Kategorie artykułu: Sport Świat

Mecz z widokiem na pokój. Irańscy piłkarze rozpoczęli mundial. Kibice podzieleni

Amerykanie nie zgodzili się na zakwaterowanie ich na swoim terytorium. Zagraniczni dziennikarze nie pytają o piłkę, a o politykę. Sami Irańczycy są podzieleni: czy to na pewno ich drużyna, czy może reprezentacja władzy? W takich okolicznościach irańska kadra rozpoczęła grę na mistrzostwach świata.

Irańscy kibice
Irańscy kibice na meczu swojej reprezentacji z Nową Zelandią. Fot. Liza Rosales/ISI Photos/ISI via Getty Images

Z tego artykułu dowiesz się…

  1. Dlaczego przed meczem reprezentacji Iranu niektórzy Irańczycy mieli ze sobą flagi Izraela.
  2. Co przewodniczący FIFA Gianni Infantino powiedział irańskim piłkarzom po ich pierwszym meczu na mundialu.
  3. Czy Irańczycy mogą na tym turnieju zagrać z reprezentacją USA.
Loading the Elevenlabs Text to Speech AudioNative Player...

Mecz z Nową Zelandią zakończył się remisem 2:2. Na boisku polityki nie było. Zresztą do powstrzymania się od politycznych manifestacji zachęcają surowe kary od FIFA, grożące za niezwiązane ze sportem gesty.

Irańczycy liczyli w tym spotkaniu na więcej - Nowa Zelandia to najniżej sklasyfikowany w rankingu FIFA uczestnik tych mistrzostw. Trener kadry Iranu nie szczędził po spotkaniu gorzkich słów. Ale nie pod adresem swoich zawodników, a FIFA.

– Myślę, że nasza drużyna jest najbardziej pokrzywdzona ze wszystkich na całym mundialu. Nie ma tu naszej federacji, nie ma naszych mediów, nie ma naszego kierownictwa – mówił selekcjoner Amir Ghalenoei.

Kilku irańskich działaczy nie dostało wiz, dlatego nie towarzyszą kadrze na mistrzostwach. Szefowi federacji i kilku innym przedstawicielom irańskiej piłki Amerykanie wypominają współpracę z Korpusem Strażników Rewolucji Islamskiej (IRGC), uznawanej w Stanach za organizację terrorystyczną. Powołując się na kwestie bezpieczeństwa, amerykańska administracja nie zgodziła się, by Irańczycy mieszkali na terenie USA. Dlatego, choć wszystkie trzy mecze rozegrają w Stanach, swoją bazę mają w Meksyku.

– Zaraz po zakończeniu meczu usłyszeliśmy, że musimy natychmiast wyjechać. Kazano nam wsiąść do samolotu i wrócić do naszego obozu w Tijuanie. Szczerze mówiąc, nie wiemy, dlaczego odsyłają nas z powrotem. Wygląda na to, że ktoś inny planuje wszystko za nas… – tłumaczył Amir Ghalenoei.

Niegościnni gospodarze

Na tegoroczny mundial Iran zakwalifikował się jako jedna z pierwszych drużyn. Już wtedy mówiło się, że przylot na mecze do Stanów będzie wydarzeniem politycznym. Wszak relacje między Teheranem na Waszyngtonem są na zmianę złe i gorsze od 1979 roku, gdy władzę przejęli ajatollahowie. Jeden z najgorszych okresów przypadł krótko przed mundialem.

Gdy pod koniec lutego na Iran zaczęły spadać amerykańskie i izraelskie rakiety, szybko rozpoczęła się medialna debata o tym, czy Iran wycofa się ze startu w mistrzostwach świata. Życzeniowo podchodził do tematu Paolo Zampolli, włosko-amerykański doradca Donalda Trumpa. Uważał, że Iran mogą zastąpić Włosi, którzy sportowo trzeci raz z rzędu polegli w eliminacjach.

