Kto po Putinie? Tak rodzą się postsowieckie dynastie panujące
Prezydentami Azerbejdżanu i Turkmenistanu są synowie poprzednich przywódców. W Tadżykistanie trwają przygotowania do podobnej sukcesji. Na Białorusi Aleksandr Łukaszenko od lat kreuje na swojego następcę najmłodszego z synów. Analogiczny pomysł zrodził się też w Rosji.
Z tego artykułu dowiesz się…
- W których państwach postsowieckich powstały polityczne dynastie i jak do tego doszło.
- Dlaczego nie wszystkie próby ustanowienia rodzinnej sukcesji zakończyły się powodzeniem.
- Kim jest Katierina Tichonowa i na jakie stanowisko może zostać kandydatką.
Na początku lipca Wasilij Mielniczenko, przewodniczący rosyjskiego ruchu społecznego „Federalny Sielsowiet”, podczas ogólnokrajowego zjazdu organizacji przedstawił zaskakującą propozycję. Jego zdaniem kandydatką na urząd prezydenta Rosji powinna zostać Katierina Tichonowa, córka Władimira Putina.
– Zastanawialiśmy się nad kompromisową kandydaturą, która pozwoli zachować dotychczasowy kurs, jedność Rosji, a przede wszystkim zapewnić stabilny rozwój kraju. Dla mnie i dla naszego ruchu taką osobą jest Katierina Tichonowa – powiedział Wasilij Mielniczenko.
Dodał, że jego kandydatka jest doktorem nauk i pełni funkcję zastępczyni prorektora Moskiewskiego Uniwersytetu Państwowego im. Łomonosowa. Jako osoba zaledwie 40-letnia mogłaby – jego zdaniem – otworzyć młodemu pokoleniu Rosjan drogę do politycznego i gospodarczego awansu.
Propozycja, która może być testem
Wasilij Mielniczenko z pewnością nie jest postacią z pierwszych stron gazet. „Federalny Sielsowiet” to niewielka organizacja przypominająca połączenie polskich izb rolniczych ze związkiem zawodowym w rodzaju AgroUnii, jednak o znacznie mniejszym znaczeniu. Wystąpienie działacza można byłoby więc skwitować wzruszeniem ramion, gdyby nie kilka okoliczności.
- Po pierwsze, szef „Federalnego Sielsowietu” nie jest postacią anonimową. Rozgłos zdobył już kilka lat temu dzięki krytycznym wypowiedziom na temat polityki gospodarczej władz oraz problemów rosyjskiej wsi.
- Po drugie, jest związany z Wyższą Radą, czyli ścisłym kierownictwem rządzącej partii Jedna Rosja.
- Po trzecie, jak twierdzą niezależne rosyjskie media, utrzymuje bliskie relacje z wysokimi przedstawicielami tamtejszych służb specjalnych.
- Po czwarte, według serwisu analitycznego OrdoMundi.ru swoją propozycję przedstawił w obecności Natalii Popowej, zastępczyni dyrektorki fundacji Innopraktika. Na czele tej organizacji stoi Katierina Tichonowa.
- Po piąte, wreszcie – nie jest to pierwsza informacja sugerująca, że młodsza córka Putina mogłaby zostać jego następczynią. W maju 2025 r. rosyjski kanał informacyjny WCzK-OGPU, powołując się na anonimowe źródła, informował, że na Kremlu rozważany jest właśnie taki scenariusz. Według serwisu pierwsze przygotowania do przekazania władzy miałyby się rozpocząć w połowie 2026 r.
Jak zatem interpretować propozycję Wasilija Mielniczenki? Jednym z możliwych wyjaśnień jest klasyczny „balon próbny”, czyli próba sprawdzenia reakcji społeczeństwa i elit.
Szef niewielkiej organizacji, formalnie pozostającej poza aparatem władzy, bardzo dobrze nadaje się do odegrania takiej roli. Gdyby podobną propozycję zgłosił deputowany Jednej Rosji albo wysoko postawiony przedstawiciel Kremla, komunikat miałby zupełnie inną wagę. W tym przypadku pomysł można natomiast łatwo porzucić, gdyby spotkał się z negatywną reakcją. Kontrolowane przecieki i wypowiedzi postaci z dalszego planu od lat służą w rosyjskiej polityce do testowania kontrowersyjnych decyzji.
