Inglot chce rosnąć dwa razy szybciej niż rynek. Inwestuje w sieć stacjonarną, m-commerce i e-sklep
Polska marka Inglot, produkująca swoje kosmetyki w Przemyślu, eksportuje je na 90 rynków na świecie. Nie planuje budowy nowego zakładu, ale zautomatyzuje istniejący. Od lat dostaje propozycje od globalnych graczy i inwestorów. „Ewentualna zmiana właściciela musi jednak zagwarantować realizację naszej wizji rozwoju” – twierdzi prezes Grzegorz Inglot.


Z tego artykułu dowiesz się…
- Jak rozwijała się firma Inglot od momentu założenia, kto nią zarządza i jakie są plany na przyszłość.
- Jak marka zmieniała swoją strategię sprzedażową, zaczynając od sklepów stacjonarnych w Kanadzie i jak pandemia COVID-19 wpłynęła na jej plany.
- Jakie znaczenie ma Polska dla brandu Inglot oraz jak firma radzi sobie na rynkach międzynarodowych.
Rok 2024 Inglot zakończył z ok. 7-procentowym wzrostem przychodów. W bieżącym roku celuje w dwucyfrowy wzrost. Rynek kosmetyków rośnie średnio o 4,4 proc. rocznie, przy czym segment makijażu rozwija się nieco szybciej, w tempie około 6 proc. rocznie.
– Naszym celem jest wzrost przynajmniej dwukrotnie szybszy. Obecnie Inglot generuje ok. 150 mln zł przychodów ze sprzedaży. Za około pięć lat planujemy podwoić tę wartość. Jeśli chodzi o marżę EBITDA, dążymy do osiągnięcia poziomu około 15 proc. Wymaga to jednak jeszcze czasu i dalszych działań optymalizacyjnych – zapewnia Grzegorz Inglot, prezes spółki Inglot.
E-commerce i sklepy własne kluczem do sukcesu
Spółka od kilku lat konsekwentnie zmienia model dystrybucji, koncentrując się na e-commerce. To segment o największej dynamice wzrostu, wynoszącej w 2024 r. ponad 35 proc.
– Restrykcje związane z COVID-19 przyspieszyły wzrost naszej obecności w e-commerce oraz trend zakupów kosmetyków online w kategorii beauty. Obecnie sprzedaż online generuje ponad 20 proc. przychodów rynku beauty, a prognozy wskazują, że w ciągu pięciu lat udział ten wzrośnie do około 30 proc. – dodaje prezes Inglota.
Równolegle firma inwestuje w obecność w wielomarkowych sklepach kosmetycznych, zarówno stacjonarnych, jak i platformach online. Działa także przez dystrybutorów na różnych rynkach, jednocześnie utrzymując własną sieć firmowych punktów sprzedaży.
Oferta marki Inglot to głównie produkty makijażowe, jednak naturalnym kierunkiem rozwoju jest segment pielęgnacji skóry.
Restrykcje związane z COVID-19 przyspieszyły wzrost naszej obecności w e-commerce oraz trend zakupów kosmetyków online w kategorii beauty.
– Każdego roku na polskim rynku pojawia się sporo nowych marek kosmetycznych, jednak wiele z nich szybko znika bez odniesienia sukcesu. Świadczy to o dynamicznym i konkurencyjnym krajobrazie segmentu beauty. Rozważamy globalną współpracę z dużą marką lub zaangażowanie globalnej ambasadorki. Chcemy zwiększyć zasięg i rozpoznawalność naszej marki – dodaje prezes Grzegorz Inglot.
Rodzinny Inglot na wieki wieków?
Firmę Inglot założył wuj obecnego prezesa, Wojciech Inglot, który zmarł w 2013 r. Po jego śmierci zarządzanie firmą przejęli Zbigniew Inglot, ojciec obecnego prezesa, oraz jego siostra Elżbieta.
