Le Pen mobilizuje do protestów. Czy wystartuje w wyborach 2027 r. pomimo kary więzienia?
Zostałam wyeliminowana, to proces polityczny – stwierdziła gorzko Marine Le Pen po wyroku sądu zakazującym jej startu w wyborach prezydenckich w 2027 r. Polityk czeka na apelację, licząc na zmianę wyroku. Jej partia mobilizuje Francuzów do protestów, podważając praworządność we Francji.


Z tego artykułu dowiesz się…
- Czy Marine Le Pen ma szansę na zmianę wyroku skazującego ją na cztery lata więzienia i pozbawienia biernych praw wyborczych, co oznacza zakaz startu w wyborach prezydenckich w 2027 r.
- Jaką strategię przyjął obóz skrajnej prawicy.
- Czy skrajna prawica wygra wybory prezydenckie w 2027 r.
Obóz skrajnej prawicy nie chce uwierzyć, że szanse Marine Le Pen na wygraną w wyborach prezydenckich w 2027 r. zostały w poniedziałek przekreślone wyrokiem pięciu lat pozbawienia biernych praw wyborczych i czterech lat więzienia (w tym dwa lata w zawieszeniu) oraz 100 tys. euro kary za fikcyjne zatrudnianie asystentów w Parlamencie Europejskim. Wyrok Marine Le Pen liczy 150 stron, z czego 40 to uzasadnienia. Polityczka wraz z 12 asystentami i 8 europosłami sprzeniewierzyła 2,9 mln euro w ciągu 10 lat, ponieważ asystenci pracowali na rzecz partii, a nie konkretnych osób.
Czy wyrok jest współmierny do winy?
Francuskie społeczeństwo jest podzielone. 65 proc. ankietowanych przez Odoxa–Backbone Consulting stwierdziło, że „nie jest zszokowanych” wyrokiem przeciwko Marine Le Pen. 54 proc. Francuzów uważa, że Le Pen potraktowano jak każdą inną osobę, a wyrok „dowodzi, że nasza demokracja działa dobrze”. Wśród zwolenników Zjednoczenia Narodowego opinie są zgoła inne: 83 proc. twierdzi, że jest „zszokowanych” decyzją sądu, a wyrok ma charakter polityczny.
We wtorek Marine Le Pen spotkała się z grupą parlamentarną swojej partii, Zjednoczenie Narodowe. 124 posłów skrajnej prawicy powitało ją entuzjastycznie, wskazując, że wciąż ją popierają. Jeszcze do poniedziałku, przed wyrokiem sądu, Marine była jedyną kandydatką prawicy w wyborach prezydenckich w 2027 r. Jej szanse na wygraną były spore, dzięki poparciu minimum 1/3 wyborców.
Marine wygłosiła do swoich zwolenników płomienne przemówienie.
– System zastosował wobec nas bombę atomową. Jeśli używają przeciwko nam tak potężnej broni, to najwyraźniej dlatego, że jesteśmy o krok od wygrania wyborów – podkreśliła Le Pen.
Jej zdaniem kraj chwieje się w swoich posadach i w swoich wartościach.
– Wszyscy ci, którzy mają na ustach praworządność, są zazwyczaj tymi, którzy jako pierwsi starają się tę praworządność naruszyć – dodała Marine Le Pen, kwestionując wyrok sądu.
Marine Le Pen nazwała swój proces „politycznym”, a w wywiadach dla telewizji publicznej potępiła „polityczną decyzję” sądu.
Jak miało być?
Od dnia wyroku stacje telewizyjne nieustannie śledzą każdy krok polityczki, która całe życie czekała na fotel prezydenta V Republiki. Zmodernizowała swoją partię, zerwała z antysemicką retoryką ojca, Jean-Marie Le Pena, i stała się liderką największej partii politycznej we Francji (nie bloku kilku partii – tu dominuje lewica).
Marine już trzy razy startowała we francuskich wyborach prezydenckich, za każdym razem uzyskując lepszy wynik. Rok 2027 miał dać jej zwycięstwo, władzę i ostatecznie przełamać ostracyzm polityczny wobec skrajnej prawicy. Ten trwał od II wojny światowej i „romansu” jej ojca z politykami kolaborującymi z Niemcami za czasów reżimu Vichy.
Klan Le Pen nie wystartuje w wyborach pierwszy raz od dekad
Pytaniem zasadniczym we Francji jest, czy 29-letni Jordan Bardella, przewodniczący Zjednoczenia Narodowego, ma szansę na wygraną w wyborach prezydenckich za dwa lata. Przez ostatnie lata Marine Le Pen promowała Bardellę jako swojego następcę. Zostawiła mu partię, a sama skoncentrowała się na pracy na rzecz klubu parlamentarnego. W kampanii przedterminowych wyborów parlamentarnych w czerwcu 2024 r. namaściła go nawet na premiera – gdyby to jej partia miała tworzyć rząd. Tak się jednak nie stało.
