Dzień wyzwolenia Ameryki. Od sojuszników. Kto zyska, a kto straci – mówią przedsiębiorcy i eksperci
Wojna handlowa nie opłaci się nikomu, jednak przedstawiciele biznesu, politolodzy i ekonomiści uważają, że USA stracą najmocniej. Szukają też plusów dla polskich firm.


Z tego artykułu dowiesz się…
- Jakie zagrożenie dla branż mleczarskiej, logistycznej, meblarskiej i usługowej niosą cła.
- Jak można się obronić przed cłami.
- Jakie mogą być pozytywne efekty ceł.
Czy wprowadzenie przez USA ceł na większość krajów partnerów handlowych może się podobać biznesowi z Polski? Odpowiedź jest prosta. Nie. Nie są zadowoleni przedstawiciele branży meblarskiej, która 2024 r. wysłała do USA meble za ponad 470 mln euro, co stanowiło aż 5 proc. jej eksportu.
– Branża może utracić ten rynek. Wygeneruje to w tym roku dodatkowe spadki w wartości produkcji sprzedanej. Przy trudnej sytuacji gospodarczej w Europie nie uda się nam w krótkim czasie przenieść tych zleceń bliżej polskiej granicy. Sytuacja staje się coraz trudniejsza, a nie mamy żadnych informacji, czy rząd robi coś, aby nałożone cła nie dotyczyły produktów z Polski – mówi Michał Strzelecki, dyrektor Ogólnopolskiej Izby Gospodarczej Producentów Mebli.
– Sklejki, które wcześniej trafiały na rynek amerykański, pozostaną w Europie, co oznacza zwiększoną podaż, intensyfikację konkurencji i zaostrzenie walki cenowej. W ubiegłym roku z Europy do USA wyeksportowano prawie 200 tys. m sześc. sklejki, przy praktycznie zerowym imporcie. Nawet jeśli Unia Europejska zdecydowałaby się na wprowadzenie ceł odwetowych na amerykańską sklejkę, nie ochroni to w żaden sposób rynku europejskiego. Dlatego Europejskie Stowarzyszenie Producentów Płyt Drewnopochodnych wypowiedziało się przeciwko nałożeniu ceł na amerykańskich producentów płyt drewnopochodnych przez Unię – mówi Marek Janke, prezes Paged Plywood.
Przyznaje, że jego firma dobrze zrobiła, inwestując w USA, gdzie jest w trakcie zakupu amerykańskiego producenta sklejki.
Żywność, elektronika, usługi
Obawiać się powinni producenci żywności.
– Cła mogą mieć istotny wpływ na polski sektor mleczarski. Zgodnie z danymi Komisji Europejskiej, USA są drugim co do wielkości rynkiem eksportowym dla unijnych produktów rolno-spożywczych. Polskie produkty mleczne staną się więc na rynku amerykańskim mniej konkurencyjne cenowo, co może prowadzić do spadku eksportu – mówi Agnieszka Maliszewska, dyrektorka Polskiej Izby Mleka i wiceprzewodnicząca COGECA.
Zachwieją się światowe łańcuchy dostaw, ostrzega Przemysław Piętak, dyrektor ds. doradztwa w łańcuchu dostaw CBRE.
Niepokojące są także prognozy dla producentów elektroniki.
– Znacząco wzrosną koszty produkcji elektroniki i różnego rodzaju dóbr tworzonych poza Stanami Zjednoczonymi. Jak prognozują niektóre organizacje, drastycznie może spaść popyt na smartfony, laptopy czy komputery w USA – twierdzi Piotr Mieczkowski, członek zarządu Krajowej Izby Gospodarczej Elektroniki i Telekomunikacji (KIGEiT), wiceprezes European AI Forum.
Również istotny dla polskiej gospodarki sektor nowoczesnych usług biznesowych negatywnie odczuje cła, mimo że obecnie dotyczą wyłącznie towarów.
