Nie przeminęło z wiatrem. Klasyka kina powraca na duży ekran
„Lot nad kukułczym gniazdem”, „Przeminęło z wiatrem”, „Nagi instynkt”, „Pulp Fiction”, „Matrix” czy „Władca pierścieni” – co łączy te tytuły? Choć od ich premier minęły dekady, a w niektórych przypadkach ponad pół wieku, dziś znów przyciągają do kin tłumy widzów.
Z tego artykułu dowiesz się…
- Dlaczego widzowie chodzą do kina na filmy sprzed dekad.
- Która grupa wiekowa najczęściej wybiera takie seanse.
- Jakie klasyczne tytuły cieszą się dziś największym zainteresowaniem.
Jeszcze kilka lat temu głównie bywalcy kin studyjnych mieli okazję od czasu do czasu obejrzeć dawne filmy na dużym ekranie. Dziś mogą robić to regularnie i wybierać z coraz szerszej oferty. Do repertuaru klasykę wprowadzają już nie tylko małe kina, lecz także obiekty butikowe i duże sieci.
Warszawski Kinogram zapraszał m.in. na „Przeminęło z wiatrem” (1939), „Lot nad kukułczym gniazdem” (1975) i „Amadeusz” (1984). Z kolei Multikino pokazywało „Pulp Fiction”, a na przełomie kwietnia i maja oferuje trylogię „Powrót do przyszłości” (1985-1990).
– Trzy, cztery lata temu bardzo mało starych filmów wracało do dystrybucji. Jedną z osób, które rozpoczęły ten trend na większą skalę, był Patryk Tomiczek z firmy Reset. Ponad dwa lata temu wprowadził na rynek „Opętanie”. Film stał się kinowym przebojem i uruchomił lawinę. Dziś mamy już kilka firm zajmujących się klasyką w Polsce. Do tego dochodzą wielkie studia, jak Disney, Warner Bros czy Universal Pictures – tłumaczy Sebastian Smoliński z Past Perfect.
Trzy lata temu z okazji jubileuszu stulecia Warner Bros wprowadziło do dystrybucji ok. 40 filmów sprzed kilku dekad w wersji cyfrowej 4K. W tym m.in. takie hity jak: „Casablanca” (1942), „Chłopcy z ferajny” (1990) czy „Skazani na Shawshank” (1994).
– Najstarszym filmem, który można było u nas zobaczyć, było „Przeminęło z wiatrem”. Pokazywaliśmy je w ramach klasycznych poniedziałków. Ostatnio z kolei widzowie mogli obejrzeć wszystkie części „Władcy pierścieni”. Sale wypełniły się w stu proc. – mówi Tomasz Koć, dyrektor programowy Kinogramu.
Jak dodaje, zainteresowaniem cieszą się nie tylko hollywoodzkie hity, lecz także rodzime produkcje.
– Polskie klasyki również wracają na duży ekran. Ostatnio dostałem propozycję, by pokazać w kinie „Pana Tadeusza” (1999) Andrzej Wajda – podkreśla Tomasz Koć.
Dlaczego chodzimy na stare filmy do kina?
Jak podkreślają przedstawiciele branży, powodów, dla których wybieramy się do kina na dawne filmy, jest wiele. Jednym z nich jest chęć zobaczenia produkcji sprzed dekad w zupełnie nowej jakości technologicznej.
– Pamiętam czasy, gdy filmy dostarczano na taśmie 35 mm. Do kina przyjeżdżało kilka paczek ważących 25–30 kg. Dziś film trafia do nas cyfrowo. Wszystko jest przygotowane w jakości 4K – mówi Tomasz Koć.
Innym motywem jest ciekawość i możliwość obejrzenia filmu sprzed 20, 30 czy 40 lat po raz pierwszy na dużym ekranie.
– W Kinotece pomysł włączenia starszych filmów do repertuaru zrodził się zarówno z próśb widzów, jak i z naszych własnych kinofilskich potrzeb. Każdy ma swoje ukochane tytuły – takie, na których się wychował, które go ukształtowały albo wiążą się z nimi szczególne wspomnienia. Niewiele z nich mieliśmy okazję zobaczyć w kinie. A gdzie najlepiej oglądać ukochane filmy, jeśli nie właśnie tam? – wyjaśnia Karolina Fornal, kierowniczka ds. programowych i dystrybucji w Kinotece.
O ile w kinach studyjnych klasykę można było oglądać od dawna, o tyle w dużych sieciach było to rzadsze. Skąd więc decyzja o sięgnięciu po starsze tytuły?
