Największy producent karmy dla ptaków w Polsce urośnie. 82 proc. sprzedaży trafia na eksport
Turdus planuje rozbudowę fabryki i chętnie by przejął jakiegoś konkurenta, ale nie ma na sprzedaż firm z branży. Wojciech Schwartz, syn założyciela i prezes spółki, opowiada o zdobywaniu zagranicy, ekologicznych karmach dla ptaków i... kontrolach, które czasem kończą się mandatami.
Z tego artykułu dowiesz się…
- Kiedy firma Turdus wyszła za granicę i dlaczego dziś udział eksportu jest niższy.
- Jak wygląda europejski rynek producentów karmy dla dzikich ptaków.
- Dlaczego rośnie popyt na karmę dla dzikich ptaków.
Jeśli ktoś chciałby zobaczyć wróble wielkości pomarańczy, powinien pojechać do Żerkowa w województwie wielkopolskim. Siedzibę ma tam Turdus, największy w Polsce producent karmy dla ptaków dziko żyjących. Fabryka firmy to ptasi raj, bo niektóre surowce i gotowe mieszanki czasami rozsypują się na placu zakładu.
– Ptaki siedzą na metalowych koszach przypominających klatki dla ptaków i czekają, aż coś się rozsypie. Jeden z dostawców spytał kiedyś, czy może od nas kupić taką wolierę z ptakami. Musieliśmy mu wytłumaczyć, że ptaki siedzą na niej z własnej woli, a nie są zamknięte w środku. Po prostu czekają na jedzenie – opowiada Wojciech Schwartz, prezes Turdusa.
Cztery pokolenia leśników
Firmę, której nazwa to po łacinie „kos”, założył w 1989 roku jego ojciec Krzysztof. Był zawodowym leśnikiem. Rozpoczął produkcję ziarna, bo o gotową karmę było w tamtych czasach trudno. Lasy Państwowe, w których pracował, jej potrzebowały, bo dokarmiają ptaki zgodnie z ustawą o ochronie przyrody. Krzysztof Schwartz nie zrezygnował z pracy w leśnictwie. Awansował i objął nadleśnictwo Jarocin, w którym pracował do emerytury. Był czwartym w rodzinie pokoleniem leśników.
– Dostępna jest książka o rodach leśników i były tylko cztery czteropokoleniowe. Ja to przerwałem – mówi Wojciech Schwartz.
Wybrał stosunki międzynarodowe, bo chciał pracować w handlu zagranicznym. Odbył praktyki w ambasadach w Kijowie i Nikozji. Pracował w kilku firmach.
– Jednocześnie było dla mnie jasne, że karmy dla ptaków stają się coraz bardziej popularne. Ojciec robił się coraz starszy. Mieliśmy budynki, zasoby, know-how. Wziąłem się za to, wciąż pracując zawodowo. W końcu w 2009 roku przejąłem firmę. Przybywało klientów w Polsce, ale postawiłem sobie cel, by wyjść za granicę. Pierwsze partie eksportowaliśmy w 2012 roku, a w 2013 roku już na dużą skalę. Eksport odpowiadał za ok. 90 proc. sprzedaży. Po pandemii w latach 2022–2025 sprzedaż w Polsce skoczyła jednak o 110 proc. Dziś eksport odpowiada za 82 proc. sprzedaży – mówi Wojciech Schwartz.
Jak się karmi ptaki za granicą
Najlepszymi rynkami dla Turdusa są kraje, w których zima utrudnia ptakom zdobycie pokarmu.
– Wielkim rynkiem jest Wielka Brytania, znana z fascynacji dokarmianiem ptaków i birdwatchingu. To największy w Europie ośrodek. Ptaki migrujące często tam się zastrzymują. W Wielkiej Brytanii nasza sprzedaż wynosi jednak okrągłe zero złotych. To bardzo trudny rynek z własnymi silnymi producentami oraz towarem z Chin. Sprzedajemy za to w innych europejskich krajach, których mieszkańcy są zwariowani na punkcie zwierząt – to Holandia, Niemcy, cała Skandynawia. Osiem lat temu weszliśmy do Francji, rok temu do Włoch – opowiada Wojciech Schwartz.
