Kategoria artykułu: Polityka

Kandydatem na premiera raczej nie będzie. O co walczy Mateusz Morawiecki?

O byłym premierze nie mówi się już jako o ewentualnym kandydacie PiS na premiera. Mimo to Morawiecki nie ustępuje pola partyjnym rywalom z konkurencyjnej frakcji.

Mateusz Morawiecki
Konkurencja w PiS jest coraz bardziej zaciekła. Do czego dąży Mateusz Morawiecki? Fot. PAP/Marcin Gadomski

Z tego artykułu dowiesz się…

  1. Jak wygląda giełda nazwisk potencjalnych kandydatów na premiera w PiS.
  2. Jaka jest sytuacja Mateusza Morawieckiego.
  3. Jakie są cele byłego premiera.
Loading the Elevenlabs Text to Speech AudioNative Player...

Jeszcze latem prezes Prawa i Sprawiedliwości Jarosław Kaczyński sugerował, że Mateusz Morawiecki mógłby zostać premierem, gdyby PiS wróciło do władzy. Później na giełdzie nazwisk pojawiały się inne osoby, a Morawiecki był wśród nich coraz rzadziej. Jednym z kryteriów, które prezes PiS ma brać pod uwagę, jest wiek. Kandydatem na premiera w przypadku ewentualnej wygranej PiS w przyszłorocznych wyborach miałaby być osoba poniżej 50. roku życia. A Mateusz Morawiecki w czerwcu skończy 58 lat.

W czwartek Jarosław Kaczyński powiedział na antenie Radia Maryja, że zdecydował już, kto będzie kandydatem na premiera z ramienia jego partii. Nazwisko tej osoby ma ogłosić w marcu.

Zapowiedź prezesa PiS

Polska Agencja Prasowa krótko po tym wywiadzie podała, że prezes PiS miał dokonać wyboru spośród czterech osób. To Zbigniew Bogucki, Tobiasz Bocheński, Przemysław Czarnek i Anna Krupka.

Ostatnia w tym gronie, w rozmowie z Wirtualną Polską, dystansowała się od takich spekulacji. Choć jest we władzach PiS, to w przeciwieństwie do pozostałych, nie jest w pierwszym politycznym szeregu. Zbigniew Bogucki jest z kolei szefem Kancelarii Prezydenta Karola Nawrockiego, który ma być niechętny ewentualnemu odejściu swojego pracownika.

Czarnek i Bocheński to z kolei czołowi przedstawiciele tzw. frakcji maślarzy. Na jej czele są również tacy politycy jak Jacek Sasin, Mariusz Błaszczak i Patryk Jaki. Od miesięcy wojuje ona z frakcją Mateusza Morawieckiego (określaną mianem harcerzy). Do napięć dochodzi nie tylko na forum partyjnym. Również na oczach wyborców – zarówno w mediach tradycyjnych, jak i na platformach społecznościowych. Prezes PiS niedawno uciął publiczne spory, grożąc ich uczestnikom zawieszeniem w partii.

Będzie jak z Glińskim?

W PiS nie wszyscy przywiązują się do zapowiedzi Jarosława Kaczyńskiego. Jeden z naszych rozmówców wskazuje, że prezes w ten sposób sprawdza reakcje w ugrupowaniu. Inny z ważnych polityków PiS dodaje, że ogłoszenie kandydatury na premiera na ponad 1,5 roku przed wyborami nie musi wcale oznaczać, że ta decyzja się nie zmieni.

– Proszę sobie przypomnieć jak było z kandydaturą Piotra Glińskiego. Na tamten moment była to ważna kandydatura, która spełniła swoją rolę. Ale premierem Piotr Gliński nie został – mówi polityk PiS.

Jeszcze za rządów PO-PSL Jarosław Kaczyński wysunął kandydaturę Piotra Glińskiego na premiera ewentualnego rządu technicznego. Gdy PiS doszło do władzy, na czele rządu stanęła jednak Beata Szydło, która wcześniej prowadziła zwycięską kampanię prezydencką Andrzeja Dudy. Gliński został w jej rządzie ministrem kultury i wicepremierem. Pełnił te funkcje także w rządzie Mateusza Morawieckiego.

