Lokalna siła, globalny rynek
Ile Polski w polskich inwestycjach? Local content w praktyce
Debata o local contencie coraz wyraźniej przesuwa się z poziomu definicji na poziom rozmów o decyzjach inwestycyjnych i przetargowych, w których ścierają się potrzeby budowy odporności gospodarki i wymogi otwartego rynku.
Z tego artykułu dowiesz się…
- Na czym polega koncepcja local contentu i dlaczego staje się jednym z kluczowych elementów polityki gospodarczej oraz inwestycyjnej państwa.
- Jak nowe wytyczne dla spółek z udziałem Skarbu Państwa mają wspierać rozwój krajowych łańcuchów dostaw bez naruszania zasad konkurencji.
- W jaki sposób można pogodzić udział zagranicznego kapitału z budowaniem strategicznej niezależności Polski w sektorach kluczowych dla bezpieczeństwa państwa.
Local content odmieniany jest przez wszystkie przypadki. Nic dziwnego – wszędzie na świecie widać przechył w stronę większego zabezpieczenia lokalnych interesów zamiast nakierowania na swobodny, międzynarodowy handel.
We wtorek 23 czerwca rząd przyjął dokument regulujący dobre praktyki w zakresie komponentu krajowego, które stosować powinny podmioty z udziałem Skarbu Państwa. Zgodnie z przyjętym dokumentem, komponent krajowy jest rozumiany jako wartość towarów lub usług wyprodukowanych lub świadczonych przez podmiot krajowy, przy czym „krajowość” jest oceniana na podstawie szeregu kryteriów, takich jak lokalizacja jednostki dominującej (25 proc.), miejsce wykonywania głównego przedmiotu działalności (25 proc.), rezydencja podatkowa (15 proc.) czy struktura zatrudnienia (15 proc.).
Dokument wskazuje oprócz tego 12 kluczowych obszarów, obejmujących m.in. aktywną współpracę z rynkiem, strukturę zamówień, referencje wykonawców, a także aspekty innowacyjności i cyklu życia produktu. Celem tych wytycznych jest skrócenie i stabilizacja łańcuchów dostaw oraz budowa odpornej krajowej bazy przemysłowej, co może mieć przełożenie na bezpieczeństwo strategiczne państwa w sektorach energetycznym, zbrojeniowym i cyfrowym.
Długofalowe budowanie krajowych łańcuchów dostaw
Skuteczne wdrożenie założeń komponentu krajowego wymaga od zamawiających przeprowadzenia szeregu działań poprzedzających samo ogłoszenie postępowania. Alicja Wąsowicz, dyrektor Departamentu Zarządzania Zakupami w PGE, zwróciła uwagę, że w branżach takich jak morska energetyka wiatrowa, proces ten musi opierać się na odpowiednim przygotowaniu i ścisłej współpracy z rynkiem.
– Łańcuch dostaw w morskiej energetyce wiatrowej w dużym stopniu opiera się na komponentach zagranicznych. Naszym celem jest odwrócenie tego trendu. Proces ten realizujemy od wielu lat, jednak jest to praca systematyczna, wymagająca czasu i to nie może wydarzyć się samoistnie – mówiła Alicja Wąsowicz.
Dodała, że wytyczne i dobre praktyki dla spółek Skarbu Państwa stanowią zestaw zasad określających, w jaki sposób służby zakupowe oraz osoby odpowiedzialne za realizację zamówień powinny podchodzić do procesu zakupowego, aby pozyskać konkurencyjne, w tym polskie oferty.
– Aby było to możliwe, konieczne jest wcześniejsze wykonanie pracy analitycznej i przygotowawczej, obejmującej dialog z rynkiem, jego aktywne poznanie oraz identyfikację potencjału krajowych dostawców. Istotne jest także zestawienie możliwości polskiego rynku z wymaganiami zamawiającego, które nie zawsze są ze sobą w pełni spójne – mówiła Alicja Wąsowicz.
Podkreśliła przy tym, że zwiększanie udziału rodzimych firm to zadanie wymagające czasu, ale jest też zależne od sektora, w którym local content ma być wdrażany.
Zaczynaliśmy w różnych miejscach w zależności od segmentu. W dystrybucji udział komponentu krajowego przekroczył już 85 proc. Dążymy do tego, aby w każdym segmencie naszej działalności ten wskaźnik był jak najwyższy, jednak w morskiej energetyce wiatrowej było inaczej – wchodziliśmy w technologię, której w Polsce wcześniej nie było. To jest praca u podstaw i wymaga cierpliwości.