– Nie przełożą się więc bezpośrednio na sektor nowoczesnych usług biznesowych. Zlokalizowane w Polsce centra pracują jednak w sporej części dla amerykańskich firm bądź należą do podmiotów z USA, więc pośrednio odczują działanie ceł. Z danych WTO-OECD wynika, że w 2023 r. eksport usług opartych na wiedzy z Polski do USA wyniósł 4,3 mld dolarów. Większy był tylko do Niemiec (5 mld dolarów). Popyt amerykańskich spółek na polskie usługi na pewno spadnie, ale skala spadku nie jest znana. W ubiegłym roku według danych NBP eksport usług wzrósł o 12,5 proc. wobec 23 proc. w 2023 r. Potencjał wzrostu w 2025 r. będzie dużo mniejszy i spodziewam się, że nie przekroczy 10 proc. – mówi Tomasz Brodzicki, główny ekonomista ABSL, Związku Liderów Sektora Usług Biznesowych w Polsce.
Ekonomiści zwracają uwagę na efekt systemowy ceł. Nie jest ważne, że polskie firmy bezpośrednio zostaną nimi dotknięte w niewielkim stopniu, a ubytek dla PKB Polski dziś może nie przekroczyć 0,5 proc.
– W długim efekcie będzie to dotkliwe w skutkach także dla naszej gospodarki. Gdy na cła z USA odpowiedzą wszystkie państwa – a takie zapowiedzi od nich płyną – gospodarce światowej grozi recesja, która uderzy także i w nas, chociażby przez bardzo silne powiązania z gospodarką Niemiec – mówi dr Bartłomiej E. Nowak, ekonomista i ekspert od USA z Akademii Finansów i Biznesu Vistula.
Wiele zależy od odpowiedzi UE na amerykańskie cła.
– Jeśli Wspólnota postanowi wprowadzić retorsje, które najbardziej Amerykanów mogą zaboleć, to obejmie nimi big tech-y i sektor finansowy. To natomiast będzie mieć także bardzo duży wpływ na działające w Polsce centra usług biznesowych, bo firmy z tych sektorów to ich znaczący klienci – uważa Tomasz Brodzicki.
Kto ucieknie od ceł przez Wielką Brytanię
Wyższych ceł polskie i unijne firmy nie obejdą przez Wielką Brytanię, na którą USA nałożyły o połowę niższe cła (10 proc.).
– Nie sądzę, żeby firmy z UE, w tym z Polski, zakładały teraz w Wielkiej Brytanii spółki, żeby eksportować do USA i płacić niższe cła. Zgodnie z zasadami WTO kluczem jest świadectwo kraju pochodzenia. Jeśli więc produkt nie jest w określonym stopniu wytworzony w Wielkiej Brytanii, zwykle to 50 proc. wartości całego produktu, nie będą go dotyczyły stawki brytyjskie – mówi Michael Dembinski, główny doradca Brytyjsko-Polskiej Izby Handlowej.
Wygrane są natomiast firmy, które już produkują w Wielkiej Brytanii. Przykładem może być TFKable. Kilka lat temu przejęła JDR Cables i produkuje kable wykorzystywane w morskich i lądowych farmach wiatrowych, m.in. w Zatoce Meksykańskiej. Czy warto więc zainwestować w produkcję w Wielkiej Brytanii, co dla firm z UE byłoby prostsze niż budować fabrykę w USA?
– Jeśli cła przetrwają przez kadencję Donalda Trumpa i dłużej, to tak. Nikt nie jest jednak w stanie przewidzieć, co się wydarzy. Problem z Trumpem polega na tym, że jest nieprzewidywalny. Za kilka miesięcy może odwołać cła. Biznes nie lubi niepewności, ale obecnie trudno myśleć strategicznie i długoterminowo – podkreśla Michael Dembinski.
USA – największy przegrany wojny taryfowej
Krzysztof Domarecki, założyciel Seleny, uważa, że USA najbardziej zaszkodzą sobie.
