Kategorie artykułu: Społeczeństwo Świat

Lotnisko Billy Bishop dzieli Kanadę. W tle przyroda, mieszkania i interesy inwestorów

Plan dopuszczenia odrzutowców na lotnisku Billy Bishop może zmienić układ sił w Toronto. Spór dotyczy nie tylko transportu, ale też ochrony przyrody, polityki mieszkaniowej i kontroli nad infrastrukturą strategiczną.

śródmieście Toronto
Rozbudowa lotniska Billy Bishop w Toronto budzi coraz większy sprzeciw. Fot. Anna Lach/XYZ

Z tego artykułu dowiesz się…

  1. Dlaczego propozycja rozbudowy niewielkiego lotniska Billy Bishop, położonego na wyspach na jeziorze Ontario, 3 km od śródmieścia Toronto, budzi tak duże kontrowersje, że w protesty włączyła się Margaret Atwood.
  2. Dlaczego eksperci wskazują, że głównym beneficjentem inwestycji może być nie Toronto, lecz wielki amerykański bank JPMorgan.
  3. Czy rząd federalny, który jest współwłaścicielem lotniska Billy Bishop, może zablokować plany rządu prowincji Ontario.
Loading the Elevenlabs Text to Speech AudioNative Player...

Toronto, największe miasto Kanady, stało się areną sporu o przyszłość niewielkiego lotniska położonego na wyspie na jeziorze Ontario. Po jednej stronie są zwolennicy jego rozbudowy, przede wszystkim rząd prowincji Ontario. Po drugiej – mieszkańcy, którzy wolą żyć nad jeziorem bez odrzutowców nad głowami. Ponieważ Kanadyjczycy postrzegają przyrodę jako jedno z ważnych aktywów kraju, konflikt ma nie tylko wymiar środowiskowy, lecz także gospodarczy.

Co łączy lotnisko Billy Bishop w Toronto z torontońskimi bibliotekami publicznymi? Dwa nazwiska: Atwood i Ford. Margaret Atwood, jedna z najsłynniejszych kanadyjskich pisarek, protestowała w 2011 r. przeciwko pomysłom zamknięcia części bibliotek, gdy Doug Ford był radnym miasta, a jego nieżyjący brat Rob Ford – burmistrzem Toronto. Obecnie Atwood protestuje przeciw planom premiera Ontario Douga Forda dotyczącym rozbudowy lotniska na częściowo zamieszkanych wyspach Toronto Islands, które są jednym z ulubionych miejsc mieszkańców miasta.

Premier Ontario chce, by na lotnisku Billy Bishop mogły lądować samoloty odrzutowe. Brakuje jednak jawnych analiz pokazujących korzyści z rozbudowy, a plan – według krytyków – ukrywano nawet przed burmistrz Toronto Olivią Chow. Dla Kanadyjczyków, jak pokazują badania, ochrona przyrody nie jest dodatkiem do gospodarki. Coraz częściej traktują ją jako część narodowego majątku. Ochrona przyrody to więcej niż ładne hasło: natura ma wymierną wartość i jest częścią kanadyjskiej tożsamości.

Ikona wykres interaktywny Wykres interaktywny

Wielkie firmy i wielki kapitał

W starciu z 2011 r. wygrała Margaret Atwood, choć radny Ford twierdził, że nie rozpoznałby jej, gdyby ją spotkał. Dodał nawet, że porozmawiałby ze sławną pisarką dopiero wtedy, gdyby została wybrana do rady miejskiej. W trwającym właśnie drugim starciu jeszcze nie wiadomo, czy Atwood wygra, ale rząd federalny rozpoczął konsultacje. Te potrwają do 24 lipca 2026 r.

Kiedy batalia o torontońskie biblioteki dobiegała końca, think tank Martin Prosperity Institute przeanalizował wartość systemu bibliotek. Potraktował go jako sieć aktywów, złożoną z 98 oddziałów. W 2013 r. na każdego dolara wydatków na biblioteki przypadało 5,63 dolara korzyści gospodarczych. Pod uwagę brano ich szeroki zakres – od wartości dostarczanych usług po ich wpływ na gospodarkę miasta. Martin Prosperity Institute oszacował zwrot z inwestycji w biblioteki na 463 proc.

