Kategorie artykułu: Polityka Świat

Irańskie pociski nad Cyprem. Juliusz Gojło: Zmiana władz nie zmieni polityki Iranu

Iran odgryza się Zachodowi. Wystrzelone z tego kraju pociski balistyczne poleciały w kierunku Cypru. Dlaczego akurat tam? Ponieważ na wyspie znajduje się brytyjska lotnicza baza wojskowa. Brytyjczycy jednak twierdzą, że na celowniku nie były ich instalacje.

Władze Iranu
Irańskie pociski balistyczne spadły na Cypr. Zmiana władz Iranu nie musi oznaczać zmiany politycznego kursu tego kraju. W środku prezydent Iranu Masud Pezeszkian. Fot. Iranian Presidency / Handout/Anadolu via Getty Images

Z tego artykułu dowiesz się…

  1. Dlaczego irańskie pociski poleciały w stronę Morza Śródziemnego i zaniepokoiły Brytyjczyków.
  2. Kto po śmierci Alego Chameneiego kieruje Islamską Republiką Iranu.
  3. Jakie działania zbrojne toczyły się w sobotę między Iranem i Izraelem.
Loading the Elevenlabs Text to Speech AudioNative Player...

Bliski Wschód pozostaje niespokojny. Po sobotniej wymianie ciosów między Izraelem, USA i Iranem w niedzielne przedpołudnie irańskie pociski balistyczne poleciały w stronę Morza Śródziemnego. Obawiano się o ostrzał Cypru, jednak Brytyjczycy zdementowali te pogłoski.

Pojawiły się obawy, że pociski wzięły na cel bazę lotniczą należącą do RAF (Royal Air Force). Do sprawy odniósł się brytyjski sekretarz obrony John Healey. Polityk przekazał brytyjskim mediom, że rakiety prawdopodobnie nie były jednak skierowane w wyspę.

– Jesteśmy prawie pewni, że nie były one skierowane na Cypr, ale pokazuje to, jak bardzo nasze bazy, nasz personel, wojsko i ludność cywilna są obecnie zagrożone – przekazał Healey.

Dodał, że w kierunku Cypru leciały dwa pociski, a brytyjskie lotnictwo wzięło udział w działaniach obronnych. W praktyce oznacza to zapewne, że poderwano do lotu parę dyżurną stacjonujących tam samolotów RAF.

– Wraz z Amerykanami wzmocniliśmy nasze siły obronne na Bliskim Wschodzie. Wykonujemy loty bojowe. Niszczymy drony, które zagrażają naszym bazom, ludziom lub sojusznikom – mówił Healey.

Co jednak istotne, Brytyjczycy nie zajmują stanowiska, pytani o ewentualny udział w konflikcie. Może to oznaczać, że całkowicie zrezygnowali z udziału w działaniach zbrojnych. Niewykluczone też, że – w odróżnieniu od Amerykanów – działają po cichu i bez oficjalnego zaangażowania.

„Nikt nie płakał po Chameneim". Atak przeżył dowódca elitarnej brygady

Wskazał przy tym na „naprawdę poważną i pogarszającą się sytuację” na Bliskim Wschodzie oraz „rosnące ryzyko coraz bardziej masowych irańskich ataków odwetowych”. Dodał również, że „nikt nie będzie płakał" po śmierci Alego Chameneiego. Irański Najwyższy Przywódca zginął w sobotę po izraelskim ataku.

Co ciekawe, niedługo przed uderzeniem, w którym zginął Ali Chamenei, spotkał się on z jednym z najważniejszych ludzi w Iranie. Chodzi o dowódcę Brygady al-Kuds, gen. Esmaila Qaani (lub Ghani). Brygada al-Kuds (Brygada Jerozolima) to elitarne oddziały wchodzące w skład Korpusu Strażników Rewolucji walczące w przeszłości m.in. z Państwem Islamskim w Syrii.

Qaani może uchodzić za prawdziwego szczęściarza. Przetrwał wszystkie najpoważniejsze izraelskie ataki z ostatnich trzech lat. Od uderzeń na liderów Hezbollahu, przez ubiegłoroczną „wojnę dwunastodniową", aż po obecny atak izraelsko-amerykański na Iran.