Różne oferty napływają do nas od kilkunastu lat – zarówno od polskich, jak i globalnych graczy kosmetycznych, zainteresowanych przejęciem lub inwestycją. Ewentualna zmiana właściciela musi jednak zapewnić synergię, która zagwarantuje realizację naszej wizji rozwoju.
– W 2023 r. zostałem nominowany na prezesa zarządu i od tego czasu prowadzę firmę wraz z dyrektorami głównych pionów. Starsi właściciele przeszli do rady nadzorczej. W zarządzie znajduje się również moja siostra Milena, pełniąca funkcję szefowej ds. marketingu. Obecnie Inglot to firma rodzinna, jednak jeśli pojawią się sensowne propozycje umożliwiające szybszy wzrost, nie wykluczam pozyskania inwestora lub wejścia na giełdę. Przyznam, że różne oferty napływają do nas od kilkunastu lat – zarówno od polskich, jak i globalnych graczy kosmetycznych, zainteresowanych przejęciem lub inwestycją. Ewentualna zmiana właściciela musi jednak zapewnić synergię, która zagwarantuje realizację naszej wizji rozwoju – zapewnia Grzegorz Inglot.
Polski Inglot obecny (prawie) na całym świecie
Kosmetyki Inglota są dostępne na około 90 rynkach świata. Kiedy wybuchła wojna w Ukrainie, firma wyszła z Rosji, która stanowiła 5 proc. eksportu.
– Polska pozostaje dla nas kluczowym rynkiem, generującym 45 proc. przychodów. Obecnie posiadamy około 2 tys. punktów sprzedaży na świecie, w tym 300 firmowych sklepów. Pozostałe to wydzielone strefy w sklepach zajmujących się sprzedażą wielu marek. W Polsce działamy w około 70 lokalizacjach pod naszym logo. Pierwszy międzynarodowy salon otworzyliśmy w Kanadzie w 2006 r. Obecnie poza granicami kraju największą obecność mamy na Bliskim Wschodzie. Mówię o Zjednoczonych Emiratach Arabskich, Omanie, Katarze i Arabii Saudyjskiej. Wypada też wspomnieć o kilku punktach w Stanach Zjednoczonych – opowiada menedżer.
W najbliższych latach kierowana przez niego firma chce umocnić pozycję w Europie, która historycznie była przez Inglota nieco zaniedbana.
– Strategicznym celem jest dalsza ekspansja na kluczowych rynkach kosmetycznych, takich jak USA, Brazylia, Japonia oraz Europa. Nasza ekspansja rozpoczęła się od rynków pozaeuropejskich, ale teraz chcemy wzmocnić obecność także na Starym Kontynencie. Tu mam na myśli takie kraje, jak Niemcy, Francja, Wielka Brytania i Włochy. W 2025 r. planujemy także wejście na nowe rynki, m.in. do Egiptu, Uzbekistanu, Wenezueli, Kolumbii i Ekwadoru. To będzie powrót do naszej obecności w Ameryce Łacińskiej. Na razie planujemy rozwój organiczny, skupiając się na współpracy z dużymi dystrybutorami na lokalnych rynkach – przyznaje prezes Grzegorz Inglot.
Warto wiedzieć
Wartość segmentu beauty do 2028 r. ma sięgnąć 6,4 mld euro
Produkcja kosmetyków i wyrobów toaletowych jest drugą co do wielkości gałęzią polskiego przemysłu chemicznego, choć jej udział w przetwórstwie jest stosunkowo niski. Branża jest silnie nastawiona na sprzedaż eksportową – na eksport przypada nieco ponad 50 proc. jej przychodów, wyraźnie powyżej średniej dla przetwórstwa.
Polska należy do piątki największych unijnych producentów i eksporterów kosmetyków, mogąc pochwalić się 8-procentowym udziałem w łącznym eksporcie wszystkich państw unijnych – również wyraźnie powyżej średniej dla przetwórstwa.
