Kategoria artykułu: Polityka

Likwidacja Senatu i NFZ. Prawica odpala referendalną ofensywę

Zmniejszenie liczby posłów, wzmocnienie roli prezydenta, czy dobrowolny ZUS. To postulaty referendalne, o których ostatnio usłyszeliśmy. Dlaczego nowe propozycje pojawiają się tylko na prawicy i dlaczego akurat teraz o nich słyszymy?

Nowe projekty referendalne ogłoszone przez środowiska prawicowe nie mają realnych szans na wejście w życie w obecnej kadencji parlamentu. Po co są więc proponowane? Fot. PAP/Krzysztof Ćwik

Z tego artykułu dowiesz się…

  1. Jakie inicjatywy referendalne ogłoszono w ostatnich dniach.
  2. Jakie postulaty przedstawiają pomysłodawcy inicjatyw.
  3. Jaki jest polityczny kontekst pojawienia się tych inicjatyw.
Loading the Elevenlabs Text to Speech AudioNative Player...

Poza głównym nurtem debaty publicznej znalazły się dwa wydarzenia z obrzeży sceny politycznej po prawej stronie. Chodzi o dwie inicjatywy referendalne ogłoszone w poprzednim tygodniu: „Dziesiątkę Wocha” oraz „TAK dla Obywateli”.

Ruchy referendalne na prawicy

Gdy na głównych scenach polskiej polityki trwa licytacja na oburzenie po stronie opozycji, a koalicja rządząca gasi kolejne pożary, poniżej radaru opinii publicznej pojawiają się sygnały świadczące o próbie przejęcia inicjatywy politycznej wśród niezdecydowanych wyborców. Co istotne – ponownie takie ruchy widać po prawej stronie sceny politycznej. I ponownie chodzi o ostatnio głośne referenda.

W krótkim czasie pojawiły się dwie kolejne inicjatywy referendalne. Pierwszą z nich ogłosił znany z mediów społecznościowych Maciej Wilk, prezes Stowarzyszenia TAK dla CPK. Wilk w przeszłości zasiadał w zarządzie LOT – powołany został jeszcze za rządów koalicji PO-PSL, a funkcję wiceprezesa spółki objął za rządów PiS. Kierował także jedną z kanadyjskich linii lotniczych.

Wilk szerszej opinii publicznej dał się poznać przede wszystkim jako zwolennik budowy CPK w kształcie proponowanym przez Zjednoczoną Prawicę. Później został również publicystą Kanału Zero. Jako prezes TAK dla CPK wystąpił także wraz z Karolem Nawrockim, jeszcze wówczas kandydatem na prezydenta, postulując powrót do budowy CPK w kształcie proponowanym przez poprzednią władzę.

Siedem propozycji środowiska pro-CPK

Tym razem Wilk wraz ze swoim stowarzyszeniem wyszedł z inicjatywą wykraczającą poza temat budowy lotniska. Chodzi o ruch „TAK dla Obywateli”. Czego domagają się jego inicjatorzy?

Stowarzyszenie „TAK dla CPK” postuluje „siedem kroków do naprawy państwa”. Na stronie inicjatywy mowa jest o siedmiu pytaniach referendalnych, które mają „na nowo ułożyć relacje między władzą a społeczeństwem”. Autorzy projektu zapowiadają „7 pytań ważnych dla każdego obywatela i 7 zmian niewygodnych dla każdego polityka”.

Proponowane pytania dotyczą m.in. ograniczenia immunitetu posłów i senatorów wyłącznie do działalności związanej ze sprawowaniem mandatu, zniesienia ich przywilejów finansowych i socjalnych oraz pełnej transparentności wydatków parlamentarzystów.

Kolejna propozycja zakłada likwidację Senatu i zmniejszenie liczby posłów do maksymalnie 280. Inicjatorzy chcą także wprowadzenia obowiązku zarządzania referendum ogólnopolskiego na wniosek co najmniej 500 tys. obywateli, w tym referendum dotyczącego uchylenia ustawy, jeżeli wniosek zostanie złożony w ciągu 180 dni od jej ogłoszenia w Dzienniku Ustaw.

Wśród postulatów znalazło się również zniesienie wymogu frekwencji dla mocy wiążącej referendum ogólnokrajowego oraz dla ważności referendum lokalnego. Stowarzyszenie proponuje także, aby Sejm miał obowiązek rozpatrzenia obywatelskiego projektu ustawy w terminie 12 miesięcy od daty wniesienia go do Marszałka Sejmu, jeżeli projekt poprze co najmniej 100 tys. osób.

