Kategoria artykułu: Biznes

Ministerstwo Energii broni ustawy sieciowej. Przedstawia zaskakujące dane

Warunki przyłączenia do sieci energetycznej otrzymały dotychczas instalacje OZE i magazyny energii o łącznej mocy aż 240 GW. Z tego wybudowano 36 GW – podaje Ministerstwo Energii. Resort zapowiada walkę z tzw. projektami widmo, które blokują sieć. Spotkał się jednak z ostrą krytyką przedstawicieli branży OZE.

Wojciech Wrochna, wiceminister energii
Bez udrożnienia sieci blokowanej przez projekty, które nie są planowane do realizacji, nie odblokujemy inwestycji w OZE – przekonuje Wojciech Wrochna, wiceminister energii. Fot. PAP/Piotr Nowak

Z tego artykułu dowiesz się…

  1. Jakie są szacunki dotyczące tzw. projektów widmo w energetyce odnawialnej.
  2. Jaka część projektów OZE jest w rękach największych graczy.
  3. Jakie są argumenty resortu energii i branży OZE w sprawie proponowanych zmian w prawie.
Loading the Elevenlabs Text to Speech AudioNative Player...

Ministerstwo Energii jest zdeterminowane, aby odblokować nowe inwestycje w odnawialne źródła energii. Z danych resortu wynika, że do tej pory operatorzy wydali warunki przyłączenia do sieci instalacjom o łącznej mocy aż 240 GW. Z tego 150 GW dotyczy projektów OZE (farmy słoneczne, wiatrowe), natomiast 90 GW – magazynów energii. To więcej niż wynoszą obecne moce w całej polskiej energetyce i zdecydowanie więcej niż potrzebuje nasz system. Dlatego oczywiste jest, że nie wszystkie inwestycje będą realizowane. Jednak skala tzw. projektów widmo, czyli niezrealizowanych inwestycji, które blokują dostęp do sieci inny podmiotom, jest przytłaczająca.

Z projektów o łącznej mocy 240 GW, dla których są już warunki przyłączenia do sieci, wybudowanych zostało 36 GW. Ministerstwo szacuje, że szansę na realizację ma kolejnych 50 GW, natomiast pozostałe projekty tylko blokują sieć. Resort chce rozprawić się z zamrożonymi inwestycjami przez zmianę prawa. Projekt tzw. ustawy sieciowej przyjęła w styczniu Rada Ministrów i wkrótce trafi do sejmu.

– Zmiany są potrzebne, aby usystematyzować proces przyłączenia instalacji do sieci i uczynić go bardziej transparentnym. Dziś w zakresie przyłączania nowych instalacji doszliśmy już praktycznie do granicy. Bez udrożnienia sieci blokowanej przez projekty, które nie są planowane do realizacji, nie odblokujemy inwestycji w odnawialne źródła energii. Realizujemy przy tym zalecenia, które w zakresie rozwoju sieci przedstawiła niedawno Komisja Europejska. Od początku zresztą jesteśmy w stałym kontakcie z KE w tej sprawie i nie mamy głosów, że nasz projekt jest niezgodny z prawem – zapewnia Wojciech Wrochna, wiceminister energii i pełnomocnik rządu ds. strategicznej infrastruktury energetycznej.

Deweloperzy rządzą rynkiem OZE?

Z danych resortu wynika, że ponad 50 proc. wszystkich warunków przyłączeniowych, czyli ponad 120 GW mocy, znajduje się w portfelach 10-12 największych podmiotów. To głównie deweloperzy, których celem nie jest budowa instalacji OZE, ale przygotowanie wybranych projektów do fazy budowy, a następnie odsprzedanie ich spółkom energetycznym. Najwięksi gracze mają projekty, które pozwoliłyby na budowę instalacji o mocy nawet 30 GW. Zwolennicy zmian w prawie wskazują, że w praktyce to właśnie ci deweloperzy decydują o tym, które inwestycje w OZE i w jakim czasie zrealizują.

Projekt ustawy sieciowej przewiduje więc nałożenie na inwestorów dodatkowych obowiązków finansowych. Zdaniem resortu energii wyeliminuje to z rynku spekulantów. Po pierwsze, projekt zwiększa kwotę zaliczki na poczet opłaty za przyłączenie do sieci z 30 zł na 60 zł za każdy kilowat mocy. Obowiązek ten będzie dotyczył także tych firm, które już otrzymały warunki przyłączenia i wniosły opłatę w wysokości 30 zł/kW. Po drugie, projekt wprowadza nową bezzwrotną opłatę za rozpatrzenie wniosku o określenie warunków przyłączenia w wysokości 1 zł za każdy kilowat. Co więcej, nowością będzie także konieczność wpłaty odpowiedniego zabezpieczenia finansowego na poczet realizacji inwestycji po otrzymaniu warunków przyłączenia.

Kontrowersyjne przepisy

Te propozycje wywołały sprzeciw dużej części sektora OZE. Pod listem otwartym w tej sprawie do premiera Donalda Tuska podpisały się organizacje zrzeszające ponad 600 firm z branży OZE. Choć w ostatecznej wersji projektu złagodzono niektóre zapisy, np. dotyczące kwoty zabezpieczenia, to stanowisko branży pozostaje niezmienne.