– Zaczynaliśmy w różnych miejscach w zależności od segmentu. W dystrybucji udział komponentu krajowego przekroczył już 85 proc. Dążymy do tego, aby w każdym segmencie naszej działalności ten wskaźnik był jak najwyższy, jednak w morskiej energetyce wiatrowej było inaczej – wchodziliśmy w technologię, której w Polsce wcześniej nie było. To jest praca u podstaw i wymaga cierpliwości. Widzimy jednak, że konsekwentne działania w tym obszarze przynoszą coraz lepsze rezultaty – dodała Alicja Wąsowicz.
Jakub Stypuła, prezes zarządu Polimex Mostostal S.A., postrzega obecne zmiany jako moment przełomowy dla polskiej gospodarki, oznaczający wejście w nowy etap rozwoju po zakończeniu okresu transformacji.
Zgadzam się z tym podejściem, a szczególnie cieszy mnie jego całościowy charakter. Uważam, że mamy do czynienia ze zmianą o charakterze dziejowym w polskiej gospodarce. Po niemal 30 latach budowy wolnej Polski, także w wymiarze gospodarczym, etap transformacji można uznać za zakończony. Nie możemy już mówić o Polsce jako o kraju w fazie transformacji, kiedy wchodzimy w kolejny etap rozwoju.
– Zgadzam się z tym podejściem, a szczególnie cieszy mnie jego całościowy charakter. Uważam, że mamy do czynienia ze zmianą o charakterze dziejowym w polskiej gospodarce. Po niemal 30 latach budowy wolnej Polski, także w wymiarze gospodarczym, etap transformacji można uznać za zakończony. Nie możemy już mówić o Polsce jako o kraju w fazie transformacji, kiedy wchodzimy w kolejny etap rozwoju. Uważam, że moment uświadomienia sobie własnego potencjału rynkowego oraz znaczenia komponentu krajowego będzie definiował kolejny krok w rozwoju Polski – mówił Jakub Stypuła.
Prezes zaznaczył, że nowa strategia powinna być traktowana jako proces, który będzie ewoluował wraz z kolejnymi inwestycjami.
– Uważam, że jeżeli będziemy konsekwentnie dokładać kolejne elementy i sukcesywnie naprawiać, regulować i ulepszać, to jesteśmy na bardzo dobrej drodze do zbudowania silnej polskiej gospodarki i silnego polskiego przemysłu – argumentował Jakub Stypuła.
Dopełnieniem tej wizji była wypowiedź Wojciecha Pawłuszki, dyrektora Departamentu Prawnego w Ministerstwie Aktywów Państwowych i zastępcy lidera projektu „Komponent krajowy” w resorcie, który wskazał na praktyczny i diagnostyczny wymiar projektu.
Podkreślił, że resort oczekuje od zarządów spółek realnego zaangażowania w badanie rynku wykonawców, a nie jedynie statystycznych raportów.
– Chcemy działać z wybranymi spółkach: zarządom spółek wyznaczono cele (KPI), tak aby pokazały efekty swoich działań, żeby komponentu krajowego w ich procesach inwestycyjnych było więcej, a jeżeli go nie ma, to żeby wyjaśniły, jakie były przeciwwskazania, dlaczego udział local content jest umiarkowany – wyjaśniał Wojciech Pawłuszko.
Między otwartym rynkiem a ograniczeniami wejścia
Jednym z najczęściej podnoszonych wyzwań była kwestia barier, które uniemożliwiają krajowym podmiotom samodzielny udział w największych projektach infrastrukturalnych. Anna Więzowska, członek zarządu i dyrektor Działu Prawnego i Roszczeń MIRBUD S.A., wskazała na postępowanie przetargowe Centralnego Portu Komunikacyjnego (CPK), gdzie kryteria przychodowe oraz wymogi dotyczące doświadczenia w budowie specyficznych obiektów, których nie realizowano w Polsce od 20 czy 30 lat, były na tak wysokim poziomie, że żadna z polskich firm nie była w stanie wziąć udziału w przetargu samodzielnie, ani nawet w konsorcjum z innymi krajowymi podmiotami.
Uważam, że local content nie oznacza zamykania się na dopływ kapitału zagranicznego, ponieważ nie taki jest jego cel. Chodzi przede wszystkim o stworzenie warunków, w których polskie firmy działające w kraju, prowadzące tu produkcję i zatrudniające pracowników, będą mogły się rozwijać. Istotne jest również to, aby wypracowane przez nie zyski pozostawały w Polsce.