Kolejne pytanie dotyczy możliwości udzielania poparcia pod wnioskiem o referendum lokalne, referendum ogólnokrajowe oraz obywatelskim projektem ustawy za pośrednictwem systemu teleinformatycznego.

Ostatnia propozycja zakłada zastąpienie budżetowego finansowania partii politycznych systemem dobrowolnych odpisów podatkowych, dokonywanych przez obywateli na rzecz wybranych partii, posłów lub senatorów.

Cel minimum: debata o postulatach

Widzimy zatem, że cztery z siedmiu pytań dotyczą zmian w sposobie przeprowadzania kolejnych referendów. Jak mówił Maciej Wilk na łamach Wirtualnej Polski, takie zmiany są konieczne, aby zmniejszyć nierównowagę sił w relacjach między państwem a obywatelami.

Pojawiały się inne pomysły na kolejne inicjatywy, ale stwierdziliśmy, że to próżny trud, bo instytucja referendum w Polsce jest osłabiona.

„Pojawiały się inne pomysły na kolejne inicjatywy, ale stwierdziliśmy, że to próżny trud, bo instytucja referendum w Polsce jest osłabiona. Nawet jeśli obywatele zbiorą 5 mln podpisów, Sejm może się na referendum nie zgodzić. A ponieważ są progi ważności, to nawet gdy do referendum dojdzie, dla partii politycznych główną strategią pozostaje taktyka bojkotu, co widzieliśmy w Krakowie. Uznaliśmy, że w takich okolicznościach fundamentem zmian powinien być pakiet obywatelski, który tę sytuację zmieni” – mówił Maciej Wilk dziennikarzom WP.

Pozostałe trzy pomysły dotyczą reform ustrojowych – zmniejszenia liczebności Sejmu i likwidacji Senatu, ograniczenia immunitetów poselskich oraz zniesienia finansowania partii politycznych z budżetu państwa. Wprowadzenie wymagałoby zmian w Konstytucji. Zgodnie z prawem, wiążący wynik referendum nie zobowiązuje parlamentu do uchwalenia nowych przepisów. Wilk ma tego świadomość. W rozmowie z WP zaznaczał, że celem minimum jest wprowadzenie tych tematów do debaty publicznej.

Sojusznik Grzegorza Brauna przypomina o sobie i chce likwidacji NFZ

Zaledwie kilka dni później pojawiła się kolejna inicjatywa referendalna. Do zaciętej walki o uwagę antyrządowego wyborcy dołączył Marek Woch z Bezpartyjnych Samorządowców. Koneserom ubiegłorocznej kampanii prezydenckiej nazwisko Wocha może być znane. Przewodniczący niewielkiego Stronnictwa Pracy uzyskał najniższy wynik w ubiegłorocznych wyborach prezydenckich – niecałe 19 tys. głosów.

Ugrupowanie Wocha po wyborach prezydenckich nawiązało współpracę z prorosyjską Konfederacją Korony Polskiej Grzegorza Brauna. Jesienią 2025 r. Braun i Woch zapowiedzieli współpracę przy układaniu wspólnych list do Senatu w 2027 r.

„Z panem posłem Braunem doszliśmy do porozumienia i takie jest przesłanie naszej konferencji. Zawarliśmy sojusz w sprawie paktu prawicowego do Senatu” – informował Marek Woch na wspólnej konferencji z Grzegorzem Braunem.

Po tej konferencji o Wochu zrobiło się ciszej. W czerwcu postanowił ponownie przypomnieć o sobie i własnym środowisku politycznym. Zaproponował referendum dotyczące 10 tematów. W odróżnieniu od środowiska „TAK dla CPK” nie przedstawił szczegółowych pytań. W ramach inicjatywy „10 pytań do obywatela” chciałby zapytać Polaków m.in. o likwidację NFZ, dobrowolny ZUS, dziedziczenie pieniędzy ze składek na emeryturę, powszechne wybory sędziów, limit kadencji posłów, wzmocnienie roli prezydenta oraz powołanie Gwardii Narodowej pod jego nadzorem.

Obie inicjatywy muszą zebrać pół miliona podpisów obywateli, aby Sejm musiał zająć się wnioskami o rozpisanie referendów. Jednak nawet jeśli organizatorzy przekroczą wymagany próg, głosowanie w parlamencie wciąż nie jest przesądzone. Wnioski o referendum nie mają bowiem charakteru wiążącego. Sejm może je odrzucić. Bardziej prawdopodobny wydaje się jednak inny scenariusz: wnioski mogą po prostu utknąć w sejmowej zamrażarce. Przepisy nie obligują bowiem Marszałka Sejmu do rozpatrzenia takiego wniosku w określonym terminie.

