Kategorie artykułu: Biznes Kampus XYZ

Nowy statek Politechniki Morskiej może dać Polsce dostęp do metali ziem rzadkich (WYWIAD)

– Chętnych do wzięcia fragmentów oceanu pod swoją pieczę jest coraz więcej. Polska ma już do tych terenów dostęp i powinna walczyć, żeby mieć ich jak najwięcej. To jeden z niewielu obszarów światowej gospodarki, gdzie możemy mieć dużo do powiedzenia – mówi prof. Wojciech Ślączka, rektor Politechniki Morskiej. Uczelnia dowodzi, że nauce opłaca się współpraca z biznesem.

Prof. Wojciech Ślączka, rektor Politechniki Morskiej w Szczecinie
– Taki statek jak nasz mógłby prowadzić badania w celu oszacowania opłacalności złoża metali ziem rzadkich do przyszłej eksploracji przez biznes - mówi prof. Wojciech Ślączka, rektor Politechniki Morskiej w Szczecinie. Fot. PM

Z tego artykułu dowiesz się…

  1. O tym, że Polska ma dostęp do terenów morskich, które mogą jej dać znaczącą przewagę gospodarczą.
  2. Jak gospodarce może się przysłużyć nowy statek badawczo-szkoleniowy Politechniki Morskiej w Szczecinie.
  3. Co zainicjowało współpracę politechniki z biznesem morskim i jakie to daje możliwości firmom, studentom i absolwentom.
Loading the Elevenlabs Text to Speech AudioNative Player...

Katarzyna Mokrzycka, XYZ: Panie profesorze, jako jedna z zaledwie dwóch uczelni w kraju dostajecie w prezencie od rządu statek szkolno-badawczy. Decyzja o finansowaniu zapadła w zeszłym roku. Czy już wiadomo, kto i kiedy zbuduje dla was ten statek? Jest pan na bieżąco z całym procesem?

Prof. Wojciech Ślączka, rektor Politechniki Morskiej w Szczecinie: Koordynuję zadanie budowy nowego statku. Politechnika Morska w Szczecinie jest bowiem jednocześnie beneficjentem i inwestorem w tym projekcie. Dostaliśmy na to pieniądze. Jesteśmy na etapie przygotowania projektu koncepcyjnego dla armatora. Na tej podstawie stworzymy dokładne warunki zamówienia. Nikt dziś nie buduje gotowych statków, które łączą obie funkcje – i szkolną, i badawczą. Ten nasz będzie jednym z unikatowych egzemplarzy, działających w takim dualnym układzie.

Warto wiedzieć

Dr hab. inż. kpt. ż.w. Wojciech Ślączka

Jest rektorem Politechniki Morskiej w Szczecinie od 2016 r. (wówczas uczelnia nazywała się Akademią Morską, nazwę zmieniono w 2022 r.). Absolwent Wydziału Nawigacyjnego Wyższej Szkoły Morskiej. Po studiach został na tej uczelni, łącząc wykładanie z pracą na morzu. W 2004 r. zdobył stopień kapitana żeglugi wielkiej. Jego zainteresowania naukowe obejmują m.in. modelowanie symulacyjne ruchu statków oraz modelowanie ryzyka w transporcie morskim. Jest autorem metod wymiarowania akwenu w oparciu o teorię ryzyka i metod obliczania skutków awarii w transporcie morskim. Prowadzi zajęcia z zakresu urządzeń nawigacyjnych i teorii ryzyka.

Zrealizował wiele projektów i inwestycji. Bardzo aktywnie rozwija współpracę nauki z biznesem. W 2021 r. za swoją działalność otrzymał wyróżnienie „Aurea Praxis”, przyznawane rektorom i kierownikom certyfikowanych jednostek akademickich za osobiste zaangażowanie na rzecz rozwoju i promowania idei edukacji dla rynku pracy i praktyki gospodarczej.

Jeśli chodzi o sam statek (jako urządzenie), to my, Politechnika Morska, jesteśmy chyba najlepszymi ekspertami. Równolegle pracujemy natomiast z grupą doradczą w zakresie przygotowania jego aparatury badawczej i wyposażenia pod potrzeby polskiego środowiska naukowego. Chcemy bowiem, aby ten statek nie tylko służył nam do celów szkoleniowych, ale również do celów badawczych. Studenci mają zdobywać wiedzę, a naukowcy realizować badania, których teraz albo się nie robi ze względu na brak odpowiedniego sprzętu, albo robi się je na statkach wypożyczanych.