– Uważam, że local content nie oznacza zamykania się na dopływ kapitału zagranicznego, ponieważ nie taki jest jego cel. Chodzi przede wszystkim o stworzenie warunków, w których polskie firmy działające w kraju, prowadzące tu produkcję i zatrudniające pracowników, będą mogły się rozwijać. Istotne jest również to, aby wypracowane przez nie zyski pozostawały w Polsce. Wtedy kapitał nie wypływa z rynku, który go wytworzył, lecz zasila kolejne decyzje inwestycyjne, miejsca pracy, lokalnych dostawców i rozwój przedsiębiorstw co ma kluczowe znaczenie – mówiła Anna Więzowska.
Anna Więzowska dopytywała o mechanizmy, które wykraczałyby poza sferę deklaracji, przywołując przykład Tauronu, który jako jeden z nielicznych zastosował w przetargu na inteligentne liczniki kryterium badania beneficjenta rzeczywistego, co pozwoliło na ocenę pochodzenia kapitału wykonawcy. Wskazała również na historyczne doświadczenia z budową autostrad przez firmy chińskie czy tureckie, postulując, aby polscy zamawiający mieli odwagę powiedzieć „stop” i docenić rodzime podmioty, które posiadają kompetencje do realizacji dużych inwestycji kubaturowych.
Zwróciła też uwagę na znaczenie wspierania mniejszych podmiotów, które stanowią trzon polskiej gospodarki.
– Aż 97 proc. firm działających w Polsce to mikroprzedsiębiorstwa. W praktyce to one bardzo często tworzą zaplecze dużych inwestycji: wykonują specjalistyczne prace, dostarczają usługi, pracują lokalnie i wspierają ciągłość realizacji. Jeżeli local content ma wzmacniać polską gospodarkę, musi obejmować również ten poziom rynku. Nie tylko liderów kontraktów, ale także mikrofirmy i MŚP, które dzięki udziałowi w dużych projektach mogą zdobywać doświadczenie, rozwijać zespoły, inwestować w sprzęt i stopniowo rosnąć, by z czasem wyjść poza rolę podwykonawcy i samodzielnie realizować większe zakresy prac, a nawet całe projekty – wskazywała Anna Więzowska.
Ten wątek rozwinęła Alicja Wąsowicz, zwracając uwagę, że w sektorze morskiej energetyki wiatrowej struktura łańcucha dostaw jest ściśle powiązana z wymogami instytucji finansowych.
– Branża offshore to branża wysokiego ryzyka, a projekty są finansowane w formule project finance, co oznacza, że banki weryfikują, w jakim stopniu wyłonieni wykonawcy będą w stanie zrealizować projekt. Nie w każdym postępowaniu małe lub średnie przedsiębiorstwo będzie mogło złożyć ofertę samodzielnie i nie zawsze będzie w stanie spełnić oczekiwania zamawiającego. Dlatego rozmawiamy z rynkiem, informując i pokazując, gdzie dana firma powinna w tym łańcuchu dostaw się znaleźć – wyjaśniała Alicja Wąsowicz.
Dodała, że PGE Baltica tworzy zespół ds. local contentu, którego zadaniem jest weryfikacja rynku i wskazywanie sprawdzonych polskich dostawców na każdym szczeblu łańcucha dostaw, również firmom zagranicznym.
– Polski łańcuch dostaw to bezpieczeństwo każdego projektu – mówiła Alicja Wąsowicz.
Przemysław Grosfeld, wiceprezes Urzędu Zamówień Publicznych, podkreślił, że intencją jest stworzenie warunków do uczciwej konkurencji merytorycznej, a nie wprowadzanie bezpośrednich preferencji narodowościowych, co byłoby niezgodne z prawem unijnym.
Chodzi o to, żeby w zamówieniach publicznych wyrównać pole gry, tzn. nie dawać preferencji krajowym wykonawcom ani nie przyznawać im dodatkowych punktów, tylko dlatego, że są krajowi. Natomiast przez dobre rozpoznanie rynku, dialog i sprawdzenie dostępnej oferty możemy doprowadzić do sytuacji, w której mniejszy polski przedsiębiorca oraz duże firmy międzynarodowe będą konkurowały na jakość, produkt i wartość merytoryczną oferty.