Według danych miasta, Toronto Island Park, czyli park położony na wyspach, odwiedza co roku co najmniej 1,5 mln spacerowiczów. Korzystają z miejskich promów i zapewniają 485 tys. kursów taksówek wodnych. W weekendy w lipcu i sierpniu park odwiedza po 18 tys. osób dziennie.

Zarówno w 2011 r., jak i w 2026 r. w tle jest wielka firma. W 2011 r. przy zamykaniu bibliotek doradzało KPMG. W 2026 r. amerykański bank JPMorgan mógłby stać się głównym beneficjentem rozbudowy lotniska, które znajduje się 27,4 km, czyli niespełna pół godziny jazdy samochodem, od największego lotniska w Kanadzie – Toronto Pearson International Airport. Po co rozbudowywać małe lotnisko?

8,5 mld dolarów rocznie, 140 mld dolarów łącznie

Według zwolenników powiększenia lotniska istnieje biznesowy argument. Liczba pasażerów korzystających z lotniska ma wzrosnąć o 500 proc., z 2 mln do 10 mln osób rocznie. Rząd Ontario twierdzi, że dzięki rozbudowie kameralnego lotniska gospodarka ma otrzymywać co roku aż do 2050 r. dodatkowy zastrzyk w wysokości 8,5 mld dolarów. W innym ujęciu – dzięki konkurencji z Pearson International – ma się pojawić 140 mld dolarów kanadyjskich „aktywności gospodarczej”. Dwie kanadyjskie linie, Air Canada i Porter Airlines, korzystają jednak z obu lotnisk. Trudno sobie wyobrazić, że zaczną obniżać ceny biletów tylko dlatego, że 27 km dalej – albo bliżej – będzie można wylądować samolotem odrzutowym.

Eksperci ostrożnie podchodzą do rządowych szacunków i nie są pewni, czy w przypadku tej inwestycji w ogóle istnieje business case. Poświęcony urbanistyce torontoński magazyn „Spacing” przypomniał w czerwcu, że w 2015 r. powstało studium dla linii Air Canada dotyczące właśnie Billy Bishop. Specjalistyczna firma doradcza Oliver Wyman podsumowała, że na unowocześnienie infrastruktury lotniska należałoby wydać 1 mld dolarów kanadyjskich według wartości pieniądza sprzed 11 lat. Takie wydatki oznaczałyby dla lotniska duże problemy finansowe.

W maju 2026 r. Toronto Port Authority, czyli podmiot zarządzający lotniskiem, określił koszty powiększenia lotniska na 4-5 mld dolarów kanadyjskich. Nie przedstawił jednak oficjalnie żadnych szczegółów dotyczących finansowania. W połowie czerwca burmistrzyni Toronto, Olivia Chow, oskarżyła Toronto Port Authority o ukrywanie planów. W związku z tym odmówiła podpisania porozumienia o zachowaniu poufności, czyli non-disclosure agreement.

Billy Bishop traci pieniądze od lat, dlatego linie Porter Airlines sprzedały swój tamtejszy terminal w 2015 r. za ok. 750 mln dolarów na rzecz Nieuport Aviation Infrastructure Partners” – podkreślał „Spacing”. Dziennikarze dodali, że nie wiadomo, kto jest właścicielem Nieuport Aviation, ale doradza jej wielki amerykański bank JPMorgan.

Toronto kontra Wall Street

Właścicielem lotniska Billy Bishop, a także portu Toronto i mariny Outer Harbour, jest Toronto Port Authority. Jego właścicielami są z kolei rząd federalny i rząd Ontario, dlatego prowincja nie może wiele zrobić bez zgody Ottawy. W czerwcu rządzący w Ontario konserwatyści przeprowadzili w parlamencie ustawę o rozbudowie lotniska Billy Bishop. Pozwoliła ona prowincji przejąć od miasta wpływ na decyzje dotyczące lotniska oraz pozbawiła Toronto udziału w gruntach lotniskowych. Wcześniej Olivia Chow, która rzadko przeciwstawia się rządowi prowincji, choć ma socjaldemokratyczne poglądy, nazwała ustawę o lotnisku „jednostronną akcją przejmowania miejskich gruntów bez pytania torontończyków o zdanie”.

