Mniejszości etniczne mają coraz gorzej. Język i pochodzenie stają się bronią
Najnowszy raport Rady Europy ostrzega, że w latach 2024–2026 narastały w Europie wrogość wobec mniejszości narodowych, nierówne traktowanie i polityczne wykorzystywanie kwestii etnicznych. Technologia ma swój udział w polaryzowaniu społeczeństw.
Z tego artykułu dowiesz się…
- Czy prawa mniejszości narodowych są upolitycznione zdaniem Rady Europy.
- Które mniejszości w Europie znajdują się we wrażliwej sytuacji.
- Jak media społecznościowe i internet wpływają według Rady Europy na postrzeganie mniejszości.
Audio generowane przez AI. Może zawierać błędy.
Polacy na Litwie, rosyjskojęzyczni mieszkańcy Łotwy i Estonii, Węgrzy na Słowacji, Serbowie w Chorwacji, Romowie w wielu krajach UE czy Ukraińcy w Polsce. Europejskie mniejszości coraz częściej znajdują się w centrum sporów o język, tożsamość, bezpieczeństwo i lojalność wobec państwa.
Europa zna ten scenariusz aż za dobrze. Najpierw pojawia się podział na „swoich” i „obcych”. Potem język, historia i pochodzenie stają się przedmiotem politycznej walki. W końcu zaś mniejszość przestaje być częścią społeczeństwa, a zaczyna być przedstawiana jako problem bezpieczeństwa. Najnowszy raport Rady Europy ostrzega, że po dekadach budowania europejskiego systemu ochrony mniejszości narodowych ten mechanizm podziałów na my-oni (obcy) zaczyna działać.
Według Rady Europy nie grożą nam czystki etniczne rodem z XX w. Chodzi o coś bardziej subtelnego, ale potencjalnie równie niebezpiecznego. To sytuacja, w której prawa mniejszości są coraz częściej traktowane nie jako uniwersalne prawa człowieka, lecz jako instrument polityki zagranicznej, element wojny informacyjnej albo narzędzie budowania tożsamości narodowej.
Właśnie przed tym ostrzega 15. raport Komitetu Doradczego Rady Europy ds. Konwencji ramowej o ochronie mniejszości narodowych. Dokument obejmuje lata 2024–2026. Wskazuje na jednoczesne narastanie napięć geopolitycznych, regres demokracji, nierówności społeczno-ekonomicznych oraz wrogości wobec części mniejszości. Rada Europy pisze wprost o „polaryzacji, upolitycznieniu i instrumentalizacji” relacji między grupami etnicznymi oraz o zjawisku weaponizacji w odniesieniu do mniejszości
Od Lozanny do Jugosławii
Po I wojnie światowej idea przymusowego przesiedlania całych populacji zaczęła być traktowana przez część europejskich polityków jako instrument budowania stabilnych państw narodowych. Historyk dr Matthew Frank z Uniwersytetu w Leeds pokazuje, że w pierwszej połowie XX w. transfery ludności były przedstawiane nie tylko jako narzędzie autorytarnych reżimów. Miał być to sposób na zapewnienie pokoju i stworzenie bardziej „jednorodnych” państw.
Symbolem tej epoki stała się Lozanna. Porozumienie grecko-tureckie z 1923 r. usankcjonowało wymianę ludności obejmującą około 2 mln ludzi. Tożsamość religijna została w praktyce użyta jako kryterium przynależności narodowej.
Po II wojnie światowej skala była jeszcze większa. Niemcy zostali wysiedleni z Europy Środkowej i Wschodniej, a Polacy z Kresów Wschodnich. Badania historyczne szacują, że w latach 1945–1955 w Europie doszło do przymusowego przemieszczenia około 20 mln osób.
A potem przyszła Jugosławia. Wojny lat 90. pokazały, że rozpad wieloetnicznego państwa i nacjonalizm mogą ponownie uruchomić mechanizm czystek. W 1994 r. UNHCR, czyli Wysoki Komisarz Narodów Zjednoczonych ds. Uchodźców, szacował liczbę uchodźców, przesiedleńców i innych osób dotkniętych wojną w byłej Jugosławii na 3,79 mln. Organizacja dokumentowała trwające kampanie czystek etnicznych, szczególnie w Bośni i Hercegowinie.
