Kategoria artykułu: Analizy

Kto zjada giełdę? Liczba notowanych spółek w USA spadła do najniższego poziomu od lat 70.

W ciągu dekad liczba spółek na amerykańskiej giełdzie spadła o ponad połowę – z 8,1 tys. do 3,9 tys. To efekt zmiany całego modelu finansowania firm: private equity i private debt przejęły część funkcji, które wcześniej pełniła giełda, a najwięksi gracze wykupują konkurentów.

Z tego artykułu dowiesz się…

  1. Dlaczego mocno spadła liczba spółek notowanych na giełdzie w ciągu ostatnich trzech dekad, choć gospodarka jest znacznie większa.
  2. Jak znikanie kolejnych spółek z giełdy przekłada się na wyceny i ryzyko inwestorów.
  3. Czy giełda może odzyskać swoją dawną rolę i co musiałoby się zmienić, aby znów zaczęła przyciągać więcej spółek.
Loading the Elevenlabs Text to Speech AudioNative Player...
Ikona wykres interaktywny Wykres interaktywny

Liczba spółek notowanych na giełdach w Stanach Zjednoczonych wynosiła 3,9 tys. na koniec 2025 r. Na koniec 1996 r. wynosiła 8,1 tys. i osiągnęła wówczas historyczne maksimum. Od tego czasu nastąpił spadek tej liczby o ponad połowę. Liczba notowanych obecnie spółek znalazła się na najniższym poziomie od końca lat 70.

Przyczyn tego stanu trzeba upatrywać głównie w trzech zjawiskach – bardzo szybkim rozwoju rynków prywatnych, środowisku niskich stóp procentowych, a także monopolizacji gospodarki.

Rynki prywatne rosną w siłę

W ciągu ostatnich kilku dekad obserwujemy bardzo szybki rozwój funduszy typu private equity (PE). Według różnych danych, aktywa tego typu podmiotów to od 8 do 14 bln dolarów. Inwestują w firmy na różnych etapach rozwoju, zwykle z horyzontem 4-7 lat, wykorzystując do tego celu dług i często obejmując pakiet większościowy lub całość udziałów.

Private equity konkurują z giełdą na dwa sposoby. Po pierwsze, inwestują w szybko rozwijające się spółki i tym samym finansują ich rozwój, co kiedyś było głównie domeną giełd. Po drugie, wykupują spółki notowane na giełdach.

Do tego dochodzą fundusze typu private debt (PD), które udzielają finansowania dłużnego spółkom, co może być substytutem dla pozyskania kapitału na giełdzie. Można tu też wymienić fundusze venture capital (VC), które również w jakimś stopniu zmniejszają potrzebę giełdowych debiutów.

W konsekwencji cały ekosystem rynków prywatnych sprawia, że mocno spadł popyt na finansowanie na rynku publicznym.

Niższe stopy to mniej chętnych na giełdę

Ikona wykres interaktywny Wykres interaktywny

Drugim czynnikiem jest środowisko niskich stóp procentowych. Howard Marks, legendarny inwestor, napisał w 2022 r., że największą zmianą, jaka zaszła w czasie jego kariery to spadek stóp z poziomu niemal 20 proc. do 2 proc. Później stopy w USA poszły nieco w górę, ale na tle historycznych standardów wciąż są niskie.

To oczywiście doprowadziło do tego, że tańsze stało się finansowanie dłużne. Działanie tego mechanizmu widać, gdy porówna się liczbę spółek na giełdzie w USA z wysokością stóp procentowych. Ich ogromny wzrost w latach 80. to efekt konieczności poszukiwania finansowania w obliczu ogromnego skoku wysokości stóp do prawie 20 proc. Wzrost liczby spółek występował też w innych okresach, gdy stopy rosły, np. w I połowie lat 90.

Ale niższe stopy wpływają też na to, że zwiększała się możliwość przejmowania spółek przez private equity z pomocą długu. Jednocześnie inwestorzy poszukiwali wyższych stóp zwrotu i znajdowali je na rynkach prywatnych.

Big techy przejmują na potęgę

Nie bez znaczenia dla spadku liczby spółek są też procesy monopolizacji gospodarki. Po części są one dyktowane logiką rynków cyfrowych, gdzie zwycięzca bierze wszystko. Po części to wynik świadomej polityki gigantów technologicznych, którzy bardzo agresywnie przejmowali mniejsze spółki.