W 95 proc. producenci karm dla ptaków sprzedają pod marką własną firm, którym dostarczają towar (private label).
– Pod naszą marką sprzedajemy w jednej z większych francuskich sieci, ale pewnie też przejdą na private label. W Polsce bronimy się przed oferowaniem marki własnej i 100 proc. sprzedaży realizujemy pod marką Turdus. Rynek jest sezonowy, sprzedaż trwa od lipca do końca marca. Karma jest produktem FMCG, jest potrzebna już i teraz. W przypadku marki własnej na towar trzeba poczekać. Przez cały martwy okres budujemy zapasy. Termin realizacji to tylko czas transportu. Część firm działa oczywiście z dużym wyprzedzeniem. Mamy już zamówienia na zimę, ale zawsze zdarzają się firmy, które robią to na ostatnią chwilę – mówi Wojciech Schwartz.
Ptasia karma w liczbach
W 2025 roku spółka miała 11 mln zł przychodu i 1,1 mln zł zysku netto.
– Bywały lata z wyższymi wynikami. Mamy jednak bardzo duże obroty w euro i teraz trochę spadły ze względu na kursy walutowe – mówi prezes Turdusa.
Zdaniem eksperta
Przedsiębiorcy potrzebują edukacji finansowej
Gdy firma ma 80 proc. eksportu, to nawet jeśli nie jest duża, mierzy się ze skalą wyzwań finansowych, która wymaga więcej niż intuicyjnego podejścia. Zabezpieczenie ryzyka kursowego to tylko jedna z wielu możliwości. Gdybym obsługiwał taką firmą, doradziłbym narzędzia, nad którymi powinna się zastanowić. Jeśli firma nie ma dobrego opiekuna klienta w banku lub konsultanta, powinna mieć dyrektora finansowego z odpowiednim wykształceniem.
Przedsiębiorcy popełniają wiele błędów, a branża finansowa korzysta na ich niewiedzy i niedoinformowaniu. Banki podnoszą opłaty, a ludzie nie potrafią tego nawet sprawdzić i policzyć. Jestem na etapie budowania agenta, który porównuje bramki płatnicze dla branży e-commerce. Ma pomóc osobie, która zakłada pierwszy biznes, z jakich narzędzi użyć.
Polacy potrzebują edukacji finansowej. Tworzę platformę do edukowania w zarządzaniu finansami dla różnych grup przedsiębiorców. Na pewno jest na to zapotrzebowanie.
W Polsce jest ok. 5–6 innych producentów karmy dla dzikich ptaków, a w całej Europie – ok. 35. Polska ma dostęp do tłuszczu wołowego wykorzystywanego przy produkcji karmy, co wynika z dużej liczby firm z sektora rolno-spożywczego. Dlatego w naszym kraju działa stosunkowo dużo producentów karmy dla ptaków. Zresztą konkurencja m.in. z Bułgarii kupuje tłuszcz w Polsce. Starsi i więksi konkurenci Turdusa działają m.in. w Niemczech i Austrii.
Turdus produkuje 3 tys. ton karmy. Dla porównania: jedna paszarnia dla drobiu czy trzody chlewnej produkuje rocznie 200 tys. ton.
Popyt na karmę będzie rósł
Prezes myśli o wzroście, ale raczej nie widzi szansy na przejęcie. Konkurencję zna bardzo dobrze.
– Często znamy się osobiście. Niedawno odbyły się targi Interzoo w Norymberdze. Było 2,5 tys. wystawców z branży pet. Firmami, które są naszą konkurencją, zarządzają osoby w sile wieku, niewiele starsze ode mnie. Planują się rozwijać, nie szukają chętnych do przejęcia. Byłoby to bardzo fajne rozwiązanie, ale nie widzimy takiej możliwości. Jesteśmy w kontakcie z jedną z niemieckich firm, która sprzedała budynki i część maszyn, które kupiliśmy. Nie podjęła jednak decyzji o sprzedaży. Trudno powiedzieć, jakie ma plany. Gdyby była okazja, chętnie bym z niej skorzystał. Rynek jest ciekawy i będzie się rozwijał. Zapotrzebowanie na karmę wciąż rośnie – mówi Wojciech Schwartz.
