Kihnu. Czy zniknie „ostatni matriarchat Europy”?
Na estońskiej wyspie kobiety przez pokolenia przejęły większość obowiązków związanych z życiem na lądzie, ponieważ mężczyźni spędzali miesiące na morzu lub za granicą. Kihnu trafiła w 2008 roku na listę UNESCO, ale coraz mocniej mierzy się z pytaniem, czy kultura może przetrwać bez młodych mieszkańców.
Z tego artykułu dowiesz się…
- Dlaczego Kihnu nazywana jest wyspą kobiet i skąd wziął się mit o ostatnim matriarchacie Europy.
- Jak praca mężczyzn na morzu, a później w Finlandii, Norwegii i na estońskim kontynencie zmieniła podział obowiązków na wyspie.
- Dlaczego tradycyjne stroje, pieśni runiczne i obrzędy są jednocześnie siłą Kihnu i częścią walki o przetrwanie jej społeczności.
Audio generowane przez AI. Może zawierać błędy.
Kihnu ma około 16,8 km kw. powierzchni i leży w Zatoce Ryskiej, kilka kilometrów od zachodniego wybrzeża Estonii. Dzisiaj ma około 700 mieszkańców, choć w ciągu roku na wyspie przebywa znacznie mniej osób. Do Kihnu można dopłynąć promem z Munalaid w Estonii, a podróż trwa około godziny.
Z zewnątrz wszystko wygląda jak spokojna wyspa na Bałtyku, na której niewiele się dzieje. W środku funkcjonuje jednak społeczność z bardzo wyraźnym podziałem ról. Przez stulecia podstawą utrzymania Kihnu było morze. Mężczyźni zajmowali się rybołówstwem, polowaniem na foki i żeglugą. Na tygodnie całe albo nawet miesiące opuszczali wyspę. Kobiety pozostawały na miejscu i musiały zajmować się gospodarstwem, zwierzętami, polami, dziećmi, domem i organizacją lokalnego życia. Z czasem nieobecność mężczyzn przestała być wyjątkową sytuacją, a stała się normalnym elementem funkcjonowania społeczności. Kobieta na Kihnu nie przejmowała obowiązków mężczyzny dlatego, że powstała jakaś szczególna teoria społeczna. Przejmowała je, ponieważ ktoś musiał je wykonać.
Mężczyźni wypływali w morze, kobiety zostawały na lądzie
– Mężczyzna zarabia na życie na morzu, podczas gdy obowiązki kobiet obejmują prowadzenie domu, rolnictwo, rękodzieło i wychowywanie dzieci – twierdzi w rozmowie z XYZ Ingrid Rüütel, estońska etnografka i badaczka kultury Kihnu.
Ten układ zaczął się zmieniać wraz z gospodarką XX wieku. Kiedy tradycyjne rybołówstwo przestało zapewniać mieszkańcom wystarczające dochody, mężczyźni zaczęli szukać pracy poza wyspą. Część zatrudniała się w żegludze, część na estońskim kontynencie, a kolejni wyjeżdżali do pracy w innych państwach regionu.
Zmieniło się miejsce pracy, ale przez długi czas nie zmieniła się podstawowa konstrukcja społeczna. Dawniej mężczyzna wypływał łodzią na Bałtyk, później wsiadał na statek handlowy albo wyjeżdżał do pracy w Finlandii czy Norwegii.
To nie jest jednak matriarchat
W zagranicznych mediach Kihnu przez lata była określana jako ostatni matriarchat Europy. Problem polega na tym, że sami mieszkańcy wyspy nie uważają tego określenia za trafne. Mare Mätas, jedna z najbardziej aktywnych postaci lokalnej społeczności, zajmująca się kulturą wyspy, edukacją i jej promocją, podkreśla, że tradycyjny podział ról nie oznacza dominacji kobiet nad mężczyznami.
– Oczywiście całkowicie błędne jest stwierdzenie, że mamy tutaj matriarchat, taki typ społeczeństwa tutaj nie istnieje. Prawdą jest natomiast, że pozycja kobiet w sferze publicznej i prywatnej jest tutaj wysoka – mówi XYZ Mare Mätas.
