Kategoria artykułu: Biznes

Plan repolonizacji inwestycji nabiera kształtów. „Polskie firmy stoją przed ogromną szansą”

Na początku marca Ministerstwo Aktywów Państwowych pokaże, jak będzie liczyło krajowy wkład w realizację kluczowych inwestycji w Polsce. Eksperci podkreślają, że wdrożenie koncepcji zwiększania udziału polskich firm przy projektach to praca na lata. – Niekoniecznie musimy pisać nowe ustawy, czasami wystarczy zmienić praktyki przy poszukiwaniu wykonawców i zawieraniu kontraktów – zaznacza Ilona Wołyniec, dyrektorka Pionu Relacji z Klientami Strategicznymi i Finansowania Projektów w PKO Banku Polskim.

Budowa morskiej farmy wiatrowej
W Polsce ruszyły potężne inwestycje w budowę morskich farm wiatrowych. To szansa także dla polskich dostawców produktów i usług. Fot. Orlen

Z tego artykułu dowiesz się…

  1. Jak w praktyce można zwiększyć udział polskich firm w inwestycjach.
  2. Jak dobrze zabezpieczyć interesy wszystkich stron inwestycji.
  3. Jak zmienić praktyki inwestorów.
Loading the Elevenlabs Text to Speech AudioNative Player...

Repolonizacja gospodarki, rozumiana jako zwiększenie udziału krajowych przedsiębiorstw w kluczowych inwestycjach, to jeden z priorytetów rządu. Celem jest zwiększenie lokalnej produkcji, rozwinięcie kompetencji i stworzenie nowych miejsc pracy w Polsce. W praktyce jednak wdrożenie tej koncepcji to spore wyzwanie. Problem pojawił się już na etapie określenia jak rozumieć tzw. local content, a więc krajowy komponent w inwestycjach. Po wielu analizach i konsultacjach Ministerstwo Aktywów Państwowych przyjęło definicję local content, a wnioski z prac specjalnego zespołu poznamy na początku marca.

– To kluczowy moment. Tworzymy wspólny punkt odniesienia, który pozwoli konsekwentnie wzmacniać udział polskich firm w strategicznych inwestycjach – przekonuje minister aktywów państwowych Wojciech Balczun.

Pojemna definicja

Definicja krajowego komponentu została opracowana we współpracy z Urzędem Zamówień Publicznych, Głównym Urzędem Statystycznym oraz przedstawicielami firm.

 – To zadanie nie było proste – różne perspektywy, kwestie zamówień publicznych, statystyki, oczekiwania środowisk gospodarczych. Naszym celem było stworzenie definicji maksymalnie ogólnej, pojemnej i niewykluczającej. To się udało – stwierdził Wojciech Balczun.

O właściwe określenie definicji local content zabiegali sami wykonawcy, którzy chcą uczestniczyć w największych przedsięwzięciach inwestycyjnych w kraju. Przykład pierwszych farm wiatrowych w polskiej strefie Bałtyku pokazał, że o krajowy komponent trzeba mocniej powalczyć. Tam udział polskich firm sięga około 20 proc. Teraz czas na budowę strategii, która pomoże zwiększyć krajowy komponent w kluczowych inwestycjach.

– Polskie firmy stoją przed ogromną szansą udziału w zapowiadanych na dużą skalę inwestycjach w naszym kraju. Przed nami budowa kolejnych farm wiatrowych na morzu, elektrowni jądrowej, centralnego portu lotniczego, ale też wiele mniejszych projektów. W związku z tym należy stworzyć warunki do tego, aby krajowe firmy mogły uczestniczyć w tym inwestycjach. Jest to możliwe, ale wszystkie strony projektu muszą się w to zaangażować i traktować się po partnersku. Już na starcie jednak wiele mniejszych firm jest wykluczanych z możliwości pozyskania kontraktu, bo zamawiający wymagają od nich wysokich referencji. W takiej sytuacji firmom trudno jest zaistnieć w nowych sektorach, bo przecież gdzieś ten pierwszy kontrakt muszą zrealizować i zyskać doświadczenie – podkreśla Ilona Wołyniec, dyrektorka Pionu Relacji z Klientami Strategicznymi i Finansowania Projektów w PKO Banku Polskim.

Mniejsi mają trudniej

Jednym z problemów jest zapewnienie płynności realizacji projektów przez mniejszych wykonawców. Jeśli firma dostaje jednorazowo dużą zaliczkę, to musi przedłożyć bardzo wysoką gwarancję bankową na zabezpieczenie zwrotu tej zaliczki. Tymczasem wiele przedsiębiorstw po prostu nie ma zdolności kredytowej dla tak wysokich kwot.

– Rozwiązaniem tej sytuacji może być wypłata zaliczki w transzach. To zmniejszyłoby kwotę koniecznych gwarancji. Wymaga to jednak większej elastyczności ze strony zamawiającego i wykonawcy. Widzimy też potrzebę wsparcia mniejszych firm w pozyskiwaniu finansowania gwarancyjnego. Mogą to być np. instrumenty pomocowe ze strony Banku Gospodarstwa Krajowego czy KUKE. Z punktu widzenia banku finansującego inwestycję, istnienie tego typu mechanizmów zwiększa bezpieczeństwo finansowania, pozwala firmom rozwijać się i pcha polską gospodarkę do przodu – proponuje Ilona Wołyniec.

W zamówieniu publicznym ważny jest nie tylko generalny wykonawca, ale też podwykonawcy. To często tam, na samym końcu łańcucha dostaw, znajdują się polskie firmy.