Dyskusję o swojej rezygnacji z gry Irańczycy obserwowali z pewnym dystansem. Co jakiś czas z tamtejszej federacji piłkarskiej płynęły dwuznaczne komunikaty o tym, że gra w piłkę na ziemi agresora nie jest przez nich szczególnie pożądana. Ale był to raczej element politycznej gry i próba wykorzystania swojej obecności na mistrzostwach jako karty przetargowej w relacjach z USA.

„Reprezentacja Iranu jest mile widziana na mistrzostwach świata, ale naprawdę nie uważam, że jej obecność tam jest właściwa dla życia i bezpieczeństwa zawodników” – pisał w mediach społecznościowych Donald Trump.

Te komentarze Irańczycy puszczali mimo uszu. Wywalczonej na boisku przepustki na mundial nie zamierzali oddawać. Nawet w świetle otwartego konfliktu ze Stanami.

Przymusowe międzylądowanie

Irańczycy chcieli grać na mundialu, ale woleli uniknąć gry na amerykańskich stadionach.

– Bojkotujemy USA, a nie mistrzostwa – mówił szef Irańskiej Federacji Piłkarskiej Mehdi Taj.

Sondowali przeniesienie swoich meczów do Meksyku, ale na to nie zgodziła się FIFA. Na tak dużą operację logistyczną i zmiany w harmonogramie turnieju było za mało czasu.

Na kwietniowym Kongresie FIFA Gianni Infantino zadeklarował, że jest pewny udziału Iranu w turnieju i jego gry na amerykańskich stadionach. Wtedy jeszcze mógł nie wiedzieć, że chodzi dosłownie tylko o grę. Amerykańska administracja nie zgodziła się, by Irańczycy stacjonowali na terenie USA. Zakomunikowali, że irańska kadra ma zgodę na przylot dzień przed każdym meczem, a krótko po nim musi opuścić terytorium USA. Irańczycy zakwaterowali się w przygranicznej Tijuanie.

Kibicowska heraldyka

Dwa pierwsze mecze mundialu Iran gra w Los Angeles. Mieszka tam duża irańska diaspora, przeciwna władzy ajatollahów. I w dużym stopniu traktująca reprezentację jak przedstawicieli nie narodu, a sportowe ramię władzy. Dlatego jeszcze przed startem turnieju Irańczycy apelowali do FIFA o zakaz wnoszenia na trybuny flag Iranu innych niż oficjalna: z islamskim emblematem w centrum. Flagami bez emblematu lub ze złotym lwem (takiej flagi Iran używał przed rewolucją z 1979 roku) posługują się bowiem przeciwnicy obecnej władzy.

FIFA zakaz ogłosiła, ale mecz pokazał, że z jego egzekwowaniem było różnie. Choć telewizyjny realizator unikał pokazywania trybun, w social mediach pojawiło się wiele filmików, na których widać kibiców z przedrewolucyjnymi flagami Iranu.

Na niektórych nagraniach słychać buczenie na irański hymn, ale w trakcie spotkania słyszalne było wsparcie dla irańskich zawodników. Nie wszyscy kibice zbojkotowali reprezentację.

– Mnogość różnych flag i symboli, w które wyposażeni byli irańscy kibice, jest dowodem na spolaryzowanie społeczeństwa i w kraju, i za granicą. Z jednej strony mamy tych, oddzielających sport od polityki: uważają, że reprezentacja należy do narodu i ją wspierają. Z drugiej są przeciwnicy Islamskiej Republiki. Ci twierdzą, że drużyna, grając z herbem Republiki zmiękcza i ociepla wizerunek władzy. Dlatego traktują ją jak zdrajców. Pomiędzy tymi grupami mamy całe spektrum ludzi indyferentnych wobec polityki. Są wśród nich przeciwnicy władzy, którzy rozumieją, że reprezentacja gra z takim herbem, bo inaczej się nie da – tłumaczy Marcin Krzyżanowski, iranista i orientalista z Uniwersytetu Jagiellońskiego.

Wśród demonstrujących pod stadionem można było zobaczyć nawet izraelskie flagi. Powitały także piłkarzy, gdy ci przyjechali do Los Angeles.