Według Bardelli dzień, „w którym sędziowie postanowili w sposób stronniczy zniekształcić przyszłe wybory prezydenckie, jest zaprzeczeniem praworządności”. Dla młodego europosła to „nie tyle rządy sędziów, co tyrania sędziów”.
Nie wiadomo, czy regionalni baronowie ZN zaakceptują Bardellę jako kandydata i czy Francuzi uwierzą w jego zwycięstwo. Najważniejsze jest jednak to, że nie należy on do klanu Le Penów.
Wyrok skazujący Marine jest historyczny, bo sprawia, że pierwszy raz od dekad nikt z klanu Le Penów nie stanie do walki o najwyższy urząd państwa. Przed Marine o ten urząd ubiegał się pięciokrotnie jej nieżyjący już ojciec, Jean-Marie Le Pen.
Le Penowie to klan, który regularnie się kłóci, dzieli, rozstaje, ale w ciągu kilku godzin potrafi się zjednoczyć. W poniedziałek, zaledwie kilka minut po ogłoszeniu wyroku, Marion Maréchal, siostrzenica Marine, zadzwoniła do ciotki, by wyrazić jej poparcie. Maréchal pokłóciła się z Le Pen po tym, jak przeszła do partii Erica Zemmoura i została wiceprzewodniczącą jego ugrupowania Rekonkwista.
Samuel Maréchal, ojciec Marion, oraz szwagier Philippe Olivier – mąż siostry Marine, Marie-Caroline Le Pen – publicznie poparli skazaną Marine. Co więcej – powrócili do kręgu jej doradców.
– Z rodziną Le Pen relacje mogą mieć wyłącznie charakter emocjonalny – mówią o sobie sami Le Penowie.
Strategia ratowania Marine przed politycznym niebytem
Strategia otoczenia Marine Le Pen jest prosta. Opiera się na intensywnej obecności w mediach i emocjonalnych wystąpieniach. To nic innego jak krytyka obecnego establishmentu oraz podważanie praworządności i liberalnych wartości, na które powołują się lewica i macroniści.
W oczekiwaniu na apelację od wyroku uruchomiono internetową petycję, w której wyborcy mogą wyrazić poparcie dla Le Pen. Partia i sama polityk wezwali również Francuzów do „ludowej i pokojowej mobilizacji”. Demonstranci już zorganizowali pierwsze protesty, kolejne zaplanowali na sobotę, a wiec poparcia dla Le Pen ma się odbyć w niedzielę. W jego trakcie mają pojawić się m.in. wicepremier Włoch Matteo Salvini oraz premier Węgier Viktor Orbán.
Miejsce wiecu jest symboliczne – Plac Vauban, tuż za Placem Inwalidów, gdzie w kościele pochowany jest Napoleon. Niedaleko znajduje się również Zgromadzenie Narodowe – niższa izba francuskiego parlamentu.
Prawicowy polityk Éric Ciotti, sojusznik skrajnej prawicy, ogłosił, że jego grupa przedstawi w czerwcu projekt specjalnej ustawy. Będzie on miał na celu zniesienie tymczasowego wykonania kary dla Marine. Jeśli projekt zostałby przyjęty przez parlament, mogłoby to dać Le Pen kolejną szansę na udział w wyborach.
Wątpliwości zwolenników prawicy budzi fakt, że prezesem Rady Konstytucyjnej, nadzorującej praworządność i zgodność działań najwyższych władz z konstytucją, został właśnie polityk związany z macronistami – Richard Ferrand. Sam oskarżany o malwersacje finansowe, 20 lutego 2025 r. został mianowany przez prezydenta Macrona na przewodniczącego Rady. Narracja obozu Le Pen opiera się m.in. na jego przypadku jako symbolu rzekomej niepraworządności państwa.
Warto wiedzieć
Przypadek Marine Le Pen nie jest pierwszy?
Prawica przywołuje również nazwiska innych polityków wyeliminowanych z wyścigu o fotel prezydenta V Republiki:
- François Fillon (zrezygnował z kandydowania po aferze dotyczącej zatrudniania żony),
- Nicolas Sarkozy (były prezydent skazany na noszenie elektronicznej bransoletki za handel wpływami),
- a teraz Marine Le Pen.
Sędzia objęta ochroną. Środowisko sędziowskie broni wyroku
Sędzia Bénédicte de Perthuis, która przewodniczyła postępowaniu przeciwko Marine Le Pen, została objęta policyjną ochroną po otrzymaniu licznych gróźb. Policja patroluje okolice jej domu.
Pierwszy prezes Sądu Apelacyjnego w Paryżu, Jacques Boulard, wyraził w komunikacie prasowym „głębokie zaniepokojenie”. Boulard ubolewał, że wyrok doprowadził do ataków personalnych w mediach społecznościowych na trzech sędziów sądu.
– W demokratycznym państwie prawa krytyka decyzji sądu nie może przybierać formy gróźb wobec sędziów – podkreślił.