Według danych Crunchbase Alphabet (Google), Microsoft, Apple, Meta, Amazon oraz Nvidia przejęły łącznie ponad 870 spółek. Część z nich to prawdziwi giganci, którzy z powodzeniem mogli być (albo byli) notowani na giełdzie. Wśród przykładów jest Youtube przejęty przez Alphabet, Linkedin, Skype i Activision Blizard przejęte przez Microsoft, Instagram kupiony przez Metę, Beats Electronic przejęty przez Apple, czy Whole Foods Market zakupione przez Amazon.

Konsekwencje dla inwestorów

Ta zmiana ma bardzo duże znaczenie z punktu widzenia inwestorów. Jej najbardziej widoczną konsekwencję jest inflacja aktywów, czyli wzrost wycen spółek. Odsezonowany wskaźnik cena do zysku (tzw. wskaźnik Shillera) dla indeksu S&P 500 wynosi obecnie 40, podczas gdy w latach 80., podczas gdy długoterminowa historyczna średnia to ok. 15-20. Inwestorzy giełdowi mają po prostu ograniczone pole wyboru i wyżej cenią sobie dobre spółki.

Drugą konsekwencją jest silna koncentracja kapitalizacji w obrębie kilku spółek. Obecnie spółki Magnificent 7 odpowiadają za jedną trzecią całego indeksu S&P 500. To oznacza, że zwłaszcza inwestorzy pasywni, mają bardzo dużą ekspozycję na te kilka spółek. Ich wyniki inwestycyjne są więc w dużym stopniu od nich zależne.

Co dalej?

Czy trend spadającej liczby spółek może się odwrócić? Na pewno czynnikami przemawiającymi za tym jest duża penetracja rynków przez fundusze private equity. Coraz trudniej jest im przejmować biznesy po takich wycenach, by za kilka lat móc sprzedać je z zyskiem.

Ponadto wydaje się, że era zerowych stóp procentowych przeszła do historii. Bardzo mało prawdopodobne, że stopy mogły wzrosnąć do poziomów dwucyfrowych. Ale nawet obecny ich poziom w USA, czyli 3,75 proc. sprawia, że dla części spółek giełda może być bardziej atrakcyjna niż finansowanie dłużne.

Oprócz tego big techy są poddane bardziej skrupulatnej kontroli przy przejmowaniu kolejnych spółek.

Są też jednak czynniki, które sprawiają, że renesans giełdy na miarę lat 90. jest wątpliwy. Rynki prywatne stały się już trwałą częścią rynków finansowych. A rewolucja sztucznej inteligencji prawdopodobnie tylko zwiększy siłę największych firm technologicznych.

W Polsce liczba spółek też maleje

Ikona wykres interaktywny Wykres interaktywny

Na koniec warto zauważyć, że trend malejącej liczby spółek ma też miejsce w Polsce. Jego skala nie jest jednak tak znacząca jak w USA. Na koniec 2025 r. na obu parkietach GPW (głównym i New Connect), notowanych były 737 spółek. W okresie od 2012 do 2017 r. ta liczba oscylowała wokół 850, później zaczął się stopniowy spadek.

Przyczyny są w dużym stopniu inne niż w USA. Wśród nich można wymienić zwłaszcza zatrzymanie dopływu kapitału z OFE po ich reformie, a także niskie wyceny na polskiej giełdzie, co obniża atrakcyjność dla debiutujących spółek. Znaczenie ma też jednak rozwój rynków prywatnych.

Główne wnioski

  1. Amerykańska giełda skurczyła się do poziomu niewidzianego od lat 70. Liczba notowanych spółek w USA spadła z 8,1 tys. w 1996 r. do 3,9 tys. na koniec 2025 r. Sprzyjały temu rozwój rynków prywatnych, era niskich stóp procentowych oraz rosnąca koncentracja gospodarki wokół największych firm.
  2. Kurczący się rynek publiczny zmienia sytuację inwestorów. Mniejsza liczba spółek oznacza większą koncentrację kapitału w największych przedsiębiorstwach i wyższe wyceny tych, które pozostają na giełdzie. Magnificent 7 odpowiadają już za jedną trzecią kapitalizacji S&P 500, zwiększając zależność wyników inwestorów od kilku gigantów.
  3. Renesans giełdy jest możliwy, ale powrót do skali z lat 90. mało prawdopodobny. Wyższe stopy procentowe mogą zwiększyć atrakcyjność finansowania przez rynek publiczny, a funduszom private equity coraz trudniej kupować firmy po niskich wycenach. Jednocześnie rynki prywatne stały się trwałą częścią systemu finansowego, a rozwój AI może dodatkowo wzmacniać pozycję największych spółek.