Obudzić inwestycje
Od fabryki amunicji do kosmosu. Gdzie sektor państwowy i prywatny mogą połączyć siły?
Armia i technologie rozwijane na jej potrzeby od dekad stanowiły jeden z głównych impulsów cywilizacyjnych. Dziś, w warunkach niestabilnego otoczenia bezpieczeństwa, rozwój ten nie może odbywać się w izolacji od sektora cywilnego. Współdziałanie nie jest już opcją – jest warunkiem skuteczności.
Z tego artykułu dowiesz się…
- Jakie bariery napotyka sektor prywatny we współpracy z państwem w obszarze obronności.
- Jakie rekomendacje formułują eksperci branży.
- Gdzie realnie istnieją pola do pogłębienia kooperacji.
Bez wojskowych potrzeb nie byłoby wielu przełomowych technologii – od komputerów, przez energetykę jądrową i lasery, po internet. Jednak dziś armia nie jest już dominującym generatorem innowacji cywilnych. Precyzyjniej: rozwija technologie głównie na własne potrzeby, czego przykładem są rozwiązania stealth.
Jednocześnie państwowy monopol technologiczny uległ erozji. Globalne firmy prywatne dysponują dziś potencjałem badawczo-rozwojowym porównywalnym z budżetami wielu państw. Wystarczy spojrzeć na podmioty takie jak Meta, PayPal czy Google. W sektorze obronnym sytuacja jest podobna – największe amerykańskie koncerny, takie jak Lockheed Martin, Boeing, Northrop Grumman, Raytheon czy Palantir, pozostają podmiotami prywatnymi, choć gros ich przychodów pochodzi z kontraktów wojskowych.
Na tym tle warto przeanalizować sytuację w Polsce – szczególnie w kontekście środków z unijnego instrumentu SAFE, które mają trafić także do sektora prywatnego. Kluczowe pytanie brzmi: gdzie współpraca może zostać pogłębiona?
Cel nadrzędny: uporządkowana architektura współpracy
Jak wskazuje Tomas Pozlević, kierownik sprzedaży w estońskim Frankenburg Technologies, podstawowym warunkiem skutecznej współpracy jest spójna architektura procesu innowacyjnego – od koncepcji, przez rozwój i testy operacyjne, po skalowanie i produkcję.
Z perspektywy przedsiębiorców kluczowa jest przewidywalność. Inwestycje w kompetencje i moce produkcyjne pojawiają się dopiero wtedy, gdy państwo komunikuje długoterminowe plany zakupowe oraz gotowość do współfinansowania fazy rozwoju, a nie wyłącznie nabywania gotowych produktów.
W ostatnich latach w regionie dominowało podejście reaktywne – szybkie uzupełnianie braków sprzętowych oraz wsparcie bardzo wczesnych startupów. Brakuje natomiast instrumentów pośrednich, obejmujących etap między prototypem a pełnoskalowym systemem operacyjnym.
– Jeżeli państwo kupuje wyłącznie produkt finalny, innowacje powstają poza jego granicami. Aby zbudować lokalne kompetencje, musi współdzielić ryzyko na etapie rozwoju technologii – przekonuje ekspert.
Płaszczyzna pierwsza: amunicja
Jednym z wiodących podmiotów rozwijającym produkcję amunicji jest Grupa Niewiadów. Spółka deklaruje ambitne plany inwestycyjne, choć – jak wskazują jej przedstawiciele – relacje z sektorem państwowym nie należą do najłatwiejszych. Problemem pozostaje napięcie między potrzebą konkurencji a utrwalonymi strukturami państwowego przemysłu.
Tymczasem państwowy segment produkcji amunicji pozostaje w fazie odbudowy kompetencji i mocy wytwórczych. W tej sytuacji współpraca z prywatnymi podmiotami – zamiast konfrontacyjnego podejścia – mogłaby przyspieszyć proces zwiększania zdolności produkcyjnych.
