Kategorie artykułu: Biznes Technologia

Polska chce własnej łączności satelitarnej. Czy ma kompetencje, by zbudować „polskiego Starlinka”?

Polska kreśli plany budowy własnych zdolności satelitarnych i angażuje się w europejski IRIS2. Branża pyta jednak, czy za państwowymi ambicjami pójdą także rozwój kompetencji i kontrakty dla polskich firm.

Prezes Iceye Rafał Modrzewski
Rafał Modrzewski, prezes i współzałożyciel ICEYE, podpisał w ostatnich dniach list intencyjny o współpracy z Polską Grupą Zbrojeniową. Celem jest opracowanie koncepcji wojskowego systemu łączności satelitarnej (MILSATCOM) dla Sił Zbrojnych RP. Fot. PAP/Paweł Supernak

Z tego artykułu dowiesz się…

  1. Czy zapowiedziany przez Donalda Tuska „polski Starlink” rzeczywiście może powstać do 2030 r.
  2. Jakimi kompetencjami dysponuje już polski sektor kosmiczny, a jakich technologii nadal będzie musiał szukać za granicą.
  3. Czy 2,8 mld zł przeznaczone przez Polskę na europejski program IRIS² przełoży się na istotne kontrakty dla krajowych firm.
Loading the Elevenlabs Text to Speech AudioNative Player...

Audio generowane przez AI. Może zawierać błędy.

Europejską odpowiedzią na zależność od zagranicznych systemów łączności satelitarnej ma być IRIS². W lipcu 2026 r. Polska podpisała z Komisją Europejską umowę dotyczącą udziału w przedsięwzięciu. Na sfinansowanie kilkunastu satelitów oraz budowę infrastruktury naziemnej przeznaczy 2,8 mld zł, czyli 656 mln euro, z Krajowego Planu Odbudowy (KPO). Na stronie Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji (MSWiA) czytamy, że „satelity zapewnią nam strategiczne bezpieczeństwo komunikacyjne na wypadek konfliktów i kryzysów”.

Równolegle Polska chce rozwijać własne zdolności w zakresie łączności satelitarnej na potrzeby wojska, zwiększając w ten sposób autonomię także poza europejskim systemem.

Podczas tegorocznego Międzynarodowego Salonu Przemysłu Obronnego (MSPO) w Kielcach Polska Grupa Zbrojeniowa (PGZ) oraz fińsko-polska spółka technologiczna ICEYE zadeklarowały współpracę przy stworzeniu wojskowego systemu łączności satelitarnej (MILSATCOM) dla Sił Zbrojnych RP. Na razie strony podpisały list intencyjny.

– Finałem tego procesu, który się dzisiaj zaczął, może być i będzie „polski Starlink”. To nie jest tylko kwestia naszej narodowej satysfakcji. […] Każdy, kto obserwuje z bliska wojnę rosyjsko-ukraińską, wie, jak wielkie znaczenie ma łączność – zapowiedział premier Donald Tusk.

Premier podkreślił, że łączność ma fundamentalne znaczenie na współczesnym polu walki. Jego zdaniem Polska może odgrywać w tej dziedzinie wiodącą rolę w Europie, zwiększając swoją autonomię i suwerenność technologiczną.

Określenie „polski Starlink” należy jednak w tym kontekście traktować jako publicystyczny skrót, biorąc pod uwagę skalę dostępnych zasobów finansowych, technologicznych i kompetencyjnych. O ile potrzeba systematycznego zwiększania autonomii w obszarze łączności nie budzi większych wątpliwości, o tyle polski sektor kosmiczny pyta, jaką rolę rzeczywiście odegra w realizacji tych planów – zarówno europejskich, jak i krajowych.

Jesteśmy na wczesnym etapie tworzenia koncepcji systemu i ustalania ram instytucjonalnych projektu.

Polski system dopiero na etapie koncepcji

Co wiemy o wspólnym projekcie PGZ i ICEYE?

– Jesteśmy na wczesnym etapie tworzenia koncepcji systemu i ustalania ram instytucjonalnych projektu. W pierwszym kroku powołujemy wspólny zespół roboczy, który opracuje koncepcję techniczną i finansową oraz nawiąże dialog z Ministerstwem Obrony Narodowej. O dalszych krokach będziemy informować – mówi w rozmowie z XYZ Wojciech Maćkowski, menedżer ds. marketingu i komunikacji ICEYE w Polsce i Europie Centralnej.

W oficjalnym komunikacie mowa o zaprojektowaniu i stworzeniu zaplecza do budowy oraz obsługi systemów łączności satelitarnej. ICEYE ma odpowiadać za architekturę systemu – od projektu i produkcji platform kosmicznych po prowadzenie operacji satelitarnych. PGZ wskaże natomiast spółki z grupy, które zapewnią „zdolności produkcyjne, wiedzę i infrastrukturę techniczną” oraz określi, jakie kompetencje powinny zostać w tym celu rozwinięte w Polsce. Partnerzy deklarują również otwartość na udział innych firm z polskiego sektora kosmicznego i zbrojeniowego.