Przetarg, który musi wybiegać w przyszłość

Przetarg na budowę statku zamierzamy ogłosić już w czerwcu lub na początku lipca tego roku.

Budowę prowadzimy ze środków publicznych, zatem wyzwania może podjąć się każda stocznia, która buduje statki w Europie, pod warunkiem, oczywiście, że będzie w stanie go zaprojektować i zbudować według naszych potrzeb. Podkreślam – nie tylko zbudować. Zamawiamy statek w modelu „zaprojektuj i zbuduj”, a wykonawca musi zatem dysponować odpowiednio dobrym biurem projektowym. Takie są w Europie przynajmniej cztery, w tym jedna stocznia polska.

Przetarg na budowę statku zamierzamy ogłosić już w czerwcu lub na początku lipca tego roku. Zamawiamy go w  modelu „zaprojektuj i zbuduj”, wykonawca musi zatem dysponować odpowiednio dobrym biurem projektowym.

Zgodnie z planem statek ma być gotowy do końca 2029 r., co jest jak najbardziej osiągalnym założeniem. Jeśli nie będzie opóźnień prawno-proceduralnych, to jesienią tego roku chcielibyśmy podpisać umowę z wykonawcą. 

Chcemy statek, który wzorem poprzednika – Nawigatora XXI – będzie nam służył kolejnych co najmniej 30 lat. Najdłużej, jak się da, musi utrzymać nie tylko sprawność, ale i nowoczesność sprzętu badawczego. To, co dzisiaj jest dobre, to za mało. Trzeba być na bieżąco z trendami i przewidzieć postęp technologiczny. Widzimy po sprzęcie elektronicznym, jak szybko wszystko się starzeje. Dlatego trzeba się postarać zbudować ten statek tak, żeby za dekadę, dwie nadal spełniał wysokie wymagania i oczekiwania.

Wzorzec współpracy z biznesem

Jesteście też jedną z niewielu uczelni publicznych, które na froncie swojej promocji pokazują współpracę z biznesem. Czy ten statek będzie w jakimś zakresie pracował także dla firm, dla gospodarki?

Chcielibyśmy, aby statek mógł być wykorzystywany przez Polski Instytut Geologiczny – to instytut badawczy, zajmujący się badaniami oceanu. Ma koncesję na poszukiwania na Grzbiecie Śródatlantyckim. Druga instytucja (częściowo polska), która też mogłaby korzystać z nowego statku, to Interoceanmetal. Ten podmiot zajmuje się koncesją na dwóch działkach na Pacyfiku. Obie instytucje w obu lokalizacjach poszukują pierwiastków ziem rzadkich.

Dzięki temu, że będziemy mieć do dyspozycji swój statek, swoje serwery, własne badania, szczególnie na Pacyfiku i na Atlantyku, będziemy też mieć własne dane, które sami będziemy analizować. Będziemy też pływać na bieguny z instytutami Polskiej Akademii Nauk.

Jak konkretnie taki statek i wasze badania mogą się przysłużyć kiedyś gospodarce, panie profesorze?

Zasadniczo statek będzie służył nauce. Ale w przypadku odnalezienia złóż, których wydobycie mogłoby być opłacalne, nie należy wykluczać współpracy z biznesem.

Szansa na wydobywanie metali ziem rzadkich

Dla przykładu, wspomniany już Polski Instytut Geologiczny (PIG) ma w koncesji szelf środkowoatlantycki z wypiętrzeniami polisiarczkowymi. Tam widziałbym możliwość prowadzenia wspólnych badań. Jeśli uznalibyśmy, że złoże jest komercyjnie opłacalne, to otwiera się pole do działania jednej z dużych polskich grup wydobywczych. KGHM czy Orlen, po dokładnych badaniach terenowych, mogłyby tam postawić statki wydobywcze i rozpocząć eksplorację.

Bardzo liczymy na taką właśnie współpracę z biznesem, która później owocuje korzyściami i dla tych firm, i dla całej polskiej gospodarki.