– Te flagi to pewna nowość wśród manifestujących sprzeciw wobec władzy Irańczyków. Stosują zasadę „wróg mojego wroga jest moim przyjacielem”. W ich percepcji ataki Izraela są wymierzone w opresyjną Republikę Islamską, więc Izrael postrzegają za sprzymierzeńca – mówi Marcin Krzyżanowski.

Pamięć o ofiarach

Gdy w marcu Iran grał towarzysko z Nigerią, piłkarze trzymali przed sobą plecaki – gest uczczenia blisko 170 ofiar ataku na szkołę dla dziewcząt w Minabie. Minab stał się dla Irańczyków symbolem konfliktu z Izraelem i USA. Takim jak Bucza dla Ukrainy w wojnie z Rosją.

Na podobny gest na mundialu nie było szans. FIFA nie wyraziłaby zgody nawet na czarne żałobne opaski, interpretując je jako gest polityczny. Ale o Minabie pamiętali irańscy kibice – część z nich utworzyła na trybunie upamiętniający 168 ofiar napis Minab 168.

Piłkarze, nie rzecznicy

Zmęczeni atmosferą wokół reprezentacji są piłkarze. I nie chodzi nawet o podziały wśród własnych kibiców, a kwestie organizacyjne i zachowanie zagranicznych dziennikarzy. Konferencje prasowe z udziałem zagranicznych dziennikarzy cieszą się wysoką frekwencją. Ale piłkarze nie są pytani o kwestie taktyczne czy prognozy wyniku - zasypują ich zapytania i politykę międzynarodową i krajową.

- Problemy Irańczyków są naszą wewnętrzną sprawą i nie mają nic wspólnego z wami - powiedział jednemu z dziennikarzy obrońca Ramin Rezaeian, wybrany najlepszym obrońcą meczu z Nową Zelandią.

Mohammad Mohebi skomentował też wymuszoną logistykę Iranu - żaden z pozostałych uczestników turnieju nie ma ograniczeń dotyczących przemieszczania się między swoją bazą a stadionami.

Wczoraj zaczęliśmy podróż rano, a na miejsce dotarliśmy po południu. I od razu zaczęliśmy trening. Byliśmy zmęczeni. Powinniśmy być na miejscu dwa dni przed meczem. Inaczej trudno mówić o uczciwej rywalizacji - powiedział Mohammad Mohebi.

Mecz wojny czy mecz pokoju?

Krótko przed meczem w mediach pojawiła się kolejna już zapowiedź końca amerykańsko-irańskiego konfliktu. A przynajmniej jego otwartej w lutym gorącej fazy. Wkrótce mamy poznać szczegóły tego porozumienia. Być może Donald Trump ogłosi je na szczycie G7.

Niedługo później może dojść do meczu Iranu z USA. Jeszcze na mundialu. Turniejowa drabinka ułożyła się tak, że jeśli obie reprezentacje zajmą w swoich grupach drugie miejsca, w 1/16 zmierzą się ze sobą. Byłby to trzeci taki mecz w historii mistrzostw świata: poprzednie rozegrano w 1998 i 2022 roku.

Gianni Infantino nie czekał do ewentualnego meczu z Amerykanami, żeby powiedzieć irańskim piłkarzom, że „piszą historię”. Po spotkaniu z Nową Zelandią zszedł do ich szatni, by zapewne nieco ich udobruchać.

Mówiąc, że „wie, przez co przeszli”, tego celu nie osiągnął. On został w Stanach, oni musieli w pośpiechu pakować się do Meksyku. Do USA wrócą za kilka dni – znów tylko na mecz.

Główne wnioski

  1. Irańscy piłkarze starają się skupić na grze i odciąć od politycznego kontekstu ich gry na mundialu.
  2. Mieszkający w USA Irańczycy są podzielenie w kwestii kibicowania reprezentacji. Jedni uważają ją za drużyną narodową, inni za przedstawicieli opresyjnej władzy.
  3. Iran rozegra na tym turnieju jeszcze co najmniej dwa mecze: przeciwko Belgii i Egiptowi. Jest scenariusz, w którym zaraz po wyjściu z grupy Irańczycy trafią na USA.