Nie zawsze jest to związane z rosnącą liczbą ptaków. Dla przykładu, populacja wróbla w Paryżu spadła od lat 70 o 90 proc. W Polsce w 10 lat liczebność par lęgowych spadła o 1,5–2 mln. Powodem jest większy ruch samochodowy, szklane fasady budynków, ocieplenie klimatu, które powoduje, że dużo ptaków zostaje na zimę, a więc pokarmu jest mniej. Ptakom nie sprzyja także rozwój technologii wykorzystywanych w rolnictwie. Kiedyś przy gospodarstwach ptaki znajdowały rozsypane ziarno, dziś na nowoczesnych farmach tego nie ma.
Będzie wzrost mocy produkcyjnych
Firma planuje inwestycje w zwiększenie mocy. Trzy lata temu otrzymała 1 mln zł dofinansowania z Agencji Rozwoju i Modernizacji Rolnictwa (ARiMR). Wykorzystała je na zakup maszyn.
– ARiMR daje 50 proc. dofinansowania dla sektora rolno-spożywczego. To ostatnia duża tura przed nowym budżetem UE, następny będzie po 2032 roku. Dlatego do września chcemy złożyć wniosek o dofinansowanie rozbudowy budynków produkcyjno-magazynowych oraz instalacji fotowoltaicznych – zapowiada Wojciech Schwartz.
W firmie pracuje ok. 50 osób. Turdus jest spółką cywilną. Do 2014 r. działał jako dwie jednoosobowe działalności.
– Zastanawiamy się nad zmianą formy spółki – przyznaje prezes, którego żona odpowiada w firmie za kadry i finanse.
Zdaniem eksperta
Gdzie szukać dofinansowania na inwestycje
Polska Strefa Inwestycji umożliwia przedsiębiorcom skorzystanie ze zwolnienia z podatku dochodowego przez kilkanaście lat od zakończenia rozbudowy. W przypadku gminy Żerków maksymalna intensywność wsparcia wynosi 45 proc. kosztów kwalifikowalnych dla mikro- i małych przedsiębiorstw oraz 35 proc. dla przedsiębiorstw średnich. Minimalna wartość nakładów inwestycyjnych zależy natomiast od wielkości firmy i wynosi od 800 tys. zł dla mikroprzedsiębiorstw do 4 mln zł dla przedsiębiorstw średnich.
Alternatywą może być także Ścieżka SMART – Wdrożenie Innowacji, czyli instrument dotacyjny skierowany do firm wdrażających innowacyjne rozwiązania. W tym przypadku inwestycja musiałaby dotyczyć np. innowacyjnych pasz lub nowych metod ich produkcji, a wdrażana innowacja powinna wynikać z wcześniej przeprowadzonych lub zakupionych prac badawczo-rozwojowych. Zakończenie naboru w tym działaniu planowane jest na 16 marca 2027 r.
Wskazane instrumenty mają jednak charakter ogólny i nie są przeznaczone wyłącznie dla branży rolniczej. Dlatego w pierwszej kolejności warto skoncentrować się na aplikowaniu o wsparcie w ramach programu ARiMR.
Co krok kontrola
Przedsiębiorca wskazuje, że prowadzenie działalności gospodarczej w Polsce nie jest łatwe.
– Jest dużo zmian w prawie podatkowym, ale i przepisach dotyczących pasz. O ile ustawa nie zmienia się często, to już wytyczne do niej – tak. Mamy cztery kontrole weterynaryjne w roku, w każdej pojawia się nowy wymóg. Jest to trochę uciążliwe, choć rozumiem, że wynika z członkostwa w UE – mówi Wojciech Schwartz.
Przyznaje jednak, że kontrolerzy wciąż go czymś zaskakują.
– Mieliśmy kontrolę z Urzędu Miar i Wag. Dostaliśmy 500 zł mandatu za brak specjalnego numeru wymaganego w firmach, które paczkują produkty. Urzędnik powiedział, żebym się nie przejmował, bo choć to przepis obowiązujący od wejścia Polski do UE, to nikt o nim nie słyszał. I wszyscy dostają mandaty – opowiada prezes Turdusa.
Ma pomysł, jak ułatwić życie przedsiębiorców.