Polityczny kontekst propozycji referendalnych

Z powodów politycznych obie inicjatywy najpewniej są skazane na niepowodzenie. Koalicja 15 października nie jest skora do popierania inicjatyw, które wychodzą poza jej krąg polityczny. To zresztą nic nowego, bo z punktu widzenia władzy takie działanie bywa politycznie nieproduktywne. Za rządów Zjednoczonej Prawicy jedyne referendum, do którego doszło, zostało przeprowadzone równolegle do wyborów w 2023 r. Oczywiście z inicjatywy Prawa i Sprawiedliwości.

W proponowanych inicjatywach nie chodzi więc przede wszystkim o ich wcielenie w życie w bieżącej kadencji Sejmu. Na prawicy zaczyna robić się naprawdę tłoczno. O konserwatywnego wyborcę rywalizują PiS oraz dwie Konfederacje. Politycy tych partii i ich sojusznicy już teraz rozpoczynają walkę narracyjną i programową. Inicjatywy referendalne środowisk, nawet luźno związanych z konkretnymi partiami, mogą zagrać na korzyść niektórych z nich. Poparcie inicjatywy referendalnej, wspieranej przez tysiące obywateli, to nisko wiszący owoc, którym można uderzać w rząd. Jednocześnie taki ruch pozwala wyróżnić się na tle pozostałych konkurentów z prawicy.

Dr Zaremba: ustrój państwa powinien być długotrwały i stabilny

Zdaniem dr. Matusza Zaremby, politologa z SWPS, to nie przypadek, że inicjatywy referendalne pochodzą z prawej strony sceny politycznej.

– Prawica ma pełną świadomość, że – pomijając prezydenturę Aleksandra Kwaśniewskiego – wybory w Polsce wygrywają zazwyczaj politycy o profilu prawicowym lub konserwatywnym. Nawet Bronisław Komorowski wewnątrz Platformy Obywatelskiej reprezentował skrzydło znacznie bardziej prawicowe niż na przykład Rafał Trzaskowski. Kiedy jednak słyszę postulaty wprowadzenia ustroju prezydenckiego, zawsze zadaję jedno proste pytanie: w którym państwie naszego regionu, po rozpadzie Związku Radzieckiego i transformacji ustrojowej, system prezydencki ostatecznie odniósł sukces? Na samym początku mogło się wydawać, że takie rozwiązanie chwilowo się sprawdza, ale ustrój państwa to mechanizm, który musi charakteryzować się długotrwałością i stabilnością – mówi dr Mateusz Zaremba.

Nie zapominajmy także o niedawnej inicjatywie referendalnej prezydenta. Poprzednia próba rozpisania referendum w sprawie polityki klimatycznej UE zakończyła się, zanim na dobre się zaczęła. Senat w połowie maja odrzucił wniosek Karola Nawrockiego. Zbigniew Bogucki z Kancelarii Prezydenta zapowiedział na początku czerwca, że prezydent ponownie zwróci się do Senatu z podobnym pytaniem referendalnym, które „będzie takie, żeby już nie było wymówek, by nie przeprowadzić referendum”.

Wysoce wątpliwe jednak, by Senat zgodził się nawet na pytanie pozbawione formalnych wątpliwości. Podobnie wątpliwe jest, by Sejm poparł inicjatywę Wilka lub Wocha.

To politycy pierwsi zdegradowali instytucję referendum

Zarazem trudno mieć pretensje do inicjatorów, ponieważ korzystają ze swojego prawa obywatelskiego. Instrumentalizacja referendów zaczęła się już dawno temu i zaczęli ją sami politycy. W 2015 r. Bronisław Komorowski, przed drugą turą wyborów prezydenckich, ogłosił referendum, w którym uwzględniono postulaty Pawła Kukiza. Ówczesny prezydent bezskutecznie zabiegał w ten sposób o głosy jego wyborców.

Z kolei w 2023 r., równolegle do wyborów parlamentarnych, odbyło się referendum tendencyjne, którego celem politycznym było podkreślenie postulatów Prawa i Sprawiedliwości, m.in. dotyczących wieku emerytalnego i migracji. Zarówno w 2015 r., jak i w 2023 r. nie przekroczono wymaganych 50 proc. frekwencji. Udało się za to wykorzystać referenda w realizacji partykularnych interesów politycznych.