W jej ujęciu Kihnu jest raczej społecznością matryfokalną (inaczej matrycentryczną). Kobiety mają szczególnie silną pozycję w sprawach dotyczących życia na lądzie, rodziny i kultury. Nie oznacza to jednak, że mężczyźni zostali pozbawieni znaczenia. Ich praca przez pokolenia była podstawą ekonomicznego funkcjonowania gospodarstw. To oni wypływali w morze, łowili ryby, polowali na foki, pracowali na statkach i przywozili z zewnątrz nowe towary, pomysły, muzykę i elementy mody.
Właśnie dlatego obraz Kihnu jako miejsca, w którym kobiety rządzą, jest tylko częścią historii. Kobiety odpowiadają za dużą część życia społecznego, ale mężczyźni przez wieki byli ekonomicznym łącznikiem wyspy ze światem zewnętrznym. Ich nieobecność wzmacniała samodzielność kobiet, a ich powroty przynosiły nowe wpływy. W tradycyjnej kulturze Kihnu te role nie musiały się wzajemnie wykluczać.
Spódnica jest tutaj czymś więcej niż ubraniem
Najbardziej widocznym symbolem tego świata są stroje. Na Kihnu tradycyjny ubiór nie został zamknięty w muzealnej gablocie. Wiele mieszkanek nadal nosi elementy stroju ludowego na co dzień. Charakterystyczna wełniana spódnica w pasy, nazywana körtem, może mówić o wieku, stanie cywilnym i sytuacji życiowej kobiety. Młodsze kobiety noszą czerwone wzory. Po ślubie pojawiają się ciemniejsze pasy, a stroje wdów mają określoną kolorystykę związaną z żałobą.
W tradycji Kihnu żałoba wyraża się przede wszystkim przez czerń, błękit i szarość. Czerń oznacza najgłębszą żałobę i pojawia się bezpośrednio po śmierci męża. Po około pół roku od straty czarny strój ustępuje miejsca błękitowi i szarości, które łagodzą żałobę i wprowadzają etap przejściowy. Wdowa nigdy nie wraca już do pełnej czerwieni, ponieważ ten kolor symbolizuje radość życia i młodość. Czerwony kört przysługuje pannom oraz szczęśliwym mężatkom. Co ciekawe, już w dniu ślubu panna młoda zakłada spódnicę bez czerwieni, co symbolicznie oznacza żałobę po życiu panieńskim. W ten sposób strój na Kihnu prowadzi kobietę od ślubu przez kolejne etapy życia, a w przypadku wdowieństwa wyznacza wyraźną drogę żałoby od czerni, przez błękit i szarość, aż do powrotu do życia społecznego bez pełnej czerwieni.
To rozwiązanie jest ważne, ponieważ ubranie pełni na Kihnu funkcję języka społecznego. Kobieta nie musi niczego wyjaśniać, aby inni mieszkańcy wiedzieli, jaki jest jej status. Wzór, kolor i sposób noszenia poszczególnych elementów stroju przekazują informacje, które w większości europejskich społeczeństw zostały dawno wyparte przez nowoczesną modę. Tutaj przetrwały, ponieważ tradycja nie została ograniczona do świąt czy występów dla turystów.
– Wielu mieszkańców Kihnu nadal nosi codziennie pełne lub częściowe stroje ludowe. Kobiety często można zobaczyć, jak siedzą przed domami i robią na drutach – opisuje Visit Estonia, oficjalny portal Estonii.
Rękodzieło ma przy tym wymiar praktyczny. Wełniane rękawiczki, pończochy, swetry i spódnice powstawały jako elementy codziennego życia na chłodnej, wietrznej wyspie. Wzory były przekazywane z pokolenia na pokolenie, a dzieci uczyły się ich od matek i babć. Z czasem to, co było zwykłą umiejętnością potrzebną do funkcjonowania gospodarstwa, stało się jednym z najważniejszych symboli Kihnu.
