Morze Czarne groźniejsze niż Zatoka Perska. Bułgaria i Rumunia mają kłopoty z eksportem
Październikowe ataki dronów na statki handlowe zwiększyły zagrożenie dla żeglugi po Morzu Czarnym. Część armatorów rezygnuje z zawijania do bułgarskich portów, co utrudnia eksport zbóż. Problemy ma również Rumunia. Od początku roku na Morzu Czarnym zaatakowano ponad 570 statków, a zginęło co najmniej 40 marynarzy.
Z tego artykułu dowiesz się…
- Dlaczego część armatorów rezygnuje z zawijania do bułgarskich portów.
- Jakie problemy utrudniają eksport zbóż z Bułgarii i Rumunii.
- Dlaczego Morze Czarne stało się jednym z najniebezpieczniejszych akwenów dla żeglugi handlowej.
Audio generowane przez AI. Może zawierać błędy.
Od początku pełnoskalowej inwazji Rosji na Ukrainę żegluga po Morzu Czarnym wiąże się z podwyższonym ryzykiem. W październiku tego roku zagrożenie jednak znacząco wzrosło. Doszło do serii bezpośrednich ataków na statki handlowe, również w wyłącznych strefach ekonomicznych Bułgarii i Rumunii.
Eksperci brytyjskiej firmy Ambrey, specjalizującej się w analizie ryzyka morskiego, podkreślają, że przed 5 października nie odnotowywano takich bezpośrednich uderzeń w bułgarskiej wyłącznej strefie ekonomicznej. W kolejnych tygodniach ataki dosięgły statków także na wodach terytorialnych Rumunii.
- 5 października – na pokładzie przewożącego zboże statku Royad Mammadov, znajdującego się w rumuńskiej wyłącznej strefie ekonomicznej, wybuchł pożar. Jednostka zatonęła. Zginęło dwóch członków załogi, a 11 uratowano. Zdaniem prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zełenskiego przyczyną zdarzenia był atak rosyjskich dronów.
- 6 października – drony powietrzne i morskie uderzyły w statki Alfa Watan i Able, znajdujące się w bułgarskiej wyłącznej strefie ekonomicznej. Pierwszy zatonął, a 10 członków jego załogi uznano za zaginionych. Drugi został poważnie uszkodzony, ale uratowano całą 18-osobową załogę.
- 12–13 października – w bułgarskiej wyłącznej strefie ekonomicznej zaatakowano dwa kolejne statki: HS Dignity i Chelsea 3. Pierwszy zatonął. Uratowano pięciu z 16 członków załogi, a pozostałych 11 uznano za zaginionych. Drugi statek został uszkodzony, ale jego załogę ewakuowano.
- 14 października – zaatakowano tankowiec Yara J, znajdujący się na wodach terytorialnych Rumunii. Jednostka stanęła w ogniu, ale wszystkich członków załogi uratowano.
- 14/15 października – drony uderzyły w masowiec Sea Destiny, znajdujący się na wodach terytorialnych Rumunii. Skala zniszczeń ani liczba ewentualnych ofiar nie są znane.
- 15 października – drony zaatakowały tankowiec Wine Trader, płynący w rumuńskiej wyłącznej strefie ekonomicznej. Uratowano pięciu z 12 członków załogi, a pozostałych uznano za zaginionych.
- 23 października – dron trafił w statek Khoryv, przewożący stal i znajdujący się kilkanaście mil morskich od Konstancy. Jednostka przewróciła się i zatonęła. Uratowano dziewięciu marynarzy, jeden zginął, a trzech uznano za zaginionych. Prezydent Rumunii Nicușor Dan powiązał atak z rosyjską agresją na Ukrainę.
Wyłączna strefa ekonomiczna nie jest tym samym co wody terytorialne państwa. Rozciąga się poza nimi i daje państwu nadbrzeżnemu określone prawa gospodarcze, ale nie oznacza pełnej suwerenności nad akwenem.
Rosnące zagrożenie już wpływa na żeglugę handlową.
„Sytuacja jest niezwykle niepokojąca. (…) W ostatnich dniach aż sześć statków zrezygnowało z wejścia na nasze wody z powodu zagrożenia. Wcześniej bułgarskie porty uważano za stosunkowo bezpieczne” – mówił w bułgarskiej telewizji Nowa Ilija Prodanow, przewodniczący Krajowego Stowarzyszenia Producentów Zbóż (NAZ).
150 statków z pszenicą
Zdaniem Prodanowa Bułgarii grożą poważne problemy z eksportem zbóż. Nie wiadomo, czy uda się wywieźć drogą morską miliony ton pszenicy przeznaczonej na sprzedaż zagraniczną.
Warto wiedzieć
Codziennie dwa ataki dronów
Od początku 2026 r. na Morzu Czarnym zaatakowano ponad 570 statków handlowych. Zginęło co najmniej 40 marynarzy – wynika z danych firmy Ambrey przytoczonych przez „Financial Times”.
Bezpieczeństwo żeglugi gwałtownie pogorszyło się latem. W trzecim kwartale zaatakowano 387 statków, ponad pięć razy więcej niż kwartał wcześniej. Od lipca do września dochodziło więc średnio do ponad czterech takich ataków dziennie. Część jednostek ucierpiała podczas uderzeń na porty.
Według szacunków Ambrey za około 90 proc. ataków z ostatnich 45 dni odpowiadała Rosja.
Pod względem liczby ataków i ofiar Morze Czarne stało się jednym z najniebezpieczniejszych akwenów dla żeglugi handlowej. „Financial Times” wskazuje, że ataki na statki były tam ponad sześciokrotnie częstsze niż w Zatoce Perskiej.