Interoceanmetal robi już dziś badania na swoich działkach, gdzie osady wulkaniczne mają bardzo dużą zawartość pierwiastków ziem rzadkich. Są one dosyć głęboko położone – od 4 tys. do 6 tys. metrów pod powierzchnią oceanu. Taki statek jak nasz mógłby prowadzić badania w celu oszacowania opłacalności takiego złoża do przyszłej eksploracji przez biznes.

W przypadku odnalezienia złóż, których wydobycie mogłoby być opłacalne, nie należy wykluczać współpracy z biznesem. Jeśli uznalibyśmy, że złoże jest komercyjnie opłacalne, to otwiera się pole do działania jednej z dużych polskich grup wydobywczych.  

Rozwój technologii ułatwi dostęp do cennych surowców

Racjonalne wydaje się panu wydobywanie z takiej głębokości? To się może opłacić polskim firmom wydobywczym? Złóż metali ziem rzadkich jest na świecie sporo, tylko do większości z nich albo dostęp jest trudny, albo właśnie nie opłaca się ich wydobycie. 

Wszystkie wygodne złoża tych cennych surowców są dzisiaj zajęte przez potentatów. Dla mniejszych firm, a nawet krajów, są nieosiągalne. Trwa wyścig i trwa dyskusja, czy lepiej szukać pierwiastków ziem rzadkich na Księżycu, czy może faktycznie próbować je pozyskiwać z większych głębokości oceanów. Rezultat zależy pewnie od technologii, które to umożliwią.

Dziś Chiny i Stany Zjednoczone już zaczynają podnosić próbki komercyjnie uzasadnione z tej głębokości, o której mówimy. Ale nie wiemy, co się będzie opłacało bardziej i co szybciej nastąpi na masową skalę, dlatego warto samemu to zbadać. Technologia wydobywcza rozwija się bardzo szybko. Myślę, że za niedługi czas wydobywanie z takiej głębokości będzie uzasadnione ekonomicznie.

Dziś Chiny i Stany Zjednoczone już zaczynają podnosić próbki komercyjnie uzasadnione z dużej głębokości. Technologia wydobywcza rozwija się bardzo szybko. Myślę, że za niedługi czas wydobywanie z takiej głębokości będzie uzasadnione ekonomicznie. Warto to samemu zbadać.

Obszar wszechoceanu dzisiaj niezagospodarowany będzie bardzo eksplorowany. International Seabed Authority już teraz dzieli wszechocean. Chodzi o to, aby żaden teren nie był bez nadzoru, żeby ktoś odpowiadał za każdy obszar, miał go w eksploracji i w użytkowaniu. Chętnych do wzięcia fragmentów oceanu pod swoją pieczę jest coraz więcej. To oznacza, że świat widzi potrzebę i korzyści z eksploracji tych terenów.

Niedostrzegana szansa dla Polski

A Polska ma już do nich dostęp i powinna walczyć o to, żeby mieć  ich jak najwięcej. To jest jeden z niewielu obszarów światowej gospodarki, gdzie możemy mieć w przyszłości dużo do powiedzenia. Może się okazać, że już za dekadę technologia pozwoli na opłacalne wydobycie pierwiastków ziem rzadkich poza szelfem, czyli z tych głębiej położonych terenów. To byłaby inwestycja wielokrotnego zwrotu.

Chętnych do wzięcia fragmentów oceanu pod swoją pieczę jest coraz więcej. Świat widzi korzyści z eksploracji tych terenów. A Polska ma już do tych terenów dostęp i powinna walczyć, żeby mieć ich jak najwięcej. To jest jeden z niewielu obszarów światowej gospodarki, gdzie możemy mieć w przyszłości dużo do powiedzenia.

Jak się uzyskuje dostęp do tych terenów? Kupuje się licencje? 

Dostęp nie jest odpłatny. Trzeba natomiast mieć technologię badań głębokowodnych, dobry program przyszłej eksploracji, czyli wydobycia. Na tej podstawie International Seabed Authority, agenda ONZ, przyznaje obszar „posiadania”. Nie ma tam jednak obszarów wydzielonej państwowości. Wszechocean jest na razie dobrem wspólnym ludzkości.