Pieśni, które przetrwały pokolenia
Jeszcze ważniejsza od ubioru jest muzyka. Kihnu zachowała tradycję pieśni runicznych, czyli ustnego przekazu o bardzo starej, przedchrześcijańskiej genezie. UNESCO wskazuje je jako jeden z charakterystycznych elementów dziedzictwa kulturowego wyspy. Pieśni pojawiają się podczas ceremonii, świąt i pracy, a szczególnie ważną rolę odgrywają podczas tradycyjnych wesel.
Wesele na Kihnu nie jest krótką uroczystością organizowaną według współczesnego schematu. Tradycyjny obrzęd może trwać trzy dni. Łączy śpiew, taniec, muzykę, jedzenie oraz rytuały związane z przejściem kobiety z jednego etapu życia do drugiego. Kobiety odgrywają w tych ceremoniach kluczową rolę. To one bowiem przez pokolenia przechowywały repertuar pieśni i wiedzę potrzebną do wykonania kolejnych elementów obrzędu.
UNESCO wpisało Kihnu Cultural Space na reprezentatywną listę niematerialnego dziedzictwa ludzkości w 2008 roku. Organizacja wskazała, że tradycje wyspy przetrwały w dużej mierze dzięki kobietom. Wpis nie dotyczy więc pojedynczej techniki czy konkretnego zabytku. Chroniona jest cała przestrzeń kulturowa, czyli sposób życia związany z krajobrazem, gospodarką i wspólnotą.
To rozróżnienie ma znaczenie. Kihnu nie jest skansenem, w którym mieszkańcy odtwarzają dawną kulturę wyłącznie na potrzeby odwiedzających. Kobieta może założyć tradycyjną spódnicę, wziąć telefon do ręki i pojechać motocyklem załatwiać sprawy lokalnej społeczności. Współczesność i tradycja występują tutaj jednocześnie.
UNESCO pomogło przetrwać, ale stworzyło nowe wyzwanie
Wpisanie Kihnu na listę UNESCO przyniosło wyspie rozpoznawalność, pieniądze i turystów. Tradycja stała się czymś, co można pokazać światu. Rękodzieło, lokalne wydarzenia i pobyty w gospodarstwach zaczęły tworzyć dodatkowe źródła dochodu. To szczególnie ważne w miejscu, w którym całorocznych miejsc pracy jest niewiele, a młodzi ludzie mają ograniczone możliwości edukacji i zatrudnienia.
Pojawia się jednak problem charakterystyczny dla wielu małych społeczności chronionych jako dziedzictwo kulturowe. Im bardziej kultura staje się atrakcją dla odwiedzających, tym większe jest ryzyko, że mieszkańcy zaczną ją kultywować przede wszystkim dla turystów. Badania dotyczące Kihnu wskazują już na ten proces. Tradycyjne wesela bywają organizowane jako wydarzenia, które można oglądać. Dzieci uczestniczą w pokazach tańca i śpiewu również dlatego, że przynosi to dochód.
To trudna sytuacja. Bez turystyki część mieszkańców może nie mieć wystarczających powodów ekonomicznych, aby pozostać na wyspie. Zbyt intensywna turystyka może natomiast zmienić charakter miejsca, które właśnie dzięki swojej odmienności przyciąga odwiedzających. Mieszkańcy Kihnu chcą więc raczej turystyki kulturowej niż masowej. Chcą ludzi, którzy przyjeżdżają po to, aby zrozumieć lokalny sposób życia, a nie tylko zrobić zdjęcie kobiety w czerwonej spódnicy.
Największym zagrożeniem nie jest turysta, lecz pusty dom
Jeszcze poważniejszym problemem jest demografia. Kiedy młody człowiek kończy szkołę, musi zdecydować, czy zostać na Kihnu, czy wyjechać na estoński kontynent. Możliwości zatrudnienia na wyspie są ograniczone, a studia wymagają wyjazdu. Jeżeli młoda osoba później znajdzie pracę w Tallinnie albo miastach Finlandii, Norwegii czy innym miejscu, powrót jest coraz mniej prawdopodobny.
