Po co nam banki? Prezesi tłumaczą i wskazują główne wyzwania sektora
Gdyby wszystkie banki w kraju utworzyły konsorcjum, to mogłyby jednorazowo sfinansować 28 proc. kosztów budowy elektrowni jądrowej i 60 proc. Portu Polska. Bez kumulacji kapitału sektor nie udźwignie takich projektów. Konieczna jest też edukacja klientów, którzy na rachunkach bieżących trzymają 1 bln zł.
Z tego artykułu dowiesz się…
- Jakie jest podstawowe wyzwanie banków związane z finansowaniem gospodarki.
- Dlaczego pieniądze klientów leżą na nieoprocentowanych rachunkach.
- Jak sztuczna inteligencja zmieni sposób myślenia o potrzebach klienta.
Czy banki są nam potrzebne? A gdyby przestały istnieć? Między innymi na takie pytania starali się znaleźć odpowiedź uczestnicy debaty „Po co nam banki?” podczas konferencji Impact'26. W dyskusji moderowanej przez Grzegorza Nawackiego, redaktora naczelnego XYZ, udział wzięło pięcioro panelistów, którzy w większości przekonywali, że świat bez banków byłby trudny do wyobrażenia. Powód? Pełnią one zbyt ważną rolę we współczesnej gospodarce.
Banki mają zaufanie i regulacyjne zielone światło
Marta Życińska, dyrektorka generalna polskiego oddziału Mastercard Europe, wskazuje badania, które potwierdzają, że to właśnie banki mają najwyższe zaufanie konsumentów wśród wszystkich instytucji finansowych. W efekcie większość z nich nie widzi możliwości pożyczania pieniędzy w innych rodzajach instytucji niż w bankach.
– Na rynku coraz częściej pojawiają się podmioty, w których banki nie są pierwszym punktem styku z klientem. Tak dzieje się przy embedded finance [produkty finansowe zintegrowane z innymi usługami, np. e-commerce – red.]. Klienci widzą usługę finansową np. u swojego dostawcy jedzenia, ale jednocześnie pożyczać pieniądze chcą tylko w bankach – zaznacza menedżerka.
Zdaniem Michała Gajewskiego, prezesa Erste Bank Polska, dzisiejsze banki można byłoby nazywać producentami oprogramowania (software house) z licencją bankową. Przypomina, że według regulacji zbieranie depozytów wymaga posiadania odpowiedniej licencji. Daje to gwarancję, że deponent otrzyma pieniądze z powrotem wraz z odsetkami za ich przechowywanie.
– To wymogi sprawiają, że banki istnieją. Co więcej, w tych ramach regulacyjnych możemy realizować misję wspierania rozwoju i dbania o zdrowie finansowe klientów – precyzował Michał Gajewski.
„Istnieją od XV wieku i mają się całkiem dobrze”
Według Przemysława Gdańskiego, prezesa BNP Paribas Bank Polska, banki są kluczowym elementem infrastruktury finansowej. Menedżer przypomniał, że podobnie kontrowersyjne pytania stawiano na temat rewolucji, jaką wywoła blockchain, chmura obliczeniowa czy bankowość cyfrowa.
– Blockchain miał zmieść z powierzchni systemy płatnicze i je wszystkie zastąpić. Wszystkie aplikacje bankowe miały skończyć w chmurze, a oddziałów bankowych w ogóle miało nie być. A nadal wszystko jest, jak było. Z tego punktu widzenia nie widzę powodu, aby stawiać dziś sobie tego typu pytania. Skoro bankowość istnieje od XV wieku i ma się całkiem dobrze, to uważam, że to pytanie jest konferencyjnie ciekawe, ale życiowo nieistotne – komentował prezes BNP Paribas Bank Polska.
Są podstawą do inwestowania w gospodarkę
Dwaj kolejni menedżerowie podkreślali rolę banków we wspieraniu gospodarki.
