Mecz z widokiem na pokój. Irańscy piłkarze rozpoczęli mundial. Kibice podzieleni
Amerykanie nie zgodzili się na zakwaterowanie ich na swoim terytorium. Zagraniczni dziennikarze nie pytają o piłkę, a o politykę. Sami Irańczycy są podzieleni: czy to na pewno ich drużyna, czy może reprezentacja władzy? W takich okolicznościach irańska kadra rozpoczęła grę na mistrzostwach świata.
Z tego artykułu dowiesz się…
- Dlaczego przed meczem reprezentacji Iranu niektórzy Irańczycy mieli ze sobą flagi Izraela.
- Co przewodniczący FIFA Gianni Infantino powiedział irańskim piłkarzom po ich pierwszym meczu na mundialu.
- Czy Irańczycy mogą na tym turnieju zagrać z reprezentacją USA.
Mecz z Nową Zelandią zakończył się remisem 2:2. Na boisku polityki nie było. Zresztą do powstrzymania się od politycznych manifestacji zachęcają surowe kary od FIFA, grożące za niezwiązane ze sportem gesty.
Irańczycy liczyli w tym spotkaniu na więcej - Nowa Zelandia to najniżej sklasyfikowany w rankingu FIFA uczestnik tych mistrzostw. Trener kadry Iranu nie szczędził po spotkaniu gorzkich słów. Ale nie pod adresem swoich zawodników, a FIFA.
– Myślę, że nasza drużyna jest najbardziej pokrzywdzona ze wszystkich na całym mundialu. Nie ma tu naszej federacji, nie ma naszych mediów, nie ma naszego kierownictwa – mówił selekcjoner Amir Ghalenoei.
Kilku irańskich działaczy nie dostało wiz, dlatego nie towarzyszą kadrze na mistrzostwach. Szefowi federacji i kilku innym przedstawicielom irańskiej piłki Amerykanie wypominają współpracę z Korpusem Strażników Rewolucji Islamskiej (IRGC), uznawanej w Stanach za organizację terrorystyczną. Powołując się na kwestie bezpieczeństwa, amerykańska administracja nie zgodziła się, by Irańczycy mieszkali na terenie USA. Dlatego, choć wszystkie trzy mecze rozegrają w Stanach, swoją bazę mają w Meksyku.
– Zaraz po zakończeniu meczu usłyszeliśmy, że musimy natychmiast wyjechać. Kazano nam wsiąść do samolotu i wrócić do naszego obozu w Tijuanie. Szczerze mówiąc, nie wiemy, dlaczego odsyłają nas z powrotem. Wygląda na to, że ktoś inny planuje wszystko za nas… – tłumaczył Amir Ghalenoei.
Niegościnni gospodarze
Na tegoroczny mundial Iran zakwalifikował się jako jedna z pierwszych drużyn. Już wtedy mówiło się, że przylot na mecze do Stanów będzie wydarzeniem politycznym. Wszak relacje między Teheranem na Waszyngtonem są na zmianę złe i gorsze od 1979 roku, gdy władzę przejęli ajatollahowie. Jeden z najgorszych okresów przypadł krótko przed mundialem.
Gdy pod koniec lutego na Iran zaczęły spadać amerykańskie i izraelskie rakiety, szybko rozpoczęła się medialna debata o tym, czy Iran wycofa się ze startu w mistrzostwach świata. Życzeniowo podchodził do tematu Paolo Zampolli, włosko-amerykański doradca Donalda Trumpa. Uważał, że Iran mogą zastąpić Włosi, którzy sportowo trzeci raz z rzędu polegli w eliminacjach.
Dyskusję o swojej rezygnacji z gry Irańczycy obserwowali z pewnym dystansem. Co jakiś czas z tamtejszej federacji piłkarskiej płynęły dwuznaczne komunikaty o tym, że gra w piłkę na ziemi agresora nie jest przez nich szczególnie pożądana. Ale był to raczej element politycznej gry i próba wykorzystania swojej obecności na mistrzostwach jako karty przetargowej w relacjach z USA.
