ElevenLabs i ICEYE błyszczą. Polski VC wciąż czeka na przełom
Łukasz Wejchert, Marcin Żukowski, Aniela Hejnowska i inni doświadczeni inwestorzy i przedsiębiorcy mówią o tym, jak przez dwie dekady zmieniał się polski rynek startupów. Wspominają nietrafione inwestycje, sukcesy, błędy inwestorów i pytają, czego wciąż brakuje, by polskie spółki częściej budowały globalne biznesy.
Z tego artykułu dowiesz się…
- Czy sukcesy ElevenLabs i ICEYE rzeczywiście świadczą o sile polskiego ekosystemu startupowego.
- Dlaczego firmy zakładane przez Polaków, które odniosły największe sukcesy, tak często rozwijały się poza krajem.
- Co musi się zmienić, żeby polski rynek VC generował więcej dużych spółek i exitów.
Audio generowane przez AI. Może zawierać błędy.
ElevenLabs i ICEYE są dziś odmieniane przez wszystkie przypadki. Wycena ElevenLabs sięga 22 mld dolarów, a ICEYE przekracza 10 mld euro. Obie firmy mają polskich współzałożycieli i, choć ich rozwój w dużej mierze odbywał się poza krajem, stały się wizytówkami technologicznej Polski. A przynajmniej w naszym lokalnym wyobrażeniu.
Problem w tym, że te dwie jasno świecące gwiazdy nie pokazują całego obrazu. Polski ekosystem startupowy i venture capital (VC) wciąż jest stosunkowo niewielki, a poza nieliczną grupą spółek ma ograniczoną siłę przebicia na globalnym rynku nowych technologii.
– To, co dzieje się teraz w Polsce, przypomina sytuację z około 2004-2005 r., kiedy światowy sukces odnosił Skype. Globalna ekspansja jednej spółki dała wówczas impuls do rozwoju ekosystemów technologicznych zarówno w Szwecji, jak i w Estonii. W kolejnych latach sukces Spotify dodatkowo wzmocnił ten efekt w Szwecji. Firmy pokazały potencjał lokalnych technologii i przyciągnęły międzynarodowy kapitał. Rozruszali się również miejscowi inwestorzy. Wierzę, że podobnie będzie u nas – mówi Łukasz Wejchert, współtwórca holdingu technologicznego Dirlango i były wieloletni prezes Onetu.
Na początku pieniądze często były marnowane
Od momentu, gdy zaczął kształtować się polski rynek VC, minęły blisko dwie dekady. W tym czasie zarówno startupy, jak i inwestorzy uczyli się współpracy, finansowania nowych firm i budowania ich wartości. Nie wszystkie eksperymenty kończyły się sukcesem.
– To było przed 2010 r. Jako inwestor zainteresowałem się nowymi spółkami technologicznymi. Zainwestowałem więc w pierwszy fundusz zalążkowy z grupy Satus. Dziś, z perspektywy czasu, mogę powiedzieć, że ówczesne inwestycje w startupy były nieefektywne, a pieniądze najczęściej marnowane. Wszyscy się uczyli, jakimi mechanizmami kieruje się VC – opowiada Krzysztof Zdanowski, założyciel i prezes Summa Linguae Technologies.
Jak zaznacza, w przypadku Satusa sytuację uratowała inwestycja w Synerise.
– Pieniądze po kilku latach odzyskałem z niewielkim zyskiem. Oczywiście, z czasem zespoły zarządzające funduszami zdobywały wiedzę i podejmowały coraz mądrzejsze decyzje inwestycyjne. Do startupów absolutnie się więc nie zraziłem i nadal je finansuję – dodaje Krzysztof Zdanowski.
„Duże sukcesy wypracowano za granicą”
Wiele młodych firm technologicznych, które chciały szybko zwiększać skalę działalności, musiało wyjść poza Polskę.
– Właściwie wszystkie historie dużych sukcesów polskich startupów, którymi krajowy ekosystem tak mocno się ekscytuje, tworzyły się za granicą. To pokazuje, że na polskim rynku był i chyba nadal istnieje problem, którego nie udało się dotąd w pełni zidentyfikować – mówi Marcin Żukowski, współzałożyciel amerykańskiej spółki Snowflake.
Zdaniem Wiktora Schmidta, który jest związanym z Netguru i finansującym startupy aniołem biznesu, we współczesnym świecie nowych technologii sam podział na biznes krajowy i zagraniczny traci jednak znaczenie.