„Te kobiety”, które awansowały na córki
Samo pojawienie się nazwiska Katieriny Tichonowej w kontekście politycznym jest nowością. Władimir Putin przez długie lata niemal nie mówił publicznie o swoich córkach. „Nigdy nie rozmawiam o mojej rodzinie. Moje córki nie zajmują się biznesem ani polityką, nie angażują się też w żadne sprawy publiczne” – tłumaczył w 2015 r. w rozmowie z portalem RBK.
Jeszcze dekadę temu w oficjalnych mediach trudno było znaleźć informacje o tym, że Katierina Tichonowa i Marija Woroncowa (wcześniej Faassen) są w ogóle spokrewnione z prezydentem Rosji. Władimir Putin nie wspominał nawet, że są to jego córki. Gdy musiał kiedyś o nich wspomnieć, użył sformułowania „te kobiety” (ros. „эти женщины”).
Sytuacja zmieniła się kilka lat temu. Obie córki prezydenta Rosji – wcześniej przez ponad 20 lat zupełnie nieobecne w przestrzeni publicznej – gościły jako ekspertki na Forum Ekonomicznym w Petersburgu. W rosyjskich realiach było to naprawdę duże wydarzenie. Pojawiały się na petersburskim spotkaniu także w kolejnych latach, m.in. również w tym roku. Stały się zatem osobami publicznymi.
Republiki, którymi rządzą dynastie
Obecna kadencja prezydencka Władimira Putina kończy się dopiero w 2030 r. W dodatku, zgodnie z konstytucją, mógłby ubiegać się o kolejną kadencję i pozostać na stanowisku aż do 2036 r. Jednak otoczenie rosyjskiego przywódcy, który wkrótce skończy 74 lata, zdaje sobie sprawę, że pod względem psychofizycznym nie jest już tym samym człowiekiem, co na początku rządów, w pierwszych latach XXI wieku. O ile więc wcześniej pomysł powołania nowej dynastii – jak się wydaje – w ogóle nie był rozważany, teraz mogła nastąpić zmiana optyki.
Warto wiedzieć
Nietypowa linia sukcesji
Rosjanie żartują czasami, że na Kremlu obowiązuje nietypowa zasada sukcesji: po łysym przychodzi przywódca z bujną czupryną, a po nim – znowu lider zupełnie lub w znacznym stopniu pozbawiony włosów. Ostatnie ponad 100 lat historii Rosji to potwierdza:
- Włodzimierz Lenin (1917–1924) – łysina
- Józef Stalin (1924–1953) – włosy
- Nikita Chruszczow (1953–1964) – łysina
- Leonid Breżniew (1964–1982) – włosy
- Jurij Andropow (1982–1984) – łysina
- Konstantin Czernienko (1984–1985) – włosy
- Michaił Gorbaczow (1985–1991) – łysina
- Borys Jelcyn (1991–1999) – włosy
- Władimir Putin (2000–2008) – łysina
- Dmitrij Miedwiediew (2008–2012) – włosy
- Władimir Putin (2012–obecnie) – łysina
- ? – włosy?
Choć żaden z postsowieckich krajów nie jest formalnie monarchią, polityczne dynastie nie są tam czymś nadzwyczajnym. Od prawie 23 lat prezydentem Azerbejdżanu jest Ilham Alijew. Funkcję objął po swoim ojcu, Hejdarze Alijewie, który formalnie był głową państwa przez dekadę, ale faktycznie kierował Azerbejdżanem znacznie dłużej. W latach 1969–1982 był bowiem… pierwszym sekretarzem Komitetu Centralnego Komunistycznej Partii Azerbejdżanu, co w realiach ZSRR oznaczało najwyższą władzę w republice związkowej.
Syn, który zastąpił ojca i którego zastąpi żona
W wyniku referendum konstytucyjnego w 2009 r. zniesiono w Azerbejdżanie wcześniejsze ograniczenie, zgodnie z którym prezydent mógł sprawować urząd najwyżej przez dwie kadencje. Obecnie nie obowiązuje żaden limit. Ilham Alijew, który w 2008 r. został prezydentem po raz drugi, zwyciężał następnie w kolejnych wyborach — w 2013 r., 2018 r. i 2024 r.