– Chodzi o to, żeby w zamówieniach publicznych wyrównać pole gry, tzn. nie dawać preferencji krajowym wykonawcom ani nie przyznawać im dodatkowych punktów, tylko dlatego, że są krajowi. Natomiast poprzez dobre rozpoznanie rynku, dialog i sprawdzenie dostępnej oferty możemy doprowadzić do sytuacji, w której mniejszy polski przedsiębiorca oraz duże firmy międzynarodowe będą konkurowały na jakość, produkt i wartość merytoryczną oferty – mówił Przemysław Grosfeld.
Wiceprezes UZP wskazał, że w przypadku mniejszych zamówień, które są poniżej unijnego progu, czyli o wartości kilkuset tysięcy do kilku milionów złotych, blisko 90 proc. wygrywających przetargi stanowią podmioty z przewagą polskiego kapitału.
Repolonizacja czy inkluzywna polityka gospodarcza?
Ważnym wątkiem dyskusji była rola inwestorów zagranicznych w systemie komponentu krajowego. Aleksandra Stępniak, Dyrektor ds. Public Affairs z VELUX Polska zwróciła uwagę na potrzebę takiego definiowania polityki gospodarczej, aby uwzględniała ona rzeczywisty wkład przedsiębiorstw działających w Polsce, niezależnie od struktury właścicielskiej.
Uważam, że kluczowe znaczenie ma również sposób, w jaki zdefiniowano komponent krajowy. Uwzględniono w nim firmy z kapitałem zagranicznym, które od lat aktywnie przyczyniają się do rozwoju polskiej gospodarki – zatrudniają tutaj pracowników, prowadzą procesy produkcyjne, współpracują z lokalnymi dostawcami i płacą podatki w Polsce. I w tym kontekście są to przedsiębiorstwa krajowe. Musimy pamiętać, że dyskusja o wzmacnianiu krajowego potencjału gospodarczego powinna uwzględniać korzyści płynące zarówno z rodzimego biznesu, jak i z inwestycji zagranicznych.
– Uważam, że kluczowe znaczenie ma również sposób, w jaki zdefiniowano komponent krajowy. Uwzględniono w nim firmy z kapitałem zagranicznym, które od lat aktywnie przyczyniają się do rozwoju polskiej gospodarki – zatrudniają tutaj pracowników, prowadzą procesy produkcyjne, współpracują z lokalnymi dostawcami i płacą podatki w Polsce. I w tym kontekście są to przedsiębiorstwa krajowe. Musimy pamiętać, że dyskusja o wzmacnianiu krajowego potencjału gospodarczego powinna uwzględniać korzyści płynące zarówno z rodzimego biznesu, jak i z inwestycji zagranicznych. Tylko takie podejście sprzyja budowaniu konkurencyjnej i otwartej gospodarki – mówiła Aleksandra Stępniak.
Wojciech Pawłuszko potwierdził, że intencją zespołu pracującego nad nowymi wytycznymi było odrzucenie logiki wykluczającej na rzecz podejścia diagnostycznego i inkluzywnego.
Nasz zespół, na czele z ministrem Wojciechem Balczunem, od początku komunikuje, że zależy nam na tym, aby inwestycje i współpraca z zagranicznymi dostawcami miały pozytywny wpływ na gospodarkę. Taka była również nasza intencja od samego początku. Funkcjonujemy w realiach międzynarodowego handlu i gospodarki. W żadnym sektorze nie jest możliwe osiągnięcie 100 proc. local contentu. Nikt takiego poziomu nie osiąga, nawet Stany Zjednoczone w sektorze zbrojeniowym.
– Nasz zespół, na czele z ministrem Wojciechem Balczunem, od początku komunikuje, że zależy nam na tym, aby inwestycje i współpraca z zagranicznymi dostawcami miały pozytywny wpływ na gospodarkę. Taka była również nasza intencja od samego początku. Funkcjonujemy w realiach międzynarodowego handlu i gospodarki. W żadnym sektorze nie jest możliwe osiągnięcie 100 proc. local content. Nikt takiego poziomu nie osiąga, nawet Stany Zjednoczone w sektorze zbrojeniowym – mówił Wojciech Pawłuszko.
Wyjaśnił również, dlaczego w nowej metodyce zrezygnowano ze sztywnych limitów na rzecz elastycznego oceniania wkładu podmiotów w gospodarkę.