Prokurator generalny Sądu Kasacyjnego, Rémy Heitz, zaznaczył, że francuski system sądowniczy nie jest polityczny. Poza tym wyrok został wydany przez trzech niezależnych i bezstronnych sędziów.
Minister sprawiedliwości Gérald Darmanin nazwał groźby wobec sędziów „nie do przyjęcia w demokracji”.
„Groźby kierowane pod adresem sędziów Sądu Najwyższego w Paryżu stanowią zagrożenie dla niezależności władzy sądowniczej” – napisał na portalu X.
Czy skrajna prawica wygra wybory?
Według sondażu Toluna Harris Interactive, opublikowanego we wtorek, Jordan Bardella może wygrać pierwszą turę wyborów prezydenckich w 2027 r., uzyskując poparcie na poziomie 35-36 proc. Oznaczałoby to wejście do drugiej tury i starcie z kandydatem centrum lub lewicy.
Dla porównania, według wcześniejszego sondażu Ifop, przeprowadzonego przed ogłoszeniem wyroku sądu, Marine Le Pen mogłaby liczyć na 34-37 proc. głosów w pierwszej turze, co również dawałoby jej zwycięstwo i awans do drugiego etapu wyborów.
Wyrok sądu w sprawie Marine Le Pen wywołał ostrą reakcję francuskiej prawicy i mediów konserwatywnych, które zarzuciły sędziom stronniczość. Kontrowersje wzbudziła decyzja o natychmiastowym wykonaniu wyroku, mimo że proces apelacyjny jeszcze się nie rozpoczął.
Żaden z ministrów rządu francuskiego nie odniósł się do wyroku, który wywołał polityczne trzęsienie ziemi. Milczy również prezydent Emmanuel Macron, mimo że Le Pen prowadziła we wszystkich sondażach przed pierwszą turą.
Smaczku sprawie dodaje fakt, że premier François Bayrou został w zeszłym roku uniewinniony w pierwszej instancji w podobnej sprawie dotyczącej asystentów europosłów z jego partii MoDem. Jeszcze w styczniu sam premier mówił o „niesprawiedliwych oskarżeniach” wobec MoDem i Zjednoczenia Narodowego. Dziś jednak odmawia komentarza w sprawie Le Pen, powołując się na niezależność sądów i zasadę trójpodziału władzy.
Obecnie skrajna prawica nie ma oficjalnego kandydata w wyborach prezydenckich 2027 r. Obóz Marine Le Pen liczy na apelację i korzystny wyrok, który umożliwiłby jej start w wyborach. Te będą rozgrywać się w cieniu geopolitycznych napięć i prób przestawienia francuskiej gospodarki na tryb wojenny.
Tymczasem Sąd Apelacyjny w Paryżu poinformował, że rozpatrzy sprawę Le Pen w terminie pozwalającym na ogłoszenie decyzji latem 2026 r. Będzie to na rok lub kilka miesięcy przed wyborami. Przed Francją – rok niepewności, polaryzacji i napięć społecznych wokół jednej z najbardziej wpływowych postaci francuskiej sceny politycznej.

Główne wnioski
- Marine Le Pen i obóz skrajnej prawicy liczą na apelację w sprawie wyroku skazującego polityczkę. W oświadczeniu Sąd Apelacyjny w Paryżu poinformował, że rozpatrzy sprawę w terminie, który powinien umożliwić wydanie decyzji latem 2026 r. – a więc rok lub kilka miesięcy przed wyborami prezydenckimi. Francję czeka zatem rok niepewności i społecznych napięć związanych z osobą Marine Le Pen.
- Strategia otoczenia Marine Le Pen obejmuje intensywną obecność w mediach, emocjonalne wystąpienia, krytykę obecnego establishmentu oraz podważanie praworządności i liberalnych wartości, na które powołuje się lewica i środowisko Emmanuela Macrona. Uruchomiono również internetową petycję, w której wyborcy mogą wyrazić swoje poparcie dla Le Pen. Partia i sama polityczka wezwały obywateli do „ludowej i pokojowej mobilizacji”. Pierwsze protesty już się odbyły – kolejne zapowiedziano na sobotę, natomiast w niedzielę ma odbyć się wiec poparcia dla Le Pen. Obecność zapowiedzieli m.in. wicepremier Włoch Matteo Salvini oraz premier Węgier Viktor Orbán.
- Kandydatka skrajnej prawicy ma realne szanse na zwycięstwo w wyborach prezydenckich w 2027 r. Jej polityczny następca – Jordan Bardella – według sondaży może liczyć na poparcie rzędu 35–36 proc. w pierwszej turze, co oznacza przejście do drugiej tury i konfrontację z kandydatem centrum lub lewicy. Dla porównania, sondaż Ifop opublikowany jeszcze przed ogłoszeniem wyroku wskazywał, że Marine Le Pen mogłaby liczyć na wynik od 34 do 37 proc. – również dający jej zwycięstwo w pierwszej turze. To, kto ostatecznie wystartuje w wyborach, zależeć będzie od wyniku apelacji.