Dzisiaj Europa nie stosuje już takiej polityki jako uznanej metody rozwiązywania konfliktów. Problem polega na tym, że — zdaniem Rady Europy — wracają niektóre mechanizmy politycznego myślenia, które historycznie prowadziły do katastrofy.
Od podejrzliwości po zagrożenie
W Estonii i na Łotwie rosyjskojęzyczni mieszkańcy stanowią znaczącą część społeczeństwa. Po rosyjskiej inwazji na Ukrainę ich sytuacja coraz częściej postrzegana jest jednak przez pryzmat bezpieczeństwa. W 2026 r. Rosjanie stanowili 20,2 proc. ludności Estonii –276 tys. osób – wynika z danych Statistics Estonia. Na Łotwie w 2025 r. mieszkało ponad 434 tys. osób narodowości rosyjskiej, czyli około 23 proc. ludności. Rosyjski pozostaje tam językiem ojczystym znacznie większej części społeczeństwa.
Właśnie język stał się jednym z głównych pól sporu. Estonia i Łotwa stopniowo ograniczają edukację w języku rosyjskim i zwiększają rolę języka państwowego. Argumentują, że ma to służyć integracji społeczeństwa i zwiększać odporność na wpływy Kremla. W obu krajach wojna na Ukrainie sprawiła, że kwestia języka przestała być wyłącznie problemem edukacyjnym czy kulturowym. Stała się elementem debaty o lojalności i bezpieczeństwie.
Rada Europy dostrzega jednak ryzyko, że bezpieczeństwo stanie się uzasadnieniem dla zbyt daleko idących ograniczeń. W przypadku Łotwy jej Komitet Doradczy w Radzie Europy uznał, że reakcja na rosyjską agresję doprowadziła do nadmiernych ograniczeń praw rosyjskiej mniejszości. Dlatego wezwał Rygę, by integracja nie sprowadzała się wyłącznie do narzucania języka łotewskiego. Powinna obejmować również dialog międzykulturowy i ochronę tożsamości mniejszości. Jednocześnie Europejski Trybunał Praw Człowieka w 2024 r. uznał za proporcjonalne łotewskie przepisy wzmacniające używanie łotewskiego w przedszkolach. Wskazał na prawo państwa do zapewnienia wspólnego języka edukacji i uczestnictwa w życiu publicznym.
Podobny dylemat występuje w Estonii. Państwo przechodzi na edukację w języku estońskim. Rada Europy zwraca jednak uwagę, że proces ten powinien być prowadzony w dialogu z rosyjskojęzycznymi mieszkańcami. Nie może pogarszać jakości kształcenia. W najnowszych zaleceniach eksperci wskazują również na różnice w wynikach edukacyjnych uczniów rosyjskojęzycznych i estońskojęzycznych oraz potrzebę zachowania możliwości nauki języka rosyjskiego.
Język a obywatelstwo
Problem ma jeszcze jeden wymiar: obywatelstwo i prawa polityczne. Na Łotwie nadal istnieje grupa osób posiadających status „nieobywatela”, przede wszystkim związanych historycznie z rosyjskojęzyczną częścią społeczeństwa. W Estonii natomiast debata o prawach politycznych rosyjskojęzycznych mieszkańców zaostrzyła się po 2022 r. W 2024 r. parlament rozważał ograniczenie prawa obywateli Rosji i Białorusi posiadających stałe zezwolenie na pobyt do udziału w wyborach lokalnych.
Nawiązując do wypowiedzi rosyjskich polityków, podważających suwerenność państw byłego bloku sowieckiego, Organizacja Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie ostrzega, że obecność rosyjskiej lub innej mniejszości na terytorium sąsiedniego państwa nie może być uzasadnieniem do podważania jego suwerenności.
Polska: Ukraińcy między solidarnością a zmęczeniem
Polska pokazuje z kolei, jak szybko wojna może zmienić społeczne postrzeganie dużej grupy cudzoziemców. Ukraińcy nie są automatycznie „mniejszością narodową” w rozumieniu Konwencji ramowej Rady Europy. To traktat międzynarodowy przyjęty w 1995 r., który zobowiązuje do ochrony praw osób należących do mniejszości narodowych. Znaczna część Ukraińców przybyła do Polski dopiero po 2022 r. Ich obecność stworzyła jednak największy w ostatnich dekadach test dla polskiej polityki integracyjnej. W lutym 2025 r. Urząd do Spraw Cudzoziemców informował o 993 tys. Ukraińców korzystających z ochrony czasowej oraz 1,55 mln osób posiadających ważne zezwolenia pobytowe.
