Kategorie artykułu: Biznes Sport

Odwiedziliśmy Boston Celtics rok po rekordowej inwestycji. Czy widać już rękę nowego właściciela?

Inwestycja 6,1 mld dolarów w Boston Celtics zapisała się na kartach historii sportu. Bill Chisholm równo rok temu za rekordową kwotę spełnił swoje dziecięce marzenie i przejął kontrolę nad jednym z najbardziej utytułowanych klubów w historii NBA. Od kilku miesięcy finansista w pełni zarządza klubem i robi to w dość nietypowy sposób.

Wnętrze hali TD Garden, na której występują Boston Celtics
TD Garden jest dla Boston Celtics domem od 1996 r. Przenieśli się na tę halę z legendarnego Boston Garden, obiektu na którym rozgrywali spotkania od początku swojego istnienia, czyli od 1946 r. Fot. Mikołaj Śmiłowski

Z tego artykułu dowiesz się…

  1. Dlaczego atmosfera na meczach Boston Celtics w sezonie zasadniczym może odbiegać od stereotypu fanatycznych kibiców z Bostonu.
  2. Jak wygląda realny podział władzy między Billem Chisholmem a Wyc Grousbeckiem po sprzedaży klubu.
  3. W jaki sposób Boston Celtics unikają drugiego progu podatkowego w NBA i jakie ma to znaczenie finansowe.
Loading the Elevenlabs Text to Speech AudioNative Player...

Jako akredytowany dziennikarz NBA i FIBA co tydzień dostarczam wam najświeższe wiadomości zza kulis najlepszej koszykarskiej ligi świata. Polecam pozostałe teksty z serii „Rzut za ocean”.

O bostońskich kibicach słyszałem wiele dobrego. Jednym z głównych powodów, dlaczego w Bostonie jest tyle historycznych klubów sportowych, ma być rzekomo gigantyczne wsparcie lokalnej ludności. Bez względu na to, czy chodzi o New England Patriots, Boston Red Sox, Boston Bruins czy Celtics – kochają każdą drużynę bezwarunkowo i pokażą, gdzie raki zimują temu, kto powie o nich chociaż jedno złe słowo. Słyszałem, że tak jest, ale też częściowo się przekonałem.

Miałem dużo szczęścia, że ostatnio do Bostonu zawitałem tuż przed finałem konferencji AFC w futbolowej lidze NFL. Grający pod miastem New England Patriots walczyli wówczas o awans do legendarnego Super Bowl. Dzięki temu całe miasto było zalane logotypami drużyny. W sklepach dawano zniżki każdemu, kto miał na sobie ubranie nawiązujące do Patriots. Restauracje szykowały imprezy związane z meczem. Biznesy się zamykały, żeby pracownicy mogli oglądać spotkanie. Obłęd.

Atmosfera na trybunach Boston Celtics – mit fanatycznych kibiców czy marketingowy wizerunek?

Sprawiało to wrażenie wielkiego fanatyzmu. Podobnie było na hali TD Garden, gdzie pomijając pojedyncze osoby w ubraniach Patriots, każdy kibic miał na sobie co najmniej kilka gadżetów koszykarskiej drużyny. Trybuny mimo wielkiej śnieżycy były pełne, a fani przed meczem głośni. Wszystkie słowa, które dotychczas słyszałem o Bostończykach, zdawały się znajdować potwierdzenie. Do czasu, aż zaczął się mecz.

Mecz NBA w Bostonie od środka – dlaczego atmosfera w TD Garden rozczarowuje?

Zanim cokolwiek mi zarzucicie – byłem w swoim życiu na wielu spotkaniach ligi NBA, a podczas meczu Celtics pojawiłem się w kilku różnych miejscach hali TD Garden. Muszę powiedzieć szczerze, że tak słabej atmosfery jak w Bostonie, nie doświadczyłem chyba nigdzie. Dość szybko zaczęło do mnie docierać, o co w tym wszystkim chodzi i zaczęła mi się w głowie formułować moja autorska, uproszczona opinia na temat bostońskich kibiców, którą eksperckim tonem dzielę się teraz z każdym.

