Polak surfuje na falach o wysokości pięciu pięter. „Lubię, gdy goni mnie ten potwór”
Adam Warchoł jako dziecko przeprowadził się z rodziną na południowy skraj Hiszpanii. Zakochał się w surfingu i oceanie – szuka wielkich fal i jednocześnie studiuje oceanografię. Niedawno błysnął w Nazaré w Portugalii, w mekce swojego sportu. Tam na 15-metrową falę „wrzuciła” go – zapraszając poważnych sponsorów – pewna Polka, której doskwierał brak rodaków na tak niezwykłej scenie.
Fot. Adam Warchoł/materiały własne
Z tego artykułu dowiesz się…
- Jak wyglądają treningi surferów atakujących wielkie fale.
- Jak dużo brakuje Adamowi Warchołowi do światowych rekordów w surfowaniu na wielkich falach.
- Dlaczego światowy surfing to sport wyjątkowo atrakcyjny dla sponsorów.
Miłośnicy surfowania po wielkich falach podają czasami prędkość, z jaką suną po ogromnej i przemieszczającej się ścianie wody – to ok. 70 km/h. Robi wrażenie, biorąc pod uwagę fakt, iż surfer stoi na desce i niczego nie może się trzymać (ma jedynie otwory na stopy, tzw. strapy).
– Prędkość naszą oraz fali dobrze widać niestety wtedy, gdy ktoś specyficznie spadnie z deski. Bywa, że odbija się od powierzchni wody tak jak kamień, gdy „puszczamy kaczki”. Mnie na szczęście taki wypadek się na razie nie przydarzył na wielkiej fali, ale oczywiście zdaję sobie sprawę, jak niebezpieczna jest moja pasja. Kiedy fala łamie się za plecami, uderza w nas kilka ton wody, często wciągając głęboko pod powierzchnię na długi czas. W takich warunkach może dojść do wielkiego nieszczęścia – tłumaczy Adam Warchoł.

Fot. Adam Warchoł/materiały własne
Dokuczliwy brak Polaków
24-letni surfer mówi dobrze po polsku, mimo że do Hiszpanii wyjechał z rodziną jako sześciolatek i od tego czasu uczył się w hiszpańskich szkołach. Dorastał w Tarifie, na południowym skraju Hiszpanii, tuż przy cieśninie Gibraltarskiej.
Jego kontakty z Polską, wcześniej dość luźne, stały się intensywne w ostatnich dwóch latach. Od czasu, gdy zobaczył wiadomość od Magdaleny Mikulskiej, specjalistki z branży marketingu i PR oraz menedżerki sportowej, która kocha surfing.
– Gdy napisałam do Adama dwa lata temu, już byłam zakochana w Nazaré, chociaż oczywiście moje surfowanie tam nie miało nic wspólnego z wielkimi falami. Ale bywałam tam i poznawałam również środowisko tych, którzy wskakują na ogromne fale. I zaczęło mnie dziwić, że wśród obecnych tam herosów nie ma nikogo z Polski. A byli ludzie z całego świata, również np. Niemcy czy Szwajcarzy. Jakiś czas później, przy innej okazji, mój znajomy także zwrócił na to uwagę. Po paru dniach zorientowałam się, że nie daje mi to spokoju! Siedziało w głowie przez dwa tygodnie… – wspomina Magdalena Mikulska.
Z jeszcze większą dokładnością podaje, iż „była wtedy niedziela”, gdy wstała i postanowiła „coś z tym zrobić” – z brakiem Polaków na największej scenie w Nazaré. Wypisała na kartce nazwiska polskich surferów, których zna, zapytała o rekomendacje znajomych z tego środowiska. Jeden z nich dorzucił właśnie Adama Warchoła, którego zupełnie nie kojarzyła. Z listą ok. 10 nazwisk Magdalena Mikulska poszła do ówczesnego prezesa Polskiego Związku Surfingu, by ten również rzucił okiem na wypisane nazwiska.
– Usłyszałam, że spośród tych ludzi poradzić sobie może tylko Adam. Oni go znali, bo światy surfingu się przenikają, a Adam miał już na swoim koncie sukcesy, tylko po prostu ja o nich nie usłyszałam – mówi Magdalena Mikulska.

Surfer, który kocha zwierzęta
Adam Warchoł na światową scenę wkroczył w 2021 r., gdy na Hawajach jako windsurfer (czyli z żaglem przyczepionym do deski) zaatakował niemal 20-metrową falę.
– Na Hawaje wyjechał po liceum, pierwotnie na kilka miesięcy. Ale nadeszła pandemia i zostałem tam półtora roku – wspomina Adam Warchoł.
Tam poznawał coraz lepiej wielkie fale, ale nie zapomniał o edukacji. Wrócił na studia, na kierunek oceanografii. Studiuje na wyspie Gran Canaria – tam znajduje się najlepszy w Hiszpanii ośrodek badań oceanograficznych. Jest na ostatnim roku, w ubiegłych miesiącach musiał „skakać” z Portugalii na te wyspy, by studia łączyć z przygotowaniami do występu w Nazaré.
– Pierwszą deskę surfingową dostałem na dziewiąte urodziny, a przyrodę pokochałem już wcześniej. Pamiętam, że już uwielbiałem filmy przyrodnicze Steve’a Irvine’a (słynnego „Łowcy Krokodyli”). Jako dziecko myślałem nawet o tym, by zostać weterynarzem. A wraz z rozwojem pasji surferskiej ściągało mnie w stronę oceanografii. Interesuję się, jak np. troszczyć się o rekiny w oceanach – mówi Adam Warchoł.
