Ministerstwo Cyfryzacji chce zabrać się za monopol dostawców technologii. „Istnieje problem nadmiernej zależności"
Ministerstwo Cyfryzacji chce zmniejszyć uzależnienie od konkretnych firm technologicznych. Celem ma być budowa oprogramowania open source. Eksperci popierają ten kierunek. I apelują o szybkie działania.
Z tego artykułu dowiesz się…
- Dlaczego polski rząd chce odejść od technologicznego monopolu i jaką rolę w tym planie ma odegrać otwarte oprogramowanie. Poznasz konkretne działania i zmiany, jakie przygotowuje Ministerstwo Cyfryzacji, by wzmocnić suwerenność cyfrową państwa.
- Jak głęboko zakorzeniona jest dominacja firm takich jak Microsoft czy Google w polskiej administracji, edukacji i startupach. Dowiesz się, jakie zagrożenia eksperci widzą w obecnym modelu i jak mogą one wpłynąć na bezpieczeństwo kraju w sytuacjach kryzysowych.
- Jakie konkretne rozwiązania proponują eksperci, by Europa i Polska uniezależniły się od dominacji technologicznej USA. Przeczytasz o inicjatywach europejskich, standardach open source i pomysłach na przekształcenie rynku zamówień publicznych.
W grudniu 2025 r. fundacja Instrat opublikowała raport, zgodnie z którym w 2025 r. 99 proc. przetargów publicznych dot. oprogramowania biurowego bardzo mocno faworyzują Microsoft, a czasem wręcz wykluczają konkurencję.
Problemów jest więcej. Przykładowo, zdaniem ekspertów fundacji, wymagania przetargowe stosowane przez administrację publiczną często opierają się na kryteriach pozamerytorycznych. Te de facto utrwalają monopol Microsoftu. Przykłady obejmują wymogi jednego producenta dla całego pakietu czy zgodności z zamkniętymi technologiami. Takie zapisy, często nieistotne z punktu widzenia funkcjonalności, skutecznie blokują alternatywy i wzmacniają zjawisko vendor lock-in.
To zły kierunek - uważają przedstawiciele administracji rządowej. I zamierzają podjąć działania. Popierają ich eksperci
Ministerstwo przeciwko nadmiernej zależności
Przedstawiciele Ministerstwa Cyfryzacji wprost deklarują, że zarówno w Polsce, jak i całej Unii Europejskiej, istnieje problem nadmiernej zależności administracji publicznej różnych szczebli od konkretnych dostawców i tzw. vendor lock-inu. O roli Microsoftu oficjalnie nie mówią.
– Należy dążyć do tego, aby tę zależność zmniejszać. Chociażby poprzez dywersyfikację dostawców, nacisk na interoperacyjność rozwiązań i wykorzystywanie oprogramowania typu open source – deklaruje Ministerstwo Cyfryzacji w oficjalnym komentarzu przekazanym naszej redakcji.
Ministerstwo deklaruje, że przygotowano już konkretne rozwiązania, które pozwolą na walkę z tzw. vender lock-in. Chodzi m. in. o zmiany w zasadach prowadzenia przetargów, w tym mocniejsze promowanie otwartego oprogramowania. W planach jest też stworzenie wytycznych dotyczących odpowiedniego przygotowania postępowania o zamówienia publiczne. Trafią one do jednostek administracji publicznej.
Ministerstwo Cyfryzacji chce także przygotować rozwiązania wspierające uwzględnianie, w ramach postępowań zakupowych na rozwiązania ICT w administracji publicznej, wymogów suwerenności i bezpieczeństwa.
– W tym rozwiązań promujących polskich dostawców oraz dostawców pochodzących z państw UE realizujących zamówienia w sposób spełniający te wymogi oraz wykorzystywanie w sektorach krytycznych rozwiązań opierających się o europejskie produkty – deklarują przedstawiciele ministerstwa.
Generalnym kierunkiem ma być zwiększenie udziału oprogramowania typu „open source”. W tym stworzenie Biura Programów Otwartego Oprogramowania oraz opracowanie programu wdrażania otwartego oprogramowania w polskiej administracji.
Microsoft i polska administracja
Wnioski z raportu fundacji Instrat dotyczyły wyłącznie firmy Microsoft. Firma od dłuższego czasu deklaruje współpracę z polskim rządem. Przykładowo, w 2023 r. podczas ogłoszenia uruchomienia inwestycji Microsoftu w Polsce, ówczesny premier Mateusz Morawiecki stwierdził, że Polska jest przyjaznym krajem dla wielkich, międzynarodowych firm.
