Kategorie artykułu: Biznes Świat

Francuskie firmy wobec ceł Trumpa: kto zyskał, kto traci?

„Prowadzenie biznesu przypomina dziś jazdę na nartach we mgle” – to zdanie, powtarzane w kuluarach francuskich firm i zarządów, dobrze oddaje klimat, jak przedsiębiorstwa funkcjonują pod presją amerykańskich ceł Donalda Trumpa. Retoryka Białego Domu znów się zaostrza, a groźby nowych taryf – od 10 do nawet 200 proc. na wina i szampany – wracają na stół. Tymczasem francuskie przedsiębiorstwa nie tyle wygrywają z cłami Trumpa, ile uczą się z nimi żyć, a niektóre branże radzą sobie całkiem nieźle.

Francuski sektor lotniczy i kosmiczny nie ucierpiał na taryfach celnych. Radzą sobie coraz lepiej. Fot. Gettyimages

Z tego artykułu dowiesz się…

  1. Jak radzą sobie francuskie firmy w dobie niepewności celnej Donalda Trumpa.
  2. Kto jest wygranym obecnej sytuacji niepewności. 
  3. Jak Europa odpowiada na kolejne groźby celne USA.
Loading the Elevenlabs Text to Speech AudioNative Player...

Wydarzenia ostatnich dni tylko potwierdzają trafność tej metafory o jeździe bez trzymanki we mgle. Kryzys wokół Grenlandii wybuchł nagle, a osiem państw europejskich – w tym Francja, Niemcy i Wielka Brytania – zostało przez Donalda Trumpa ostrzeżone przed dodatkowymi cłami: 10 proc. od 1 lutego oraz 25 proc. od 1 czerwca. Zobaczymy, czy prezydent USA jednak nie zrezygnuje z realizacji tej groźby.

We wtorek Donald Trump mówił jednak jeszcze: „Nałożę 200-procentowe cła na francuskie wina i szampany, jeśli Macron nie dołączy do Rady Pokoju”. 

Jak jednak studzi emocje Marc Brütsch, główny ekonomista SwissLife, rozmowy między przywódcami dopiero się zaczynają, a Donald Trump słynie z gwałtownych zwrotów akcji. Co więcej, amerykański Sąd Najwyższy może jeszcze unieważnić te taryfy. Nic nie jest przesądzone.

Kosmetyki: pierwszy poważny wstrząs od dekad

Najbardziej widocznym symbolem kosztów wojny handlowej są kosmetyki – jedna z eksportowych pereł Francji. Według federacji branżowej Febea, w pierwszych dziesięciu miesiącach 2025 r. eksport francuskich kosmetyków spadł o 1,16 proc. – po raz pierwszy od co najmniej 20 lat (poza okresem pandemii). To bolesny kontrast wobec wcześniejszego, niemal rutynowego wzrostu rzędu 6 proc. rocznie.

Główny winowajca: 15‑procentowe cła przy wjeździe do USA, największego rynku kosmetycznego świata. Skutki są brutalne – eksport do Stanów Zjednoczonych spadł o 18 proc. Firmy takie jak L’Oréal czy Clarins częściowo wzięły cios na siebie, ograniczając marże, by nie przerzucać pełnych kosztów na amerykańskich konsumentów. Inne utknęły w gąszczu regulacyjnym – zwłaszcza przy deklaracjach produktów zawierających aluminium – i czasowo wstrzymały wysyłki.

Paradoksalnie sektor ratuje globalna dywersyfikacja. Sprzedaż do Chin wzrosła o 2 proc., a do reszty UE o 4 proc. Branża z nadzieją patrzy też na negocjowaną umowę handlową UE-Indie, widząc w niej długoterminowy bufor wobec amerykańskiej nieprzewidywalności.

Luksus, który może podnosić ceny

Nie wszystkie sektory reagują tak samo. Luksus – od mody po akcesoria – korzysta z mniejszej wrażliwości cenowej klientów. Koncern LVMH podniósł ceny Louis Vuitton w USA o łącznie 6 proc. w 2025 r., a firma produkująca okulary i soczewki EssilorLuxottica połączyła umiarkowane podwyżki (poniżej 10 proc.) z nowymi strategiami. Efekt? 12,1‑procentowy wzrost sprzedaży w Ameryce Północnej w trzecim kwartale, napędzany m.in. okularami typu smart.

Jak zauważają analitycy France Industrie i FIM, firmy oferujące produkty niszowe, trudne do zastąpienia lokalną produkcją w USA, mają dziś większą swobodę w podnoszeniu cen – zwłaszcza że amerykańscy konkurenci sami odczuwają wzrost kosztów.

Wino i koniak: granice odporności

Znacznie trudniej jest producentom win i alkoholi wysokoprocentowych. Wolumen eksportu do USA spadł „tylko” o 4-5 proc., ale od lata nastąpiło wyraźne załamanie. Według francuskich służb celnych straty sektora sięgnęły 350 mln euro w dziewięć miesięcy.

W przeciwieństwie do luksusu tutaj podwyżki cen są politycznie i rynkowo ryzykowne. Moët Hennessy wręcz obniżył rekomendowaną cenę podstawowego koniaku. Pernod Ricard, aby się utrzymać, wdraża globalny program oszczędnościowy o wartości 1 mld euro do 2029 r

Przemysł i beneficjenci

Są też zwycięzcy obecnej sytuacji. Dzięki zwolnieniom z ceł dla wybranych kategorii, lotnictwo – z koncernami Airbus i Safran na czele – notuje boom. Wartość eksportu lotniczego do USA wzrosła o 17 proc. w pierwszych dziesięciu miesiącach 2025 r. Również farmacja pozostaje względnie bezpieczna: w zamian za inwestycje w USA i presję na ceny leków, koncerny – w tym Sanofi, które obiecało 20 mld dolarów inwestycji do 2030 r. – zachowały zerowe stawki celne.