W Polsce wyraźnie zmieniły się nastroje społeczne. Według CBOS w lipcu 2026 r. 52 proc. badanych sprzeciwiało się przyjmowaniu uchodźców z Ukrainy, a 42 proc. było temu przeciwnych. Był to pierwszy pomiar, w którym sprzeciw przeważył nad poparciem. Nie oznacza to automatycznie wzrostu wrogości etnicznej. Pokazuje jednak, jak wojna, koszty społeczne, polityka migracyjna, pamięć historyczna i zmęczenie konfliktem mogą sprawić, że grupa związana z innym państwem zaczyna być postrzegana przez część społeczeństwa nie tylko jako sąsiedzi czy uchodźcy. Staje się elementem krajowego sporu politycznego wykorzystywanym przez skrajne skrzydła polskiej sceny politycznej.
Rada Europy ostrzega właśnie przed takim mechanizmem. Mniejszość może zostać uwięziona pomiędzy oczekiwaniami państwa, w którym żyje, a presją państwa, z którym jest związana językowo lub etnicznie.
Bałkany nie zamknęły swojej historii
Na Bałkanach przeszłość nadal bezpośrednio wpływa na współczesną politykę mniejszościową. W Chorwacji Serbowie i Romowie nadal należą do grup, wobec których Rada Europy odnotowuje problemy z dyskryminacją. Dzieje się tak mimo rozbudowanego systemu prawnego ochrony mniejszości. Jednocześnie władze chorwackie rozwijają edukację, media i kulturę w językach mniejszości.
W Bośni i Hercegowinie problem jest jeszcze bardziej fundamentalny. System polityczny nadal dzieli obywateli według kategorii „narodów konstytutywnych” — Boszniaków, Chorwatów i Serbów. Europejski Trybunał Praw Człowieka uznał, że osoby nieidentyfikujące się z żadną z tych grup mogą być wykluczone z części procesu wyborczego.
Zdaniem eksperta
Powracają duchy przeszłości
Prawa mniejszości powinny być chronione przede wszystkim przez państwo, w którym dana społeczność mieszka. Nie mogą zależeć od interesów obcych rządów. Mamy do czynienia z osłabianiem niezależnych instytucji międzynarodowych, naciskami dyplomatycznymi na ekspertów oraz brakiem postępów w zapewnianiu równej ochrony wszystkim mniejszościom w Europie. Powracają mechanizmy znane z przeszłości: cenzura, podsycanie nieufności między sąsiadami, ograniczanie wolności słowa i wykorzystywanie demokracji do ochrony interesów wąskich grup. Dyskryminacja i wykluczenie mniejszości nie zapewniają bezpieczeństwa. Trwały pokój i stabilność wymagają równości, poszanowania praw człowieka oraz niezależnych instytucji demokratycznych.
Węgry, Słowacja, Rumunia, Włochy — różne problemy, podobny mechanizm
Na Węgrzech problemem pozostaje przede wszystkim sytuacja Romów, w tym dyskryminacja i relacje z policją. Najnowsza opinia Rady Europy z 2026 r. wskazuje na utrzymujące się problemy dotyczące dyskryminacji Romów.
Na Słowacji ważną osią polityki mniejszościowej pozostaje sytuacja węgierskiej mniejszości oraz Romów. Komitet Doradczy odwiedził kraj w październiku 2025 r., a jego najnowsza opinia została przyjęta w maju 2026 r.
We Włoszech problem ma inną postać. Chodzi przede wszystkim o nierówny dostęp do edukacji i mediów w językach mniejszości oraz sytuację Romów, Sinti i Caminanti. Najnowsza opinia Rady Europy wskazuje na lukę pomiędzy formalnymi gwarancjami a ich praktycznym wdrażaniem.
A w Rumunii w 2026 r. odbył się kolejny przegląd sytuacji mniejszości. Komitet Doradczy odwiedził m.in. Kluż-Napokę, Pata Rât i Bukareszt, spotykając się z przedstawicielami państwa, mniejszości i społeczeństwa obywatelskiego.