Poniżej przejazd Adama Warchoła na 15-metrowej fali w Nazaré:
Surfuje, by żyć „bardziej”
Otrzymawszy deskę surfingową w wieku 9 lat, szybko odkrył, jak wielką frajdę może dawać dziecku ten sport. Z czasem zaczął na surfing patrzeć jeszcze inaczej.
– Surfowanie można porównać do naturalnej terapii. Gdy wychodzisz na surfing, zapominasz o wszystkim. Jesteś tylko ty i natura: ocean, fale… Wszystko inne znika. A wysokie fale zaczęły mnie z czasem pociągać. Zacząłem zdawać sobie sprawę, że surfując, żyję jakoś „bardziej”. Czuję się bardziej „alive”. Nie wiem dokładnie, jak to wytłumaczyć… – opowiada Adam Warchoł.
Wspomina też pewien wielki sztorm i to, że był jedynym windsurferem atakującym fale – a miał 14 lat. Wtedy uderzyło go to, że nagle właśnie żyje „bardziej”. Czasami też uderza po prostu fala (jak na filmie poniżej, gdy Adam Warchoł szarżował na Hawajach).
Niebezpieczny trening
Do skoku na wielką falę w Nazaré Adam Warchoł przygotowywał się od połowy listopada 2025 r. Oczywiście z przerwami na egzaminy na Wyspach Kanaryjskich.
– Trening jest bardzo ważny, ryzykowny surfing to niebezpieczny sport. Można wpaść pod wodę, gdy nasz organizm znajduje się stanie ekstremalnego wysiłku. I wtedy też trzeba umieć wstrzymać oddech. Pamiętam swoje ćwiczenia jeszcze z okresu hawajskiego. Było tak, że najpierw intensywnie biegłem sprintem, by doprowadzić serce do łomotania, a następnie wskakiwałem do basenu i starałem się jak najdłużej wytrzymać na bezdechu – opowiada Adam Warchoł.
Dodaje, że w jego przypadku „przyjemności” przeważają nad ryzykiem.
– Trudno opisać to niezwykłe uczucie. Płynę bardzo szybko, czuję adrenalinę i jeszcze jest za mną ten wielki potwór. Bo ta fala naprawdę robi wielkie wrażenie. I taki potwór mnie goni… W Nazaré jest wyjątkowo trudno, mamy tam, można powiedzieć, fale w fali. To walka o przetrwanie, ale ja się z tym miejscem nie żegnam. Chcę pokonywać jeszcze większe fale – mówi Adam Warchoł.
Rekordziści w Nazaré pływali na falach o wysokościach przekraczających 20 metrów.
Surfing. Spojrzenie marketingowe
– Jestem niezwykle dumna z Adama, no i zadowolona, że mamy Polaka w gronie tak niesamowitych surferów – mówi Magdalena Mikulska.
Zadbała, by o koszty wypraw do Portugalii Adam Warchoł nie musiał się martwić. Grupa, która go wsparła, robi wrażenie: sponsorem głównym był Samsung, kontrakt z polskim surferem podpisała firma OSHEE (sponsor Igi Świątek), wsparła go Fundacja Pho3nix Sebastiana Kulczyka, a także firma SFD (producent sportowych odżywek i suplementów diety).
– Jeśli ktoś jest zdziwiony tak efektowną listą, to pewnie dlatego, że źle patrzy na surfing. Z takim podejściem również stykałam się podczas niektórych rozmów w Polsce. Niektórzy myślą, że to po prostu kolejna dyscyplina sportu (w dodatku niszowa), a to nieprawda. Surfing to nie tylko sport, ale też styl życia. I tutaj to zdanie absolutnie nie jest banałem. Surfing to styl życia ogromnej i bardzo atrakcyjnej grupy konsumentów. A ten styl pociąga również tych, którzy nigdy nie pływali na desce. Surfing niesie ze sobą pewien „vibe”, styl bycia, styl ubierania się. Pewien luz, wolność. Gdy w ten sposób popatrzymy na te sprawy, to już chyba nie musimy tłumaczyć, jak zyskuje marka, która dołącza siebie do takiej kultury – mówi Magdalena Mikulska.
Główne wnioski
- Adam Warchoł to wychowany w Hiszpanii Polak, który w Nazaré w Portugalii surfował na 15-metrowej fali. Nazaré to najsłynniejsze miejsce na świecie tej odmiany surfingu – występują tam fale, których wysokość dochodzi do 30 m.
- Adam Warchoł stosował ekstremalne metody treningowe. By ćwiczyć wstrzymywanie oddechu pod wodą, również wtedy, gdy organizm działa na pełnych obrotach, wskakiwał do basenu od razu po bardzo intensywnych sprintach, gdy serce bije jak młot.
- Wyprawa Adama Warchoła do Nazaré to również dzieło Magdaleny Mikulskiej, polskiej menedżerki sportowej, która przekonała do wsparcia polskiego surfera kilku znanych sponsorów. Uważa, iż surfing to sport, który jest wyjątkowo atrakcyjny marketingowo dla marek pragnących dotrzeć do młodego pokolenia. Wszystko dlatego, że niesie ze sobą cechy pociągające młodych ludzi – można je zawrzeć w słowie: „luz”.