Największym rynkiem kosmetycznym na świecie są Stany Zjednoczone. W 2023 r. sprzedaż kosmetyków na tym rynku prognozowana jest na 91,9 mld euro, co będzie stanowić 15,6 proc. światowej wartości.
Według prognoz wartość rynku kosmetycznego na świecie wzrośnie w latach 2023-2028 o 29,3 proc., osiągając poziom 713,7 mld euro.
Wartość segmentu beauty w Polsce na koniec 2024 r. wynosiła 5,3 mld euro, a według szacunków do 2028 r. ma sięgnąć 6,4 mld euro.
W dłuższej perspektywie (przyszła dekada i dalej) czynnikiem hamującym rozwój sprzedaży może stać się demografia. Projekcje dla Polski są pod tym względem bardzo niekorzystne – skala spadku liczby ludności i zmiana jej struktury wiekowej mogą niwelować pozytywny wpływ rosnącego poziomu wydatków per capita.
Ważna sprzedaż stacjonarna
Inglot planuje zainwestować ok. 15 mln zł w ciągu kolejnych trzech lat w modernizację sieci sprzedaży. Choć liczba otwarć sklepów stacjonarnych będzie w najbliższym czasie ograniczona, rodzina Inglotów nadal dostrzega potencjał w tym segmencie.
– W 2023 r. otworzyliśmy nowy sklep w Krakowie, a w 2024 r. uruchomiliśmy 10 punktów sprzedaży w nowym koncepcie. W tym roku planujemy przynajmniej 10 kolejnych wymian. Priorytetem jest jednak modernizacja wszystkich stacjonarnych salonów, którą zamierzamy zakończyć do 2027 r. Dziś to nie liczba nowych otwarć, lecz jakość i efektywność sprzedaży stanowią miernik sukcesu. Wysokie koszty otwarcia i prowadzenia sklepów, wynikające głównie z rosnących czynszów i kosztów pracy, skłaniają nas do zrównoważonego rozwoju wielotorowego. Stawiamy na e-commerce, obecność w sklepach partnerskich oraz optymalizację sieci stacjonarnej – dodaje Grzegorz Inglot.
Dziś to nie liczba nowych otwarć, lecz jakość i efektywność sprzedaży stanowią miernik sukcesu.
Inglot zatrudnia 650 osób i ma zakład produkcyjny zlokalizowany w Przemyślu, gdzie powstaje 95 proc. wszystkich produktów. Pozostałe 5 proc. to m.in. akcesoria, których produkcja jest zlecana na zewnątrz.
– Nie mamy na razie pomysłu na budowę nowej fabryki, natomiast konieczne jest spłacenie długu technologicznego oraz zwiększenie automatyzacji zakładu. To jeden z głównych celów inwestycyjnych na następne trzy lata, który pochłonie kilkanaście milionów złotych. W tym roku znacznie zwiększamy wydatki na działania w obszarze marketingu międzynarodowego oraz wsparcie wielokanałowe. Niedawno uruchomiliśmy naszą platformę lojalnościową, która łączy świat zakupów online i offline, docelowo stając się nowoczesnym m-commercem. Wkrótce startujemy z międzynarodowym e-sklepem, który poszerzy naszą obecność na 23 nowych rynkach. Na świecie mamy pięć hubów: w Polsce, we Włoszech, w Wielkiej Brytanii, Australii i Stanach Zjednoczonych. Rynki te są zarządzane lokalnie przez country menedżerów. Docelowo chcemy, aby nasz e-sklep był globalną platformą Inglota, łączącą nasze huby – dodaje Grzegorz Inglot.
Wyzwania rynku beauty
Jak przyznaje szef firmy Inglot, największą barierą dla prowadzenia biznesu kosmetycznego w Polsce są zmieniające się przepisy. Szczególnie chodzi o te dotyczące składników kosmetyków. Często konieczna jest modyfikacja receptury, poszukiwanie nowych składników oraz dostosowywanie składu do wymagań poszczególnych krajów.
