Kategoria artykułu: Biznes

Izera okazała się w Polsce fiaskiem, Togg w Turcji – hitem. Eksperci: Wielkie projekty trzeba robić bez polityków

Izera to był projekt czysto polityczny. Wymyślił go premier i kazał się na niego zrzucić koncernom państwowym. Zatrudniono ludzi, którzy samochód z bliska widzieli prawdopodobnie jedynie, gdy jechali taksówką – o porażce Izery i sukcesie elektrycznego samochodu Togg w Turcji opowiada Arkadiusz Miętkiewicz, dyrektor generalny tureckiej firmy Electrip w Polsce.

Prototyp polskiego auta elektrycznego Izera
Izera miała być pierwszym polskim autem elektrycznym. Kiedy w Polsce wciąż dyskutowano o jej produkcji, w Turcji pierwszy samochód marki Togg wyjechał z hali montażowej. Fot. Andrzej Grygiel/ PAP

Z tego artykułu dowiesz się…

  1. Dlaczego zdaniem ekspertów tureckie auto elektryczne Togg odniosło sukces, podczas gdy projekt polskiej Izery zakończył się fiaskiem.
  2. Co w przypadku Izery zrobiono niewłaściwie.
  3. Które kraje, poza Turcją, potrafiły skutecznie zrealizować swoje motoryzacyjne ambicje.
Loading the Elevenlabs Text to Speech AudioNative Player...

Audio generowane przez AI. Może zawierać błędy.

Electrip, turecki operator infrastruktury ładowania i dostawca usług z zakresu elektromobilności, planuje ekspansję na polskim rynku. W ciągu najbliższych lat zainwestuje nad Wisłą w segment superszybkich ładowarek 50 mln euro. Jak zapowiada Arkadiusz Miętkiewicz, dyrektor generalny firmy w Polsce, Electrip chce konkurować z największymi operatorami sieci ładowania i przejąć kilkunastoprocentową część tego rynku.

Firma jest już obecna w siedmiu europejskich krajach, w tym w Polsce i w rodzimej Turcji. Ten ostatni rynek zagwarantował sobie ogromny skok w elektromobilność, przez budowę i produkcję własnego auta elektrycznego o nazwie Togg. Samochód, w dużym stopniu zaprojektowany i wyprodukowany w Turcji, z marszu stał się hitem. Tylko w 2025 r. w tym kraju sprzedało się 85 tys. aut elektrycznych, z czego jedna czwarta to samochody właśnie marki Togg.

– W Turcji udał się projekt z „turecką Izerą”, która nazywa się Togg. Firma to konsorcjum pięciu firm prywatnych [Anadolu Group, BMC, Turkcell, Zorlu Holding oraz TOBB – przyp. red.], które zainwestowały tam około 3,6 mld dolarów. Stworzyły produkt, który w trzech czwartych składa się z komponentów wytwarzanych na rodzimym rynku. Ambicją turecką było stworzenie auta czysto krajowego – mówi Arkadiusz Miętkiewicz.

Przedsięwzięcie dostało impuls od władz Turcji, zainicjowane w 2017 r. przez prezydenta Recepa Erdoğana. Jednak kapitał był od początku w rękach prywatnych. To właśnie, zdaniem dyrektora generalnego firmy Electrip, zadecydowało o doprowadzenia produktu do realizacji.

– Państwo nie jest od robienia biznesu, tylko od dbania o obywateli i stwarzania im dogodnych warunków do rozwoju. Można coś zainicjować, ale z realizacją trzeba iść do biznesu, ułatwić budowę konsorcjum, powołać np. spółkę giełdową. Uwolnić ją od polityków, zapewnić kapitał – przekonuje Arkadiusz Miętkiewicz.

Jak Togg prześcignął Izerę

Kiedy samochody Togg weszły do produkcji w roku 2023, w Polsce projekt samochodu elektrycznego marki Izera był wciąż w fazie rozmów i rozważań. Wciąż, bo historia inwestycji, która ostatecznie okazała się fiaskiem, sięga 2016 r., czyli rok przed ogłoszeniem przez Turków projektu Togg. To właśnie wtedy w Polsce powstała spółka ElectroMobility Poland (EMP) – inicjatywa czterech państwowych grup energetycznych: PGE, Energi, Enei i Tauronu. Jej celem było stworzenie polskiej marki samochodów elektrycznych.