Najstarszy Alijew przekazał władzę synowi właściwie już na łożu śmierci. Zmarł dwa miesiące po pierwszym zwycięstwie Ilhama w wyborach. Obecny przywódca również stworzył mechanizm, który może zapewnić ciągłość władzy w przypadku jego ewentualnego odejścia przed końcem kadencji. Zgodnie z konstytucją obowiązki prezydenta przejmuje wtedy pierwszy wiceprezydent. Od 2017 r. funkcję tę pełni Mehriban Alijewa — żona obecnego prezydenta.

Pierwszym prezydentem niepodległego Turkmenistanu został również były szef republikańskich struktur partii komunistycznej – Saparmurat Nijazow. Krajem rządził łącznie przez ponad 20 lat: w latach 1985-1991 jako pierwszy sekretarz Komunistycznej Partii Turkmenistanu, a następnie jako głowa niepodległego państwa. Skupił się przede wszystkim na budowaniu kultu własnej osoby. W 1993 r. przyjął oficjalny tytuł Türkmenbaşa, czyli przywódcy Turkmenów. O sukcesji najwyraźniej nie myślał – zmarł nagle w 2006 r. i nie zdążył wskazać następcy.
Dentysta, który nastał po Türkmenbaşy
Tego błędu nie popełnił kolejny turkmeński przywódca, Gurbanguly Berdimuhamedow, który wcześniej był dentystą Nijazowa. Wygrał trzy kolejne wybory prezydenckie. Na kilka miesięcy przed tymi z 2017 r. parlament zniósł górny limit wieku kandydata, dzięki czemu Berdimuhamedow mógł jeszcze raz starać się o fotel prezydenta. Tym razem jego kadencja miała trwać nie pięć, lecz siedem lat.
Mimo to już w 2022 r. postanowił przekazać władzę synowi. Serdar Berdimuhamedow zamiar ubiegania się o najwyższy urząd w państwie ogłosił zaledwie na miesiąc przed wyborami. I wygrał, zdobywając 72,97 proc. głosów. W porównaniu z ojcem był to jednak wynik… skromny. W swoich drugich wyborach Gurbanguly Berdimuhamedow uzyskał 97,14 proc. poparcia. Pozostałych siedmiu kandydatów – wszyscy reprezentujący ugrupowania lojalne wobec władz – zdobyli łącznie niespełna 3 proc. głosów.
Córki, które nie zostały sukcesorkami
Podobny scenariusz próbowano zrealizować także w Uzbekistanie i Kazachstanie, gdzie pierwszymi prezydentami zostali – identycznie jak w Azerbejdżanie i Turkmenistanie – wcześniejsi lokalni szefowie partii komunistycznej. Islom Karimow miał przygotowywać córkę Gulnarę do sukcesji. Pełniła nawet wysokie funkcje państwowe, ale ostatecznie popadła w konflikt z ojcem i rodzinna dynastia w Uzbekistanie nie powstała.
Nursułtan Nazarbajew przez lata promował córkę Darigę. W decydującym momencie sprawy najwyraźniej wymknęły mu się jednak spod kontroli. Gdy w 2019 r. ustąpił z urzędu, władzę – zgodnie z konstytucją – przejął przewodniczący Senatu Kasym-Żomart Tokajew. Wielu spodziewało się, że będzie to jedynie rozwiązanie tymczasowe. Ten szybko jednak umocnił swoją pozycję, przekreślając szanse na sukcesję rodziny Nazarbajewów.
Z kolei w Tadżykistanie wszystko zmierza ku utworzeniu dynastii Rahmonów. Obecny prezydent kraju, Emomali Rahmon, pełni ten urząd od blisko 32 lat – a wcześniej przez dwa lata był przewodniczącym Rady Najwyższej Tadżykistanu, czyli również głową państwa. W Tadżykistanie panuje klasyczny kult jednostki. Emomaliemu Rahmonowi od kilkunastu lat przysługuje oficjalny tytuł Założyciela Pokoju i Jedności Narodowej – Przywódcy Narodu. Jednak inaczej niż Saparmurat Nijazow z Turkmenistanu, tadżycki przywódca nie zapomniał o sukcesji. Jego następcą ma być syn Rustam. Od lat jest już jedną z najważniejszych osób w kraju. Pełni jednocześnie funkcję przewodniczącego parlamentu i burmistrza stolicy – Duszanbe.
