Kategoria artykułu: Analizy

Europa ma dosyć wysokich opłat za emisję CO2. Co dalej z unijnym systemem ETS?

Ceny uprawnień do emisji CO2 wyraźnie spadły po zapowiedziach reformy unijnego systemu ETS. UE stoi dziś przed dylematem – jak obniżyć koszty energii i wesprzeć przemysł, nie podważając wiarygodności polityki klimatycznej.

Z tego artykułu dowiesz się…

  1. Dlaczego ceny uprawnień do emisji CO2 spadły.
  2. Jak system ETS wpływa na konkurencyjność unijnego przemysłu oraz kto najbardziej odczuwa skutki wysokich cen energii.
  3. Jak może wyglądać i jakie skutki może mieć zapowiadana reforma ETS.
Loading the Elevenlabs Text to Speech AudioNative Player...
Ikona wykres interaktywny Wykres interaktywny

Ceny uprawnień do emisji CO2 (kontrakt na kolejny miesiąc) spadły od początku lutego o 15 proc., z 80 do 68 euro za tonę. To reakcja na słowa kluczowych europejskich polityków o tym, że konieczna jest poważna reforma systemu ETS. Reformę ETS zapowiedziała przewodnicząca KE Ursula von der Leyen. Propozycje mają być przedstawione pod koniec lutego. W sprawie konieczności reformy wypowiedział się też m.in. kanclerz Niemiec Fridrich Merz, który stwierdził, że Niemcy są otwarte na jego rewizję. W podobnym tonie, Emmanuel Macron powiedział, że ceny uprawnień powinny wynosić 30-40 euro za tonę. Jednocześnie zastrzegł, że polityka klimatyczna jest ważna i nie powinno się jej porzucać dla konkurencyjności.

ETS: serce polityki klimatycznej UE

Istotą systemu ETS (Emission Trading System), wprowadzonego w 2005 r., było nałożenie dodatkowej opłaty za emisję CO2 na producentów energii, by zmusić ich do redukcji emisji przez inwestycję nisko- lub zeroemisyjne źródła. Logika była następująca: na początku cena uprawnień była niska, a firmy energetyczne dostawały dużo darmowych uprawnień. Z czasem ich liczba miała jednak maleć, a cena – rosnąć. Im szybciej firmy przestawiały swoją produkcję na OZE, tym mniej musiały płacić z tytułu ETS.

Do pewnego stopnia tak właśnie się stało, ETS bardzo przyspieszył dekarbonizację w energetyce. Według danych KE w 2023 r. sektory objęte tym systemem zmniejszyły emisje CO2 o 47 proc. względem 2005 r. Po drodze pojawiły się jednak problemy. Kluczowy był skokowy wzrost uprawnień w latach 2020-2022. Ceny poszybowały z ok. 25 do ponad 85 euro za tonę. Na to nałożył się silny wzrost cen gazu, czyli głównego surowca, który jest traktowany jako pośredni w transformacji energetycznej. To przełożyło się na skokowy wzrost cen energii elektrycznej. Ceny uprawnień utrzymywały się po 2021 r. już powyżej 55 euro za tonę, a przez większość czasu nawet powyżej 70 euro.

W efekcie opłata z tytułu uprawnień do emisji stała się bardzo ważną składową ceny energii elektrycznej. W Polsce, gdzie transformacja energetyczna przez wiele lat przebiegała bardzo wolno, udział ETS w cenie prądu dla odbiorców indywidualnych można szacować na ok. 15 proc. (a dla przedsiębiorstw nawet kilkadziesiąt procent). Wysokie ceny energii, wynikające także, choć nie wyłącznie z mechanizmu ETS, są problemem w całej UE. Według danych Międzynarodowej Agencji Energetycznej hurtowe ceny elektryczności w USA były o połowę niższe niż średnio w UE w 2025 r.