Cel Morawieckiego – szefostwo w PiS

Tego samego dnia, w którym prezes PiS udzielił wywiadu Radiu Maryja, portal Zero.pl opublikował tekst o możliwym odejściu Mateusza Morawieckiego z PiS. Miałaby mu towarzyszyć grupa kilkudziesięciu parlamentarzystów. Jego najbliższe otoczenie w nieoficjalnych rozmowach z XYZ zaprzecza, jakoby były premier miał takie pomysły.

– Mateusz Morawiecki z PiS-u nie chce odchodzić, choć są tacy, którzy chcieliby, żeby go w PiS nie było – słyszymy we frakcji byłego premiera.

Mateusz Morawiecki z PiS-u nie chce odchodzić, choć są tacy, którzy chcieliby, żeby go w PiS nie było.

Współpracownicy byłego premiera liczą się z tym, że Mateusz Morawiecki może nie być faworytem prezesa Jarosława Kaczyńskiego. Ambicje Morawieckiego obecnie są inne. Sugestie ewentualnego odejścia jego grupy z PiS mają być kartą w partyjnych rozgrywkach w walce o wpływy.

Mateusz Morawiecki chciałby w przyszłości zostać prezesem PiS-u, jednak nie wbrew Jarosławowi Kaczyńskiemu. Były premier chce wykazać się aktywnością i udowodnić prezesowi, że to on może być najlepszym następcą. Gdyby PiS wróciło do władzy, jako prezes partii miałby większe znaczenie niż premier mający nad sobą prezesa.

Takie zapędy nie podobają się jednak konkurencyjnej frakcji, której czołowi politycy, jak Mariusz Błaszczak czy Jacek Sasin, są w PiS znacznie dłużej. Ich opcja jest w swojej retoryce bardziej radykalna. Mówią językiem zbliżonym bardziej do Konfederacji, podczas gdy Morawiecki chce zabiegać o elektorat centrowy i formułuje łagodniejszy przekaz. Głos jego przeciwników wybrzmiewa obecnie mocniej.

– W drugiej frakcji jest największa grupa osób będących najbliższej ucha prezesa – mówi jeden ze stronników Morawieckiego.

Zagrożenie dla PiS?

Jeżeli jednak maślarzom udałoby się doprowadzić do wypchnięcia Morawieckiego z partii, mogłoby to być groźne dla PiS. Były premier wciąż jest bardzo popularny w elektoracie, a dziś sytuacja na prawicy jest inna, niż w 2015 r., gdy PiS przejmowało władzę.

Wtedy na prawo od PiS nie było alternatyw. Dziś na prawicy dwucyfrowe poparcie ma Konfederacja Sławomira Mentzena i Krzysztofa Bosaka. Blisko dwucyfrowego poparcia w sondażach jest też Konfederacja Korony Polskiej Grzegorza Brauna. Dawniej decyzja prezesa PiS wystarczyła, by na prawej stronie sceny politycznej zepchnąć kogoś na margines polityki. Dziś jego słowo ma mniejszą siłę na szeroko pojętej prawicy. Dlatego też – zdaniem frakcji Morawieckiego – ewentualne wypchnięcie go z partii mogłoby być groźne dla PiS.

– Dziś łatwiej walczyć o swoje niż jeszcze 10 lat temu – mówi jeden z polityków PiS.

Frakcja Morawieckiego marginalizowana

Konkurencyjna frakcja stara się jednak zmarginalizować Morawieckiego i jego ludzi. Przykładem jest konferencja programowa z cyklu „Myśląc Polska” w Stalowej Woli, która odbyła się w sobotę 21 lutego br. Dotyczyła bezpieczeństwa i wśród uczestników dominowali politycy kojarzeni z frakcją Sasina i Błaszczaka.

Nie zaproszono bliskiego Mateuszowi Morawieckiemu europosła Michała Dworczyka. Jedną z twarzy tej konferencji był były minister obrony Antoni Macierewicz. Dworczyk był jego zastępcą w MON, zanim został szefem Kancelarii Premiera, gdy szefem rządu był Mateusz Morawiecki. Partyjna centralna miała negatywnie odebrać niedawne wypowiedzi medialne Michała Dworczyka. Eurodeputowany nie jest tak krytyczny wobec programu SAFE, jak główny nurt partii. Przeciwnie – potrafi publicznie mówić o pozytywach tego programu.