„Reprezentacja Iranu jest mile widziana na mistrzostwach świata, ale naprawdę nie uważam, że jej obecność tam jest właściwa dla życia i bezpieczeństwa zawodników” – pisał w mediach społecznościowych Donald Trump.
Te komentarze Irańczycy puszczali mimo uszu. Wywalczonej na boisku przepustki na mundial nie zamierzali oddawać. Nawet w świetle otwartego konfliktu ze Stanami.
Przymusowe międzylądowanie
Irańczycy chcieli grać na mundialu, ale woleli uniknąć gry na amerykańskich stadionach.
– Bojkotujemy USA, a nie mistrzostwa – mówił szef Irańskiej Federacji Piłkarskiej Mehdi Taj.
Sondowali przeniesienie swoich meczów do Meksyku, ale na to nie zgodziła się FIFA. Na tak dużą operację logistyczną i zmiany w harmonogramie turnieju było za mało czasu.
Na kwietniowym Kongresie FIFA Gianni Infantino zadeklarował, że jest pewny udziału Iranu w turnieju i jego gry na amerykańskich stadionach. Wtedy jeszcze mógł nie wiedzieć, że chodzi dosłownie tylko o grę. Amerykańska administracja nie zgodziła się, by Irańczycy stacjonowali na terenie USA. Zakomunikowali, że irańska kadra ma zgodę na przylot dzień przed każdym meczem, a krótko po nim musi opuścić terytorium USA. Irańczycy zakwaterowali się w przygranicznej Tijuanie.
Kibicowska heraldyka
Dwa pierwsze mecze mundialu Iran gra w Los Angeles. Mieszka tam duża irańska diaspora, przeciwna władzy ajatollahów. I w dużym stopniu traktująca reprezentację jak przedstawicieli nie narodu, a sportowe ramię władzy. Dlatego jeszcze przed startem turnieju Irańczycy apelowali do FIFA o zakaz wnoszenia na trybuny flag Iranu innych niż oficjalna: z islamskim emblematem w centrum. Flagami bez emblematu lub ze złotym lwem (takiej flagi Iran używał przed rewolucją z 1979 roku) posługują się bowiem przeciwnicy obecnej władzy.
FIFA zakaz ogłosiła, ale mecz pokazał, że z jego egzekwowaniem było różnie. Choć telewizyjny realizator unikał pokazywania trybun, w social mediach pojawiło się wiele filmików, na których widać kibiców z przedrewolucyjnymi flagami Iranu.
Na niektórych nagraniach słychać buczenie na irański hymn, ale w trakcie spotkania słyszalne było wsparcie dla irańskich zawodników. Nie wszyscy kibice zbojkotowali reprezentację.
– Mnogość różnych flag i symboli, w które wyposażeni byli irańscy kibice, jest dowodem na spolaryzowanie społeczeństwa i w kraju, i za granicą. Z jednej strony mamy tych, oddzielających sport od polityki: uważają, że reprezentacja należy do narodu i ją wspierają. Z drugiej są przeciwnicy Islamskiej Republiki. Ci twierdzą, że drużyna, grając z herbem Republiki zmiękcza i ociepla wizerunek władzy. Dlatego traktują ją jak zdrajców. Pomiędzy tymi grupami mamy całe spektrum ludzi indyferentnych wobec polityki. Są wśród nich przeciwnicy władzy, którzy rozumieją, że reprezentacja gra z takim herbem, bo inaczej się nie da – tłumaczy Marcin Krzyżanowski, iranista i orientalista z Uniwersytetu Jagiellońskiego.
Wśród demonstrujących pod stadionem można było zobaczyć nawet izraelskie flagi. Powitały także piłkarzy, gdy ci przyjechali do Los Angeles.