Jednym z głównych celów inwestycyjnych jest zautomatyzowanie naszego zakładu produkcyjnego, co pochłonie kilkanaście milionów złotych.
– W niektórych krajach wykluczenie jednego składnika sprawia, że proces rejestracji produktu musi rozpocząć się od nowa. To może trwać od kilku miesięcy do nawet dwóch lat. Kolejnym wyzwaniem są procesy administracyjne, które wciąż muszą odbywać się na papierze – digitalizacja dokumentów na pewno ułatwiłaby i usprawniła pracę. Wszystkie rutynowe działania, które można zautomatyzować, automatyzujemy – zapewnia prezes Inglota.
Mini wywiad
Nie ma się co wstydzić „made in Poland” w kosmetykach
Czym jest Luare?
Luare to połączenie dwóch portugalskich słów: „lua” (księżyc) i „mare” (ocean), symbolizujące balans i blask.
Luare to moja marka kosmetyczna, oferująca produkty premium do pielęgnacji włosów oraz luksusowe akcesoria ręcznie tworzone w Szwajcarii i Francji, inspirowane konceptem garderoby kapsułowej [koncepcja minimalistycznego podejścia do ubioru, polegająca na posiadaniu niewielkiej liczby ubrań, które są wielofunkcyjne, ponadczasowe i łatwe do łączenia w różne zestawy – przyp. red.]. Stworzyłam ją po latach pracy w korporacjach, m.in. związanych z branżą beauty. Od lat planowałam otwarcie własnego biznesu, a po urodzeniu dwóch synów utwierdziłam się, że zawodowo chcę iść w swoją stronę – zarówno ze względu na potrzebę niezależności czasowej i finansowej, jak i ambicjonalnie.
Praca w PR i komunikacji dla dużych graczy kosmetycznych stała się dla mnie powtarzalna i pozbawiona osobistego sensu. Własny biznes to dla mnie samej historia o potrzebie wolności i odzyskaniu kontroli, zwłaszcza że wcześniej, próbując wrócić na rynek pracy, odbyłam kilka nieudanych rozmów kwalifikacyjnych, podczas których pytano mnie o to, jak zamierzam łączyć obowiązki macierzyńskie z pracą i czy planuję powiększenie rodziny – to było uwłaczające.
Ile pani zainwestowała w swój kosmetyczny startup?
Na stworzenie swojej startupowej marki i pierwsze produkty przeznaczyłam około 350 tys. zł. Były to zarówno moje oszczędności, jak i pożyczka, którą otrzymałam w ramach rządowo-unijnego mechanizmu wsparcia – może ona zostać częściowo umorzona, jeśli będzie regularnie spłacana.
Dzięki swojemu doświadczeniu zawodowemu nie musiałam wydawać pieniędzy na zewnętrzne agencje – sama zbudowałam cały branding.
Jeszcze przed startem marki dostałam dwie propozycje inwestorskie – jedną z Polski, drugą z USA. Jednak miałam potrzebę stworzenia biznesu od początku sama. Nie wykluczam, że przyjdzie taki moment, kiedy sama będę rozglądać się za zewnętrznym wsparciem, aby mocniej rozwijać się na światowych rynkach.
Czy polska marka kosmetyczna może mieć międzynarodowe aspiracje? Czy Luare je ma?
Moje produkty Luare są ponadczasowe i stworzone z myślą o globalnych rynkach – zarówno pod kątem składu, jak i designu. Zwłaszcza że w okresie debiutu moich produktów pozyskałam partnerstwa na kilku rynkach zagranicznych, takich jak Włochy, Szwajcaria, Andora, Hiszpania, Belgia i Niemcy, a także otrzymałam propozycje współpracy od dystrybutorów z Turcji i Zjednoczonych Emiratów Arabskich. To przekonało mnie, żeby od razu zacząć myśleć o swoim produkcie szerzej niż tylko lokalnie.