Trochę jak na Księżycu.  

Dlatego wszyscy pędzą na Księżyc, żeby wbić tam swoją flagę i powiedzieć: „Teraz to jest mój dom”. My Księżyca nie zajmiemy, ale mamy szansę wiele zdziałać we wszechoceanie na Ziemi.  

A własny statek badawczy zwiększa polskie szanse na zwiększenie stanu „posiadania” dna morskiego?  

Potężnie zwiększa nasze szanse. Dziś nie mamy tak nowoczesnego statku naukowo-badawczego, a posiadanie tej maszyny i urządzeń badawczych otwiera nam szereg możliwości samodzielnych krajowych badań i współpracy w ramach polskiej gospodarki. Pozwoli to uniknąć konieczności występowania o taką możliwość do innych krajów i ograniczy ryzyko przymusu podzielenia się danymi, którymi ze względów bezpieczeństwa nie powinniśmy się dzielić.  

Brak środków na badania matką sukcesu

Dlaczego współpraca z biznesem jest dla Politechniki Morskiej tak istotna? Każda uczelnia zapewnia, że to robi, ale zdecydowanie nie każda robi to efektywnie. Czy współpracuje pan z firmami prywatnymi bardziej na polu kreowania dla nich jakichś rozwiązań technicznych, czy po prostu przygotowuje im specjalistyczne kadry?  

To potrzeba była matką sukcesu. Jako uczelnia morska nie podlegamy ministrowi nauki i szkolnictwa wyższego, tylko ministrowi infrastruktury. Z Ministerstwa Infrastruktury dostajemy subwencję i dotację morską. Nie dostajemy jednak środków dedykowanych wprost na badania naukowe. 

A zależy nam na badaniach, jesteśmy klasyczną uczelnią akademicką. Z budżetu udaje nam się wydzielić rocznie tylko około 2,5 mln zł na 16 zespołów naukowych. O większe środki na badania musimy sami zadbać. Najlepszym ruchem jest współpraca z biznesem i pozyskiwanie pieniędzy na naukę dzięki wspólnym projektom. Stawiamy na synergię, staramy się, aby nasza nauka dawała potencjał inkorporowania wyników do biznesu. A biznes w jakimś stopniu finansuje nam kolejne badania. Zarabiamy na tym, że nasze badania są użyteczne dla biznesu, a dzięki temu rozwijamy się naukowo.

Na tak zbudowanej współpracy korzystają i nasi naukowcy, i studenci, i biznes oczywiście. Firmy poznają uczelnię, zapraszają na praktyki naszych studentów. A potem absolwenci stają się ich pracownikami. To bardzo opłacalne sprzężenie zwrotne.  

O większe środki na badania musimy sami zadbać. Najlepszym ruchem jest współpraca z biznesem i pozyskiwanie pieniędzy na naukę dzięki wspólnym projektom. Staramy się, aby nasza nauka dawała potencjał inkorporowania wyników do biznesu.

Komercjalizacja nauki – tak, ale i prawo do błędu

Czy przez układ właścicielski wydaje pan na badania na uczelni mniej niż inne uczelnie, które podlegają Ministerstwu Nauki?   

Oczywiście, że tak. Żeby pozyskać dodatkowe środki na badania naukowe, startujemy w różnych konkursach w NCN i NCBR. Z różnym skutkiem, raz z sukcesem, raz nie.  

To deprymuje czy mobilizuje naukowców do bardziej jakościowych badań? Czy gdy środków jest mało, to nie wydaje się ich uważniej? 

To kwestia optyki. W uczelni technicznej bardzo ważne jest, żeby projekty były użyteczne – także społecznie – żeby były realizowane w jakimś celu. Ale też uczelnia jest od tego, żeby tworzyć nowe koncepcje, procesy czy procedury, które na starcie może nie są komercjalizowane. Nauka musi mieć możliwość popełniania błędów i dochodzenia do wniosku, że jakaś droga jest błędna, że na jej końcu nie stoi sukces.  

I przyznam, że tego mi brakuje. Inne uczelnie mogą przeznaczyć pieniądze na taką naukę, na badania podstawowe. Na naszej politechnice musimy działać bardzo praktycznie. Ale przecież bez fazy badań podstawowych nie da się dojść do prototypu, do poziomu doskonałości technologicznej na poziomie 4 czy 5, by z wynalazkiem móc wyjść do przemysłu z pomysłem na komercjalizację.  