Lider ontaryjskich Zielonych, Mike Schreiner, stwierdził już wprost, że Nieuport Aviation jest wpisane do rejestru lobbystów w Ontario. Że jego właścicielem jest „grupa firm kontrolowana przez JPMorgan”. Dodał, że rząd prowincji naciska na powiększenie lotniska, by finansowo zrekompensować „amerykańskim bankierom” wcześniejsze wydatki, kosztem m.in. wybrzeża Toronto i „wszystkich tych domów, które mogłyby zostać wybudowane”. Ontaryjska Nowa Partia Demokratyczna wytknęła z kolei w oświadczeniu, że „jedynym chcącym rozbudowy jest JPMorgan, amerykański bank z Wall Street”. Zaapelowała nawet do premiera Carneya, by „zakończył ten układ natychmiast”.

Wall Street kontra budownictwo mieszkaniowe

Jednym z najważniejszych argumentów przeciwko rozbudowie lotniska jest budownictwo mieszkaniowe. Kiedy w marcu 2026 r. premier Carney, burmistrzyni Chow i premier Ford podpisywali porozumienie w sprawie dofinansowania budownictwa mieszkaniowego w Toronto, Mark Carney mówił o „kryzysie mieszkaniowym”. W czerwcu do porozumienia dołożono 1,5 mld dolarów kanadyjskich od rządu federalnego i rządu prowincji na obniżenie niektórych kosztów administracyjnych – nawet o 60 proc.

Czy po przeprowadzeniu konsultacji rząd federalny zgodzi się na wyrzucenie w błoto pieniędzy podatników przeznaczonych na mieszkalnictwo w Toronto? Chodzi bowiem nie tylko o dopłaty do kosztów administracyjnych. W grę wchodzą także wielkie projekty realizowane w ramach ogólnokanadyjskiego planu budowy domów. Waterfront, czyli torontońskie wybrzeże nad jeziorem Ontario, to obszar gęstej zabudowy i nowych projektów mieszkaniowych. Z raportu miasta wynika, że już obecnie ok. 86 tys. mieszkań i domów znajduje się na terenie, nad którym samoloty podchodzą do lądowania na lotnisku Billy Bishop. Po powiększeniu lotniska liczba ta wzrosłaby do co najmniej 94 tys.

Budowy pod korytarzem podejścia do lądowania oznaczają m.in. okna, których nie można otwierać, i zakaz projektowania balkonów – wyliczało miasto. Cytowany już lider Zielonych powiedział, że rozbudowa lotniska oznacza wstrzymanie budowy „tysięcy domów, które powstawały podczas najgorszego kryzysu mieszkaniowego w historii Ontario”.

Kwestie mieszkaniowe znalazły się wśród priorytetów konsultacji społecznych rządu federalnego w sprawie rozbudowy lotniska.

Jeszcze zanim wybuchła sprawa lotniska, rozmawiałam z Elisą, mieszkanką jednej z dwóch wysp zamieszkałych w Toronto. Domy na Toronto Islands kosztują od 150 tys. do 400 tys. dolarów. Tak tanich domów w Toronto właściwie nie ma. Ale właściciele domów płacą czynsz za grunt pod domem, a nie każdy może kupić dom na wyspie. Toronto Islands Residential Community Trust, który zarządza sprzedażą nieruchomości, prowadzi specjalną listę oczekujących. Może być na niej nie więcej niż 500 osób, a maksymalna cena sprzedaży jest ograniczona przez specjalną formułę. Elisa przyznaje, że jest pięknie, ale opowiada mi też o kłopotach m.in. z remontami. Nie każdy budowlaniec ma ochotę pracować na wyspach. Materiały budowlane trzeba wozić transportem wodnym, a na samych wyspach nie jeżdżą samochody. I jeszcze jedno – dom na wyspie to nie dacza, lecz stałe miejsce zamieszkania.

