Kategoria artykułu: Świat

Kryzys na Bliskim Wschodzie. Azjatyckie linie przejmują pasażerów

Zakłócenia w przestrzeni powietrznej nad Zatoką Perską zmieniają podróże długodystansowe. Ceny biletów wystrzeliły nawet o kilkaset procent, a część pasażerów latających dotąd bliskowschodnimi liniami przejmują przewoźnicy z Azji.

Odrzutowiec lecący nad chmurami
Na konflikcie nad Zatoką Perską mogą skorzystać niektóre linie z Azji i Europy, latające dłuższymi, ale bezpieczniejszymi trasami. Fot. Getty Images

Z tego artykułu dowiesz się…

  1. Którzy przewoźnicy azjatyccy i europejscy korzystają na zamknięciu przestrzeni powietrznej Bliskiego Wschodu.
  2. Jakie straty poniosły linie Emirates, Qatar Airways, Etihad i inne, oraz jak radzą sobie Turkish Airlines.
  3. Jak konflikt wpłynął na liczbę odwołanych rejsów, ceny paliw i taryfy pasażerskie.
Loading the Elevenlabs Text to Speech AudioNative Player...

Pasażerowie podróżujący między Europą a Azją mają coraz więcej alternatyw – choć często odbija się to na ich portfelach. Trwający konflikt zbrojny USA, Izraela i Iranu dotknął całego systemu globalnych połączeń lotniczych. Na zamknięcie części nieba nad Zatoką Perską szybko zareagowały linie lotnicze spoza tego regionu. Azjatyccy przewoźnicy przejęli część pasażerów lecących do i z Europy, którzy wcześniej podróżowali przez węzły przesiadkowe takie jak Abu Zabi, Dubaj i Doha. Starają się wypełnić próżnię po arabskiej konkurencji, oferując dodatkowe loty na trasach długodystansowych.

Na tej liście są singapurskie Singapore Airlines oraz hongkońskie Cathay Pacific. Pierwszy z przewoźników z konieczności zawiesił połączenia do Dubaju, w zamian oferując dodatkowe loty do Londynu. Cathay Pacific także zwiększył liczbę rejsów do stolicy Wielkiej Brytanii i „rozbudował” trasę do Zurychu. Według singapurskiego dziennika „Straits Times” więcej biletów do Europy sprzedają również Malaysia Airlines, Thai Airways, Vietnam Airlines oraz Air India. Pasażerowie coraz częściej szukają tras przez Singapur, Hongkong, Tokio, Bangkok i Kuala Lumpur, gotowi płacić więcej za przewidywalność i poczucie bezpieczeństwa.

Linie lotnicze takie jak Singapore Airlines, Cathay Pacific, a także British Airways i Lufthansa zwiększyły liczbę rejsów między Europą a Azją.

Także niektórzy europejscy przewoźnicy przejmują ruch linii znad Zatoki. British Airways i Lufthansa zwiększyły częstotliwość połączeń do Singapuru i Bangkoku. Z kolei Air France i KLM wysyłają do Azji większe maszyny.

Odrzutowce zaparkowane na płycie lotniska
Odrzutowce Cathay Pacific na lotnisku w Hongkongu. Azjatycka linia zwiększyła liczbę rejsów do Europy, przejmując pasażerów bliskowschodniej konkurencji. Fot. Jerome Favre / PAP / EPA

Kłopoty linii znad Zatoki

Huby lotnicze nad Zatoką Perską obsługiwały dotąd nawet jedną trzecią ruchu lotniczego Europa-Azja. Arabskie linie, święcące triumfy od ponad dwóch dekad, boleśnie odczuwają skutki trwającego konfliktu. Według firmy analitycznej Cirium łączna liczba pasażerów, którym odwołano loty na Bliski Wschód, przekroczyła 6 mln. Według serwisu Travel Tourister powołującego się na dane operatorów lotniczych, do 21 marca odwołano łącznie ponad 52 tys. lotów do i z Bliskiego Wschodu. To ponad połowa wszystkich planowanych rejsów z tamtejszych portów.

Lotnisko w Abu Zabi, hub linii Etihad Airways, 1 marca zostało trafione przez szczątki drona. Zginęła co najmniej jedna osoba, a port czasowo zamknięto. Dziś obsługuje tylko ograniczoną liczbę operacji.

Liczba pasażerów, którym odwołano loty na Bliski Wschód, przekroczyła 6 mln.

Od chwili eskalacji konfliktu poważne perturbacje przeżywają też Qatar Airways. Odkąd zamknięto katarską przestrzeń powietrzną, linia musiała odwołać tysiące rejsów. Miliony pasażerów nie mogły się dostać do miejsc docelowych. Na początku drugiej połowy marca przewoźnik ogłosił uruchomienie ograniczonego rozkładu łączącego Dohę z ponad 70 destynacjami. Ich pełne przywrócenie zaplanował na 28 marca. Ale nic nie wskazuje na to, aby do tego czasu nad regionem przestały latać drony i rakiety.

Emirates, najsilniejszy przewoźnik regionu, do drugiej połowy marca zdołał odbudować siatkę do ponad 110 destynacji. Mimo to dla pasażerów lecących z Dubaju do miejsc takich jak Londyn czy Singapur zmiany tras oznaczają dłuższe postoje i większe zużycie paliwa, a co za tym idzie – rosnące koszty podróży. Dubajski port jest otwarty, ale także tam liczba lotów jest znacznie ograniczona.