Nauka musi mieć możliwość popełniania błędów.  Przyznam, że tego mi brakuje. Inne uczelnie mogą przeznaczyć pieniądze na badania podstawowe. Na naszej politechnice musimy działać bardzo praktycznie.

Kadry dla nowych dziedzin i projektów

Zdarza się, że patentujecie rozwiązania, które były opracowywane wspólnie z biznesem?  

Dość często, ale też mamy patenty z naszych własnych badań, co pokazuje, że przy większym finansowaniu moglibyśmy pokazać nasz prawdziwy potencjał badawczy.  

Ale nie narzekam, bo współpracę z przemysłem mamy na bardzo wysokim poziomie i stale ją rozwijamy. Wchodzimy w nowe obszary współpracy – w morską energetykę wiatrową, w projektowanie i druk 3D dla biznesu i badań morskich. Chcemy wejść w sektor technologii dronowych. Cały czas szukamy nowych specjalizacji.  

We współpracy z biznesem czy chodzi panu o nowe kierunki studiów?

Najczęściej zaczynamy od kształcenia studentów. Sześć lat temu uruchomiliśmy kierunek „Morska energetyka wiatrowa”, a dzisiaj ci studenci – już absolwenci – są rozchwytywani w branży. Potencjalnych pracodawców jest wielu: od producentów wież, gondoli, przez instalację infrastruktury wiatrowej, aż po zintegrowane łańcuchy dostaw, a także samych deweloperów, którzy budują dla Polski farmy na Bałtyku.

Jako jedyni kształcimy inżynierów, którzy kiedyś pójdą na statek i będą nadzorować diagnostykę wiatraków z farm, gdy już powstaną. 

Gdy się rozwija dydaktyka, to zaczynają się tworzyć zespoły badawcze. Teraz jeden z zespołów zaczyna analizować pracę turbin wiatrowych od strony dźwiękowej. To badania, którymi jest też bardzo zainteresowany przemysł. Kiedy rusza farma, rozpoczną się na przykład tzw. badania zmęczeniowe całej infrastruktury farm morskich. To jest dla nas szerokie pole do popisu.

Gdy się rozwija dydaktyka, to zaczynają się tworzyć zespoły badawcze. Niektórymi badaniami jest bardzo zainteresowany przemysł. 

„Nie wchodzimy w konkurencję z innymi uczelniami”

Czy uczelnia, która „żyje z morza”, też musi się martwić niekorzystnymi prognozami, mówiącymi o rychłym spadku liczby studentów? Poszukuje pan nowych pomysłów na utrzymanie liczby studentów?

W populacji kraju zawsze znajdują się młodzi ludzie, którzy chcą być marynarzami i do nas w naturalny sposób kierują swoje kroki. I trzeba powiedzieć, że przychodzą dobrzy kandydaci. A popyt na nich jest niesamowity. Flota światowa się rozwija, a także polska flota się rozwija.

Ale już dawno zdiagnozowaliśmy, że ta uczelnia nie może się opierać tylko na dwóch wydziałach kształcących oficerów na statki handlowe – nawigacyjnym i mechanicznym. Dlatego właśnie zaczęliśmy ją rozbudowywać o wszystko, co jest związane z morzem, ale także na lądzie – od elektroniki, automatyki, silników, mechatroniki po różne systemy związane z maszynami pracującymi na statkach, z urządzeniami pracującymi w porcie, aż po przemysł offshore’owy.

Już dawno zdiagnozowaliśmy, że ta uczelnia nie może się opierać tylko na wydziałach kształcących oficerów na statki handlowe. Dlatego zaczęliśmy ją rozbudowywać o wszystko, co jest związane z morzem.

Chcemy zachować unikalny charakter naszej politechniki i mieć specjalizacje, których nie mają inni. Są kierunki, które mamy jako jedyni w Polsce albo jako jedni z dwóch uczelni morskich, obok Uniwersytetu Morskiego w Gdyni. Przez to, że mamy w ofercie takie kierunki, możemy przyjmować odpowiednią liczbę kandydatów na nasze studia z całego kraju.  