– Jeżeli celem jest utrzymanie prymatu USA w stosunkach światowych, to tego celu nie da się osiągnąć przy pomocy ceł. Handel pomiędzy różnymi krajami i blokami handlowymi na świecie rozwija się i USA tego nie powstrzymają. Wracam właśnie z dwutygodniowej wizyty biznesowej w Azji, gdzie po raz kolejny mogłem się przekonać, jak wielki jest rynek azjatycki. Populacja prawie 5 mld ludzi, która z wielką dynamiką pracuje nad podniesieniem swojego poziomu życia gwarantuje, że Chiny i reszta świata mogą się obejść bez USA – uważa przedsiębiorca.
Handel wewnątrz Azji kwitnie. Ostatnie konsultacje międzyrządowe Chin, Japonii i Korei Południowej pokazują, że władze tych krajów chcą utrzymywać wzajemne relacje gospodarcze.
– Podobnie z dużą dynamiką rozwija się handel Azji z Ameryką Południową, która jest olbrzymim dostawcą żywności do Chin i innych krajów Azji. W zamian za to ma fundusze na import szerokiego asortymentu dóbr przemysłowych i konsumpcyjnych. W zdecydowanej większości z Azji i trochę z Europy, ale nie z USA. Dodajmy do tego 1,5 mld ludzi w Afryce – na razie najczęściej ciągle biednych, ale coraz bardziej nakierowanych na dynamiczny rozwój swoich gospodarek. Dobrze w tym wszystkim trzyma się kontynentalna Europa, która dotychczas potrafiła w dużej części obronić swoją bazę produkcyjno-eksportową, nawet jeśli niektóre regiony tę bazę zredukowały – zauważa Krzysztof Domarecki.
Wnioski są proste.
– USA będą miały wojnę handlową z całym światem, jednakże reszta świata ma ochotę na kontynuację globalizacji i utrzymywanie względnie niskich kosztów wymiany gospodarczej. Oczywiście to nie znaczy, że nie będzie ceł we wzajemnej wymianie handlowej. Będą one jednak negocjowane, bo cały świat na globalizacji zarabia – uważa Krzysztof Domarecki.
Dr Bartłomiej E. Nowak również uważa, że Ameryka pogrąży cłami także własną gospodarkę.
– Prezydent Trump swoje działania argumentuje zamiarem zwiększenia uprzemysłowienia gospodarki Stanów Zjednoczonych, ale nie ma na to żadnych szans. Cła zmniejszą konkurencyjność USA, a spadek konkurencyjności oznacza spadek uprzemysłowienia – mówi Bartłomiej E. Nowak.
Pieniądze to nie wszystko
Politolog Zbigniew Pisarski, założyciel Fundacji im. K. Pułaskiego, uważa, że równie groźne, co straty gospodarcze, mogą być skutki geopolityczne. Dzień wyzwolenia Ameryki, jak Trump nazwał dzień ogłoszenia ceł, może jej przynieść wyzwolenie od wiernych sojuszników.
– USA zmuszają kraje, na które nakładają cła, by wyobrażały sobie nowy światowy układ bez nadrzędnej roli USA. To już kolejny taki krok. Po tym, jak Trump skrytykował kraje Europy, że za mało wydają na zbrojenia, i ograniczył pomoc dla Ukrainy, państwa UE zrozumiały, że trzeba bardziej liczyć na siebie – mówi Zbigniew Pisarski.
Jego zdaniem odrzucenie w relacjach międzynarodowych warstwy opartej na wartościach i skupienie się na transakcjonizmie, co robi Donald Trump, to kreowanie porządku, w którym zawsze może przyjść ktoś kolejny z lepszą ofertą. Gospodarka USA przestanie odgrywać dominującą rolę w stabilizowaniu ładu gospodarczego.
Więcej inwestycji usługowych w Polsce…
Przedsiębiorcy i eksperci szukają plusów dla Polski.
– Cła znacząco pogarszają nastroje europejskich konsumentów i ich perspektywy korzystania z amerykańskich usług, również największych platform chmurowych. To powoduje, że będą się nasilać tendencje do tworzenia suwerennych platform w Europie i zapewnienia cyfrowej suwerenności. Wielką szansę mogą więc wykorzystać wszelkie spółki technologiczne związane ze sztucznym inteligencją, chmurą czy przetwarzaniem danych – mówi Piotr Mieczkowski.