Kompetencje w obszarze amunicji rozwija oprócz tego Grupa WB z Ożarowa Mazowieckiego. Współpraca z Hanwha Aerospace ma doprowadzić do budowy w Polsce dużej fabryki pocisków do wyrzutni Chunmoo (Homar-K). Równolegle Grupa deklaruje wejście w produkcję klasycznej amunicji artyleryjskiej. W grudniu poinformowano o wyprodukowaniu i przetestowaniu pierwszych egzemplarzy kalibru 155 mm oraz o planach uruchomienia produkcji seryjnej. W 2026 r. z taśmy ma zejść pierwsza, ograniczona partia – rzędu 5–10 tys. sztuk. Rok później produkcja ma osiągnąć skalę przemysłową, przekraczając 50 tys. sztuk rocznie. W segmencie rakietowym bieżący rok ma przynieść certyfikację produktu, a od 2027 r. – pełnoskalową produkcję seryjną.
Płaszczyzna druga: drony
Segment bezzałogowców jest jednym z najbardziej dojrzałych obszarów współpracy państwa z prywatnym przemysłem w Polsce. Pokazuje to chociażby Grupa WB.
Systemy takie jak Warmate czy FlyEye funkcjonują nie tylko w Siłach Zbrojnych RP, lecz także na rynkach zagranicznych. Kontrakt o wartości 2 mld zł na system Gladius potwierdził zdolność prywatnej firmy do realizacji wieloletnich zamówień dla MON.
W ubiegłym roku spółka zaprezentowała również bezzałogową jednostkę nawodną Stormrider – platformę wyposażoną w zestaw sensorów i systemów uzbrojenia, przeznaczoną do operacji portowych i osłony zespołów okrętowych.
I co z tego wynika? Jak słyszymy, „zainteresowanie widać”, ale nie przekłada się ono na konkretne decyzje zakupowe. Można jednak zakładać, że po rozstrzygnięciach MON dotyczących systemów bezzałogowych powietrznych i lądowych przyjdzie czas również na rozwiązania morskie.
Polski sektor dronowy nie ogranicza się przy tym do Grupy WB. W obszarze bezzałogowców aktywne są także inne podmioty – w tym spółki spoza klasycznego sektora zbrojeniowego. Przykładem jest Unimot, który w lipcu powołał spółkę PZL Defence, deklarując wejście w segment produkcji systemów bezzałogowych. Działają również mniejsze firmy technologiczne, mniej rozpoznawalne, lecz aktywnie poszukujące partnerstw i projektów pilotażowych.
W przypadku technologii bezzałogowych taki model współpracy wydaje się racjonalny. Mniejsze, prywatne podmioty często cechują się większą elastycznością operacyjną i krótszym cyklem decyzyjnym niż duże przedsiębiorstwa państwowe.
Niektórzy przedstawiciele branży podnoszą, że powinien powstać podmiot zarządzający „dronizacją” kraju, który koordynowałby zarówno pozyskiwanie, jak i rozwój technologii bezzałogowców.
– Obecnie, odwrotnie niż dekady temu, to technologie cywilne stanowią fundament rozwiązań wojskowych. W przeszłości transfer następował w kierunku odwrotnym – z wojska do cywila. Wnioski z wojny w Ukrainie potwierdzają tę zmianę strukturalną. Nie każda technologia okaże się adekwatna do potrzeb operacyjnych. Celem powinno być szybkie wyciąganie wniosków i iteracyjne doskonalenie rozwiązań, a nie poszukiwanie odpowiedzialnych za niepowodzenia – zauważa Tomasz Darmoliński, prezes Fundacji Żelazny.
Jego zdaniem z perspektywy strategicznej kluczowe jest także uwolnienie rynku. Obecnie sektor dronowy funkcjonuje w gęstej siatce regulacji i ograniczeń, co obniża jego efektywność. Upowszechnienie technologii – przy zachowaniu standardów bezpieczeństwa – może stać się jednym z najważniejszych czynników zwiększających odporność państwa.
Zdaniem parntera cyklu
Zaufanie, strategia i równe zasady dla wszystkich
Dziś jednym z istotnych wyzwań pozostaje niedostateczne wsparcie dla podmiotów prywatnych przy jednoczesnym uprzywilejowaniu spółek państwowych. Tymczasem odporność systemu bezpieczeństwa buduje się poprzez dywersyfikację dostawców, konkurencyjność i wykorzystanie pełnego potencjału rynku.
Skuteczna współpraca sektora prywatnego z państwowym powinna opierać się na równych zasadach dostępu do postępowań, transparentnych kryteriach oraz mechanizmach współdzielenia ryzyka. Państwo Polskie, jako zamawiający, powinno tworzyć stabilne warunki rozwoju i długofalową perspektywę planowania, a sektor prywatny wnosi elastyczność, tempo działania oraz innowacyjność.
