Grecka rewolucja instytucjonalna. Od unikania podatków do pogoni za klientem, który wyszedł bez paragonu
Grecja wciąż kojarzy się z unikaniem podatków. Tymczasem to już nieprawda – Grecy maniakalnie wręcz wystawiają paragony, a luka VAT spadła do poziomu poniżej średniej dla UE. Oto jak do tego doszło i w jakiej kondycji jest obecnie gospodarka, która jeszcze niedawno była określana „chorym człowiekiem Europy".
Z tego artykułu dowiesz się…
- Jak Grecja zredukowała lukę VAT z jednej z najwyższych w UE do poziomu poniżej unijnej średniej.
- Dlaczego program naprawczy troiki budził tak ogromne kontrowersje społeczne i ekonomiczne.
- Jak dziś wygląda grecka gospodarka – gdzie widać postęp, a gdzie wciąż odczuwalne są skutki kryzysu.
Grecka gospodarka kojarzy się ze słabymi instytucjami i wysoką skłonnością do unikania podatków. Tymczasem to już nieprawda. Poczułem to na własnej skórze podczas niedawnego urlopu w tym kraju. Grecy wręcz maniakalnie wystawiali paragony za wszystkie zakupy, wizytę w restauracji, a nawet przejazd taksówką. Jakby tego było mało, kiedy kupiłem coś w niewielkim sklepie z pamiątkami i po prostu wyszedłem, ekspedientka wybiegła za mną, żeby wręczyć mi paragon. Przez chwilę zastanawiałem się, czy nie pomyliłem destynacji. Takie zachowanie Greków wydaje się bez mała rewolucją.
Te obserwacje potwierdzają twarde dane. Komisja Europejska szacuje, że tzw. luka VAT, czyli ubytek w dochodach, jakie powinien otrzymywać budżet państwa z tytułu tego podatku, wynosiła w Grecji w 2013 r. aż 33 proc. Oznacza to, że rząd uzyskiwał tylko 2/3 wpływów. Luka należała wówczas do najwyższych wśród wszystkich krajów UE. Do 2024 r. spadła do zaledwie 9 proc. Tym samym znalazła się poniżej poziomu średniej dla państw UE.
Gruntowna reforma podatkowa
Jak do tego doszło? Niedawno publikację dotyczącą reform w greckim systemie podatkowym w latach 2010–2025 wydał Międzynarodowy Fundusz Walutowy (MFW). Wskazuje w niej, że przebiegały one w trzech fazach.
W pierwszej (2010–2012) priorytetem było szybkie uszczelnienie poboru podatków, głównie przez wzmożoną kontrolę największych podatników i wdrożenie elektronicznych deklaracji VAT. Druga faza (2013–2017) przyniosła głęboką przebudowę instytucjonalną: uproszczono sieć urzędów skarbowych i powołano niezależny organ podatkowy, odizolowany od politycznych nacisków. W trzeciej (2018–2025) postawiono na cyfryzację. Grecja jako jeden z pierwszych krajów UE wprowadziła obowiązek raportowania transakcji w czasie rzeczywistym.
Grecki kryzys
Reformy podatkowe w Grecji były częścią szerszego planu „ratowania” gospodarki pogrążonej w kryzysie zadłużeniowym w latach 2010-2015. Grecka gospodarka była w epicentrum szerszego kryzysu, który wybuchł w strefie euro. Dług publiczny przekroczył tam 150 proc. w relacji do PKB i rósł. Duża jego część była w posiadaniu zagranicznych wierzycieli, zwłaszcza europejskich banków. I to właśnie międzynarodowe instytucje, określane jako troika (z greckiego „trójka”), czyli Komisja Europejska, Europejski Bank Centralny i MFW negocjowały kolejne pakiety pomocowe dla tego kraju. Warunkiem ich udzielenia były reformy podatkowe, ale także konieczność utrzymywania zrównoważonego salda budżetu państwa (tzw. austerity), czy prywatyzacja kluczowej infrastruktury transportowej (porty, lotniska).
Budziło to w Grecji ogromne kontrowersje, których kulminacja przypadła na 2015 r. Wówczas do władzy doszła lewicowa partia Syriza, której postulatem było wynegocjowanie mniej restrykcyjnych warunków. Popierało to wówczas wielu uznanych ekonomistów, w tym laureat ekonomicznej nagrody Nobla Joseph Stiglitz czy doradzający greckiemu rządowi James K. Galbraith. Krytykowali troikę zwłaszcza za narzucanie polityki oszczędności, która prowadzi do zduszenia wzrostu gospodarczego, a to z kolei sprawia, że gospodarka nie ma szans „wyrosnąć z długu”.
W trakcie negocjacji pojawiły się pomysły wyjścia Grecji ze strefy euro. Rząd przeprowadził nawet referendum dotyczące zgody na przyjęcie pakietu pomocowego wraz z tymi warunkami. Większość społeczeństwa zagłosowała przeciwko. Mimo to został on ostatecznie przyjęty.