– Należy patrzeć na tę kwestię w ujęciu procentowym, określając, kto w większym, a kto w mniejszym stopniu jest „krajowy”, ponieważ w wielu branżach mamy do czynienia z różnym poziomem ulokowania działalności w Polsce. W tym sensie tzw. krajowość nie ma służyć wykluczaniu, lecz bardziej kompleksowemu spojrzeniu na rynek zamawiających. Ma to wspierać zamawiających już na etapie przygotowania postępowania, tak, aby możliwe było lepsze rozpoznanie rynku, ocena stopnia jego „krajowości” oraz identyfikacja podmiotów, z którymi mamy do czynienia – wskazywał Wojciech Pawłuszko.
Strategiczna niezależność w sektorach krytycznych
Katarzyna Piotrowska-Radziewicz, członkini zarządu TZF Polfa S.A., zwróciła uwagę na wyzwania związane z bezpieczeństwem strategicznym państwa, w szczególności na problem uzależnienia od dostaw z rynków azjatyckich w sektorze farmaceutycznym.
Patrząc na ten temat z perspektywy firmy produkującej leki, muszę powiedzieć, że sektor farmaceutyczny jest niestety w większości dokumentach traktowany po macoszemu. Jeśli mówimy o łańcuchach dystrybucji i ich odporności, a pokazał to zarówno COVID, jak i wojna w Ukrainie, kluczowa jest produkcja na terenie kraju. W tej chwili 80 proc. substancji czynnych pochodzi z Chin i Indii.
– Patrząc na ten temat z perspektywy firmy produkującej leki, muszę powiedzieć, że sektor farmaceutyczny jest niestety w większości dokumentach traktowany po macoszemu. Jeśli mówimy o łańcuchach dystrybucji i ich odporności, a pokazał to zarówno COVID, jak i wojna w Ukrainie, kluczowa jest produkcja na terenie kraju. W tej chwili 80 proc. substancji czynnych pochodzi z Chin i Indii – mówiła Katarzyna Piotrowska-Radziewicz.
Kwestię budowania kompetencji w obszarach wysokotechnologicznych, w których Polska dopiero zdobywa doświadczenie, przybliżył Jakub Stypuła, posługując się analogią budowy infrastruktury o unikatowym charakterze.
– Mój ulubiony przykład to kosmodrom. Jeśli w Polsce będziemy budować kosmodrom, a nigdy wcześniej tego nie robiliśmy, trudno będzie znaleźć inwestycję pokrewną i trzeba będzie postawić określone wymagania. Uważam, że powinniśmy się wspierać kapitałem intelektualnym i doświadczeniem tych, którzy budowali kosmodromy w Gujanie Francuskiej, Kazachstanie, Japonii, Chinach czy Stanach Zjednoczonych. Ale tak skonstruować cały ekosystem, żeby byli oni zobligowani do realizacji tego projektu wspólnie z komponentem krajowym. Nie widzę przeciwwskazań, aby rowy czy pasy startowe przy kosmodromie nie były realizowane przez firmy takie jak Polimex Mostostal czy MIRBUD, ponieważ mają one w tym zakresie doświadczenie. Podobnie elementy chłodzenia budynków też mogą być realizowane przez krajowe podmioty, które już kiedyś takie instalacje montowały – mówił Jakub Stypuła.
Główne wnioski
- Debata o local contencie przestała dotyczyć wyłącznie definicji „krajowości”, a coraz częściej koncentruje się na praktycznych decyzjach zakupowych i inwestycyjnych. Nowe wytyczne dla spółek Skarbu Państwa mają pomóc identyfikować i rozwijać potencjał krajowych dostawców, wzmacniać odporność łańcuchów dostaw oraz zwiększać udział przedsiębiorstw działających w Polsce w realizacji strategicznych projektów.
- Wzrost udziału polskich firm w dużych inwestycjach wymaga długofalowej pracy u podstaw. Kluczowe znaczenie mają dialog z rynkiem, analiza potencjału dostawców oraz odpowiednie projektowanie postępowań przetargowych. Celem nie jest administracyjne faworyzowanie krajowych podmiotów, lecz stworzenie warunków, w których mogą one skutecznie konkurować jakością, kompetencjami i doświadczeniem.
- Local content nie oznacza rezygnacji z otwartej gospodarki ani wykluczania zagranicznych inwestorów. Coraz częściej jest postrzegany jako narzędzie budowania kompetencji, transferu wiedzy i wzmacniania strategicznej niezależności w obszarach takich jak energetyka, farmacja czy infrastruktura. Największym wyzwaniem pozostaje znalezienie równowagi między korzystaniem z międzynarodowego know-how a rozwijaniem trwałych krajowych zdolności przemysłowych.