Ekonomista ABSL uważa, że będzie więcej nearshoringu i friendshoringu. Europa Środkowa i Wschodnia to naturalne miejsce pod inwestycje dla firm z Europy Zachodniej. Sektor nowoczesnych usług biznesowych charakteryzuje się dużą odpornością na szoki. Wykazał to wielokrotnie w ostatnich latach.
– Pomimo skali zaburzeń i reakcji rynków na ostatnie wydarzenia, jestem optymistyczny – mówi Tomasz Brodzicki.
– Firmy technologiczne muszą jeszcze bardziej dywersyfikować łańcuchy dostaw i szukać nowych rynków. Choć pojawiają się wyzwania, traktujemy je również jako szansę na zwiększenie niezależności europejskiej branży IT i przyspieszenie inwestycji w lokalne innowacje. Dla Polski może to być impuls do wzmocnienia pozycji jako technologicznego hubu w regionie. Gdyby to do mnie należał decydujący głos, to postawiłbym na strategiczne partnerstwa. Można je zawierać zarówno wewnątrz UE, jak i z innymi rynkami strategicznymi (np. azjatyckimi), które szukają nowoczesnych rozwiązań. W dłuższej perspektywie to może być krok, który pomoże polskim firmom lepiej konkurować globalnie – mówi Konrad Dróżka, CRO w Transition Technologies PSC.
… oraz więcej fabryk
Na zakłóceniach w łańcuchach dostaw może skorzystać Polska.
– Wprowadzenie niemal dwukrotnie wyższych ceł na towary importowane do USA z Chin niż na towary sprowadzane z Europy może spowodować, że część amerykańskich importerów zacznie szukać alternatywnych wobec chińskich źródeł zaopatrzenia, w tym z krajów Europy Środkowo-Wschodniej – mówi Przemysław Piętak.
Jeśli UE wprowadzi cła odwetowe, firmy z USA będą inwestować w Europie.
– Również firmy azjatyckie, które będą chciały zrekompensować możliwy spadek obrotów w Stanach Zjednoczonych, mogą w większym niż dotychczas stopniu koncentrować się na ekspansji w Europie. W tym także poprzez lokowanie tu nowych inwestycji produkcyjnych i logistycznych – mówi dyrektor ds. doradztwa w łańcuchu dostaw CBRE.
Uważa, że wkraczamy w nowy etap.
– Dotychczasowa globalizacja zostanie w dużo większym stopniu zastąpiona regionalizacją. Produkcja „w Stanach na Stany” – tak. Ale również “w Europie dla Europy” – i na tym trendzie Polska jak najbardziej może skorzystać – mówi Przemysław Piętak.
Co należy zrobić
Eksperci sądzą, że Europa nie może dłużej grać już tylko podstawowymi narzędziami dyplomatycznymi, udając, że ignoruje działania Donalda Trumpa lub próbuje go przeczekać . Pora na twarde decyzje, ale niekoniecznie tak nierozważne, jak prezydenta USA.
Dr Bartłomiej E. Nowak z uczelni Vistula, przekonuje, że to najwyższy czas na wdrożenie polityki de-riskingu wobec Stanów Zjednoczonych.
– Unia musi odpowiedzieć, ale nasze reakcje są przemyślane, bo my rozumiemy, że na wojnie handlowej stracą wszyscy – mówi dr Nowak.
Dlatego jego zdaniem Unia sięgnie po cła tam, gdzie nie będzie innej możliwości. Poszuka jednocześnie innych sposobów nacisku na USA w pozostałych sektorach.
– Unia Europejska ma w odpowiedzi na działania prezydenta Trumpa do wykorzystania sporo innych narzędzi poza cłami, tzw. non-tariff barriers. Głównie chodzi tu o zgody i zasady dostępu do europejskiego rynku dla firm z USA. Są zwłaszcza dwie grupy podmiotów, dla których może to być ważne – i dotkliwe. To big techy czyli koncerny cyfrowe, platformy społecznościowe itp. oraz sektor usług finansowych. USA zapominają o tym, że w usługach mają w handlu z Unią sporą nadwyżkę – wyjaśnia dr Nowak.