– Banki przez stulecia były podstawą rozwoju gospodarki. Obracanie pieniędzmi kilkukrotnie, by je pożyczać, doprowadziło do tego, że gospodarki mogły się szybciej rozwijać. Banki pokazują ponadto, że można wykorzystywać z punktu widzenia gospodarki rozwiązania cyfrowe w sposób efektywny. Są w tym zakresie forpocztą. Jako branża zbudowaliśmy zaufanie, jesteśmy odpowiedzią na potrzeby klientów – dodał Adam Marciniak, prezes VeloBanku.
Wojciech Sobieraj, szef rady nadzorczej UniCreditu w Polsce, przypomniał, że Polska jest położona dość niefortunnie, między Rosją a Niemcami. To sprawia, że kraj musi wydawać teraz i w przyszłości nawet po 5 proc. PKB rocznie na cele związane z obronnością. Polska gospodarka musi zatem rosnąć szybciej niż te wydatki, czyli o ponad 5 proc.
– Żeby o tyle rosnąć, trzeba inwestować 200 mld euro w gospodarkę. Tych pieniędzy dziś nie ma i trzeba je zdobyć albo w formie rozwoju rynków kapitałowych, albo prywatnego kredytu, albo działalności bankowej – wskazywał były twórca Alior Banku.
Problemem jest niewystarczająca skala biznesu banków
Wtórował mu Przemysław Gdański. Jego zdaniem w Polsce rynek kapitałowy jest słabo rozwinięty, ale za to dużo lepiej radzi sobie właśnie sektor bankowy. W efekcie fundusze na inwestycje w kraju pochodzą albo ze środków własnych przedsiębiorstw, albo z kredytów bankowych. Nie ma alternatywy.
– Słabością jest jednak rozmiar sektora bankowego w Polsce. Gdyby wszystkie banki w kraju utworzyły konsorcjum, to mogłyby jednorazowo pożyczyć maksymalnie 53 mld zł, co stanowi 28 proc. kosztów budowy elektrowni jądrowej i 60 proc. Portu Polska. To znaczy, że nawet tak kluczowych inwestycji banki w Polsce nie byłyby w stanie samodzielnie sfinansować. Dlatego musimy powiększać sektor i akumulować kapitał, aby wspierać mocniej gospodarkę. Tym bardziej że na samą transformację energetyczną w latach 2027-2040 będziemy potrzebować 2,7-3,3 bln zł. Skądś trzeba te pieniądze wziąć – komentował szef BNP Paribas Bank Polska.
Michał Gajewski przypomniał, że poza transformacją energetyczną konieczne są też duże inwestycje w obronność i technologię. To ostatnie ma przełożyć się na wzrost produktywności polskich firm, ponieważ nie mogą już budować przewag wyłącznie na niskich płacach.
Na darmowych rachunkach bieżących leży 1 bln zł
Szef Erste Bank Polska wywołał podnoszony na branżowych konferencjach od kilku miesięcy temat nierównej konkurencji z zagranicznymi bankami, które nie płacą w Polsce podatku od aktywów, a przez to mogą zaoferować bardziej korzystne warunki cenowe. Mówił o tym w wywiadzie dla XYZ m.in. Michał Bolesławski, prezes ING. Jednym z takich banków jest UniCredit, który działa w Polsce przy wykorzystaniu licencji bankowej w Belgii.
– To dobra próba odwrócenia uwagi – ripostował Wojciech Sobieraj.
Menedżer zachęcał, by zamiast tego skupić się na tym, czy Polska potrzebuje dziś w ogóle banków takich, jakie istnieją teraz. Wskazał, że na rachunkach bieżących w Polsce jest 1 bln zł, dwa razy więcej niż gotówki w obiegu gospodarczym. Podkreślił, że banki za to nic nie płacą, a następnie inwestują te pieniądze w obligacje Skarbu Państwa, na czym zarabiają.