Co ciekawe, przy debiucie łatwiej było mi pozyskać dystrybutorów w Europie niż na polskim rynku.
Moim zdaniem polskie kosmetyki mają dobrą renomę na świecie i nie ma się czego wstydzić jeśli chodzi o miejsce pochodzenia czy wytwarzania. Dlatego na opakowaniach moich produktów widnieje napis: „made in Poland”.
Skąd pomysł na stworzenie marki do włosów?
Pomysł zrodził się, gdy wraz z rodziną przeprowadzałam się kilka lat temu do Portugalii. Kiedy rozpakowywałam kosmetyczkę, uświadomiłam sobie, że mam w niej kilkanaście produktów do włosów, co nie było ani ergonomiczne, ani ekonomiczne, ani zrównoważone. Sprawdziłam dane rynkowe i okazało się, że konkurencja wśród producentów produktów do pielęgnacji włosów jest bardzo duża, jednak kategoria ta dynamicznie rośnie.
Według danych Expert Market Research, globalny rynek tych produktów jest wart 112,57 mld dolarów i rośnie w tempie 3,1-5,3 proc. rocznie. W 2024 r. wartość eksportu kosmetyków z Polski wyniosła 5,7 mld euro, co daje piąte miejsce w UE i dziewiąte na świecie. Motorem wzrostu tej kategorii są nowości, dlatego się odważyłam, zwłaszcza że wyczułam tzw. lukę rynkową. Chociaż produktów do pielęgnacji włosów jest wiele, chcę budować w tej kategorii segment premium.
Jaki jest plan na rozwój Luare?
Obecnie w ofercie Luare są: szampon, odżywka, olejek do włosów oraz wiele akcesoriów (grzebienie, spinki, gumki). Zamierzam rozszerzać portfolio w poziomie, a nie w pionie. Oznacza to wprowadzenie nowych kategorii produktów, takich jak peeling, odżywka bez spłukiwania, suchy szampon, a nie tworzenie kolejnych produktów w ramach tej samej kategorii.
Koncentruję się na rozwoju e-commerce, a głównym kanałem dystrybucji jest własny sklep internetowy Luare.
Marka jest obecnie dostępna również w pięciu concept store’ach i mniejszych sklepach, a ja prowadzę rozmowy z czterema dużymi sieciami. Moim celem jest wejście do jednej z nich, bo stawiam na zdrowy wzrost. Wejście do dużych sieci w Polsce na większą skalę wiązałoby się z ogromnymi nakładami inwestycyjnymi, na co na razie nie jestem gotowa i nie jest to moim celem. Moim priorytetem biznesowym jest zachowanie kontroli nad biznesem – przedkładam rentowność nad szybką ekspansję.

Główne wnioski
- Inglot, producent kosmetyków z Przemyśla, generuje ok. 150 mln zł przychodów ze sprzedaży. Za około pięć lat chciałby podwoić tę wartość.
- Polska pozostaje kluczowym rynkiem dla Inglota, generującym 45 proc. przychodów firmy. Obecnie marka posiada około 2 tys. punktów sprzedaży na całym świecie, w tym 300 firmowych sklepów. Pozostałe to wydzielone punkty w sklepach wielomarkowych. W Polsce działa około 70 lokalizacji pod logo Inglot. Pierwszy międzynarodowy salon pod szyldem Inglot powstał w Kanadzie w 2006 r. W najbliższych latach firma zamierza umocnić swoją pozycję w Europie, która historycznie była nieco zaniedbana.
- Na razie Inglot nie planuje budowy nowej fabryki, natomiast konieczne jest spłacenie długu technologicznego i zwiększenie automatyzacji zakładu. To jeden z głównych celów inwestycyjnych na następne trzy lata, który pochłonie kilkanaście milionów złotych.