Boston to jedno z najbogatszych miast USA. Tamtejsi mieszkańcy mają bardzo dużo gadżetów lokalnych klubów, bo ich po prostu na to stać. Na mecze chodzą, bo lubią się pokazać i budować swój wizerunek jako osób niezwykle towarzyskich. To zaciekli kibice, lubią nie tyle wspierać, ile raczej dopingować przeciwko komuś. Bostończyków łączy niechęć do wspólnych wrogów (np. nowojorczyków), a nie miłość do tego, co swoje. Pokazują na zewnątrz, jacy są fanatyczni i groźni, a niekoniecznie tak jest. Już wolę, gdy kibice szczerze nie okazują zainteresowania, jak np. na Brooklyn Nets.

Oczywiście generalizuję, ale takie są moje wrażenia. Nigdy nie zapomnę tego szumu podczas zjawiskowych akcji boiskowych Celtów – przypominających raczej odgłosy wielkiego targu niż hali czy stadionu. Gdziekolwiek usiadłem, to słyszałem wokół mnie, jakiego nowego psa ma Bettie, czym teraz jeździ John i co się dzieje w pracy u Mike’a. Ale żadnego „Let’s go Celtics”.

Parkiet Boston Celtics
Mimo wielu transferów i zmiany składu oraz kontuzji Jaysona Tatuma najlepszego zawodnika drużyny, Boston Celtics zachwycają formą i obecnie zajmują drugie miejsce w Konferencji Wschodniej NBA. Ewidentnie decyzja Billa Chisholma, by nie wtrącać się w pracę Brada Stevensa, generalnego menadżera klubu, była słuszna. Fot. Mikołaj Śmiłowski

Bill Chisholm jako właściciel Boston Celtics – styl zarządzania i reakcja kibiców

Trzeba jednak przyznać, że kiedy na wielkim wyświetlaczu pokazany został Bill Chisholm, nowy właściciel Boston Celtics, na trybunach wybuchł aplauz. Finansista zjednał sobie miłość Bostończyków, bo sam pochodzi spod miasta i całe życie kibicował Celtom. Dużo też ogląda meczów ze swojego stałego miejsca za koszem, więc wygląda na zaangażowanego w zarządzanie klubem.

Rzeczywiście tak jest – dużo ogląda i jest zaangażowany. Ciekawe jest to, że chociaż po przypieczętowaniu transakcji kupna uczynił siebie gubernatorem, do którego należy ostatnie słowo w każdej kluczowej sprawie, to faktycznie rządzenie oddał innym.

Nie dokonał żadnych zmian kadrowych. Wybrał tylko sobie dwóch zastępców. Pierwszym jest Aditya Mittal, twórca Accelor Mittal i drugi największy udziałowiec w Celtics. Drugim jest Wyc Grousbeck, były gubernator i współwłaściciel klubu. Jego rola jest kluczowa.

Wyc Grousbeck przez lata rządził Celtics, a jego rodzina od 2002 r. była właścicielem klubu. Co ciekawe, Wyc jedynym członkiem rodziny Grousbecków, który rok temu sprzeciwiał się sprzedaży klubu. Został przegłosowany przez rodzeństwo i ojca. Ponadto musiał przełknąć nie tylko to, ale też konieczność oddania sterów do klubu komuś innemu. Jak wynika z wywiadów sprzed roku, był przekonany, że mimo sprzedaży klubu będzie mógł pozostać gubernatorem do 2028 r.

Wyc Grousbeck po sprzedaży klubu – jak wygląda podział władzy w Boston Celtics?

Teraz nie tylko nie jest gubernatorem, ale musi uczyć nowego właściciela klubu, jak nim być. Grousbeck twierdzi, że w obecnej roli na pewno zostanie przez pięć kolejnych lat, ale wcale nie ma planów odejść po tym czasie. Za to Chisholm chwali swojego biznesowego partnera i przekonuje, że jest dla niego skarbnicą wiedzy oraz już kilkukrotnie uratował go przed problemami.