– W ostatnich latach wyraźnie widzieliśmy rosnące zainteresowanie klasyką filmową. Potwierdzały to frekwencja oraz wiadomości od widzów. Zbiegło się to z aktywnością studiów filmowych, które coraz częściej celebrują rocznice premier kultowych tytułów. Po pandemii, gdy produkcja nowych filmów została mocno ograniczona, naturalnym krokiem było sięgnięcie po sprawdzone historie. Tak narodził się nasz cykl Kultowego Kina – tłumaczy Agnieszka Siennicka, dyrektor Działu Kontentu Filmowego i Alternatywnego w Multikinie.
Lubimy stare kino
Jak dodaje, decyzja okazała się sukcesem.
– Reakcje widzów są bardzo entuzjastyczne. Dostajemy wiele pozytywnych opinii po seansach, ale także sugestie i listy życzeń z kolejnymi tytułami, które widzowie chcieliby zobaczyć – podkreśla Agnieszka Siennicka.
Także widzowie Kinoteki reagują pozytywnie na seanse dawnych hitów filmowych.
– Otrzymujemy wiele komentarzy z podziękowaniami, a widzowie chętnie przesyłają propozycje kolejnych pokazów. Czasem udaje nam się spełnić ich życzenia, co daje ogromną satysfakcję – mówi Karolina Fornal.
Według jej zdania klasyka pozostaje nam potrzebna i ważna.
– To nasze dziedzictwo i fundament współczesnej twórczości filmowej. Wszystko, co dziś oglądamy, ma w niej swoje korzenie. Warto do niej wracać, bo najwybitniejsze dzieła nie poddają się upływowi czasu – pozostają ponadczasowe i wciąż zachwycają kolejne pokolenia widzów – tłumaczy kierowniczka ds. programowych i dystrybucji w Kinotece.
Warto wiedzieć
Klasyka kina w Kinotece. Te filmy obejrzało najwięcej widzów
Z klasyki polskiej dużą popularnością cieszyły się w ostatnim czasie m.in. „Pociąg” Jerzego Kawalerowicza (1959), „Popiół i diament” Andrzeja Wajdy (1958), a także „Na srebrnym globie” (1987) i „Opętanie” (1981) Andrzeja Żuławskiego.
Wśród filmów zagranicznych ogromne zainteresowanie wzbudziły klasyka kina czechosłowackiego, w tym „Stokrotki” (1966) i „Palacz zwłok” (1969), a także przeglądy reżyserskie (Paolo Sorrentino, Alfred Hitchcock).
Popularnością cieszy się również klasyka amerykańska prezentowana w ramach cyklu Kina Cyrkularnego, organizowanego raz w miesiącu.
Osobno warto wspomnieć „Lawrence'a z Arabii” (1962) Davida Leana, który pokazywany jest kilka razy w roku i niezmiennie gromadzi pełną salę.
Kto ogląda stare filmy?
Bywa, że publiczność kin sieciowych, studyjnych i butikowych różni się podejściem do kina oraz oczekiwaniami wobec seansu. Nie oznacza to jednak, że widzowie zamykają się w jednym typie miejsca. Te same osoby często odwiedzają różne kina, jeśli mogą zobaczyć film na dużym ekranie. W przypadku klasyki wnioski dotyczące wieku publiczności są jednak podobne.
– Wszystko zależy od tytułu, ale zazwyczaj widownia jest bardzo zróżnicowana. Przychodzą zarówno młodsi widzowie, którzy zapewne oglądają film po raz pierwszy, jak i starsi, chcący ponownie przeżyć seans – tym razem na dużym ekranie – mówi Karolina Fornal z Kinoteki.
Podobnie wygląda sytuacja w Multikinie i warszawskim Kinogramie.
– Publiczność jest bardzo zróżnicowana. Z jednej strony są widzowie w wieku 40–60+, którzy pamiętają te filmy z dawnych pokazów. Z drugiej młodsze pokolenie, które słyszało o nich od rodziców i samo chce sprawdzić, ile prawdy jest w tych entuzjastycznych opowieściach. Na seansach często widzimy też całe rodziny. Rodzice wracają do ukochanych produkcji, by przeżyć te historie jeszcze raz – tym razem ze swoimi dziećmi – wylicza Agnieszka Siennicka z Multikina.
– Z jednej strony mamy widzów starszych, którzy sentymentalnie wracają do dawnych filmów. Pamiętają je z młodości i chcą zobaczyć dziś w lepszej jakości, w eleganckim otoczeniu, z możliwością zamówienia czegoś w barze i obejrzenia seansu w wygodnym fotelu czy na kanapie. Z drugiej strony jest młodsze pokolenie 25–30+, które nigdy nie miało okazji zobaczyć danego tytułu na dużym ekranie. Ostatnio dostałem propozycję włączenia do repertuaru pierwszej części serii „Rambo”. Sam jestem ciekaw, która grupa okaże się liczniejsza – dodaje Tomasz Koć z Kinogramu.