Pozytywne skutki…
Skutki realizacji tego programu widać w gospodarce. Grecja zmniejszyła deficyt, a w ostatnich latach utrzymuje nadwyżkę finansów publicznych. W 2025 r. wyniosła ona aż 1,3 proc. PKB. W tym roku MFW przewiduje, że będzie to 0,6 proc. PKB. To ogromna zmiana, bo w latach 2008-2011 deficyt przekraczał 10 proc.
W wyniku tego mocno zmniejszył się dług publiczny. Na koniec 2026 r. ma spaść do poziomu 137 proc. Przyczynił się do tego również solidny wzrost gospodarczy. W latach 2023-2025 wyniósł średniorocznie 2,1 proc.
Spadek zadłużenia publicznego w połączeniu z konserwatywną polityką fiskalną przywróciły zaufanie inwestorów. W 2023 r. rentowności 10-letnich obligacji rządowych spadły poniżej poziomu obligacji Włoch. Z kolei pod koniec 2024 r. doszło do sytuacji, która kilka lat wcześniej wydawać się mogła economic fiction. Rentowność greckich papierów spadła poniżej poziomu francuskich. Tym samym inwestorzy zaczęli wyceniać dług Grecji jako bezpieczniejszy niż Francji.
Dobrą sytuację widać też na rynku pracy. Stopa bezrobocia wynosi obecnie 9,5 proc., a w zeszłym roku spadła już nawet poniżej 9 proc. Oznacza to, że zeszła do poziomu odnotowywanego poprzednio jeszcze przed kryzysem finansowym z 2008 r. Pod tym względem Grecja zrównała się np. ze Szwecją.
…i cena za nie
Grecy zapłacili jednak za kryzys wysoką cenę. PKB na osobę, z uwzględnieniem siły nabywczej, spadło do poziomu 68,4 proc. średniej UE w 2025 r. Oznacza to niemal zrównanie się z Bułgarią, czyli dotychczas najmniej zamożnym krajem UE. W przypadku tego kraju PKB na osobę wyniosło 68,1 proc. Biorąc pod uwagę szybki wzrost Bułgarii, prawdopodobnie już w tym roku to Grecja stanie się najbiedniejszym państwem Unii.
Polska pod tym względem wyprzedziła Grecję już w 2015 r. W 2025 r. nasz dochód na osobę wynosił ponad 81 proc. średniej unijnej, a więc było o 13 pkt. proc. wyższy.
Nieco lepiej Grecja wciąż wypada w przypadku rzeczywistej konsumpcji gospodarstw domowych (actual individual consumption). Według ostatnich dostępnych danych w 2024 r. jej poziom wyniósł 81 proc. średniej UE. Niższy był w sześciu krajach Unii. Pod tym względem Grecja zanotowała jednak silny regres. Jeszcze w 2005 r. konsumpcja była na poziomie średniej dla UE, a w 2009 r. nawet nieco powyżej.
To widać też gdzieniegdzie na ulicach. Jeździ po nich sporo samochodów, które w Polsce pewnie już trafiłyby na złom. Sporo jest też opuszczonych lokali po upadłych biznesach.
Mocne instytucje
Kondycja greckiej gospodarki stopniowo się poprawa, a rewolucja w zakresie płacenia podatków, czy – szerzej – działania państwa jest imponująca. Znane ekonomiczne porzekadło mówi, że jeśli chcesz w prosty sposób dowiedzieć się, jak silne są instytucje w danym kraju, wystarczy przejechać się taksówką. Jeśli kierowca włączy taksometr i wystawi paragon, to jest dowód na ich siłę. Z kolei silniejsze instytucje generalnie sprzyjają rozwojowi gospodarczemu. W Grecji instytucje są już zatem silne, a przynajmniej znacznie umocnione względem tego, co można było zaobserwować kilka czy kilkanaście lat temu.
Myślę, że po bardzo trudnych latach grecka gospodarka uporała się ze swoimi słabościami i czeka ją lepsza przyszłość.
Główne wnioski
- Grecja w ciągu dekady przeprowadziła głęboką reformę administracji podatkowej. Luka VAT spadła z 33 proc. w 2013 r. do 9 proc. w 2024 r., poniżej średniej UE. Reformy przebiegały w trzech fazach – od egzekwowania podatków, przez budowę niezależnych instytucji, po cyfryzację w czasie rzeczywistym.
- Reformy podatkowe były częścią szerszego programu naprawczego narzuconego przez troikę w czasie greckiego kryzysu zadłużeniowego. Budziły ogromne kontrowersje społeczne W referendum większość Greków zagłosowała przeciwko warunkom pakietu pomocowego, mimo to został on przyjęty. Wielu uznanych ekonomistów, w tym noblista Joseph Stiglitz, krytykowało politykę oszczędności jako hamującą wzrost.
- Grecja odbudowała zaufanie rynków i ustabilizowała finanse publiczne. Rentowność jej obligacji jest już niższa niż francuskich. Jednak gospodarka zapłaciła wysoką cenę: PKB na osobę zbliżył się do poziomu Bułgarii i jest wyraźnie niższy niż w Polsce. Kondycja kraju stopniowo się poprawia, ale ślady kryzysu wciąż są widoczne.