W tym kontekście szczególnego znaczenia nabiera fakt, że mija 12 miesięcy od złożenia przez Niewiadów Polska Grupa Militarna kompletnego wniosku do Ministerstwa Aktywów Państwowych o wsparcie ze środków Funduszu Inwestycji Kapitałowych budowy fabryki amunicji artyleryjskiej kalibru 155 mm – inwestycji bezpośrednio odpowiadającej na potrzeby Sił Zbrojnych RP oraz zobowiązania sojusznicze Polski. Pomimo upływu roku Spółka nie otrzymała żadnej formalnej odpowiedzi. Trudno mówić o przewidywalnym otoczeniu inwestycyjnym i realnym partnerstwie, jeśli kluczowe dla bezpieczeństwa projekty pozostają bez rozstrzygnięcia przez tak długi czas.
Tylko prawdziwe partnerstwo – oparte na zaufaniu, równych zasadach i konsekwentnie realizowanej strategii, pozwoli zbudować w Polsce nowoczesny przemysł obronny, zdolny do zabezpieczenia potrzeb krajowych i konkurencyjny także na rynkach międzynarodowych.
Płaszczyzna trzecia: IT i cyberprzestrzeń
Drugim obszarem, w którym transformacja dokonuje się na naszych oczach, jest cyberprzestrzeń oraz szeroko rozumiany sektor IT. W tym segmencie trudno mówić o strukturalnej przewadze podmiotów państwowych. Dynamika innowacji, tempo rozwoju narzędzi analitycznych i kompetencje inżynierskie w dużej mierze koncentrują się dziś w sektorze prywatnym.
Instytucje takie jak Centralny Ośrodek Informatyki czy NASK pełnią istotną rolę w architekturze cyfrowej państwa. Ich działalność – także w obszarze cyberbezpieczeństwa – pozostaje niezbędna. W warunkach narastających zagrożeń ich funkcjonowanie jest warunkiem stabilności systemu.
Nie wyklucza to jednak szerszego otwarcia na sektor prywatny. Przykładem takiego podejścia jest współpraca z Palantirem – firmą specjalizującą się w integracji i analizie dużych zbiorów danych. Podpisanie listu intencyjnego między Palantirem a Dowództwem Komponentu Wojsk Obrony Cyberprzestrzeni w październiku było sygnałem gotowości do wykorzystania komercyjnych kompetencji w obszarze obronnym.
Ostateczny kształt tej współpracy pozostaje jednak zależny od uwarunkowań politycznych. Warto przy tym zauważyć, że w Polsce dynamicznie rośnie sektor firm technologicznych, które mogą oferować analogiczne rozwiązania. Jednym z przykładów jest DataWalk – spółka rozwijająca narzędzia do analizy powiązań i dużych zbiorów danych, działająca również na rynku amerykańskim.
I choć mniej znany niż zamorski krewniak, DataWalk też potrafi zaskoczyć i wygrać zamówienie publiczne za oceanem. O czym prezes firmy mówił zresztą w rozmowie z XYZ.
Największe ograniczenie – kapitał
Współpraca z krajowymi firmami technologicznymi ma uzasadnienie strategiczne. Barierą pozostają jednak – mówiąc brutalnie – środki finansowe. Rozwój własnych produktów, zakup infrastruktury, budowa zespołów – to procesy kapitałochłonne, szczególnie dla młodych spółek.
Państwo dysponuje zasobami, które mogą zmniejszyć tę lukę. Instrumenty finansowe – w tym specjalne fundusze wspierające projekty o znaczeniu obronnym – mogłyby przyspieszyć rozwój krajowych kompetencji.
Model współpracy z sektorem cywilnym wypracowało Dowództwo Komponentu Wojsk Obrony Cyberprzestrzeni, które aktywnie pozyskuje specjalistów IT i umożliwia im udział w międzynarodowych ćwiczeniach, takich jak Locked Shields, a także w inicjatywach typu Cyber Legion (ten ostatni opisywany na łamach XYZ).
Dowództwo rozwija również własne rozwiązania – m.in. system zarządzania polem walki „Legion” (bms) testowany na pojazdach wojskowych oraz system bezpiecznej transmisji danych do klauzuli „zastrzeżone”. Istotnym podmiotem pozostaje także Teldat z Bydgoszczy, którego system „Jaśmin” ma zostać zintegrowany m.in. z wyrzutniami K239 Chunmoo.