– Te flagi to pewna nowość wśród manifestujących sprzeciw wobec władzy Irańczyków. Stosują zasadę „wróg mojego wroga jest moim przyjacielem”. W ich percepcji ataki Izraela są wymierzone w opresyjną Republikę Islamską, więc Izrael postrzegają za sprzymierzeńca – mówi Marcin Krzyżanowski.
Pamięć o ofiarach
Gdy w marcu Iran grał towarzysko z Nigerią, piłkarze trzymali przed sobą plecaki – gest uczczenia blisko 170 ofiar ataku na szkołę dla dziewcząt w Minabie. Minab stał się dla Irańczyków symbolem konfliktu z Izraelem i USA. Takim jak Bucza dla Ukrainy w wojnie z Rosją.
Na podobny gest na mundialu nie było szans. FIFA nie wyraziłaby zgody nawet na czarne żałobne opaski, interpretując je jako gest polityczny. Ale o Minabie pamiętali irańscy kibice – część z nich utworzyła na trybunie upamiętniający 168 ofiar napis Minab 168.
Piłkarze, nie rzecznicy
Zmęczeni atmosferą wokół reprezentacji są piłkarze. I nie chodzi nawet o podziały wśród własnych kibiców, a kwestie organizacyjne i zachowanie zagranicznych dziennikarzy. Konferencje prasowe z udziałem zagranicznych dziennikarzy cieszą się wysoką frekwencją. Ale piłkarze nie są pytani o kwestie taktyczne czy prognozy wyniku - zasypują ich zapytania i politykę międzynarodową i krajową.
- Problemy Irańczyków są naszą wewnętrzną sprawą i nie mają nic wspólnego z wami - powiedział jednemu z dziennikarzy obrońca Ramin Rezaeian, wybrany najlepszym obrońcą meczu z Nową Zelandią.
Mohammad Mohebi skomentował też wymuszoną logistykę Iranu - żaden z pozostałych uczestników turnieju nie ma ograniczeń dotyczących przemieszczania się między swoją bazą a stadionami.
Wczoraj zaczęliśmy podróż rano, a na miejsce dotarliśmy po południu. I od razu zaczęliśmy trening. Byliśmy zmęczeni. Powinniśmy być na miejscu dwa dni przed meczem. Inaczej trudno mówić o uczciwej rywalizacji - powiedział Mohammad Mohebi.
Mecz wojny czy mecz pokoju?
Krótko przed meczem w mediach pojawiła się kolejna już zapowiedź końca amerykańsko-irańskiego konfliktu. A przynajmniej jego otwartej w lutym gorącej fazy. Wkrótce mamy poznać szczegóły tego porozumienia. Być może Donald Trump ogłosi je na szczycie G7.
Niedługo później może dojść do meczu Iranu z USA. Jeszcze na mundialu. Turniejowa drabinka ułożyła się tak, że jeśli obie reprezentacje zajmą w swoich grupach drugie miejsca, w 1/16 zmierzą się ze sobą. Byłby to trzeci taki mecz w historii mistrzostw świata: poprzednie rozegrano w 1998 i 2022 roku.
Gianni Infantino nie czekał do ewentualnego meczu z Amerykanami, żeby powiedzieć irańskim piłkarzom, że „piszą historię”. Po spotkaniu z Nową Zelandią zszedł do ich szatni, by zapewne nieco ich udobruchać.
Mówiąc, że „wie, przez co przeszli”, tego celu nie osiągnął. On został w Stanach, oni musieli w pośpiechu pakować się do Meksyku. Do USA wrócą za kilka dni – znów tylko na mecz.
Główne wnioski
- Irańscy piłkarze starają się skupić na grze i odciąć od politycznego kontekstu ich gry na mundialu.
- Mieszkający w USA Irańczycy są podzielenie w kwestii kibicowania reprezentacji. Jedni uważają ją za drużyną narodową, inni za przedstawicieli opresyjnej władzy.
- Iran rozegra na tym turnieju jeszcze co najmniej dwa mecze: przeciwko Belgii i Egiptowi. Jest scenariusz, w którym zaraz po wyjściu z grupy Irańczycy trafią na USA.