolnił ją ze stanowiska po kilku dniach pracy
Katie Zacharia była rzeczniczką Donalda Trumpa tylko kilka dni. Wokół jej nominacji i słów pojawiło się tyle kontrowersji, że sam prezydent początkowo zasugerował jej, by „na nowo rozważyła” pozostanie na stanowisku. Potem jednak od razu ją zwolnił.

– Gdybym był tobą, to rozważyłbym piastowanie tego stanowiska. Powiedziałem jej: Katie, czy ty tego potrzebujesz? Bo ja nie sądzę, że tego potrzebujesz – powiedział Donald Trump o rozmowie ze swoją nową rzeczniczką. Sam zresztą wspomniał o tym dziennikarzom. Jednocześnie przyznał, że oni sami potraktowali ją fatalnie. Skrytykował nawet sprzyjającą mu telewizję Fox News. Trump początkowo mówił, że decyzję podejmie ona sama. Jak jednak tłumaczy CNN, powołując się na doradców prezydenta, Zacharia została zwolniona.
Zacharia piastuje stanowisko od 12 października. Zastąpiła w tej roli Karoline Leavitt. Wcześniej Zacharia była m.in. doradczynią ds. komunikacji Trump Media & Technology Group oraz komentatorką prawicowych stacji Fox News i Newsmax.
Pierwsza kontrowersja wybuchła, gdy przedstawiła się jako „prawniczka”, a sam Donald Trump mówił o niej, że jest „adwokatką”. Tymczasem, jak piszą Reuters i CNN, nie ma jej na liście adwokatów w żadnym stanie. 15 października Zacharia przyznała, że nie zdała egzaminu adwokackiego w Kalifornii i nie podeszła do niego ponownie. Jednocześnie jednak, jak pisze CBS, zapewniła, że ukończyła studia prawnicze na Uniwersytecie Pepperdine. Broniła się też, że używała słowa „prawnik” i nigdy nie przedstawiała się jako „adwokat” oraz że ten językowy manewr konsultowała z ekspertami.
Mówiła też, że potem wyjechała do Chin i tam zajmowała się prawem. Przekazała też telewizji CBS oświadczenie, że „zajmowała się międzynarodowym prawem transakcyjnym, do czego miała wszelkie uprawnienia”. Z kolei w rozmowie z konserwatywnym dziennikarzem Jackiem Posobcem twierdziła, że nie potrzebowała zdawać egzaminu adwokackiego, by wykonywać swoją pracę w Chinach. Tymczasem Chiny mają własne egzaminy uprawniające do wykonywania zawodów prawniczych, do których mogą przystępować jedynie chińscy obywatele.
Pierwszy briefing okazał się totalną klęską
Sama rozmowa o Chinach też wywołała burzę. W rozmowie z Posobcem mówiła, że nie wierzy, że Chiny staną się nową potęgą, „bo nie ma tam nawet publicznych toalet”. Pytana o te słowa rzeczniczka chińskiego MSZ Mao Ning odpowiedziała jedynie, że zaprasza Zacharię do „częstszych odwiedzin”.
Kolejną wpadką Zacharii był jej pierwszy briefing prasowy. Trwał tylko 15 minut i polegał głównie na wychwalaniu Donalda Trumpa. Na koniec pozwoliła zadać pytania tylko trzem dziennikarzom z konserwatywnych mediów – Fox News, Daily Mail i Breitbart. Miała problemy z odpowiedziami na te pytania. Jak pisze CNN, nawet współpracownicy Donalda Trumpa uważali to wystąpienie za fatalne.
To kolejne kłopoty osoby z otoczenia Donalda Trumpa. Kilka dni temu do dymisji musiała podać się ambasador USA w Grecji Kimberly Guilfoyle. Ją także prezydent „poprosił” o ustąpienie ze stanowiska. Media zarzucały jej m.in. imprezowy tryb życia oraz wykorzystywanie stanowiska do promowania prywatnych interesów. Wskazywały też na udział lobbysty greckiego koncernu Aktor w jej spotkaniach z przedstawicielami władz państw bałkańskich.