W tym samym roku ówczesny wicepremier i minister rozwoju, Mateusz Morawiecki, stwierdził, że Polska „ma aspirację, żeby w ciągu dziesięciu lat dynamicznie rozwinąć w kierunku takiej liczby [miliona samochodów – przyp. red.] mobilność aut elektrycznych”. Wypowiedź ta rozeszła się szerokim echem.

W 2017 r. Rada Ministrów przyjęła Plan Rozwoju Elektromobilności w Polsce. Jego pierwotna wersja zawierała prognozy, które zakładały, że w 2025 r. po polskich drogach będzie jeździć milion aut elektrycznych. Jednak już w roku 2019, w przyjętej przez rząd strategii Zrównoważonego Rozwoju Transportu, tę liczbę zredukowano do 600 tys. w 2030 r.

Tymczasem projekt Izery stał w miejscu. W 2020 r. przedstawiono jeszcze prototyp polskiego elektryka – SUV-a i hatchbacka. Ogłoszono również, że fabryka Izery będzie zlokalizowana w Jaworznie. ElectroMobility Poland zdążyło jeszcze ogłosić partnerstwo z chińskim koncernem Geely, który miał być dostawcą technologii. Jednak już na początku 2023 r. spółka informowała o przesunięciu daty produkcji z 2024 na 2025 r.

Kiedy Polacy mocowali się z harmonogramem, w Turcji pierwszy elektryczny Togg wyjechał z hali montażowej.

– Straciliśmy ten czas bezpowrotnie. Nie było jeszcze wtedy w Europie samochodów chińskich. Producenci europejscy dopiero raczkowali, nie było tak ciasno na rynku, jak jest dzisiaj – konstatuje Arkadiusz Miętkiewicz.

Warto wiedzieć

Izera 2.0. Projekt dostanie nowe życie

Nowa strategia ElectroMobility Poland zakłada odejście od samodzielnej budowy marki i utworzenie joint venture z zagranicznym partnerem technologicznym – najprawdopodobniej z Chin. W Jaworznie miałby powstać hub produkcyjno-rozwojowy obejmujący fabrykę, centrum inżynieryjne oraz zaplecze dostawców.

Łukasz Maliczenko, wiceprezes ElectroMobility, przyznał w rozmowie z portalem XYZ, że rozmowy z Chińczykami są konkretne, ale niekoniecznie łatwe, bo bariera językowa i kulturowa nie ułatwia porozumienia. Dla chińskich inwestorów wsparcie państwa jest kluczowe, ponieważ daje im poczucie stabilności i sprawczości.

ElectroMobility Poland liczy na 4,5 mld zł wsparcia z Krajowego Planu Odbudowy na budowę hubu produkcyjno-rozwojowego. Spółka planuje produkcję 100-150 tys. samochodów rocznie, przy czym kluczową rolę ma odegrać eksport do krajów Unii Europejskiej.

Nowy projekt – określany roboczo mianem „Izery 2.0” – ma mieć charakter niskoemisyjny, ale niekoniecznie wyłącznie elektryczny. Łukasz Maliczenko przyznał, że po okresie euforii związanej z elektromobilnością coraz częściej mówi się o konieczności dywersyfikacji. ElectroMobility Poland rozważa więc również modele hybrydowe, w tym tzw. range extendery – pojazdy elektryczne z małym silnikiem spalinowym doładowującym baterię.

XYZ

Za fiasko Izery odpowiadają politycy

Głośna wypowiedź Mateusza Morawieckiego zestarzała się wyjątkowo źle. Plany poprzedniego rządu, zakładające od 600 tys. do 1 mln elektryków na polskich drogach, nie zbliżyły się nawet do stanu faktycznego. W marcu 2025 r. całkowita liczba zarejestrowanych w Polsce samochodów elektrycznych wynosiła niespełna 90 tys. I to po bardzo dużych, 35-procentowych wzrostach, względem marca roku ubiegłego.  

Dlaczego projekt Izery się nie powiódł? Zdaniem dyrektora generalnego firmy Electrip, fiasko inwestycji polegało na jej upolitycznieniu i odseparowaniu od sektora prywatnego.

– Premier wymyślił Izerę i kazał na projekt zrzucić się koncernom państwowym. Zatrudniono ludzi, którzy samochód z bliska widzieli prawdopodobnie jedynie, gdy jechali taksówką. Te osoby nigdy wcześniej nie obracały pieniędzmi i o nie nie dbały, nie mówiąc o produkowaniu czegokolwiek. Brakowało im determinacji, charakterystycznej dla sektora prywatnego – mówi Arkadiusz Miętkiewicz.