Nisza, która rośnie. Czy wzorem Zachodu?
Można by sądzić, że skoro duże sieci kinowe wprowadzają do repertuaru filmy sprzed dekad, popyt musi być ogromny. Czy rzeczywiście tak jest?
– Pamiętam, jak we wrześniu ubiegłego roku ponownie wprowadziliśmy do kin „Amadeusza”. Film obejrzało wtedy prawie 25 tys. widzów, co uznaliśmy za ogromny sukces. I naprawdę jest to duża liczba jak na odrestaurowany, stary film dostępny w jakości 4K, czyli najwyższej jakości obrazu i dźwięku. Zwłaszcza że przez wiele lat dostęp do klasyki nie był tak łatwy jak dziś – wspomina Sebastian Smoliński z Past Perfect.
Jak dodaje, w przypadku nowej produkcji o sukcesie mówi się zwykle wtedy, gdy do kina przyjdzie co najmniej 100 tys. widzów.
– Myślę, że nie ma sensu tego porównywać. Nowe filmy są w repertuarze praktycznie codziennie, czasem nawet kilka razy dziennie, a klasyka pojawia się okazjonalnie – raz, może dwa razy w tygodniu – ocenia Sebastian Smoliński.
Jak podkreśla, w wielu innych krajach europejskich klasyka kina od dawna jest czymś naturalnym.
– W Wielkiej Brytanii, Francji czy Stanach Zjednoczonych klasyka zawsze była obecna w kinach. Funkcjonowała niemal na równych prawach z premierami. Najlepsze kina Europy Zachodniej i USA regularnie wracały do starszych filmów. Polska była pod tym względem pewną anomalią. Od lat 90. dominowało u nas niemal wyłączne skupienie na nowościach – tłumaczy założyciel Past Perfect.
Czy można więc powiedzieć, że klasyka wraca do polskich kin na wzór Zachodu?
– Zastanawiam się, na ile ktoś świadomie próbuje naśladować choćby londyńskie kina. Na pewno polscy właściciele kin i dystrybutorzy, którzy podróżują po świecie, widzą, jak wygląda tam podejście do klasyki. Mam jednak wrażenie, że ta zmiana przyszła raczej naturalnie. Często słyszę pytania, czy to moda na jeden sezon, czy trend na lata. W Paryżu czy Londynie klasyka nigdy się nie kończy. Te filmy stale wracają, więc być może w Polsce również zostaną z nami na dłużej – podsumowuje Sebastian Smoliński.
Warto wiedzieć
Które filmy sprzed lat cieszyły się największym zainteresowaniem w Multikinie?
Wymienić można wiele tytułów, ale szczególną popularnością cieszyły się m.in. seria o „Harrym Potterze” (2001–2011) czy nieśmiertelna trylogia „Władca Pierścieni” (2001–2003). Z pojedynczych filmów dużym zainteresowaniem widzów cieszyły się m.in. „Donnie Darko” (2001), „Pulp Fiction” (1994), „Interstellar” (2014), „Czas apokalipsy” (1979), „Obcy – 8. pasażer Nostromo” (1979), „Matrix” (1999), a także „Monty Python i Święty Graal” (1975) oraz „Nienawiść” (1995).
Główne wnioski
- Powrót filmów sprzed kilku dekad, takich jak „Przeminęło z wiatrem”, „Pulp Fiction” czy „Matrix”, mocno wpłynął na budowanie repertuaru wielu kin. To już nie sporadyczne seanse dla koneserów, lecz stały element oferty w postaci regularnych cykli obecnych zarówno w kinach studyjnych, butikowych, jak i sieciowych.
- Seanse klasyki przyciągają bardzo zróżnicowaną publiczność – od widzów wracających po latach do ulubionych tytułów po młodsze pokolenia, które nigdy wcześniej nie miały okazji zobaczyć tych filmów na dużym ekranie. Dużą rolę odgrywa technologia. Odrestaurowane wersje w jakości 4K gwarantują doświadczenie, którego często nie zapewni domowy seans.
- Jak podkreślają nasi rozmówcy, w Wielkiej Brytanii, Francji czy Stanach Zjednoczonych klasyka od dawna jest naturalną częścią repertuaru i bywa traktowana niemal na równi z premierami. W Polsce ten segment dopiero buduje swoją pozycję.