Płaszczyzna czwarta: kosmos
Trudno polemizować z faktem, że bez sektora prywatnego wciąż bylibyśmy bliżej internetowego memu „Poland cannot into space” niż realnej orbity. Wyniesienie na orbitę pierwszych polskich satelitów wojskowych pod koniec listopada potwierdziło, że bez firm komercyjnych rozwój w tym segmencie byłby znacznie wolniejszy.
Satelity radarowe SAR zostały zbudowane przez ICEYE – spółkę polsko-fińską specjalizującą się w mikrosatelitach obserwacyjnych. Firma przez lata zabiegała o kontrakt z res Drugim istotnym graczem jest Creotech Instruments z Piaseczna. Liczba prywatnych podmiotów działających w branży kosmicznej systematycznie rośnie, a udział firm państwowych pozostaje ograniczony.ortem obrony, a jego finalizacja oznaczała wejście do segmentu wojskowego w pełnym wymiarze.
W obszarze łączności satelitarnej rozwija się wrocławskie Thorium Space. Zaawansowane detektory projektuje SigmaLabs. Równolegle funkcjonują państwowe instytuty badawcze i zakłady lotnicze, które uzupełniają kompetencje sektora prywatnego. Sektor kosmiczny w Polsce ma więc wyraźnie komercyjny charakter. Wyzwanie polega nie na tworzeniu kompetencji od zera, lecz na ich strategicznej integracji z potrzebami państwa.
Nie da się ukryć, że bez prywatnego kapitału polskie satelity nie znalazłyby się dziś na orbicie. W segmencie kosmicznym państwo – jako inwestor i integrator – ma obecnie ograniczoną ofertę. To paradoks, bo mowa o branży o wysokim potencjale wzrostu. Na razie jednak komponent kosmiczny po stronie publicznej pozostaje w dużej mierze domeną wojska.
Nic nie wskazuje, by ten model miał się szybko zmienić. Być może więc najwięksi gracze państwowi powinni szerzej otworzyć się na współpracę z mniejszymi firmami cywilnymi. W sektorze kosmicznym to raczej przemysł państwowy może dziś uczyć się od prywatnego – zarówno w zakresie tempa działania, jak i modelu finansowania projektów.
Podsumowując, istnieje wiele obszarów, w których współdziałanie sektora prywatnego i państwowego może przynieść wymierne efekty. Najbardziej widoczne są one w segmentach dronów, IT oraz technologii kosmicznych, ale katalog jest szerszy – obejmuje choćby produkcję wyposażenia i odzieży dla wojska oraz służb.
Adam Bergmann: Hybrydowy system zakupów zbrojeniowych
Adam Kapitan Bergmann, doradca strategiczny w funduszu Ondas Capital, wskazuje, że Polska mogłaby w większym stopniu czerpać z doświadczeń Estonii. Tam model zakupów obronnych łączy elementy centralnego planowania z elastycznymi mechanizmami współpracy z firmami prywatnymi. Hybrydowy system, oparty na partnerstwie i współdzieleniu ryzyka, pozwala szybciej wprowadzać innowacje bez rezygnacji z kontroli państwa nad kluczowymi zdolnościami.
Chciałbym, aby prywatne przedsiębiorstwa – polskie, europejskie i globalne – współpracowały ze sobą szerzej. Estońskim firmom wielokrotnie rekomenduję partnerstwa z polskimi podmiotami, choćby w obszarze wymiany technologii.
– Kolejna kwestia dotyczy struktury rynku. Estońskie firmy z sektora obronnego zaczynały jako startupy. Co istotne, w Estonii nie funkcjonuje wymóg, aby zasadnicza część produkcji trafiała na potrzeby krajowych zamówień publicznych, dlatego większość ich sprzedaży ma charakter eksportowy. W Stanach Zjednoczonych sektor obronny również jest prywatny i w dużej mierze notowany na giełdzie, przy czym ok. 85 proc. produkcji realizowane jest na rzecz rządu USA – wskazuje Adam K. Bergmann.
W jego ocenie Polska nie musi postrzegać się jako „mniejszy brat” w tym układzie. Obecnie ok. 80-85 proc. zakupów zbrojeniowych realizowanych jest w ramach Polska Grupa Zbrojeniowa, a pozostała część przypada na firmy prywatne – zarówno krajowe, jak i zagraniczne.