Arkadiusz Miętkiewicz uważa jednak, że w Polsce wciąż nie ma takiej koncentracji wolnego kapitału wśród firm prywatnych. Jak podkreśla, nie chodzi o wyceny giełdowe spółek ani o majątki najbogatszych Polaków, ale o płynne środki finansowe, które można byłoby przeznaczyć na inwestycje w produkcję krajowego samochodu elektrycznego.

– Rolą państwa jest stworzenie właściwych ram, zapewnienie finansowania. Można nawet dopuścić formę ufundowania podobnej spółki celowej, następnie ulokowanie jej na giełdzie po to, aby ją usamodzielnić od wpływu polityków, a potem ją znacjonalizować i dać obywatelom po akcji, żeby każdy miał poczucie udziału w projekcie. Niestety, zrobiono z tego polityczny cyrk, i takie są tego efekty – zauważa szef Electrip Poland.

Turecki Togg nie jest jednak jedynym przykładem sukcesu na rynku aut elektrycznych. Arkadiusz Miętkiewicz przywołuje projekt wietnamskiego VinFasta. Prywatne przedsiębiorstwo kupiło od BMW licencje technologiczne i platformy na dwa pierwsze modele. Zaprojektowała je włoska Pinifarina przy wsparciu technicznym Magna Steyer. Wybudowano fabrykę, a po 21 miesiącach auta wyjechały na ulicę.

– Dzisiaj VinFast to potęga. Zaledwie po kilku latach produkcji firma już rozpycha się na rynku światowym, budując kolejną fabrykę w Indiach i wchodząc z dystrybucją kilku swoich już autorskich elektryków do Europy. W tym kontekście, niestety – nasza niemoc była wielka – podsumowuje.

Ekspert: Polityka nie służy wielkim projektom

Krzysztof Burda, prezes Polskiej Izby Rozwoju Elektromobilności, podkreśla, że projekt Izery był bardzo istotny dla polskiej gospodarki. Zgadza się, że w przypadku tego projektu zawiniło głównie jego upolitycznienie.

– Co się nie udało w przypadku Izery? Zapewne to, że każdy duży projekt w Polsce jest obarczony polityką i zmianami w projektach na przestrzeni lat i różnych rządów. Być może zbyt mała do tej pory dynamika działań również nie sprzyjała rozwojowi Izery. Żeby w pełni wystartować, produkcja Izery powinna iść równo z Toggiem czy wietnamskim VinFastem. Wtedy miałaby największe szanse rynkowe na osiągnięcie sukcesu – mówi Krzysztof Burda.

Podkreśla jednak, że pewne obszary gospodarki, zwłaszcza oparte na innowacjach jak elektromobilność – muszą być wspierane przez państwo. Zwłaszcza po to, aby Polska wykorzystała maksymalnie możliwości dla własnych projektów i nie pozostała jedynie biernym konsumentem produktów z Chin czy krajów Europy Zachodniej.

– Jeśli dalej na poważnie myślimy o własnym projekcie pojazdu elektrycznego – nieważne czy osobowego czy busa – produkt ten musi być wdrażany na rynek w szybkim tempie; będzie to znów coś nowego, do czego konsumenci będą musieli się przyzwyczaić – a na to trzeba czasu. Każdy dzień, tydzień, miesiąc opóźnienia może sprawić, że projekt polskiego pojazdu elektrycznego nie odniesie sukcesu – podsumowuje Krzysztof Burda.

Główne wnioski

  1. Izera od początku była inicjatywą rządową, w którą zaangażowano spółki z udziałem Skarbu Państwa, a nie przedsiębiorstwa prywatne. Eksperci podkreślają, że bez realnego biznesowego podejścia i kompetentnego zarządzania nie da się stworzyć konkurencyjnego produktu na globalnym rynku.
  2. W przeciwieństwie do Polski turecki projekt Togg został zainicjowany przez prezydenta, ale od początku finansowany i realizowany przez konsorcjum prywatnych spółek. Pozwoliło to uniknąć politycznych nacisków. Dzięki temu już w 2023 r. pierwsze samochody Togg zjechały z taśmy, a marka szybko zdobyła znaczącą część rynku krajowego.
  3. Opóźnienia, brak decyzyjności i chaos organizacyjny sprawiły, że Izera nigdy nie wyszła poza etap prototypu. W tym samym czasie inne kraje, jak Turcja czy Wietnam, zdołały zbudować i skomercjalizować własne auta elektryczne.