Polak pracował przy 8 meczach mundialu. „W czasie meczu na stadionie pracuje nawet 10 tys. osób”
Kibic ogląda 90 minut meczu. Widzi piłkarzy, bramki, atmosferę na trybunach. Nie widzi jednak tysięcy ludzi, którzy przez kilkanaście godzin pracują po to, żeby wszystko zadziałało dokładnie tak, jak powinno. Dla nich dzień meczowy trwa kilkanaście godzin.
Z tego odcinka dowiesz się…
- Jak długo trwają i jak wyglądają przygotowania do meczu piłkarskich mistrzostw świata.
- Dlaczego 20 minut przed jednym z meczów Iranu istniało ryzyko, że piłkarze nie wyjdą na boisko.
- W jaki sposób Arabia Saudyjska przygotowuje się organizacyjnie do goszczenia mundialu w 2034 roku.
Wideocast
Powiększ video
Wideocast
Powiększ audio
Polscy piłkarze na północnoamerykańskim mundiali nie zagrali. Ale to nie oznacza, że na turnieju nie było Polaków. Dwa mecze poprowadziła polska czwórka sędziowska z Szymonem Marciniakiem na czele. A organizacją meczów na stadionie w Los Angeles zarządzał Tomasz Świerczewski, międzynarodowy ekspert zajmujący się zarządzaniem obiektami sportowymi i operacjami eventowymi, współpracujący z FIFA i z UEFA.
– Tego, czym się zajmowałem, raczej nie widać w telewizji. To są kwestie bezpieczeństwa, transportu, przygotowania obiektu dla piłkarzy i kibiców, opieki na gośćmi VIP, brandingu stadionu itd. Trzeba skoordynować wiele kwestii, żeby mecz odbył się bez żadnych przeszkód. To jest ogromna operacja, która w przypadku tak dużego turnieju zaczyna się de facto kilka lat przed pierwszym gwizdkiem. I przy której pracują tysiące osób – mówi w podcaście „Sport to pieniądz” Tomasz Świerczewski.
Jeden pracownik na 10 kibiców
Mundial w USA, Kanadzie i Meksyku był największy w historii: najwięcej współgospodarzy, najwięcej, rozegranych meczów, najwięcej uczestniczących drużyn, najwięcej stadionów. To wszystko składało się na wielką operację logistyczną. Przeprowadzono ją 104 razy w 16 miejscach.
– Przy tej skali wydarzenia mogę spokojnie powiedzieć, że zrobiliśmy kawał dobrej roboty. Oczywiście nie obyło się bez jakichś małych historii, jak np. pojawienie się na murawie dwóch nieproszonych osób. Ale mówimy o 104 rozegranych meczach. Na EURO w Niemczech, gdzie rozegrano o połowę mniej spotkań, tzw. pitch inviderów było 27 – mówi Tomasz Świerczewski.
Żeby wszystko zakończyło się sukcesem, trzeba lat planowania, ćwiczeń i przewidywania różnych scenariuszy. A do tego zaangażowania tysięcy osób.
– Planiści, serwisanci, zajmujący się np. układaniem kabli czy murawy, osoby pracujące w kioskach gastronomicznych, osoby związane z zarządzaniem odpadami, wolontariusze... Ludzie, których nawet na stadionie albo nie widać wcale, albo nie zwraca się na nich uwagi. Na jeden mecz potrzebnych jest sześć, osiem, a nawet dziesięć tysięcy osób. W Los Angeles, gdzie teraz pracowałem, mieliśmy jakieś 8-8,5 tys. osób pracujących przy każdym meczu. To mniej więcej jedna osoba na każdych dziesięciu kibiców – tłumaczy Tomasz Świerczewski.
Ile godzin trwa jeden mecz?
Dla większości kibiców przed telewizorami mecz trwa tyle, co jego telewizyjna transmisja. Piłkarze przyjeżdżają na stadion 1,5-2 godziny przed meczem i opuszczają go kilkadziesiąt minut po. Dla pracujących na stadionie dzień meczowy trwa kilkanaście godzin.