Kto obecnie rządzi Iranem? Sprawa jest skomplikowana

Warto w tym miejscu postawić pytanie, kto obecnie kieruje działaniami Iranu. Przywództwo tego kraju jest złożone. Prezydentem pozostaje Masud Pezeszkian, który objął stanowisko dwa lata temu po śmierci w wypadku lotniczym Ebrahima Raisiego.

Ale Najwyższym Przywódcą pozostawał (przynajmniej do wczoraj) ajatollah Ali Chamenei. Stanowisko to sprawował przez niemal cztery dekady. Najwyższym Przywódcą został w 1989 r. po śmierci Ruhollaha Chomeiniego. U jego boku rządy sprawowali kolejni prezydenci Iranu.

Można zatem postawić pytanie: kto po Chameneim? Jak wskazuje Juliusz Gojło, były polski ambasador w Iranie, na razie „nie ma oczywistego następstwa". Lista kandydatów nie jest wcale krótka.

– Wśród nazwisk, które od lat pojawiają się w spekulacjach dotyczących ewentualnego następcy, wymienia się m.in. Hassana Chomeiniego – wnuka Ruhollaha Chomeiniego, postrzeganego jako relatywnie umiarkowany duchowny. Ale też wpływowego polityka i duchownego Sadeqa Larijaniego – mówi Juliusz Gojło.

Są na niej, jak mówi dyplomata, również były prezydent Hassan Rouhani, którego relacje z obecnym przywódcą były skomplikowane; a także Mojtaba Chamenei, syn zabitego w sobotę Najwyższego Przywódcy, wokół którego od lat krążą spekulacje dotyczące jego potencjalnej roli w sukcesji.

Obecnie w irańskim establishmencie nie wyłonił się jednak żaden jednoznaczny kandydat, wokół którego panowałby szeroki konsensus. Dyplomata dodaje zarazem, że możliwy jest jeszcze jeden wariant: przywództwo kolektywne, o którym w Iranie, jak wskazuje, „mówi się od lat". A obecna sytuacja jedynie przyśpieszy wybory.

W tym momencie rządzi kolektywnie Rada Przywódcza. W jej skład wszedł ajatollaha Alireza Arafi. Wspólnie z prezydentem Pezeszkianem i przywódcą rady sądowniczej (jest nim Gholam-Hossein Mohseni Ejei).

Zmiana władzy nie oznacza zmiany wektorów irańskiej polityki

Jak tłumaczy abasador, Islamska Republika Iranu, od dekad objęta sankcjami, wciąż atakowana przez Izrael i USA, wypracowała złożone mechanizmy bezpieczeństwa na wypadek zabicia liderów. Jak mówi XYZ dyplomata, w praktyce wygląda to tak, iż przeciwnicy mogą eliminować kolejnych VIP-ów, ale im więcej będzie takich śmierci, tym bardziej w Irańczykach umocni się przekonanie, że nie jest to atak na system, tylko na kraj.

Oczywiście nadal jest to reżim. Po pierwsze jednak, wciąż będzie traktowany przez Irańczyków jako „nasz reżim" (co się powoli zmienia). Po drugie, coraz bardziej widoczne staje się, że działania Zachodu nie mają na celu demokracji, a po prostu podporządkowanie kraju i „urobienie" go na zachodnią modłę.

– Zmiana władz w Iranie – jeśli do niej dojdzie – nie musi oznaczać zasadniczej zmiany strategicznych interesów państwa. Historia pokazuje, że w polityce międzynarodowej istnieją pewne stałe elementy wynikające z geopolityki, aspiracji rozwojowych oraz pamięci historycznej społeczeństw – dodaje Juliusz Gojło.

„W Waszyngtonie i Tel Awiwie to rozumieją". Program jądrowy pozostanie priorytetem

W ocenie dyplomaty ewentualna zmiana reżimu w Iranie nie musi automatycznie prowadzić do zasadniczego przedefiniowania polityki tego państwa. Iran pozostanie dużym, ambitnym krajem o silnym poczuciu własnej podmiotowości. I o aspiracjach do odgrywania istotnej roli w regionie. A takie państwa rzadko rezygnują ze swoich strategicznych interesów tylko dlatego, że zmienił się ich system polityczny. W rozmowie z XYZ Juliusz Gojło wskazuje, że niezmienne pozostaną dwa głównie filary polityki irańskiej. Zalicza do nich program jądrowy i duże ambicje regionalne.