– To pewien znak czasów. Dzisiaj trudno zbudować duży biznes, pozostając wyłącznie w jednym miejscu. Firma, która chce osiągnąć dużą skalę, musi działać globalnie – mieć rozproszoną strukturę i międzynarodowy zespół. W Polsce, jeśli w ogóle, pozostaje wtedy tylko część działalności, najczęściej pion technologiczny. Nie zmienia to faktu, że trzeba być dumnym z osiągnięć polskich przedsiębiorców i ludzi technologii, nawet jeśli powstają one za granicą. To po części również polskie sukcesy – mówi Wiktor Schmidt.
Zdaniem inwestora
W Polsce jest kapitał, ale wciąż nie płynie do innowacji
Pieniądze w Polsce są, ale w dużej mierze pozostają na rachunkach i depozytach. W bankach trzymamy ok. 1,5 bln zł. Dużą zmianę mogłyby przynieść regulacje i zachęty pozwalające skierować część tego kapitału w stronę innowacji.
Cieszą prace nad otwarciem Pracowniczych Planów Kapitałowych (PPK) na rynek prywatny oraz nad Kwalifikowanym Funduszem Inwestycyjnym (KFI). Obawiam się tylko, żeby dodatkowe ograniczenia nie zniechęciły zarządzających. Marzeniem pozostaje EU Inc. [nowa forma prawna spółki, jednolita dla państw członkowskich UE i ułatwiająca międzynarodowe inwestycje w startupy – przyp. red.], ale brakuje tu unii w Unii.
„Produkt nie był wystarczająco dobry”
Jedną z barier może być również sposób, w jaki inwestorzy oceniają młode firmy technologiczne.
– Inwestorzy nadal patrzą na startupy przez pryzmat bardziej tradycyjnych biznesów. Przykładają do nich mnożniki zwrotu właściwe dla innych aktywów i zbyt biznesowo oceniają rozwój produktu. Być może większą wagę powinni przywiązywać do zespołu i jego zdolności do zarządzania startupem. Produkt na początku warto natomiast traktować jako elastyczny koncept, który można zmieniać i rozwijać. Za rok może wyglądać zupełnie inaczej niż podczas pierwszej prezentacji dla inwestorów – podkreśla Krzysztof Zdanowski.
Jako przykład podaje ElevenLabs. Zna dwa polskie fundusze, które nie zdecydowały się zainwestować w spółkę, uznając, że jej produkt nie jest wystarczająco dobry, by przebić się na rynku.
Zdaniem inwestora
Wciąż brakuje kapitału i kompetencji
Jako osoba, która prowadziła własny startup i rozwijała biznesy, wiem, że wyzwaniem jest dostępność finansowania, zwłaszcza w wyspecjalizowanych obszarach, takich jak AI czy medtech.
O wiele łatwiej o kapitał, gdy firma wychodzi poza Polskę i szuka go na rynku europejskim lub globalnym. Może wtedy pozyskać nie tylko więcej pieniędzy, lecz także dodatkowe kompetencje. W Polsce nadal jest ich za mało.
Exity pokażą, ile naprawdę zarabia polskie VC
O kondycji rynku VC świadczą przede wszystkim wyniki funduszy. Istotne są exity, czyli momenty, w których inwestorzy wychodzą z inwestycji i mogą zrealizować zysk. W Polsce nadal jest ich stosunkowo niewiele.
Dlatego trudno dziś jednoznacznie ocenić, jak radzą sobie polskie fundusze VC. Zdaniem Wiktora Schmidta pełniejsza ocena funduszy obecnie aktywnych będzie możliwa dopiero za kilka lat.
– Dzisiaj tak naprawdę możemy oceniać fundusze, które powstały 10 lat temu. Skuteczność wielu z nich nie była wysoka, bo rynek dopiero się rodził. O skuteczności tych, które są obecnie aktywne inwestycyjnie, będziemy mogli rozmawiać za kolejne 5-10 lat. Wierzę jednak, że okażą się już zyskowne – mówi Wiktor Schmidt.
Pierwsza fala founderów zaczyna reinwestować
Rozwój rynku startupowego zależy również od kondycji całej gospodarki. Zdaniem Pawła Ossowskiego, przewodniczącego rady nadzorczej i prezesa ZARYS International, Polska znalazła się dziś w dobrym momencie. Firmy zakładane na początku lat 90. coraz śmielej wchodzą na zagraniczne rynki, a polskie startupy przyciągają uwagę coraz większej liczby zagranicznych funduszy.
– Wydaje się więc, że najlepsze powinno być dopiero przed nami. Pod warunkiem, że sami nie włożymy sobie kija w szprychy, np. niekorzystnymi regulacjami prawnymi – mówi Paweł Ossowski.
Jak dodaje, na rynku pojawiła się już pierwsza fala polskich founderów, którzy odnieśli sukces we własnych spółkach, zgromadzili kapitał i zaczynają reinwestować go w kolejne startupy. Wraz z pieniędzmi wnoszą doświadczenie potrzebne do oceny takich przedsięwzięć.