Politolog: formuła obu inicjatyw jest głęboko zepsuta

Tezę o zepsuciu instytucji referendów potwierdza dr Mateusz Zaremba.

– Mam wrażenie, że od 2015 r. kolejni prezydenci i rządy skutecznie niszczą instytucję referendum, ośmieszając ją politycznymi „wrzutkami”, które mają jedynie wprowadzić dany temat do debaty. Jeżeli takie propozycje padają z wysokości najważniejszych urzędów państwowych – czy to ze strony prezydenta Komorowskiego, prezydenta Dudy, czy teraz w ramach kampanii prezydenta Nawrockiego – cała inicjatywa drastycznie traci na randze – ocenia politolog.

Mateusz Zaremba nie jest zarazem entuzjastą inicjatyw Wilka i Wocha. W jego ocenie łączenie w jednym głosowaniu tak różnych tematów jest błędne.

– Zmiany ustrojowe, takie jak przejście z systemu parlamentarno-gabinetowego na prezydencki czy ograniczenie roli Senatu i Sejmu, wymagają odrębnej, poważnej debaty. Tymczasem w propozycjach Wilka i Wocha obszary tematyczne wrzucono do jednego worka, od Sasa do lasa. Ponadto same pytania bywają sformułowane tendencyjnie. Gdyby student na egzaminie z metodologii badań społecznych zadał tego rodzaju pytania, musiałbym je odrzucić. Pytanie referendalne powinno być maksymalnie neutralne i wolne od wartościowania, aby żaden obywatel nie czuł się atakowany samym faktem jego zadania – uważa politolog.

W jego ocenie kryzys w poszczególnych obszarach życia społecznego nie jest właściwym momentem na przeprowadzenie referendum.

Warto wiedzieć

Prof. Ryszard Piotrowski i spór o zmianę konstytucji

Prof. Ryszard Piotrowski, konstytucjonalista z UW, wskazuje, że źródłem kryzysu państwa nie musi być sama konstytucja, lecz sposób jej stosowania przez polityków i instytucje.

Dlatego najpierw organy państwa powinny zacząć wykonywać role, które już dziś wyznacza im konstytucja. Dopiero potem można ocenić, czy potrzebna jest zmiana ustroju, czy raczej przywrócenie państwu zdolności działania zgodnie z obowiązującymi regułami.

– Obecna formuła obu tych inicjatyw jest głęboko zepsuta. Stanowczo będę bronił tezy, o której pisał w swoich pracach profesor Piotrowski – kryzys nie jest odpowiednim momentem na zmianę ustroju państwa. Najpierw organy i systemy muszą zostać zmuszone do pełnienia przypisanych im ról. Dopiero potem można rozważać, co należy zmienić. Prawdziwym problemem nie jest sam ustrój, lecz ludzie, którzy na co dzień go instrumentalizują, co prowadzi do drastycznej parcelacji prawa. Bez względu na to, jaki system wdrożymy, zawsze znajdą się politycy, którzy będą chcieli dostosować go do swoich wąskich interesów i potraktować go instrumentalnie – podsumowuje dr Zaremba.

Główne wnioski

  1. Nowe projekty referendalne ogłoszone przez środowiska prawicowe nie mają realnych szans na wejście w życie w obecnej kadencji parlamentu. Głównym celem jest wprowadzenie nośnych tematów do debaty publicznej oraz zbudowanie przewagi narracyjnej nad konkurentami politycznymi. Inicjatywy te są narzędziem walki o uwagę wyborców niezdecydowanych i konserwatywnych przed nadchodzącą kampanią oraz sposobem na narzucenie nowych tematów debaty publicznej.
  2. Polski system prawny nie zobowiązuje Marszałka Sejmu do rozpatrzenia obywatelskich wniosków referendalnych w ściśle określonym terminie. Nawet po zebraniu wymaganych 500 tys. podpisów propozycje te mogą zostać odrzucone przez większość parlamentarną albo bezterminowo zablokowane w sejmowej zamrażarce. Referenda mają więc niewielkie szanse na przeprowadzenie.
  3. Instytucja referendum ogólnokrajowego i lokalnego ulega w polskiej praktyce politycznej systematycznej degradacji i coraz częściej odgrywa rolę głównie symbolicznie. Upowszechnienie inicjatyw referendalnych może obniżać rangę referendum jako aktu głosowania w sprawach rzeczywiście kluczowych dla państwa. Nie jest to jednak nowe zjawisko, na co zwraca uwagę dr Mateusz Zaremba z SWPS.