Dane Międzynarodowej Organizacji Morskiej (IMO) pokazują natomiast, że do 27 października na szerszym obszarze Bliskiego Wschodu, obejmującym m.in. Zatokę Perską, cieśninę Ormuz i Zatokę Omańską, potwierdzono 121 incydentów. Zginęło w nich 24 marynarzy.
Przy porównywaniu tych danych trzeba jednak pamiętać, że obejmują one różne obszary geograficzne i pochodzą z odrębnych systemów monitorowania.
Bułgaria produkuje rocznie około 7 mln ton pszenicy. Ponad 5 mln ton trafia na eksport, głównie przez porty w Warnie i Burgas.
Najważniejszymi odbiorcami są państwa Afryki Północnej, w tym Tunezja, Algieria, Maroko i Egipt. Jak podaje portal gospodarczy economic.bg, bułgarską pszenicę kupują również Hiszpania, Włochy i Portugalia, a także odleglejsze kraje, takie jak Indonezja i Korea Południowa.
Według Prodanowa do wyeksportowania ponad 5 mln ton zboża potrzeba około 150 statków.
Dla Morza Czarnego nie ma łatwej alternatywy
Dodatkowym problemem jest ograniczona przepustowość bułgarskich portów. Według Prodanowa w najbardziej intensywnym okresie mogą one obsługiwać łącznie około 20 statków miesięcznie. Zimą liczba ta spada mniej więcej o połowę.
– Jeśli chcemy wyeksportować całe zboże przeznaczone na sprzedaż, nie możemy sobie już pozwolić na żadne przestoje aż do przyszłego lata – ostrzega szef NAZ.
Jego zdaniem Bułgaria praktycznie nie ma alternatywy dla czarnomorskiego szlaku eksportowego. Ani kolej, ani transport drogowy nie są w stanie przewieźć tak dużych ilości pszenicy do portów greckich.
Teoretycznie część eksportu można byłoby przekierować na kolej, ale wymagałoby to sprawdzenia dostępnej przepustowości i możliwości przeładunkowych. Przedstawiciele NAZ chcą rozmawiać na ten temat z rządem.
Ilija Prodanow uważa, że dłuższe zakłócenia pracy portów w Warnie i Burgas mogłyby odbić się nie tylko na bułgarskim, ale też na światowym rynku zbóż. Chodzi m.in. o ryzyko wzrostu cen pszenicy.
Na razie ceny pozostają stosunkowo stabilne, mimo rosnących kosztów ubezpieczeń i transportu. Przedłużające się zakłócenia eksportu mogłyby jednak zwiększyć presję na ich wzrost.
Pociągi nie są skoordynowane ze statkami
Rumunia zmaga się również z problemami z dostarczaniem zboża na wybrzeże, przede wszystkim do portu w Konstancy.
Przyczyn jest kilka. Pierwszą jest niski poziom wody w Dunaju, który stanowi ważny szlak transportowy. Kolejną – zgłaszane przez producentów ograniczenia w transporcie kolejowym. Problemem jest też brak odpowiedniej koordynacji między dostawami zboża a możliwościami jego załadunku na statki.
Radu Miruță, pełniący obowiązki ministra transportu Rumunii, uważa, że głównym problemem nie jest sama przepustowość kolei, lecz niewłaściwa organizacja przewozów. Zapowiedział więc wprowadzenie przepisów, które mają uzależnić harmonogramy dostaw kolejowych i drogowych od terminów zawijania statków do portu oraz ich możliwości załadunkowych.
Usprawnienie transportu zboża do Konstancy nie oznacza jednak, że bez przeszkód trafi ono na zagraniczne rynki. Doświadczenia Bułgarii pokazują, że nawet sprawny transport do portów nie wystarczy, jeśli armatorzy obawiają się wysyłać tam swoje jednostki.
W październiku statki znajdujące się w rumuńskiej wyłącznej strefie ekonomicznej i na wodach terytorialnych tego kraju wielokrotnie stawały się celem ataków dronów. Co więcej, Konstanca leży znacznie bliżej ukraińskich obszarów objętych działaniami wojennymi niż Warna czy Burgas.
Główne wnioski
- Ataki dronów zagrażają eksportowi zbóż z Bułgarii i Rumunii. W październiku doszło do serii uderzeń na statki handlowe, również w wyłącznych strefach ekonomicznych obu państw należących do NATO. Część armatorów zaczęła rezygnować z zawijania do bułgarskich portów. Dalsza eskalacja zagrożenia może utrudnić eksport milionów ton pszenicy.
- Bułgaria nie ma łatwej alternatywy dla transportu morskiego. Kraj produkuje około 7 mln ton pszenicy rocznie, z czego ponad 5 mln ton trafia na eksport. Według producentów do wywiezienia takiej ilości potrzeba około 150 statków. Przekierowanie transportu na kolej lub drogi nie pozwoliłoby szybko zastąpić przewozów morskich, dlatego długotrwałe zakłócenia żeglugi mogą odbić się również na międzynarodowym rynku zbóż.
- Rumunia musi usprawnić transport zboża, ale to nie rozwiąże wszystkich problemów. Niski poziom Dunaju i niewłaściwa koordynacja dostaw kolejowych oraz drogowych z pracą portu w Konstancy utrudniają eksport. Nawet poprawa organizacji transportu nie zagwarantuje jednak swobodnej żeglugi, dopóki statki handlowe będą narażone na ataki.