W 2020 r., kiedy to ogłaszano inwestycję wartą miliard dolarów, premier cieszył się, że Microsoft wybrał Polskę jako miejsce swojej inwestycji.
– Kolejny wielki globalny gracz - Microsoft - wybrał Polskę na miejsce swojej inwestycji - wartej aż 1 miliard dolarów i największej w naszym regionie Europy. O czym to świadczy? Że polski rynek cyfrowy jest atrakcyjny nawet w czasach, kiedy gospodarki na świecie przeżywają kryzys – powiedział w nagraniu zamieszczonym na Facebooku.
W lutym 2025 r. oficjalne spotkanie z Bradem Smithem, prezydentem Microsoftu, odbył premier Donald Tusk.
– Z satysfakcją mogę powiedzieć, że te wiele miliardów, jakie pojawiły się na horyzoncie, które były efektem naszych poprzednich spotkań, dzisiaj znajdują potwierdzenie. To zainteresowanie Polską, tą konkretną inwestycją, jaką Microsoft zapowiada w Polsce. Tę inwestycję na Mazowszu potwierdziło dziś szefostwo Microsoft - powiedział wówczas premier.
Pozytywnie do tej deklaracji odniósł się sam Mateusz Morawiecki. W poście stwierdził, że to kontynuacja inwestycji rozpoczętej za rządów PiS.
Zapytaliśmy przedstawicieli firmy Microsoft o to, jak układa się współpraca z polskim rządem, czy Microsoft jest w kontakcie z Ministerstem Cyfryzacji oraz jakie działania lobbingowe są podejmowane, by zachęcić administrację do wyboru oprogramowania i technologii Microsoftu.
– Współpracujemy z polskim rządem w taki sam sposób, w jaki działamy z instytucjami publicznymi na całym świecie, wspierając transformację cyfrową, cyberbezpieczeństwo oraz rozwój kompetencji. Oferty rozwiązań Microsoft składane w postępowaniach publicznych są realizowane przez uprawnione firmy partnerskie zgodnie z obowiązującym prawem zamówień publicznych – poinformowała w odpowiedzi Anna Klimczuk, szefowa komunikacji Microsoftu na Polskę.
Problem jest. I trzeba go rozwiązać
Zdaniem ekspertów uzależnienie od pojedynczych dostawców, zwłaszcza ze Stanów Zjednoczonych, jest obecne.
– To uzależnienie jest głębsze, niż większość z nas sobie uświadamia. Administracja publiczna, system edukacji, służba zdrowia. Wszędzie dominuje Microsoft 365 i Google Workspace – przekonuje Arek Kwoska, managing partner w Rebels Valley.
Jak zaznacza, nie chodzi tylko o wygodę korzystania z Worda czy Excela.
– Chodzi o to, że nasze dane, procesy decyzyjne i ciągłość działania kluczowych instytucji są de facto zależne od polityki biznesowej i regulacyjnej firm z Redmond i Mountain View. W świecie startupów, który znam najlepiej, widzimy to samo. AWS, Azure i Google Cloud to praktycznie jedyne rozważane opcje dla większości europejskich firm technologicznych – tłumaczy.
Podobnego zdania jest Piotr Mieczkowski, członek zarządu, Krajowa Izba Gospodarcza Elektroniki i Telekomunikacji, AI Poland, TechPL.
– Przykładowo chmurę w Europie, ale tak samo w Polsce kontroluje trzech dostawców: Amazon (AWS), Microsoft (Azure), Google (GCP). Nie inaczej wygląda obecnie sytuacja w AI, gdzie liderem jest OpenAI. Ale podobnie jest też w tradycyjnych aplikacjach jak pakiet biurowy. Monopolistą jest wręcz Microsoft ze swoim pakietem Office 365 (obecnie Microsoft 365 Copilot). Ciekawe wyniki w zakresie pokazuje nam też ostatni raport fundacji. Z kolei raport Draghiego wskazywał, że aż 80 proc. cyfrowej infrastruktury, produktów i usług wykorzystywanych w Europie pochodzi z krajów pozaeuropejskich – tłumaczy.
I również uważa, że trzeba to zmienić.
Administracja USA a sprawa polska
Ogromny wpływ na decydentów powinny mieć doświadczenia ostatnich lat. Chodzi tu nie tylko o politykę stosowaną przez firmy technologiczne.