W ten sposób powstaje mechanizm znacznie groźniejszy dla kultury niż sama zmiana mody. Jeżeli na wyspie zostają głównie starsi mieszkańcy, tradycja może być doskonale udokumentowana, a jednocześnie przestać być żywym elementem codzienności. UNESCO może chronić wpis, państwo może finansować programy, a muzeum może przechowywać stroje. Żadna z tych rzeczy nie zastąpi jednak dzieci, które nauczą się pieśni od babci i za kilkanaście lat przekażą je swoim dzieciom.
Mare Mätas wskazuje właśnie na kurczącą się stałą populację jako jedno z największych zagrożeń dla przyszłości Kihnu. Jej zdaniem bez pracy pozwalającej młodym ludziom zostać na wyspie tradycja może przestać być fundamentem lokalnego życia. Stanie się wyłącznie elementem sezonowej gospodarki turystycznej.
– Największym zmartwieniem i zagrożeniem dla naszej kultury jest teraz bardzo szybki spadek liczby stałych mieszkańców. Jeśli młode pokolenie będzie mieszkało na kontynencie, stracimy język i kulturę – twierdzi Mare Mätas.
Rybołówstwo nie daje dawnych dochodów, rolnictwo nie jest wystarczającym źródłem utrzymania, a sezon turystyczny trwa tylko kilka miesięcy. Mężczyzna może więc wyjechać do pracy w Finlandii albo Norwegii, kobieta może prowadzić gospodarstwo i jednocześnie kultywować tradycje, ale jeżeli ich dzieci osiągną dorosłość i również wyjadą, cały system zaczyna się rozpadać.
Mężczyźni wracają, a stary podział ról zaczyna się zmieniać
Jest jeszcze jeden paradoks. Kihnu została uznana za wyspę kobiet właśnie dlatego, że mężczyźni byli nieobecni. Tymczasem zmiany gospodarcze, które doprowadziły do upadku części tradycyjnego rybołówstwa, sprawiły, że mężczyźni zaczęli spędzać na wyspie więcej czasu. Niektórzy pozostali na miejscu, inni wykonują prace, które wcześniej były zarezerwowane dla kobiet. Granica między „męskim” a „kobiecym” Kihnu zaczyna więc stopniowo zanikać.
To może być dobra wiadomość z punktu widzenia normalnego funkcjonowania społeczności, ale jednocześnie komplikuje historię, którą przez lata opowiadały media. Jeżeli mężczyźni są obecni przez większą część roku, kobiety nie muszą wykonywać wszystkich prac związanych z prowadzeniem gospodarstwa. Jeżeli jednak wraz z większą obecnością mężczyzn zmienia się także podział odpowiedzialności za kulturę, Kihnu może w przyszłości wyglądać inaczej niż obraz utrwalony przez fotografów i dziennikarzy.
Główne wnioski
- Kihnu to estońska wyspa, na której przez wieki kobiety przejęły większość obowiązków związanych z życiem na lądzie. Mężczyźni spędzali długie okresy na morzu, a później wyjeżdżali do pracy na kontynent lub za granicę. Dlatego kobiety zajmowały się gospodarstwem, dziećmi i lokalnym życiem, ale mieszkańcy nie uważają Kihnu za prawdziwy matriarchat – określają je raczej jako społeczność matryfokalną.
- Najważniejszymi elementami kultury Kihnu są tradycyjne stroje, rękodzieło, muzyka i obrzędy. Charakterystyczne spódnice mogą informować o wieku i sytuacji życiowej kobiety, a pieśni runiczne i tradycyjne wesela są przekazywane z pokolenia na pokolenie. W 2008 roku kultura Kihnu została wpisana na listę niematerialnego dziedzictwa UNESCO, co zwiększyło zainteresowanie wyspą i przyczyniło się do rozwoju turystyki.
- Największym zagrożeniem dla Kihnu jest jednak wyludnianie się wyspy. Młodzi mieszkańcy wyjeżdżają na kontynent lub za granicę w poszukiwaniu pracy i edukacji, przez co tradycja może przestać być częścią codziennego życia. Turystyka pomaga mieszkańcom zarabiać, ale jednocześnie istnieje ryzyko, że kultura stanie się przede wszystkim atrakcją dla odwiedzających, zamiast pozostać żywą tradycją lokalnej społeczności.