Chłopak, którego kocha Łukaszenko
Zakusy na stworzenie własnej dynastii ma najwyraźniej również Aleksandr Łukaszenko. W oficjalnych wypowiedziach, np. w zeszłorocznym wywiadzie dla „TIME”, zaprzecza, ale fakty mówią co innego. Białoruski dyktator ma trzech synów – Wiktora, Dmitrija i Nikołaja. Łukaszenko senior w roli swojego następcy widziałby tego ostatniego. Od lat konsekwentnie buduje zresztą jego rozpoznawalność i autorytet. Kola – to imię zna dziś każdy Białorusin – od wczesnych lat towarzyszył ojcu podczas oficjalnych wydarzeń państwowych. Uczestniczył także w wizytach zagranicznych, odwiedzając m.in. Władimira Putina, Xi Jinpinga i papieża Franciszka.

Koncepcja, w myśl której kolejnym prezydentem Białorusi zostałby najmłodszy Łukaszenko, ma jednak jeden poważny minus. Dyktator liczy sobie już prawie 72 lata, jest otyły i schorowany, co zresztą coraz trudniej ukryć nawet w propagandowej telewizji. Po obecnej kadencji, która kończy się w 2030 r., może ponownie ubiegać się o urząd głowy państwa i rządzić kolejne pięć lat. Jednak nawet, gdyby zdrowie mu na to pozwoliło, to – w myśl zapisów konstytucji – Kola nie będzie wtedy mógł zostać jego następcą. Wciąż będzie bowiem… za młody. Aby objąć urząd prezydenta Białorusi, trzeba mieć ukończone 40 lat, a Łukaszenko junior w 2035 r. będzie ich miał zaledwie 31.
Warto wiedzieć
Kolejna pierwsza kadencja Łukaszenki
20 lipca tego roku minęły dokładnie 32 lata, odkąd Aleksandr Łukaszenko stanął na czele Białorusi. Trudno już nawet zliczyć, którą kadencję sprawuje urząd głowy państwa. Formalnie jednak – zgodnie z białoruską konstytucją – sprawa jest bardzo prosta: Aleksandr Łukaszenko pełni obecnie urząd prezydenta… pierwszą kadencję.
Obowiązująca obecnie konstytucja Białorusi, zatwierdzona w referendum w 2022 r., przewiduje, że urząd prezydenta można sprawować najwyżej przez dwie pięcioletnie kadencje. Ograniczenie nie działa jednak wstecz. Kadencja rozpoczęta po wyborach w 2025 r. jest więc w świetle nowych przepisów uznawana za pierwszą. Teoretycznie Aleksandr Łukaszenka może zatem pozostać prezydentem Białorusi aż do 2035 r.
Po sfałszowanych wyborach w 2020 r. Unia Europejska, Stany Zjednoczone i część innych państw nie uznają jednak Łukaszenki za legalnie wybranego prezydenta Białorusi.
W autorytarnym reżimie zmiana ustawy zasadniczej pod doraźne potrzeby władzy nie stanowi oczywiście większego problemu. Jednak przynajmniej na razie nikt nie mówi, aby obniżać konstytucyjny cenzus wiekowy kandydatów na najwyższy urząd w państwie.
Warto wiedzieć
Czeczeńska dynastia Kadyrowów
Szczególnym przypadkiem w tym postsowieckim systemie, który ma tendencję do tworzenia politycznych dynastii, jest Czeczenia. Formalnie to republika wchodząca w skład Federacji Rosyjskiej. Podobnie jak kilka innych jednostek administracyjnych tego kraju, miała swojego prezydenta. W 2003 r. został nim Achmat Kadyrow. Był wielkim muftim Czeczenii, który podczas pierwszej wojny czeczeńskiej walczył z Rosjanami, a podczas drugiej – przeszedł na ich stronę. Nie rządził jednak długo, bo już w maju 2004 r. zginął w zamachu bombowym. Jego syn, Ramzan Kadyrow, był jeszcze za młody, aby zostać następcą ojca, ale faktycznie kierował Czeczenią. Formalnie prezydentem został w 2007 r.