– Zwrócenie przez zamawiającego większej uwagi na podwykonawców, na pewno wzmocni ich pozycję przy danym kontrakcie. Warto stworzyć ramy, które pozwolą preferować firmy z danego regionu czy danego obszaru. Pozwoli to uniknąć sytuacji, gdy generalny wykonawca masowo sprowadza robotników z kraju swojego pochodzenia, pomijając lokalny rynek pracy – zauważa ekspertka PKO Banku Polskiego.

Certyfikaty zamiast referencji

W przypadku nowych branż, które rozwijają się w naszym kraju, zdobycie odpowiednich referencji jest szczególnie trudne.

– Trzeba wprowadzić mechanizmy pozwalające walczyć o kontrakty firmom, które nie miały jeszcze doświadczenia w danym obszarze. Realizowały na przykład prace przy budowie elektrowni węglowych, ale teraz chciałyby wykonywać podobne zlecenia przy elektrowni jądrowej. W takich sytuacjach zamiast referencji przydatny jest system certyfikacji. Firmy, zdobywając certyfikat, potwierdzają swoje kompetencje związane z budowaniem określonych instalacji i mogą być pełnoprawnym uczestnikiem przetargu. To też korzyść dla zamawiającego, bo zwiększa się konkurencja w danym obszarze i może on liczyć na lepsze oferty – podkreśla Ilona Wołyniec.

Ekspertka PKO PB proponuje też wprowadzenie mechanizmu, który wymaga od generalnego wykonawcy przekazania zaliczki także podwykonawcom. Dziś często jest tak, że ta zaliczka nie dociera do firm, które są na samym końcu łańcucha dostaw. To poprawi płynność mniejszych przedsiębiorstw. 

To długi proces

Eksperci podkreślają, że wdrożenie koncepcji zwiększania udziału polskich firm przy inwestycjach to praca u podstaw i praca na lata.

– Potrzebna jest budowa całego ekosystemu, który nie bazuje wyłącznie na referencjach, ale także na instrumentach wspomagających, takich jak np. certyfikaty. Pozwoli to lepiej wykorzystać potencjał drzemiący w polskich firmach. Niekoniecznie musimy pisać nowe ustawy, czasami wystarczy zmienić praktyki przy poszukiwaniu wykonawców i zawieraniu kontraktów. Istotną rolę odegrać może tu Urząd Zamówień Publicznych (UZP). Wydaje różnego rodzaju wytyczne dotyczącego tego, jak konstruować zamówienia. Może wskazać – na jaką elastyczność może pozwolić sobie zamawiający, jak formułować kamienie milowe przy projektach, jak rozliczać poszczególne etapy inwestycji. UZP może odegrać ważną rolę w edukacji przedsiębiorców i samorządów. Jeśli zaszczepimy w zamawiających pewną elastyczność w konstruowaniu zamówień, to będzie to olbrzymi sukces. Ważne jest to, aby te wytyczne realizować nie tylko przy dużych inwestycjach, ale też przy mniejszych projektach o znaczeniu lokalnym – podkreśla Ilona Wołyniec.

Wielu inwestorów już prowadzi rozmowy z dostawcami na temat projektów, które mają w planach na kolejne lata. Regularne spotkania z firmami prowadzą m.in. Polskie Elektrownie Jądrowe (PEJ), Orlen, który stawia farmy wiatrowe na morzu, oraz amerykańskie konsorcjum Westinghouse-Bechtel, które będzie generalnym wykonawcą budowy elektrowni jądrowej. W Szczecinie 2 marca odbędzie się Forum Dostawców Polskiej Energetyki Wiatrowej pod hasłem „Energia z Polski – Local First”. Natomiast 4 marca w Gdańsku PEJ organizuje konferencję „Atomowe szanse” dla polskich przedsiębiorców zainteresowanych włączeniem się w łańcuch dostaw przy budowie pierwszej polskiej elektrowni jądrowej.

Główne wnioski

  1. Na początku marca Ministerstwo Aktywów Państwowych przedstawi definicję tzw. local content, a więc krajowego komponentu w inwestycjach. Pomoże to zbudować strategię zwiększenia udziału polskich firm w kluczowych projektach m.in. energetycznych i infrastrukturalnych. Celem jest zwiększenie lokalnej produkcji, rozwinięcie kompetencji i stworzenie nowych miejsc pracy w Polsce
  2. Wykonanie tego planu wymaga większej elastyczności po stronie inwestorów i wykonawców. Jednym z problemów jest zapewnienie płynności realizacji projektów przez mniejsze firmy. – Rozwiązaniem tej sytuacji może być wypłata zaliczki w transzach. To zmniejszyłoby kwotę wymaganych gwarancji. Widzimy też potrzebę wsparcia mniejszych firm w pozyskiwaniu finansowania gwarancyjnego – podkreśla Ilona Wołyniec, dyrektorka Pionu Relacji z Klientami Strategicznymi i Finansowania Projektów w PKO Banku Polskim.
  3. W niektórych przypadkach zamawiający może też zrezygnować z konieczności wykazania referencji przez dostawcę. Zamiast tego można wprowadzić np. obowiązek zdobycia odpowiednich certyfikatów. – Pozwoli to lepiej wykorzystać potencjał drzemiący w polskich firmach. Niekoniecznie musimy pisać nowe ustawy, czasami wystarczy zmienić praktyki przy poszukiwaniu wykonawców i zawieraniu kontraktów – przekonuje Ilona Wołyniec.