Produkcja energochłonna w UE w kryzysie

Ikona wykres interaktywny Wykres interaktywny

Wysokie ceny energii odbijają się na spadkach produkcji w sektorach energochłonnych. Widać to na wykresie, gdzie pokazałem produkcję trzech kluczowych przemysłów energochłonnych od 2010 r. W grudniu 2025 r. produkcja w sektorze chemikaliów i produktów chemicznych była o 13 proc. niższa niż średnio w latach 2010-2019. Produkcja metali i wyrobów z metali była niższa o 12 proc. Z kolei wyrobów niemetalicznych, m.in. cementu oraz szkła o ponad 6 proc. W przypadku dwóch pierwszych to najniższe poziomy produkcji w analizowanym okresie nie licząc pandemii. Ten dołek nie jest chwilowy, trwa już od końca 2022 r.

Tutaj właśnie widoczny jest paradoks systemu ETS. To jest dodatkowy podatek, który przez wysokie ceny energii rozlewa się po całej gospodarce (dochody trafią do rządów i KE). Osłabia konkurencyjność unijnego przemysłu w starciu z importowanymi towarami nieobjętymi ETS (głównie z Azji) na rynku UE. Jednocześnie ogranicza konkurencyjność europejskich firm na rynkach eksportowych.

Reforma, ale jaka?

Reforma ETS może być korzystna dla europejskiej i polskiej gospodarki. Jeśli udałoby się ograniczyć ceny uprawnień do poziomu 30-40 euro to przełożyłoby się na wyraźnie niższe ceny energii elektrycznej. Mogłoby się to odbyć np. przez dodatkową darmową alokację uprawnień dla producentów energii. Pobudziłoby to przemysł energochłonny.

Z drugiej strony, Polska, podobnie jak cała Europa zainwestowała setki miliardów euro w transformację energetyczną. Zaczynamy budować elektrownię atomową, rozwijamy morską i lądową energetykę wiatrową. Gdyby okazało się, że te wszystkie nakłady były niepotrzebne, bo teraz UE radykalnie zmienia zasady gry (np. przez zawieszenie ETS), to miałoby katastrofalne konsekwencje. Podważyłoby sens tych inwestycji, które w dłuższym okresie są potrzebne, żeby uniezależnić się od importu paliw kopalnych. Ponadto osłabiłoby przyszłe oddziaływanie długofalowych polityk publicznych, nie tylko tych klimatycznych. Na zasadzie, że wprowadzający te regulacje w końcu i tak ustąpi.

Reforma ETS to szansa na tańszy prąd i pobudzenie gospodarki. Ale polityka klimatyczna to szansa na modernizację energetyki oraz niezależność energetyczną. Dobrze byłoby to pogodzić.

Główne wnioski

  1. Ceny uprawnień w systemie ETS spadły z ok. 80 do 68 euro za tonę po zapowiedziach reformy przez przewodniczącą KE, a także sygnałach ze strony kanclerza Niemiec i prezydenta Francji. Politycy sugerują rewizję mechanizmu i możliwe obniżenie cen do 30–40 euro. Jednocześnie podkreślają, że cele klimatyczne pozostają aktualne.
  2. Wprowadzony w 2005 r. system ETS przyspieszył dekarbonizację. Emisje w objętych nim sektorach spadły o 47 proc. względem 2005 r. Problemem okazał się jednak skok cen uprawnień w latach 2020-2022 (z ok. 25 do ponad 85 euro), co podbiło ceny energii. Wysokie koszty uderzyły w przemysł energochłonny, obniżając produkcję chemikaliów, metali i materiałów budowlanych do najniższych poziomów od lat.
  3. Reforma ETS mogłaby obniżyć ceny energii i poprawić konkurencyjność przemysłu, szczególnie w krajach takich jak Polska, gdzie udział kosztów CO2 w cenie prądu jest wysoki. Zbyt głęboka zmiana lub zawieszenie systemu groziłoby jednak podważeniem wielomiliardowych inwestycji w atom i OZE. Kluczowe będzie znalezienie równowagi między krótkoterminową ulgą kosztową a długofalową wiarygodnością polityki klimatycznej UE.