„Wersja projektu, która została przyjęta przez Radę Ministrów, nie jest dla nas akceptowalna. Nadal bowiem zawiera mechanizmy, które obarczają inwestycje w OZE dużym ryzykiem i godzą w prawa nabyte inwestorów” – informuje nas Polska Izba Gospodarcza Energetyki Odnawialnej i Rozproszonej (PIGEOR).

Ministerstwo Energii stoi jednak na stanowisku, że nie ma tu mowy o działaniu prawa wstecz.

– Nie zgadzamy się z opinią niektórych deweloperów, że uderzamy w ich prawa nabyte. Wprowadzając konieczność zapłaty zabezpieczenia na poczet realizacji projektu, jedynie przyspieszamy moment, w którym inwestor musi ponieść koszty. To pieniądze, które i tak podmiot budujący farmę wiatrową czy słoneczną musiałby wydać. W naszej ocenie to nie jest działanie prawa wstecz. Rozwiązanie to pozwoli natomiast odsiać te podmioty, które nie mają pieniędzy na realizację tak poważnych inwestycji – wyjaśnia wiceminister Wojciech Wrochna.

Branża wskazuje też na szereg innych mankamentów projektu.

„Szczególnie bulwersujące jest dla nas powiązanie nowych obowiązków finansowych z rygorystycznymi i nierealnymi terminami na realizację poszczególnych etapów inwestycji. Projekt przewiduje, że po podpisaniu umowy przyłączeniowej inwestor ma 24 miesiące na pozyskanie ostatecznego pozwolenia na budowę magazynu energii albo instalacji fotowoltaicznej, w przypadku farmy wiatrowej jest to 36 miesięcy. W naszej ocenie to terminy niewykonalne w polskich warunkach. Jeśli z przyczyn niezależnych od inwestora nie uda się uzyskać w tym czasie pozwolenia na budowę, umowa przyłączeniowa wygasa, wpłacone pieniądze przepadają i cały projekt jest anulowany. Apelujemy więc do rządu i do posłów o wprowadzenie zmian w projekcie ustawy” – podkreśla PIGEOR.

Jak wzrosną koszty?

Wyliczenia dotyczące wzrostu kosztów na początkowym etapie inwestycji przedstawiło Ministerstwo Klimatu i Środowiska. Od początku wskazywało, że zbyt duże obciążenia finansowe uderzą nie tylko w spekulantów, ale również w firmy, które faktycznie chcą rozwijać instalacje OZE w naszym kraju. Podniesienie kwoty zaliczek i wprowadzenie zabezpieczeń finansowych spowoduje, że w przypadku farmy słonecznej o mocy 10 MW inwestor już na etapie umowy przyłączeniowej będzie musiał wydać trzy razy więcej niż dotychczas (obecnie: 300 tys. zł, po nowelizacji 910 tys. zł). Z kolei przy instalacji o mocy 125 MW opłaty wzrosną z obecnych 3 mln zł do 10,6 mln zł. Według resortu klimatu przy bardzo dużych projektach, sięgających 251 MW, kwota będzie aż sześciokrotnie wyższa niż dotychczas i wyniesie 18,1 mln zł zamiast 3 mln zł.

Branża OZE ostrzega, że wyższe ryzyko inwestycji przełoży się na wzrost cen energii z odnawialnych źródeł.

Resort energii zaznacza natomiast, że jeśli nie uda się wyeliminować tzw. projektów widmo, dalszy rozwój OZE w naszym kraju zahamuje.

Główne wnioski

  1. Według informacji Ministerstwa Energii warunki przyłączenia do sieci uzyskały jak dotąd instalacje OZE i magazyny energii o łącznej mocy aż 240 GW. Z tego wybudowane zostały obiekty o mocy 36 GW. Ministerstwo szacuje, że szansę na realizację ma kolejnych 50 GW, natomiast pozostałe projekty tylko blokują sieć. Ponad 50 proc. wszystkich warunków przyłączeniowych, czyli ponad 120 GW mocy, znajduje się w portfelach 10-12 największych podmiotów. Część z nich zajmuje się jedynie pozyskiwaniem pozwoleń i dalszą odsprzedażą projektów.
  2. Resort chce rozprawić się z zamrożonymi inwestycjami przez nałożenie na inwestorów większych obciążeń finansowych już na etapie składania wniosku o przyłączenie do sieci. Ponadto po uzyskaniu warunków przyłączenia inwestorzy będą musieli złożyć zabezpieczenie finansowe na poczet planowanej inwestycji. Ma to odsiać z rynku spekulantów.
  3. Branża OZE ostrzega jednak, że nakładanie nowych obciążeń na projekty, które już uzyskały warunki przyłączenia do sieci, godzi w prawa nabyte inwestorów. Alarmuje też, że proponowane terminy pozyskania pozwoleń na budowę nie są realne do spełnienia w polskich warunkach. Z tymi zarzutami nie zgadza się Ministerstwo Energii. Projekt został już przyjęty przez rząd i trafi niedługo pod obrady sejmu.