– Program jądrowy bardzo prawdopodobnie pozostanie jednym z priorytetów państwa także w scenariuszu, w którym obecna władza zostałaby ograniczona lub zastąpiona przez inny system polityczny – tłumaczy dyplomata.

W irańskim dyskursie publicznym program nuklearny nie jest postrzegany wyłącznie jako instrument militarny czy narzędzie politycznej presji. Dla wielu Irańczyków jest on symbolem technologicznego rozwoju, suwerenności oraz aspiracji do nowoczesności.

– W tym sensie przypomina programy nuklearne innych państw rozwijających się, które traktowały je jako dowód wejścia do grona krajów zaawansowanych technologicznie – mówi Juliusz Gojło.

Duże ambicje regionalne pozostają aktualne

Drugi element trwały w polityce Iranu to ambicje regionalne. Wynikają zarówno z potencjału demograficznego i gospodarczego kraju, jak i z jego położenia geograficznego – pomiędzy Zatoką Perską, Azją Centralną i Bliskim Wschodem.

Stoi za tym również doświadczenie historyczne. Szyizm, istotny rdzeń irańskiej tożsamości politycznej, rozwijał się dzięki teologom przybyłym do Iranu w XVI wieku z Libanu. Iran będzie dążył do zachowania wpływów w regionie oraz do ograniczania presji ze strony zewnętrznych potęg. Niezależnie od tego, kto rządzi.

– W Waszyngtonie i Tel Awiwie zapewne jest to równie dobrze rozumiane. Jeśli nie można zmienić reżimu na bardziej przychylny interesom Izraela i USA, jak w 1953 roku, to chaos i destabilizacja mogą być równie dobrze akceptowalne. Brzmi jak teoria spiskowa? Do obecnych ataków na Iran doszło kilka godzin po oświadczeniu omańskiego MSZ, że negocjacje się udały, a Iran w kwestiach nuklearnych zgodził się na opcję zerową. I mimo to został zbombardowany. A zatem wcale nie chodziło o kwestie jądrowe – mówi były ambasador.

Wielu urzędników i wojskowych zginęło w ataku

Sobotnie uderzenia Izraela i USA były wyjątkowo celne. W atakach zginął nie tylko wspomniany wyżej Ali Chamenei, ale także minister obrony Iranu Aziz Nasirzadeh, szef sztabu generalnego sił zbrojnych Iranu Abdulrahim Musawi, sekretarz Najwyższej Rady Bezpieczeństwa Narodowego Ali Szamchani, a także Mohammed Pakpur, dowodzący od ub. roku Korpusem Strażników Rewolucji.

Iran przetrwał styczniowe protesty, które ogarnęły niemal cały kraj. Nie udało się doprowadzić do obalenia reżimu. A pogłoski o blokadzie cieśniny Ormuz należy traktować prawdopodobnie bardziej jako irański straszak. Nie doszło do tego w ubiegłym roku podczas ataków izraelskich. Również w tym prawdopodobnie skończy się na groźbach. Teheran wie, że byłby to krok iście samobójczy.

Teraz zaś mimo dekapitacji dużej części władz centralnych wciąż nie ma informacji o protestach ludności cywilnej. Mimo poniesionych strat Iran wciąż stoi na nogach.

Główne wnioski

  1. Wystrzelone w niedzielny poranek pociski, które zmierzały w stronę Cypru, prawdopodobnie nie były wymierzone w brytyjskie instalacje wojskowe na tej wyspie.
  2. Władze Iranu, choć mocno ucierpiały w sobotnim ataku Izraela i USA, wciąż „trzymają się na nogach". Mimo śmierci wielu wysokich rangą urzędników przeżył prezydent Pezeszkian, który zasiada w trzyosobowej Radzie Przywódczej.
  3. Były polski ambasador w Iranie Juliusz Gojło wskazuje w rozmowie z XYZ, że zmiana władz w Iranie – jeśli do niej dojdzie – nie musi oznaczać zasadniczej zmiany strategicznych interesów państwa.