Część przewoźników sięgnęła po huby zastępcze. Qatar Airways uruchomił połączenia ze stolicy Omanu, Maskatu. To tamtędy linia lata do Londynu, Berlina, Kopenhagi, Madrytu, Rzymu i Amsterdamu. Gulf Air z Bahrajnu przeniósł część operacji do Arabii Saudyjskiej. Realizował stamtąd awaryjne rejsy do Europy, Azji i Afryki. Emirates zadeklarował, że nie planuje korzystania z innych lotnisk i utrzymuje swój węzeł w Dubaju.

Według branżowego portalu Arabian Gulf Business Insight, od początku konfliktu Qatar Airways odwołały loty 741 tys. pasażerom, Emirates – ponad 644 tys., a Etihad – przeszło 344 tys.

Warto wiedzieć

Trwa operacja militarna. MSZ odradza podróże

Region Zatoki Perskiej jest strefą aktywnych działań wojennych. Polskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych odradza wszelkie podróże do krajów regionu, w tym do Kataru, Zjednoczonych Emiratów Arabskich, Omanu, Arabii Saudyjskiej, Bahrajnu, Kuwejtu, Iraku oraz Iranu. Przestrzeń powietrzna dla ruchu cywilnego w wielu krajach pozostaje zamknięta. Zdaniem dyplomatów możliwa jest eskalacja działań zbrojnych. Może to bezpośrednio zagrażać życiu podróżnych.

Osobom, które już są w regionie, MSZ rekomenduje bezwzględne unikanie zgromadzeń publicznych. Apeluje o omijanie okolic baz i obiektów wojskowych oraz innych miejsc, które mogą być celem ataków. Wymienia wśród nich infrastrukturę krytyczną, duże węzły transportowe, budynki rządowe, instalacje naftowe i miejsca związane z obecnością amerykańską. Rekomenduje też unikanie miejsc publicznych takich jak bazary, centra handlowe, restauracje i banki.

MSZ RP

Stambuł zyskuje na kryzysie

Pierwszą linią lotniczą, która zarobiła na wojnie z Iranem, była Turkish Airlines. Dysponuje nie tylko odpowiednim, dużym hubem, flotą i siatką połączeń, ale – podobnie jak przewoźnicy z Chin – możliwością przelotu nad rosyjską przestrzenią powietrzną. Daje to linii przewagę kosztową i czasową na trasach Azja-Europa.

Ale nawet Turkish Airlines nie uniknęły perturbacji. Turcja zawiesiła loty swoich narodowych linii do Iranu, Iraku, Syrii, Libanu i Jordanii. To samo dotyczy innych firm lotniczych, w tym AJet, Pegasusa i SunExpressu. Połączenia z Katarem, Kuwejtem, Bahrajnem i Zjednoczonymi Emiratami Arabskimi wstrzymano do odwołania.

Kto ominie Bliski Wschód

Jak prognozował w rozmowie z XYZ ekspert lotniczy Tomasz Śniedziewski, na kryzysie w Zatoce Perskiej mogą zyskać linie chińskie. W odróżnieniu od Europejczyków mogą one latać nad Syberią, a ponadto dysponują dużą liczbą nieużywanych maszyn. Ułatwia im to otwieranie nowych połączeń. Takie możliwości mają też Korean Air i Japan Airlines.

Niepewność w zapalnym regionie świata może przyczynić się do lepszych wyników połączeń zaplanowanych na drugą połowę roku przez europejskie firmy lotnicze. Lufthansa zapowiedziała na przykład bezpośrednie loty do Kuala Lumpur, a Polskie Linie Lotnicze LOT – do Bangkoku. Finnair od października planuje uruchomić codzienne rejsy Helsinki-Bangkok-Melbourne. Europejczycy nie mają jednak równie dużej liczby nieużywanych samolotów jak Azjaci. Wiele linii Starego Kontynentu boryka się z opóźnieniami dostaw maszyn i niedoborem pilotów.

Azjatyccy przewoźnicy przejmują ruch

Azjatyckie linie zawiesiły co prawda większość lotów do destynacji na Bliskim Wschodzie, ale utrzymały albo wzmocniły połączenia do Europy i Ameryki Północnej.

Wielu pasażerów jest skłonna płacić znacznie więcej za bilety na loty przez dalekowschodnie huby, omijające Bliski Wschód.

Ceny biletów ekonomicznych na trasach Londyn-Singapur sięgnęły poziomów przekraczających 900 proc. normalnej stawki. Analitycy branżowi prognozują, że dalekowschodni przewoźnicy mogą chwilowo zyskać dzięki wyższym taryfom, poprawie wyników cargo i niewielkiemu wzrostowi udziału w rynku. Ale ostrzegają, że utrzymujące się wysokie ceny paliwa mogą w dłuższej perspektywie zmniejszyć ogólny ruch lotniczy.

Główne wnioski

  1. Linie azjatyckie – w tym Singapore Airlines, Cathay Pacific, Thai Airways, oraz przewoźnicy chińscy i koreańscy – przejęły część pasażerów, dotąd podróżujących między Europą a Azją przez Bliski Wschód. Rośnie znaczenie węzłów w Singapurze, Bangkoku, Kuala Lumpur i Hongkongu. Dalekowschodni przewoźnicy i lotniska krótkoterminowo korzystają na kryzysie, ale drożejące paliwo może odwrócić ten trend.
  2. Przewoźnicy znad Zatoki Perskiej ponieśli duże straty operacyjne i finansowe: odwołano ponad 52 tys. rejsów. Linie mogły stracić blisko 2 mln pasażerów.
  3. Konflikt doprowadził do gwałtownego wzrostu cen paliwa lotniczego i biletów, stawiając przed całą branżą pytanie o długoterminową rentowność dalekich tras.