Skrupulatne rozliczanie z przepisów europejskich i karanie za ich łamanie lub zaostrzanie regulacji pozwalających na działanie na jednolitym rynku unijnym może się dać we znaki właścicielom cyfrowych usług.
Specjalistką od tych działań była przez dwie kadencje w Komisji Europejskiej komisarz ds. konkurencji Margrethe Vestager. Bały się jej Apple, Google i każdy inny cyfrowy gigant. We wrześniu 2024 roku, tuż przed ustąpieniem Vestager ze stanowiska, Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej uznał rację Komisji Europejskiej w sporze z firmą Apple. Nakazał amerykańskiemu gigantowi zapłacenie do irlandzkiego budżetu 13 miliardów euro podatków. Cyfrowe korporacje mają wiele do stracenia – lub zyskania – na europejskim rynku. Donald Trump nie będzie mógł zignorować ich ewentualnych nacisków.
Efekt Putina
„Nie pozwól, aby dobry kryzys się zmarnował”, mawiał Winston Churchill. Tak właśnie Unia Europejska powinna podejść do nowych relacji transatlantyckich, uważają nasi rozmówcy.
– Wszystkie te działania Trumpa widzę także jako szansę dla Europy. Szansę na to, by znów poczuła potrzebę szerszej integracji – zwłaszcza w obszarze energetycznym, innowacyjnym, militarnym oraz polityki zagranicznej – i zapracowała na odbudowanie pozycji lidera, także gospodarczego. Działania Trumpa mogą obudzić Unię Europejską – mówił w niedawnym wywiadzie z XYZ amerykanista prof. Tomasz Płudowski, prodziekan Wydziału Nauk Społecznych Akademii Ekonomiczno-Humanistycznej w Warszawie.
– Mało kto zrobił tyle dla zbudowania jedności narodowej Ukrainy, co prezydent Putin. I mało kto zrobił tyle dla zbudowania tożsamości obronnej Unii Europejskiej, co prezydent Trump. Nie zmarnujmy tego – podsumowuje Zbigniew Pisarski.
Zdaniem eksperta
Cła nikomu nie służą
Teoria ekonomii wskazuje, że wojny celne sprawiają, że wszystkie zaangażowane strony ponoszą straty. Cła zwiększają ceny importowanych dóbr, co obniża dobrobyt konsumentów i podnosi koszty produkcji dla firm korzystających z importowanych komponentów. Retorsje w postaci ceł odwetowych mogą dodatkowo zmniejszyć eksport, pogłębiając negatywne skutki dla gospodarki. W dłuższej perspektywie wojny celne mogą prowadzić do spowolnienia wzrostu gospodarczego i utraty miejsc pracy.
W tym kontekście należy się spodziewać, że cła wprowadzone przez Prezydenta Trumpa będą prowadzić do zakłóceń w globalnych łańcuchach dostaw, wzrostu cen towarów oraz spadku wolumenu handlu międzynarodowego. Wzrost protekcjonizmu może osłabić zaufanie inwestorów i przedsiębiorców, co negatywnie wpłynie na tempo globalnego wzrostu gospodarczego.
Jeśli chodzi o wpływ na gospodarkę USA, wprowadzenie ceł może skutkować wzrostem cen importowanych dóbr, co przyczyni się do zwiększenia inflacji, a jednocześnie spowolnienia tempa wzrostu gospodarczego. Istotnie zwiększy się więc ryzyko tego, że gospodarka USA może wejść w recesję na przełomie 2025 i 2026 roku. Wyższe ceny mogą obniżyć siłę nabywczą konsumentów, a niepewność związana z polityką handlową dodatkowo zniechęcić amerykańskich inwestorów.