Mateusza Morawieckiego również nie było na liście prelegentów. Były premier w sobotę objechał Pomorze i spotkał się z sympatykami w Słupsku, Wejherowie i Gdyni. Spotkania cieszyły się sporym zainteresowaniem.

O doniesienia o możliwym odejściu z PiS Mateusz Morawiecki był pytany podczas spotkania w Słupsku. Głos w tej sprawie zabrał Piotr Muller, pochodzący ze Słupska eurodeputowany oraz były rzecznik rządu Mateusza Morawieckiego.

– Absolutnie nie ma żadnych pomysłów wychodzenia z PiS. Chcemy budować silne skrzydło wewnątrz partii. Przywiązane do konserwatywnych wartości, ale które też będzie bardzo mocno stawiało na rozwój gospodarki, nowe technologie i na to, co jest szansą dla Polski – powiedział Piotr Muller.

Zdolność koalicyjna PiS

Mateusz Morawiecki w wystąpieniach skupiał się na gospodarce. Mówił o inwestycjach, nad którymi prace zapoczątkowano za rządów PiS i krytykował rząd Donalda Tuska za deficyt budżetowy oraz braki w budżecie NFZ. Przekonywał, że PiS musi odbudować zdolność koalicyjną.

– Chcę, żeby PiS wygrało samodzielnie, ale może być różnie. Dlatego nie zamykam drzwi ani na lewo, ani na prawo. Zalecałbym to wszystkim, którzy chcą odsunąć obecną złą ekipę od władzy. Zdolność koalicyjna jest ważna. Zabrakło nam jej w 2023 r. – powiedział Mateusz Morawiecki.

Tę kwestię poruszył także kilka godzin później podczas spotkania w Gdyni. Przypominał, że choć PiS w wyborach w 2023 r. zajęło pierwsze miejsce, to jednak brak zdolności koalicyjnej uniemożliwił rządzenie.

Największe emocje budziły momenty, w których poruszał takie tematy jak Centralny Port Komunikacyjny. Tłumaczył, że za jego rządów Marcin Horała, ówczesny pełnomocnik ds. CPK, doprowadził ten projekt najdalej, jak to było na tamten moment możliwe. Do zmiany rządów prace nad CPK nie wyszły poza sferę formalności.

– Mój następca powiedział, że nie będzie CPK. Podobnie jak jego zastępca Rafał Trzaskowski, który mówił o lotnisku w Berlinie. Minęło sześć miesięcy i obecny premier musiał wystąpić z podkulonym ogonem i powiedzieć, że będzie budować CPK. Bo naród polski, wykorzystując dyskusje w internecie, zmusił premiera i cały rząd. Spowolnili to. (…) Ale musieli przyznać, że Polacy tego chcą. Bo Polacy się zdenerwowali. I wiecie co? Ja bym chciał, żeby Polacy znowu zdenerwowali się na ten rząd. Jest za co się denerwować. Tą bronią (internetem – red.) uczynimy, że obecny premier znajdzie się tam, gdzie jego miejsce, czyli w ławach opozycji – mówił w Gdyni Mateusz Morawiecki.

Ambicje Morawieckiego

Były premier zachęcał sympatyków do aktywności w sieci. Mówił, że właśnie w ten sposób udało się przekonać obecnych rządzących do budowy CPK – przemianowanego na Port Polska. Przekonywał też, że pomogło to Karolowi Nawrockiemu w wygraniu wyborów prezydenckich.

– Musimy tutaj na całą Polskę krzyknąć: Dość kłamstw, niszczenia szans rozwojowych Polski i realizacji kontraktów przez podmioty zagraniczne. Polscy przedsiębiorcy na tym tracą. Dzisiaj mamy szanse na wykorzystanie koła zamachowego polskiej gospodarki. Tym kołem zamachowym są wydatki na uzbrojenie. Dzisiaj te tryby polskiej gospodarki się zacięły. Po czym to widać? Po gigantycznym deficycie budżetowym – mówił do sympatyków Mateusz Morawiecki.