„Małe, elastyczne firmy”. Ukraina jako punkt odniesienia
– Dziś funkcjonujemy w modelu hybrydowym zakupów zbrojeniowych. Współpraca między sektorem państwowym a prywatnym istnieje w Polsce od lat. Polskie firmy konkurują na rynkach europejskich i potrafią wygrywać. Chciałbym, aby prywatne przedsiębiorstwa – polskie, europejskie i globalne – współpracowały ze sobą szerzej. Estońskim firmom wielokrotnie rekomenduję partnerstwa z polskimi podmiotami, choćby w obszarze wymiany technologii – mówi Adam K. Bergmann.
Jego zdaniem przewagą sektora prywatnego jest elastyczność oraz zdolność do szybkiego wdrażania innowacji. Szczególnie widoczne jest to w segmencie systemów bezzałogowych.
W regionie są dziś dwa państwa posiadające unikalne doświadczenie operacyjne w zakresie wykorzystania dronów w działaniach wojennych – Rosja oraz Ukraina. Ta druga, jako sojusznik Polski, stała się laboratorium nowoczesnej walki bezzałogowej.
– Polska powinna stać się dla Europy hubem wymiany wiedzy, technologii i know-how w obszarze walki dronowej. Ukraina nieustannie rozwija swoje rozwiązania. Wielka Brytania przeznacza setki milionów funtów na szkolenia żołnierzy w zakresie wykorzystania dronów. To kierunek, który już dziś wyznacza standardy. Właśnie we współpracy z małymi, elastycznymi firmami możemy budować realną przewagę – podkreśla nasz rozmówca.
Czas to element strategiczny
To, że zwinność i elastyczność będzie kluczowym elementem w kształtowaniu przewag strategicznych podkreśla również prezes DataWalk Paweł Wieczyński.
– W sytuacjach zagrożenia nie ma czasu na wieloletnie cykle B+R. Przewagę dają rozwiązania gotowe (COTS), które można skonfigurować pod konkretne potrzeby operacyjne. To właśnie „technology-enabled agility” – zdolność technologii do umożliwienia szybkiej adaptacji – decyduje dziś o skuteczności. W Europie rośnie zapotrzebowanie na budowę własnych kompetencji technologicznych. Dziś szybkość działania jest jednym z fundamentów bezpieczeństwa narodowego – nie można funkcjonować w pięcioletnich cyklach decyzyjnych. Widać to choćby w obszarze dronów.
Drugim kluczowym elementem jest szersze wykorzystanie produktów podwójnego zastosowania (dual-use) – rozwiązań cywilnych, które mogą mieć zastosowanie militarne. Trzeci aspekt to suwerenność cyfrowa. Zaufanie do partnerów zza oceanu pozostaje wysokie, lecz Europa coraz wyraźniej dostrzega konieczność budowy własnych zdolności – zarówno po to, by być wiarygodnym partnerem USA, jak i by dysponować autonomicznymi zasobami w sytuacji kryzysowej. W Polsce również widać zmiany – powstają inicjatywy takie jak Rada Przyszłości, a konsekwentne inwestycje w budowę kadr cyberobrony wzmacniają potencjał państwa. Rosnąca wola polityczna do współpracy między sektorem high-tech a administracją publiczną jest krokiem w dobrym kierunku – zaznacza Paweł Wieczyński
Główne wnioski
- Współpraca sektora prywatnego i państwowego w obronności jest nie tylko możliwa, lecz także strategicznie uzasadniona. Eksperci podkreślają, że przewagą firm prywatnych pozostają elastyczność operacyjna, krótszy cykl decyzyjny oraz zdolność do szybkiego reagowania na zmieniające się wyzwania bezpieczeństwa.
- Przykładem mogą być firmy estońskie, które – jak wskazuje Adam Bergmann z Ondas Capital – rozpoczynały działalność jako startupy, a dziś skutecznie eksportują technologie i uzbrojenie na rynki zagraniczne.
- Największy potencjał wzrostu widoczny jest obecnie w sektorach technologii dronowych, produkcji amunicji oraz branży kosmicznej. W każdym z tych obszarów funkcjonują prywatne przedsiębiorstwa, które wykazują większą dynamikę rozwoju i sprawność operacyjną niż podmioty państwowe.