Skala wprowadzonych obecnie ceł, największych od około 100 lat, nie jest bez precedensu. Warto przypomnieć ustawę Smoota-Hawleya z 1930 roku, jeden z najbardziej znanych przykładów protekcjonizmu w historii USA. W zamyśle autorów rekordowo wysokie cła miały chronić rolników i przemysł USA przed konkurencją zagraniczną po krachu giełdowym 1929 roku. Obecnie wskazuje się, że był to jeden z czynników pogłębiających wielki Kryzys lat trzydziestych. Współcześnie warto spojrzeć na ekonomiczne konsekwencje Brexitu dla Wielkiej Brytanii, która jest dobrym przykładem nałożenia przez duży kraj sankcji ekonomicznych na samego siebie.
Szeroka wyprzedaż na rynkach finansowych, która dziś nastąpiła, dość dobrze to pokazuje. Inwestorzy pokazali, że w tej wojnie celnej nie spodziewają się zwycięzców, a rynek amerykański był szczególnie dotknięty. Dolar nie korzystał dziś z tradycyjnego wsparcia w postaci statusu bezpiecznej waluty rezerwowej.
Unia Europejska, jako jeden z głównych partnerów handlowych USA, może odczuć negatywne skutki nowych ceł w postaci spadku wzrostu gospodarczego. W negatywnym scenariuszu może to doprowadzić do recesji. Szczególnie dotknięte będą zapewne sektory eksportowe, takie jak motoryzacja i przemysł maszynowy.
Czy Europa powinna odpowiedzieć cłami odwetowymi? Przewodnicząca Komisji Europejskiej, Ursula von der Leyen, zapowiedziała, że UE ma “silny plan” na odpowiedź na amerykańskie cła, choć preferuje negocjacje. Decyzja o nałożeniu ceł odwetowych wiąże się z ryzykiem eskalacji wojny handlowej, a to może pogłębić negatywne skutki dla obu stron. Z drugiej strony brak reakcji może być postrzegany jako słabość i zachęta do dalszych działań protekcjonistycznych ze strony USA.
Współpraca przy artykule: zespół redakcyjny XYZ

Główne wnioski
- Negatywne Nastawienie Biznesu do Ceł. Branża meblarska: Michał Strzelecki (Ogólnopolska Izba Gospodarcza Producentów Mebli) ostrzega, że branża może utracić rynek amerykański, który w 2024 r. odpowiadał za 5 proc. eksportu mebli z Polski (ponad 470 mln euro). Producenci sklejki: Marek Janke (Paged Plywood) przewiduje zwiększoną podaż sklejki w Europie, intensyfikację konkurencji i zaostrzenie walki cenowej w wyniku zatrzymania eksportu do USA (prawie 200 tys. m sześc. w ubiegłym roku). Producenci żywności: Agnieszka Maliszewska (Polska Izba Mleka) podkreśla, że USA są drugim co do wielkości rynkiem eksportowym dla unijnych produktów rolno-spożywczych, a cła sprawią, że polskie produkty mleczne staną się więc na rynku amerykańskim mniej konkurencyjne cenowo. Producenci elektroniki: Piotr Mieczkowski (KIGEiT) prognozuje, że znacząco wzrosną koszty produkcji elektroniki i różnego rodzaju dóbr tworzonych poza Stanami Zjednoczonymi. Sektor nowoczesnych usług biznesowych: Tomasz Brodzicki (ABSL) zwraca uwagę na duży eksport usług opartych na wiedzy z Polski do USA (4,3 mld dolarów w 2023 r.) i spodziewa się spadku popytu amerykańskich firm. Potencjał wzrostu eksportu usług w 2025 r. nie przekroczy 10 proc. Ryzyko zachwiania światowych łańcuchów dostaw: Przemysław Piętak (CBRE) ostrzega przed zachwianiem światowych łańcuchów dostaw w wyniku wprowadzenia ceł.
- Potencjalne Korzyści dla Polski: Niektórzy eksperci wskazują na pewne potencjalne pozytywne aspekty dla Polski, takie jak: wzrost znaczenia europejskich platform technologicznych, większy nearshoring i friendshoring czy dywersyfikacja łańcuchów dostaw.
- Konieczność twardej odpowiedzi UE i polityki de-riskingu: Eksperci sugerują wykorzystanie barier pozataryfowych, takich jak regulacje dotyczące dostępu do europejskiego rynku dla big techów i sektora finansowego z USA.