– Przypadki nadmiernego uzależnienia od firm technologicznych obserwujemy na bieżąco. Wystarczy przypomnieć nagłe zmiany polityki cenowej i licencyjnej Microsoftu, które wielokrotnie stawiały europejskie instytucje przed faktem dokonanym. Ostatnie lata pokazały też, jak szybko amerykańskie firmy technologiczne potrafią odciąć dostęp do usług. Widzieliśmy to w przypadku Rosji po inwazji na Ukrainę – deklaruje Arek Kwoska.
Z polskiej perspektywy odcięcie usług cyfrowych w Rosji było decyzją strategicznie słuszną. Pojawia się jednak problem. Który, patrząc na różne kierunki działania amerykańskiej administracji, może także dotknąć Polskę.
– To był słuszny krok, ale jednocześnie demonstracja, że "wyłącznik" znajduje się poza naszą kontrolą. Dla Polski, kraju frontowego NATO, to powinna być lekcja. Co jeśli jutro zmieni się administracja w Waszyngtonie i/lub priorytety sojusznicze zostaną przewartościowane? Obecna nieprzewidywalność amerykańskiej polityki zagranicznej czyni te pytania bardzo uprawnionymi – zauważa Arek Kwoska.
Na inny problem uwagę zwraca Michał Misztal, CEO Startup Academy.
– Temat uzależnienia od technologii cyfrowych jest jednak jednym z licznych problemów w asymetrii relacji z naszymi amerykańskimi partnerami. Brak realnego opodatkowania czy astroturfing (czyli tworzenie przez bigtechy organizacji fasadowych, które przypominają lokalne, oddolne inicjatywy, a których celem jest lobbowanie na rzecz amerykańskich gigantów) to kolejne tematy, które wymagają odpowiedniego potraktowania przez polskie władze – komentuje.
Co można zrobić z prymatem firm technologicznych
Eksperci mają także gotowe rozwiązania, dzięki którym możemy próbować zwiększyć niezależności Polski i polskiej administracji.
– Po pierwsze, administracja publiczna powinna przyjąć strategię multi-cloud i multi-vendor jako standard, nie wyjątek. Po drugie, powinniśmy aktywnie wspierać europejskie alternatywy – nie z sentymentu, ale z pragmatyzmu. Inicjatywy takie jak Gaia-X czy europejscy dostawcy chmurowi potrzebują realnego wsparcia zamówieniami publicznymi. Po trzecie, w edukacji informatycznej powinniśmy uczyć standardów i protokołów, nie konkretnych produktów. Następne pokolenie musi rozumieć, że Excel to nie jest synonim arkusza kalkulacyjnego – komentuje Arek Kwoska.
Jak zaznacza, nie chodzi tu o technologiczny nacjonalizm czy odcinanie się od amerykańskich innowacji.
– Chodzi o elementarną higienę strategiczną: dywersyfikację, zachowanie opcjonalności i budowanie kompetencji, które pozwolą nam w razie potrzeby zmienić dostawcę bez paraliżu całego systemu. Przyjaciele przychodzą i odchodzą, interesy pozostają. Polska powinna mieć technologiczną suwerenność (co nie znaczy całkowitą niezależność), żeby te interesy skutecznie realizować – dodaje ekspert.
Monopol to funkcja technologii. Ale nie można się poddawać
Piotr Mieczkowski zwraca uwagę na szerszy problem monopolizacji w branży technologicznej.
– To nie jest nowa sytuacja. Monopolizacja rynku postępuje gdyż technologie kochają skalę. A skalę z kolei kochają pieniądze i kapitał największych funduszy. W efekcie konsumenci korzystają najczęściej z maksimum trzech aplikacji danego typu. Przykładowo mamy Spotify, Tidal czy YouTube Music i długo, długo nic. Podobnie u nas w handlu pewien monopol ma Allegro. Wielu innych dużych dostawców ciągle nie może się na nasz rynek przebić. W płatnościach jest np. BLIK, który stał się naszym fenomenem. Zatem sytuacja monopolizacji rynku w technologiach dzieje się od dekad, a obecnie przyspiesza – zaznacza ekspert.
Piotr Mieczkowski powołuje się też na Marka Carneya. Podczas WEF w Davos wskazał on, że wszelkie zależności i wąskie gardła w łańcuchu dostaw są obecnie wykorzystywane w wojnie handlowej. Zarówno chodzi o metale ziem rzadkich, produkcję półprzewodników, a także oprogramowanie i aplikacje.