W rządach Billa Chisholma dało się zauważyć pewien schemat. Oficjalnie gubernatorem klubu jest od początku obecnego sezonu, chociaż właścicielem nieformalnie został rok temu. W praktyce nie ma to jednak większego znaczenia, bo obecnie prowadzi networking i obserwuje pracę każdego z departamentów. Sam stwierdził podczas konferencji przed sezonem, że nie chce zaburzać pracy klubu, który od lat działa z wielkimi sukcesami.

Bill Chisholm dopingujący Boston Celtics
Bill Chisholm to doświadczony finansista i odpowiedzialny za inwestycje partner w firmie private equity o nazwie STG Partners. Choć większość czasu spędza w biurze, to dał się też poznać od innej strony. Od trzech lat odbywa samotne, czasem kilkutygodniowe wędrówki górskie w Appalachach, podczas których śpi w namiocie i sam przyrządza jedzenie na ogniu. Fot. Danielle Parhizkaran/The Boston Globe via Getty Images

Finanse Boston Celtics – drugi próg podatkowy w NBA i podatek od luksusu

Dzięki mocnej marce Boston Celtics są marketingowym samograjem, więc tymi kwestiami nowy właściciel nie musi się przejmować. Największą trudnością ostatnich miesięcy była zmiana składu drużyny w taki sposób, by zachować szansę na walkę o mistrzostwo, ale zmniejszyć łączne płace. Klub dokonał dużych transferów, by zejść poniżej drugiego progu podatkowego i potencjalnie uniknąć też podatku od luksusu.

W NBA przebywanie powyżej drugiego progu podatkowego przez trzy z czterech sezonów wiąże się z dużymi karami finansowymi. To oraz górny limit płac dla zawodników ma wyrównywać szanse i nie dopuścić do sytuacji ze świata piłki nożnej czy baseballu, gdzie niesamowicie bogaty właściciel zwyczajnie próbuje kupić sukces.

Kulisy zakupu Boston Celtics za 6,1 mld dolarów – licytacja i rywale Billa Chisholma

Pewnie myślicie, że skoro Bill Chisholm kupił udziały w Boston Celtics za rekordową wówczas kwotę 6,1 mld dolarów (rekord został pobity przy zakupie Lakers, który opisywaliśmy na XYZ), przy wycenie klubu sięgającej ponad 7 mld dolarów, to pewnie przy braku ograniczeń byłby właśnie tym właścicielem, co inwestuje krocie w skład. Otóż niekoniecznie, na co może wskazywać cały proces zakupu Celtów w jego wykonaniu.

Gdy dowiedział się, że Celtics są na sprzedaż, to dawał sobie 1 proc. szans na zakup klubu. Wraz z innymi chętnymi złożył pierwszą ofertę. Wtedy dowiedział się, która oferta była najwyższa (i znacznie wyższa od jego) i przystąpił do kolejnej licytacji. Dzięki temu wieloetapowemu przebiegowi sprawy właściciele mogli się dowiedzieć, jaki był popyt na klub i jego realna rynkowa wartość.

W ostatnim etapie trzech potencjalnych kupców – w tym Chisholm – miało złożyć ostateczną ofertę, najwyższą, na jaką sobie mogli pozwolić. Pochodzący spod Bostonu finansista zaoferował 6,1 mld dolarów. Jak się później okazało, tylko kilkadziesiąt milionów więcej od Stanley Middleman, współwłaściciela Philadelphia Phillies. Bardzo chciał wygrać tę licytację i mu się udało. Spodobał się też dotychczasowym właścicielom, bo pochodził spod Bostonu i kochał Celtics. Problem w tym, że... nie miał wystarczająco pieniędzy.

Banery mistrzowskie Boston Celtics
Boston Celtics aż 18 razy wygrywali mistrzostwo NBA, najwięcej w całej lidze. Celebrują przeszłe sukcesy, jednak chętniej patrzą w przyszłość. Fot. Mikołaj Śmiłowski

Grupa inwestorska, WNBA w Bostonie i przyszłość hali TD Garden

Dość szybko zaczął formować grupę inwestorską, która zebrałaby potrzebne pieniądze, ale jednocześnie pozwoliłaby mu kupić ponad połowę akcji i zostać właścicielem większościowym. Dzięki kontaktom z branży private equity, z której się wywodzi, dość szybko znalazł kilka chętnych funduszy, w tym Sixth Street z ofertą zakupu 10 proc. akcji. Jego partnerem został Stephen Pagliuca, dotychczasowy współwłaściciel Boston Celtics w ramach wehikułu rodziny Grousbecków i jeden z jego rywali w procesie zakupu udziałów większościowych w klubie.