Nie wchodzimy w konkurencję z innymi uczelniami w kraju. Nie otwieramy klasycznej informatyki, mechatroniki itp., bo to nic nie da. W końcu potencjał topniejącej grupy maturzystów na te kierunki się wyczerpie. Staramy się szukać nisz.  

Morski biznes rośnie i potrzebuje kadr

Ilu marynarzy wychodzi od was w morze każdego roku?  

To około setki absolwentów. Pozostałych, z kierunków lądowych, mamy około 400. Do tego trzeba u nas doliczyć tych, którzy wracają w ramach kształcenia ustawicznego – rocznie kilka tysięcy osób. To ludzie już pracujący w przemyśle, wracający na różnego rodzaju kursy i szkolenia uzupełniające. Wiele specjalistycznych kompetencji w dziedzinach związanych z morzem wymaga odnawiania certyfikatów lub podnoszenia kwalifikacji co kilka lat. To jest edukacja odpłatna i jest to ważna część naszych dochodów.  

Czy to duże zainteresowanie kierunkami zwróconymi ku morzu świadczy też o tym, że nasz biznes morski i okołomorski jest na tyle dobrze rozwinięty, że wchłania pracowników bez ograniczeń?  

Na gospodarkę morską trzeba patrzeć przede wszystkim przez pryzmat portów. Niemal wszystko, co importujemy do gospodarki, przechodzi drogą morską przez porty. Tylko samych firm logistycznych, których zadaniem jest organizacja transportu morskiego i przesyłania towarów, jest w Polsce kilkaset.  

Drugi obszar to są wszelkiego rodzaju firmy związane z przemysłem stoczniowym. Może nie budujemy już masowo statków „pod klucz”, jak miało to miejsce kiedyś, ale jesteśmy potężnym podwykonawcą dla europejskich przemysłów stoczniowych. W tych lądowych firmach elektronicznych czy mechatronicznych, pracujących na rzecz przemysłu stoczniowego i offshore’owego, jest tak duże zapotrzebowanie na specjalistów, że biznes namawia studentów po praktykach do zostania u nich na stałe.

Bardzo intensywnie rozwija się teraz właśnie przemysł offshore, morska energetyka wiatrowa, porty serwisowe i porty instalacyjne. Do tego będą potrzebne nowe kompetencje, w których my już kształcimy. Owszem, inne politechniki też mają specjalizacje w energetyce wiatrowej, ale środowisko morskie stawia inne wymagania. Trzeba mieć kompetencje związane z pracą w specyficznych warunkach morskich. A my znamy morze.

Główne wnioski

  1. Wkrótce przeatarg na budowę statku szkolno-badawczego dla Politechniki Morskiej. Politechnika w Szczecinie koordynuje projekt unikatowego dualnego statku (szkolny + badawczy). Przetarg w trybie „zaprojektuj i zbuduj” planowany jest na czerwiec/lipiec, statek ma być gotowy do końca 2029 r. Będzie jednym z nielicznych tego typu w Europie. Ma być tak wyposażony technicznie, by służył co najmniej 30 lat.
  2. Wykorzystanie statku w poszukiwaniu metali ziem rzadkich. Nowy statek umożliwi samodzielne polskie badania dna oceanicznego prowadzone przez badaczy z politechniki we współpracy np. z Polskim Instytutem Geologicznym i Interoceanmetal. Obie instytucje testują m.in. zawartość pierwiastków ziem rzadkich. Rozwój badań otworzy drogę do komercyjnej eksploatacji rzadkich surowców z dna morskiego przez polskie firmy wydobywcze.
  3. Strategia uczelni i współpraca z biznesem. Politechnika Morska nie dostaje dedykowanych środków na badania z budżetu państwa, tak jak uczelnie, które podlegają Ministerstwu Nauki. Dlatego mocno rozwija partnerstwa z przemysłem (offshore, morska energetyka wiatrowa, stocznie). Kształci ok. 500 absolwentów rocznie oraz kilka tysięcy osób w szkoleniach ustawicznych. W gospodarce stawia na nisze związane z sektorem morskim, który się szybko rozwija, również po to, by utrzymać stałą liczbę studentów przy niekorzystnych trendach demograficznych.