Gaz: amerykańska dźwignia nacisku

Największa asymetria jest jednak poza klasycznym handlem towarami – w energii. Po odcięciu się od Rosji Europa uzależniła się od amerykańskiego LNG. Według danych Icis (Independent Commodity Intelligence Services), udział USA w europejskim imporcie LNG wzrósł z 45 proc. w 2024 r. do 57 proc. w 2025 r., a w 2026 r. przekroczy 60 proc. Oznacza to, że jedna czwarta zapotrzebowania Europy na gaz będzie pokrywana przez Stany Zjednoczone.

Europa między bazooką a autodestrukcją

W odpowiedzi Paryż i Bruksela rozmawiają o uruchomieniu unijnego instrumentu antykomercyjnego tzw. handlowej bazooki.

Macron chce tzw. celnej bazooki na Trumpa. Trump odpowiada winem

Problem w tym, że skala wzajemnych zależności sprawia, iż taki ruch mógłby równie mocno uderzyć w Europę. USA są pierwszym partnerem eksportowym UE i kluczowym dostawcą energii, technologii chmurowych (ok. 70 proc. rynku cloud w Europie kontrolują firmy amerykańskie) oraz uzbrojenia.

Ekonomiści z think tanku francuskich CEPII i firmy ubezpieczeniowej Coface ostrzegają: odpowiedź musi być selektywna – uderzać tam, gdzie boli Waszyngton, ale nie paraliżować europejskiej gospodarki. W praktyce oznacza to kombinację środków prawnych w WTO, presji regulacyjnej w usługach cyfrowych oraz przyspieszenie dywersyfikacji handlu (Mercosur, Indie, Azja), wskazują unijni urzędnicy zajmujący się regulacjami w zakresie handlu. 

Jak na razie amerykańskie towary nie zostały objęte przez UE taryfami odwetowymi, ponieważ w lipcu 2025 r. przewodnicząca KE Ursula von der Leyen zawarła z Trumpem porozumienie celne. Unia Europejska zdecydowała się wówczas na zawieszenie na pół roku decyzji o podniesieniu stawek celnych na amerykańskie towary. Wartość ich rocznego importu do Europy jest szacowana na ponad 92 mld euro; wśród nich znajdują się m.in. produkty rolne takie jak drób, owoce, orzechy i soja, a także motocykle i jachty. Komisja zapowiedziała w piątek, że wkrótce przedstawi propozycję przedłużenia zawieszenia, najprawdopodobniej na kolejne sześć miesięcy. Decyzję podejmą państwa członkowskie.

Odporność, nie zwycięstwo

Francuskie firmy nie są bezbronne, ale też nie wychodzą z tej konfrontacji szczególnie wzmocnione. Indeks giełdowy CAC 40, rosnący o 17 proc. od wiosny 2025 r., pokazuje odporność dużych graczy. Jednak w firmach trwa kosztowna adaptacja: cięcia kosztów, przebudowa łańcuchów dostaw i ostrożne poszukiwanie nowych rynków.

Wojna celna Trumpa nie złamała francuskiego eksportu. Ale zmusiła go do życia w permanentnej niepewności, w której przetrwają najsilniejsi i najbardziej elastyczni. Dla Europy to lekcja pokory, a warunkiem przetrwania staje się autonomia.

Główne wnioski

  1. Francuskie firmy skarżą się na dużą niepewność. Branżami, które ucierpiały najbardziej po wejściu w życie amerykańskich ceł, są: kosmetyki oraz alkohole. Obniżają one marże, szukają nowych rynków. Branża luksusowa na razie radzi sobie nieźle, a część firm modyfikuje swoją strategię na amerykańskim rynku. 
  2. Dzięki zwolnieniom z ceł dla wybranych kategorii, lotnictwo – z koncernami Airbus i Safran na czele – notuje boom. Wartość eksportu lotniczego do USA wzrosła o 17 proc. w pierwszych dziesięciu miesiącach 2025 r. Również farmacja pozostaje względnie bezpieczna: w zamian za inwestycje w USA i presję na ceny leków, koncerny – w tym Sanofi, które obiecało 20 mld dolarów inwestycji do 2030 r. – zachowały zerowe stawki celne.
  3. UE nie zaostrza sporu z USA o cła. Jak na razie amerykańskie towary nie zostały objęte przez UE taryfami odwetowymi, ponieważ w lipcu 2025 r. przewodnicząca KE Ursula von der Leyen zawarła z Trumpem porozumienie celne. Unia Europejska zdecydowała się wówczas na zawieszenie na pół roku decyzji o podniesieniu stawek celnych na amerykańskie towary. Wartość ich rocznego importu do Europy jest szacowana na ponad 92 mld euro; wśród nich znajdują się m.in. produkty rolne takie jak drób, owoce, orzechy i soja, a także motocykle i jachty. Rzecznik KE zapowiedział w piątek, że Komisja wkrótce przedstawi propozycję przedłużenia zawieszenia, najprawdopodobniej na kolejne sześć miesięcy. Decyzję podejmą państwa członkowskie.