Choć Ramzan ma niespełna 50 lat – być może wyciągając wnioski z losów swojego ojca – już zadbał o rodzinną sukcesję. Jego następcą ma być syn Adam Kadyrow, który ma obecnie niespełna 19 lat.
Jako przyszły przywódca Czeczenów powinien oczywiście odznaczać się nadzwyczajnymi talentami. I zdaniem propagandy – tak właśnie jest. Jako sześciolatek Adam został najmłodszym w całej Rosji hafizem, czyli osobą znającą na pamięć Koran. Pięć lat później wykazał się talentem aktorskim i zagrał epizodyczną rolę w tureckim serialu telewizyjnym. Od wczesnego dzieciństwa uprawia boks i mieszane sztuki walki. W turniejach MMA brał udział już jako ośmiolatek, choć przepisy nie zezwalają na udział dzieci w tym wieku w tego typu zawodach. Z potyczek wychodził zwycięsko nawet wtedy, gdy ich przebieg wcale na to nie wskazywał.
Adam ma, rzecz jasna, wybitne zdolności także w innych dziedzinach. W wieku 15 lat został mianowany szefem Departamentu Bezpieczeństwa Szefa Republiki Czeczeńskiej, a dwa lata później – kuratorem Rosyjskiego Uniwersytetu Sił Specjalnych im. W.W. Putina. Od kwietnia 2025 r. pełni także funkcję kuratora Ministerstwa Spraw Wewnętrznych Republiki Czeczeńskiej.
W 2023 r. pobił osadzonego w areszcie śledczym w Groznym Nikitę Żurawiela, który był oskarżony o spalenie Koranu. Po tym wydarzeniu otrzymał tytuł Bohatera Republiki Czeczeńskiej, a Ramzan Kadyrow publicznie żałował, że jego syn nie zabił osadzonego.
Ostatecznie jednak o tym, czy Adam Kadyrow zostanie kiedyś następcą Ramzana, decydować będą nie wyborcy, lecz władze w Moskwie.
Główne wnioski
- W wielu państwach postsowieckich władza stała się rodzinnym dziedzictwem. Choć wszystkie te kraje formalnie pozostają republikami, w praktyce w kilku z nich istnieją lub powstają dynastie polityczne. Najbardziej udanym przykładem jest Azerbejdżan, gdzie Hejdar Alijew przekazał władzę synowi Ilhamowi, oraz Turkmenistan, gdzie Gurbanguly Berdimuhamedow oddał urząd synowi Serdarowi. Podobny scenariusz przygotowywany jest w Tadżykistanie, gdzie następcą Emomaliego Rahmona ma zostać jego syn Rustam.
- Nie każdemu przywódcy udało się jednak stworzyć własną dynastię. Próby przekazania władzy swoim potomkom podejmowali także przywódcy Uzbekistanu i Kazachstanu. Zakończyły się one jednak niepowodzeniem. Islom Karimow popadł w konflikt z córką Gulnarą, a Nursułtan Nazarbajew nie zdołał namaścić swojej córki Darigi na następczynię. Same ambicje nie wystarczyły – ostatecznie decydował układ sił w elitach.
- Dotychczas nic nie wskazywało na to, że również w Moskwie władza miałaby zostać przekazana w ramach rodzinnej sukcesji. Teraz jednak w kontekście politycznym pojawiło się nazwisko Katieriny Tichonowej, córki Władimira Putina. To sygnał, że i w Rosji taki scenariusz nie jest już całkowicie wykluczony. Władimir Putin przez lata ukrywał swoje córki przed opinią publiczną. W ostatnich latach obie stały się jednak osobami publicznymi. Stąd pojawienie się propozycji uczynienia młodszej z nich kandydatką na stanowisko głowy państwa. Nie można jednak wykluczyć, że jest to jedynie próba zbadania reakcji elit i społeczeństwa na scenariusz rodzinnej sukcesji na Kremlu.