Dobre stosunki Chisholma z Pagliucą są o tyle ważne, że ten drugi jest właścicielem Connecticut Sun, klubu w kobiecej WNBA rezydującego kilkadziesiąt kilometrów od Bostonu. Jednym z celów Billa Chisholma na najbliższe lata jest utworzenie klubu WNBA w Bostonie – bez względu, czy utworzonego od podstaw lub przeniesionego z innego miasta. Dość dużo mówi się jednak, że to Sun przeniosą się do Bostonu. W tym przypadku ciepłe relacje obu właścicieli na pewno się przydadzą. Nie wiadomo jednak, czy przenosiny będą oznaczały też zmianę właściciela Sun.

Drugą istotną kwestią, jeżeli chodzi o plany Billa Chisholma i jego relacje z lokalnymi biznesmenami, jest hala sportowa. Obecnie Boston Celtics grają na TD Garden, której właścicielem i współgospodarzem jest hokejowy klub Boston Bruins. Chisholm stwierdził, że nie zamyka się na ewentualne przenosiny w przyszłości. Stwierdził jednak, że lubi obecną wynajmowaną halę i kibice również. Dodał również ciekawy komentarz, że „Bruins i Celtics powinni trzymać się razem” co może wskazywać, że nową halę kluby mogłyby zbudować wspólnie.

Główne wnioski

  1. Wizyta w Bostonie pokazała, że wizerunek miejscowych kibiców jako fanatycznych i bezkompromisowych jest bardziej złożony. Miasto rzeczywiście identyfikuje się z lokalnymi drużynami, co szczególnie widać przy okazji kluczowych wydarzeń NFL z udziałem New England Patriots. Sklepy, restauracje i firmy angażują się w sportową rywalizację, a symbole klubowe są wszechobecne. Jednocześnie doświadczenie z meczu Boston Celtics w TD Garden wskazuje, że wysoka frekwencja i bogata oprawa wizualna nie zawsze przekładają się na intensywny doping i pełne skupienie na wydarzeniach na parkiecie.
  2. Objęcie klubu przez Billa Chisholma po rekordowej transakcji o wartości 6,1 mld dolarów nie przyniosło natychmiastowej rewolucji organizacyjnej. Nowy właściciel formalnie przejął funkcję gubernatora, lecz pozostawił dotychczasowe struktury operacyjne bez większych zmian. Istotną rolę nadal odgrywa Wyc Grousbeck, który przez lata zarządzał Celtics i mimo sprzedaży zachował wpływ na funkcjonowanie organizacji. Chisholm koncentruje się na obserwowaniu pracy poszczególnych działów i budowaniu relacji wewnątrz klubu. Taki model zarządzania opiera się na ciągłości i wykorzystaniu doświadczenia poprzednich władz, a nie na gwałtownych korektach.
  3. Funkcjonowanie Boston Celtics w obecnych realiach NBA wymaga ścisłej kontroli kosztów i dostosowania składu do regulacji finansowych ligi. Klub przeprowadził transfery, aby ograniczyć poziom wynagrodzeń i zmniejszyć ryzyko przekroczenia drugiego progu podatkowego oraz podatku od luksusu. Sam proces zakupu pokazał, że inwestycja była efektem wieloetapowej licytacji, a ostateczna oferta Chisholma okazała się nieznacznie wyższa od konkurencyjnej propozycji. Ze względu na skalę transakcji konieczne było zbudowanie szerokiej grupy inwestorów. W tle pojawiają się także plany związane z potencjalnym zespołem WNBA w Bostonie oraz przyszłością hali TD Garden, jednak na tym etapie nie zapadły wiążące decyzje.