Przyroda i kultura – czyli po prostu aktywa

Premier prowincji zdążył już poobrażać mieszkańców Toronto Islands w iście trumpowskim stylu. Nazwał ich dzikimi lokatorami i zarzucił im, że mają domy za dolara rocznie. Stwierdził wręcz, że prowincja nie zamierza się przejmować „jednym procentem tych, którzy mają wpływ na pozostałych 99 proc. mieszkańców”. Tymczasem istnieje co najmniej kilka otwartych petycji w sprawie blokady planów. Sama dostałam m.in. od jednej z buddyjskich społeczności mail zachęcający do udziału w konsultacjach i pisania do swojego posła. Sprawą przejęło się więc więcej osób niż zwykle. W czerwcowym badaniu ośrodka Angus Reid mieszkańcy prowincji Ontario, której stolicą jest Toronto, udzielili Dougowi Fordowi tylko 21 proc. poparcia. Ford nazwał te badania „fejkiem”. Angus Reid odpowiedział zaś, że premier Ontario nie zgłaszał zastrzeżeń, gdy w sondażach wypadał lepiej.

Ikona wykres interaktywny Wykres interaktywny

Jedno z wyjaśnień narastającej opozycji wobec planów rozbudowy lotniska, poza niechęcią do amerykańskich banków, znajduje się w badaniach dotyczących stosunku Kanadyjczyków do przyrody. Ośrodek EKOS opublikował pod koniec maja 2026 r. wyniki sondażu, komentując, że „Kanadyjczycy postrzegają naturę, dziką przyrodę, oceany i parki narodowe nie tylko jako aktywa środowiskowe, lecz także jako symbole definiujące kraj”. Z kolei sondaż Liaison Strategies z kwietnia 2026 r. pokazał 49 proc. sprzeciwu torontończyków i 46 proc. poparcia. Jednocześnie wśród zwolenników rozbudowy poparcie słabnie, gdy w pytaniach pojawia się ryzyko utraty parków lub utraty dostępu do wybrzeża. Wtedy część z nich przechodzi na stronę przeciwników.

Z jednej strony jest lotnisko, którego wielu torontończyków nie chce, a z drugiej amerykański kapitał w tle. W tej układance pojawia się też przyroda jako narodowy symbol i narodowe aktywo, a także 77 proc. Kanadyjczyków deklarujących dumę z bycia Kanadyjczykami. Ciekawe, ile niewiadomych mieści się jeszcze w tym układzie równań.

Główne wnioski

  1. Kanadyjczycy uważają, że gospodarka nie ma szczególnych praw, a inwestycje w ochronę przyrody opłacają się podatnikom – tak sądzi 63 proc. ankietowanych. Ośrodek EKOS opublikował pod koniec maja 2026 r. wyniki sondażu, z którego wynika, że Kanadyjczycy postrzegają naturę, dziką przyrodę, oceany i parki narodowe nie tylko jako aktywa środowiskowe, lecz także jako symbole definiujące kraj.
  2. Według ekspertów lotnisko Billy Bishop od lat jest nierentowne. Świadczy o tym m.in. fakt, że terminal linii Porter Airlines został sprzedany już 11 lat temu. Kupiła go amerykańska firma Nieuport Aviation Infrastructure Partners. Nie wiadomo, kto jest jej właścicielem, ale doradza jej amerykański bank JPMorgan. Stąd zarzuty pod adresem rządu Ontario, że rozbudowa lotniska może opłacać się przede wszystkim amerykańskim inwestorom.
  3. Naciski rządu prowincji Ontario mogą poważnie skomplikować realizację programów mieszkaniowych w Toronto, także tych finansowanych przez rząd federalny. Już obecnie ok. 86 tys. mieszkań i domów znajduje się na terenie, nad którym samoloty podchodzą do lądowania na lotnisku Billy Bishop. Po rozbudowie lotniska tak, by mogły tam lądować odrzutowce, liczba ta wzrosłaby do co najmniej 94 tys.