– Na rynku w kolejnych latach powinno być więcej zarówno exitów, jak i profesjonalnego, racjonalnego kapitału – podsumowuje prezes ZARYS International.
Zdaniem eksperta
Nowy typ inwestora coraz śmielej wchodzi do startupów
Są mniej konserwatywni, ponieważ rozumieją specyfikę startupów, warunki ich rozwoju i ryzyko, które się z tym wiąże. Co ważne, są praktykami, mają doświadczenie i chcą się nim dzielić.
Obok nich pojawia się druga grupa: właściciele firm założonych w latach 90. i menedżerowie z branż pozornie odległych od świata startupów – przemysłu, produkcji czy przetwórstwa. Startupy są dla nich źródłem nowych pomysłów, ale również impulsem do szukania innych kierunków rozwoju dojrzałych biznesów.
Oba zjawiska są pozytywne. Problem zaczyna się wtedy, gdy osoby, które nie znają specyfiki inwestowania w startupy, działają całkowicie samodzielnie – bez wiedzy pozwalającej rzetelnie ocenić założycieli spółki i odpowiednio ułożyć relacje między startupem a inwestorem. W takich sytuacjach łatwo o błędne decyzje i rozczarowania.
Dlatego ważną rolę mogą odgrywać fundusze VC, sieci aniołów biznesu i akceleratory. Dla początkujących inwestorów są sposobem na wejście w świat startupów z pomocą osób, które znają jego specyfikę, potrafią ocenić ryzyko i wiedzą, jak budować relacje z założycielami spółek.
Warto wiedzieć
Powiązania z AIP Seed
Część osób cytowanych w artykule – Paweł Ossowski, Marcin Żukowski, Wiktor Schmidt, Aniela Hejnowska i Krzysztof Zdanowski – od czerwca 2026 r. zasiada w radzie nadzorczej AIP Seed, funduszu inwestującego w startupy na bardzo wczesnym etapie rozwoju. Do rady zaprosił ich Dariusz Żuk, założyciel i zarządzający AIP Seed.
Są to przedsiębiorcy i inwestorzy związani z rynkiem startupów i VC. Jako członkowie rady nadzorczej sprawują nadzór nad działalnością funduszu i wspierają jego zespół zarządzający. Mogą także angażować własny kapitał i współinwestować w wybrane spółki z portfela AIP Seed.
Młodzi inwestorzy inaczej patrzą na ryzyko
Przykłady zagranicznych funduszy, również z Europy Środkowo-Wschodniej, pokazują, że inwestowanie w startupy może przynosić wysokie zwroty. Zdaniem Dariusza Żuka w najlepszych przypadkach mogą one sięgać nawet kilkudziesięciokrotności zainwestowanego kapitału.
– Oczywiście, prościej jest zainwestować w mieszkanie. To obszar lepiej znany indywidualnym inwestorom i niewymagający oczekiwania ośmiu lat na zwrot z inwestycji, jak w przypadku VC – mówi Dariusz Żuk.
Liczy na to, że sektorowi pomoże również zmiana pokoleniowa. Podobnie patrzy na to Marcin Żukowski, którego zdaniem młodsze pokolenie ma inne podejście do biznesu i ryzyka.
– Dla mojego pokolenia zakładanie startupu i podejmowanie ryzyka było trudniejsze. Ludzie, którzy nic nie mieli, kiedy byli młodzi, musieli najpierw dorobić się majątku. Obecnie młodzi ludzie startują z innego poziomu – mają łatwiejszy dostęp do kształcenia i kapitału. Żyją w większym dobrobycie, mają tym samym większe ambicje – mówi Marcin Żukowski.
Główne wnioski
- Sukcesy ElevenLabs i ICEYE nie odzwierciedlają w pełni kondycji polskiego ekosystemu startupowego i VC. Obie firmy mają polskich współzałożycieli i są kojarzone z polską technologią, choć ich rozwój w dużej mierze odbywał się poza krajem.
- Polski rynek VC nadal mierzy się z niedoborem kapitału na późniejszych etapach rozwoju spółek oraz kompetencji i doświadczenia inwestycyjnego. Problemem pozostaje również niewielka liczba exitów, dlatego wyników wielu obecnie aktywnych funduszy nie da się jeszcze rzetelnie ocenić.
- Sytuację może zmienić rosnąca grupa założycieli startupów, którzy po własnym sukcesie inwestują pieniądze i doświadczenie w kolejne spółki, a także napływ przedsiębiorców z dojrzałych branż. Rozmówcy wskazują jednocześnie na potrzebę większego udziału prywatnego, cierpliwego kapitału oraz regulacji ułatwiających finansowanie innowacji.