– W Los Angeles mecze były rozgrywane o 12. w południe. O 5:30 odbywała się odprawa około 130-osobowego zespołu. Później przychodził czas na sprawdzanie wszystkich stanowisk, komunikacji radiowej, systemów monitoringu i gotowości służb. Trzy godziny przed pierwszym gwizdkiem otwieraliśmy bramy, więc już mieliśmy na obiekcie ludzi. Potem oczywiście najważniejszy punkt dnia: mecz. Kończył się ok. 14., ale kibice byli na stadionie jeszcze do 2 godzin po nim. Końcowa odprawa zaczynała się ok. 17:30 – opowiada Tomasz Świerczewski.
Ułatwieniem jego pracy było zachowanie amerykańskich kibiców.
– Zwykle 3/4 kibiców przybywa na stadion na mniej niż godzinę przed meczem. W USA wielu kibiców stało przed bramą, zanim ją otworzyliśmy. I napływali stopniowo przez 3 godziny. Dzięki temu uniknęliśmy zatorów i kolejek – mówi Tomasz Świerczewski.
W sumie pracował przy ośmiu meczach mundialu. Ile z nich obejrzał?
– W telewizji, z odtworzenia, wszystkie. Na stadionie: żadnego. Może gdybym zebrał czas, gdy mogłem spokojnie zerknąć na to, co się dzieje na boisku, uzbierałoby się 15–20 minut – dodaje.
Polityka nie pomaga
Mundial w Stanach Zjednoczonych, Kanadzie i Meksyku nie był wolny od politycznych napięć. Szczególnie skomplikowana była sytuacja wokół reprezentacji Iranu, która swoje mecze rozgrywała właśnie w Los Angeles – mieście zamieszkanym przez ogromną irańską diasporę.
Organizatorzy od początku zdawali sobie sprawę, że spotkania mogą mieć dodatkowy wymiar. W czasie turnieju trzeba było brać pod uwagę możliwość protestów kibiców i kwestie bezpieczeństwa irańskiej kadry.
– Zawsze mówię, że potrzeba tylko jednego wariata, jednej osoby, która poczuje, że w jakiś sposób musi coś zamanifestować i nagle wszyscy jesteśmy zakładnikami takiej osoby. Oczywiście, Bogu dzięki, nic takiego się nie wydarzyło – mówi Tomasz Świerczewski.
Przed jednym z meczów pojawiło się ryzyko, że reprezentacja Iranu nie wyjdzie na boisko. Chodziło o pojawienie się na trybunach symboli sprzeciwu wobec władzy ajatollahów. Mieszkająca w Los Angeles irańska diaspora w zdecydowanej części jest przeciwna władzom Republiki Islamskiej.
– Informowaliśmy kibiców, czego nie mogą pokazywać. Tłumaczyliśmy, że dopuszczone są tylko oficjalne flagi Iranu, a nie te historyczne. Niektóre flagi czy transparenty trzeba było fizycznie odebrać. Informowaliśmy też, że niezastosowanie się do regulaminu obiektu może skutkować usunięciem ze stadionu. Irańska delegacja była bardzo wyczulona. W zasadzie na 20 minut przed rozgrzewką przed jednym z meczów były w szatni pertraktacje ws. gry. Nie mogę tutaj za dużo powiedzieć, ale było blisko – mówi Tomasz Świerczewski.
Ale nie wszyscy zgromadzeni na stadionie byli zainteresowani samym meczem.
– Byłem zaskoczony, ale na strefie VVIP, która jest jeszcze ważniejsza od VIP, bo siedzą tam przywódcy państw, naprawdę ważne osoby, odbywał się prawdziwy szturm: każdy chciał mieć zdjęcie z gościem specjalnym. A był nim Brad Pitt – mówi Tomasz Świerczewski.