Morawiecki stara się mobilizować zwolenników, mówiąc o gospodarce. Tłumaczy, jak deficyt budżetowy może wpływać na życie obywateli. Podkreśla, że rosnący deficyt może pociągnąć za sobą wyższe raty kredytów.

– W budżecie NFZ zabraknie w tym roku 23 mld zł. To powiedziała obecna minister zdrowia, od was, z Pomorza. Wiecie co to znaczy? Że jeśli w zeszłym roku zabrakło 14 mld i od listopada lekarze przesuwali operacje na ten rok, to w tym roku już w październiku może zabraknąć pieniędzy na zabiegi i operacje. Spodziewajcie się telefonów od swoich lekarzy! Oni nie będą dzwonić do was, żeby zapytać, jak się czujecie, ale żeby powiedzieć, że zabieg jest przesunięty na 2027 r. – mówił w Gdyni były premier.

Morawiecki o SAFE

Przyznał także, że jest przeciwnikiem programu SAFE. Nie używał jednak tak radykalnej retoryki jak przedstawiciele drugiej frakcji w PiS. Wyraził także obawę, że 55-letnia perspektywa czasowa pożyczek SAFE jest zbyt odległa, by przesądzać o niej teraz. Były premier nie wierzy obecnemu rządowi w zapowiedzi, że na SAFE skorzystają najbardziej polscy producenci.

– Ja głosowałem przeciw ze względu na długotrwałość tego kredytu. 55 lat temu w Gdyni były tragiczne wydarzenia Grudnia 70. Co będzie za 55 lat? Politycznie nie akceptuję, żeby ktoś inny narzucał nam swoją wolę, czyli warunkowość. Nie zgadzam się też, żeby potężne kwoty, które będą oddawać nasze dzieci, wydawać nieoptymalnie dla nas. Nie akceptuję też, żebyśmy osłabiali nasz sojusz z USA. Mogą nam się nie podobać różne wypowiedzi prezydenta Stanów Zjednoczonych. Mnie też się różne nie podobają, choćby w sprawie Afganistanu – powiedział Mateusz Morawiecki.

Politycznie nie akceptuję, żeby ktoś inny narzucał nam swoją wolę, czyli warunkowość. Nie zgadzam się też, żeby potężne kwoty, które będą oddawać nasze dzieci, wydawać nieoptymalnie dla nas.

Takich spotkań w najbliższym czasie może być więcej. Gdy przedstawiciele frakcji maślarzy – Patryk Jaki, Tobiasz Bocheński i Przemysław Czarnek – będą objeżdżać Polskę, spotykając się ze studentami, Morawiecki chce wzmacniać własną pozycję w PiS.

Główne wnioski

  1. W marcu prezes PiS Jarosław Kaczyński może ogłosić nazwisko kandydata partii na premiera przed przyszłorocznymi wyborami. Na giełdzie nazwisk w ostatnich dniach byli Anna Krupka, Zbigniew Bogucki, Tobiasz Bocheński i Przemysław Czarnek, jednak to dwaj ostatni z tego grona mają największe szanse. W partii słychać jednak, że decyzja prezesa Kaczyńskiego nie musi oznaczać, że wskazana przez niego osoba faktycznie zostanie premierem, jeżeli PiS wygra wybory. Tak było w przeszłości choćby w przypadku Piotra Glińskiego.
  2. Na giełdzie nazwisk nie ma Mateusza Morawieckiego, którego jeszcze kilka miesięcy temu prezes PiS określał jako dobrego premiera. Lider PiS najprawdopodobniej postawi na kogoś młodszego niż Morawiecki.
  3. Mateusz Morawiecki liczy się z tym, że nie będzie kandydatem PiS na premiera. Jego celem jest w przyszłości fotel prezesa PiS. Nie chce jednak zabiegać o schedę po Jarosławie Kaczyńskim wbrew prezesowi. Ambicje byłego premiera nie podobają się jego wewnątrzpartyjnym rywalom.