Klienci trzymają pieniądze po cenie, którą akceptują
– Czy banki są od tego? Prawdopodobnie od tego nie są. Jeśli tego podejścia nie zmienimy, to staniemy się mniej potrzebni społecznie i mniej doceniani mimo roli banków w budowie gospodarki. Musimy się ogarnąć. Jazda na nieuświadomieniu wartości pieniądza w czasie na rachunkach klientów powinna się skończyć – apelował szef rady nadzorczej UniCreditu w Polsce.
Do tematu szybko odnieśli się szefowie dwóch innych banków.
– Czemu banki to robią? Bo popyt na kredyt jest niewystarczający, a oszczędności Polaków przybywa. Przyjmujemy te pieniądze po cenie, którą akceptuje klient, rozglądamy się za kredytem, ale i tak zostaje bardzo dużo pieniędzy, więc wkładamy je w obligacje. Jeśli klient zostawia pieniądze na nieoprocentowanych rachunkach, to trudno za to winić banki – ripostował Przemysław Gdański.
– Ale przecież zamożne osoby nie trzymają pieniędzy na nieoprocentowanych rachunkach. Nie robią tego, bo mają doradcę. One często zapominają o tych pieniądzach, potrzebują ich, bo chcą coś kupić, albo zapłacić ratę kredytu. Dzięki technologii sektor dąży teraz do demokratyzacji doradztwa, by każdy klient miał doradcę inwestycyjnego, który mu podpowie, co powinien trzymać na ROR, na lokacie, w funduszu, a co np. w stablecoinie – dodał Adam Marciniak.
To AI pokaże, kogo i dlaczego potrzebujemy
Zdaniem Marty Życińskiej kluczowe jest pytanie o to, co będzie działo się z pierwszą relacją z klientem i jak wpłynie na to sztuczna inteligencja (AI).
– Wtedy rywalizacja nie będzie toczyć się o to, czy klient będzie w banku A, B czy C, ale o to, czy AI podpowie moje produkty i usługi klientowi. Wtedy wejdziemy w rywalizację, w której nie będzie miało znaczenia, czy to bank, fintech czy big tech. Dopiero wtedy dowiemy się, po co komu banki, ale też po co komu są inne instytucje – oceniła szefowa Mastercarda w Polsce.
Przypomniała, że na świecie odbywają się już pierwsze transakcje między agentami AI bez udziału człowieka. W marcu organizacja pochwaliła się, że wspólnie z Santanderem przeprowadziła pierwszą transakcję przy wykorzystaniu agenta AI. Zdaniem menadżerki trzeba się przygotować na ten trend i zacząć myśleć o perspektywie klienta, a nie o perspektywie wyłącznie swojego banku.
Główne wnioski
- Niedopasowanie skali sektora do potrzeb strategicznych państwa: Polski sektor bankowy jest zbyt rozdrobniony i posiada zbyt mały kapitał, by samodzielnie sfinansować kluczowe inwestycje. Maksymalny kredyt konsorcjalny wszystkich krajowych banków wynosi 53 mld zł, co stanowi zaledwie ułamek potrzeb związanych z transformacją energetyczną (szacowaną na 2,7–3,3 bln zł) czy budową infrastruktury krytycznej.
- Licencja i zaufanie jako nienaruszalna bariera wejścia: Mimo rozwoju embedded finance i kryptowalut banki zachowują dominującą pozycję dzięki regulacjom chroniącym depozyty. Konsumenci są skłonni korzystać z usług finansowych podmiotów trzecich, jednak w obszarze pożyczania pieniędzy i lokowania oszczędności wciąż powierzają je wyłącznie instytucjom licencjonowanym.
- Konieczność ewolucji modelu dochodowego i doradczego: Sektor mierzy się z wyzwaniem zagospodarowania 1 bln zł leżącego na nieoprocentowanych rachunkach bieżących (ROR). Przyszłość banków zależy od skutecznej „demokratyzacji doradztwa” wspieranej przez AI, która pozwoli klientom efektywniej zarządzać nadwyżkami finansowymi, zamiast pasywnego finansowania przez nich obligacji Skarbu Państwa.