– Z angielska pięknie nazywa się to „weaponised” przy czym my nie mamy polskiego dobrego odpowiednika – zaznacza.
I przedstawia gotowe rozwiązanie.
Europa musi się obudzić
– Przede wszystkim Europa jako jedyny kontynent nie preferuje własnych rozwiązań. Czas przestać się oszukiwać, że Chiny czy USA i inne kraje przestaną to robić u siebie. WTO umarło. Czas zacząć dbać o lokalny rynek i zadbać o pozbycie się strategicznych zależności – mówi Piotr Mieczkowski.
Jako przykład podaje właśnie Microsoft i niedawno opublikowany raport fundacji Instrat.
– Możemy zacząć od braku wpisywania rozwiązań typu Microsoft office w zamówienia publiczne. Jak pokazała ostatnio fundacja Instrat – wiele zamówień publicznych jest na pozór otwarta. Po drugie, możemy wspierać standardy celem obalenia monopolistycznych i własnościowych (ang. proprietary) rozwiązań. Przykładowo w przetargu możemy wymagać by oprogramowanie było typu open source a kod wgrany na github/hugging faces. Po trzecie państwa mogą razem tworzyć wspólne projekty by je skalować. Po to właśnie powstał EDIC for Digital Commons jako konsorcjum wielu krajów, w tym Niemiec czy Francji, by stworzyć wspólne oprogramowanie – komentuje Piotr Mieczkowski.
Pierwsze kraje pokazują drogę
Jest też czwarte rozwiązanie. Preferowanie europejskich produktów tak, jak z amerykańskimi dzieje się w USA.
– Amerykanie wymagają, by 80 proc. komponentów było lokalnie wytworzonych. Czas więcej zlecać do sektora prywatnego by go następnie skalować, ja i jego produkty – apeluje Piotr Mieczkowski.
Michał Misztal ze Startup Academy pokazuje z kolei przykład krajów europejskich, które już podjęły działania na rzecz uniezależnienia się od amerykańskich firm.
– Najlepszym dowodem jest fakt, że już pierwsze europejskie kraje - takie jak Dania (co zrozumiałe w kontekście potencjalnego konfliktu o Grenlandię) zdecydowały się zrezygnować z amerykańskich dostawców dla instytucji rządowych. Dlatego też jako TechPL staramy się wspierać inicjatywy typu local content. Uważamy, że kluczem do rozwoju polskiej gospodarki nie jest protekcjonizm czy prosta polonizacja komponentów, lecz budowanie trwałych kompetencji, własności intelektualnej oraz zdolności wdrożeniowych w kraju – komentuje.
Główne wnioski
- Ministerstwo Cyfryzacji planuje ograniczenie dominacji pojedynczych dostawców technologii w administracji publicznej. Stawia na otwarte oprogramowanie i interoperacyjność. Celem jest przeciwdziałanie zjawisku vendor lock-in. Jak wynika z raportu fundacji Instrat w Polsce niemal całkowicie faworyzuje rozwiązania Microsoftu. Nowe wytyczne mają promować dywersyfikację dostawców, wspierać lokalnych producentów z UE. A także wdrażać kryteria suwerenności technologicznej w zamówieniach publicznych.
- Eksperci ostrzegają, że dominacja amerykańskich firm technologicznych w Polsce sięga znacznie dalej niż tylko do pakietów biurowych. Microsoft 365, Google Workspace, AWS czy Azure są głęboko zakorzenione w sektorze publicznym, edukacyjnym i startupowym. Takie uzależnienie niesie ryzyko strategiczne. Zwłaszcza w kontekście niestabilności politycznej USA. A także rosnących napięć geopolitycznych, gdzie technologia bywa wykorzystywana jako narzędzie nacisku.
- Proponowane rozwiązania obejmują promowanie europejskich standardów i projektów open source, takich jak Gaia-X czy EDIC. Ponadto potrzebna jest zmiana podejścia do przetargów, aby eliminować zapisy faworyzujące konkretne firmy. Kluczowe ma być rozwijanie kompetencji krajowych, edukacja oparta na neutralnych standardach oraz wsparcie dla rodzimych innowacji. Eksperci podkreślają, że nie chodzi o protekcjonizm, lecz o strategiczną higienę i technologiczną zdolność do niezależnego działania.