Romowie: najstarsza mniejszość, najbardziej trwałe wykluczenie
Jest też grupa, której nie można wyjaśnić przez konflikty między państwami: Romowie i Travellers. Travellers to szerokie określenie używane w Europie wobec różnych tradycyjnie wędrownych społeczności, zwłaszcza Irish Travellers w Irlandii oraz Scottish Travellers w Szkocji. Mają one własną tożsamość kulturową, tradycje i historię, a ich styl życia historycznie był związany z mobilnością i pracą wędrowną. Nie są tożsami z Romami, choć obie społeczności bywają w europejskich statystykach i politykach dotyczących mniejszości analizowane razem. Dzieje się tak ze względu na podobne doświadczenia dyskryminacji i wykluczenia.
Według najnowszego badania Agencji Praw Podstawowych UE 31 proc. badanych Romów i Travellers doświadczyło dyskryminacji ze względu na pochodzenie etniczne. Tylko 6 proc. osób, które doświadczyły dyskryminacji, zgłosiło ją właściwym instytucjom. Problem praw mniejszości nie sprowadza się do konfliktów geopolitycznych. Może być znacznie bardziej banalny. To bieda, segregacja mieszkaniowa, szkoły, brak dokumentów, słaby dostęp do rynku pracy i brak zaufania do instytucji. Rada Europy określa sytuację Romów jako dyskryminację trwałą i powszechną. Wskazuje na wzajemnie wzmacniający się cykl wykluczenia w edukacji, zatrudnieniu, mieszkalnictwie i ochronie zdrowia.
Czy technologia robi z nas gorszych ludzi?
Rada Europy zauważa, że populistyczne i rasistowskie grupy wykorzystują media cyfrowe do znacznie szybszego rozpowszechniania podziałów. Mowa nienawiści jest wzmacniana przez platformy cyfrowe. Dezinformacja może przedstawiać demokrację jako prostą zasadę „większość może wszystko”. Prawa mniejszości są przedstawiane jako przywilej odbierający coś większości. Czy technologia czyni więc Europejczyków gorszymi?
Raport nie daje takiej odpowiedzi. Technologia nie stworzyła nacjonalizmu, ksenofobii ani mechanizmu my–oni. Wszystkie te zjawiska istniały długo przed internetem. XX w. pokazuje wręcz, że społeczeństwa bez mediów społecznościowych potrafiły doprowadzić do masowych deportacji, czystek etnicznych i ludobójstwa.
Technologia zmieniła jednak prędkość, zasięg i skalę. Ten sam internet, który pozwala mniejszościom mówić własnym głosem, może jednocześnie stać się maszyną do produkowania stereotypów. Sztuczna inteligencja może umożliwić tworzenie treści w językach, które wcześniej były praktycznie niewidoczne w przestrzeni publicznej. Ale algorytmy mogą także wzmacniać stereotypy i reprodukować istniejące nierówności. Rada Europy wskazuje na oba te kierunki.
To ważne rozróżnienie: problemem nie jest sama technologia. Problemem jest społeczeństwo, które pozwala technologii zwielokrotniać własne lęki.
Główne wnioski
- Rada Europy pisze wprost o „polaryzacji, upolitycznieniu i instrumentalizacji” relacji między grupami etnicznymi oraz o zjawisku weaponizacji w odniesieniu do mniejszości.
- Polacy na Litwie, rosyjskojęzyczni mieszkańcy Łotwy i Estonii, Węgrzy na Słowacji, Serbowie w Chorwacji, Romowie w wielu krajach UE czy Ukraińcy w Polsce (choć nie mają statusu mniejszości) – europejskie mniejszości coraz częściej znajdują się w centrum sporów o język, tożsamość, bezpieczeństwo i lojalność wobec państwa. Najnowszy raport Rady Europy ostrzega, że w latach 2024–2026 narastały w Europie wrogość wobec mniejszości narodowych, nierówne traktowanie i polityczne wykorzystywanie kwestii etnicznych.
- Rada Europy zauważa, że populistyczne i rasistowskie grupy wykorzystują media cyfrowe do znacznie szybszego rozpowszechniania podziałów. Mowa nienawiści jest wzmacniana przez platformy cyfrowe. Dezinformacja może natomiast przedstawiać demokrację jako prostą zasadę „większość może wszystko”, podczas gdy prawa mniejszości są przedstawiane jako przywilej odbierający coś większości.