– Trzeba stworzyć coś na wzór poradnika bezpieczeństwa, który niedawno dostali wszyscy obywatele. Mogłaby to być biblia przedsiębiorców – dokument, który wskaże, na co zwrócić uwagę – podpowiada Wojciech Schwartz.
Uważa, że wielkim ułatwieniem jest ePUAP, który umożliwia elektroniczne doręczenia oraz możliwość składania wniosków.
– Jeszcze kilkanaście lat temu trzeba było załatwiać urzędowe sprawy osobiście. Teraz wystarczy zalogować się do mObywatela i można działać. KSEF jest dużym uproszczeniem. Duże koncerny, które dostarczają media, mają swoje portale. Wcześniej do każdego trzeba było się logować osobno. Teraz wszystko pojawia się jednego dnia w ERP firmy. To godzina dziennie mniej pracy – szacuje prezes Turdusa.
Dlaczego Polacy karmią ptaki
W ubiegłym roku firma Turdus zleciła badanie opinii publicznej. Spytała w nim o motywacje dokarmiania dzikich ptaków. Ponad 30 proc. respondentów odpowiedziało, że robi to z dobroci serca.
– To pokłosie wieloletniej tradycji, którą w Polsce przekazuje się już dzieciom w przedszkolach, gdzie zawsze jest karmnik. W podręcznikach w podstawówce zawsze są fragmenty o dokarmianiu ptaków. Lasy Państwowe prowadzą edukację leśną, odwiedzają szkoły i przedszkola. Polacy wiedzą, że tak się po prostu robi – mówi Wojciech Schwartz.
Sam ma przy domu cztery karmniki.
– Mieszkam na obrzeżach miasta, przy lesie, ptaków jest bardzo dużo. Przyzwyczaiły się już do dokarmiania, bo mieszkam tu od 11 lat. Ptaki mają dobrą pamięć. 10 lat temu przed biurem firmy wycięliśmy wielki krzew dzikiej porzeczki, bo budowaliśmy parking. Przez dwa lata ptaki przylatywały i siadały na bramie szukając krzewu z owocami. Wieszamy w tym miejscu karmy – mówi prezes Turdusa.
Zapowiada w tym roku trochę nowości na polskim rynku.
– To linia Turdus Natura. Nie ma żadnych dodatków i wypełniaczy, to czyste zboża, orzechy i tłuszcze. Nie oferowaliśmy jej wcześniej w Polsce, jest nieco droższa. Wprowadzimy też karmy z suszonymi larwami mącznika, niesamowite źródło białka. Nasza nowa linia to odpowiedź na to, co przeszkadza klientom, na co narzekają. Wszystkie nasze produkty można kupić w sklepie internetowym – mówi Wojciech Schwartz.
Firma współpracuje też z sieciami handlowymi, takimi jak Obi czy Lidl (w Holandii i Belgii, nie w Polsce). Jej dostawcą jest m.in. HiProMine, producent owadziego białka. Kupuje od niego suszone larwy czarnej muchy.
Główne wnioski
- Rodzinna firma z Wielkopolski zbudowała silną pozycję w Europie. Turdus, założony przez leśnika Krzysztofa Schwartza, jest dziś największym w Polsce producentem karmy dla dzikich ptaków. Pod kierownictwem Wojciecha Schwartza firma postawiła na eksport, który odpowiada za 82 proc. sprzedaży, dostarczając produkty m.in. do Niemiec, Holandii, Skandynawii, Francji i Włoch.
- Rosnący rynek napędza inwestycje i rozwój. Firma produkuje ok. 3 tys. ton karmy rocznie i planuje zwiększenie mocy produkcyjnych dzięki rozbudowie zakładu. Turdus rozwija także ofertę, wprowadzając bardziej naturalne mieszanki oraz karmy z dodatkiem suszonych larw owadów, odpowiadając na zmieniające się oczekiwania klientów.
- Prowadzenie biznesu utrudniają regulacje, ale przedsiębiorca dostrzega także postęp w cyfryzacji. Prezes wskazuje na częste zmiany przepisów i liczne kontrole jako jedno z największych wyzwań dla firm produkcyjnych. Jednocześnie pozytywnie ocenia rozwój e-usług administracji i cyfrowych narzędzi, takich jak mObywatel czy KSeF, które znacząco ułatwiają codzienne prowadzenie działalności.