– Wojskowy system łączności satelitarnej projektujemy jako rozproszony, w pełni szyfrowany i pod polską kontrolą. To sieć wielu współpracujących ze sobą satelitów, w której każdy węzeł zwiększa odporność całości systemu – powiedział Rafał Modrzewski, prezes i współzałożyciel ICEYE, cytowany w komunikacie.

Projekt ma być realizowany w latach 2026-2030 i zakończyć się „osiągnięciem pełnej zdolności operacyjnej”.

Warto wiedzieć

ICEYE chce wyjść poza obserwację Ziemi

Czy ICEYE szuka kolejnych obszarów działalności i dąży do rozszerzenia swojego modelu biznesowego?

Jak informuje nas spółka, ICEYE jest „liderem obserwacji Ziemi z wykorzystaniem satelitów radarowych”. Jednocześnie „cały czas pracuje nad rozszerzaniem wachlarza zdolności swojej konstelacji, a projekt z PGZ wpisuje się w ten kierunek”.

Fińsko-polska spółka ICEYE zajmuje się projektowaniem i produkcją systemów rozpoznania satelitarnego oraz jest właścicielem konstelacji satelitów SAR. Pozyskuje klientów na całym świecie, w tym instytucje rządowe, i oferuje także suwerenne systemy satelitarne. Jej rozwiązania pozwalają wykrywać i monitorować zmiany w dowolnym miejscu na Ziemi, niezależnie od pory dnia i warunków pogodowych.

ICEYE współpracowała już z PGZ przy projekcie MikroSAR, którego celem była budowa narodowych zdolności rozpoznawczych z wykorzystaniem satelitów radarowych. System trafił już do polskich Sił Zbrojnych.

XYZ

Do „polskiego Starlinka” wciąż daleka droga

Jakie są dziś możliwości stworzenia „polskiego Starlinka”?

– Określenie „polski Starlink” może budzić uśmiech w środowisku. Starlink jest globalną konstelacją liczącą już tysiące satelitów i budowaną przez lata za dziesiątki miliardów dolarów. To zupełnie inna skala. Natomiast faktycznie istnieje potrzeba budowy polskich, suwerennych zdolności wojskowej łączności satelitarnej – mówi Paweł Pacek, niezależny ekspert i obserwator polskiego sektora kosmicznego, wcześniej związany m.in. z Agencją Rozwoju Przemysłu oraz funduszem venture capital Balnord.

Być może tego rodzaju przedsięwzięcie powinno być realizowane w większym gronie rodzimych firm z sektora kosmicznego…

Ekspert zwraca uwagę, że obecnie Polska w dużej mierze korzysta z usług i terminali dostarczanych przez zagraniczne podmioty.

– Nie mamy jeszcze rozwiniętego krajowego łańcucha technologicznego pozwalającego samodzielnie zbudować wojskowy system SATCOM. Nie oznacza to, że zaczynamy od zera. W Polsce istnieją już kompetencje w budowie satelitów, w segmencie naziemnym, w wojskowych terminalach satelitarnych, w antenach i w elektronice RF. Wyzwaniem jest połączenie tych elementów w kompletny, bezpieczny i odporny system – mówi Paweł Pacek.

Do 2030 r. potrzebne będą zagraniczne technologie

Branża będzie uważnie przyglądać się realizacji zapowiadanego przedsięwzięcia satelitarnego.

– Spółka ICEYE osiągnęła duży sukces w zakresie wynoszenia i produkcji satelitów obserwacyjnych SAR. Czy już teraz możemy założyć, że osiągnie równie dużą skuteczność w projektowaniu i produkcji satelitów telekomunikacyjnych? Być może tego rodzaju przedsięwzięcie powinno być realizowane w większym gronie rodzimych firm z sektora kosmicznego… – zastanawia się Maciej Myśliwiec, założyciel Space Agency i dyrektor Centrum Ekosystemu Kosmicznego SGH.

– Zaprojektowanie własnego systemu i doprowadzenie go do pełnej zdolności operacyjnej do końca 2030 r. będzie wymagało wykorzystania także zagranicznych technologii i komponentów. Jednocześnie ten program może być znakomitą okazją do zbudowania w Polsce tych kompetencji, których dzisiaj jeszcze nie mamy – dodaje Paweł Pacek.

Jeśli zadalibyśmy pytanie, czy Polska potrafi dzisiaj sama zbudować cały MILSATCOM, zdecydowanie powiedziałbym: nie.

Paweł Pacek przypomina, że polski przemysł rozwija m.in. terminale wieloorbitowe, rozwiązania antenowe oraz technologie przeznaczone do współpracy z konstelacjami nowej generacji. Przykładem jest Thorium Space, które w tym roku przeprowadziło test terminala Hydra, umożliwiającego dwukierunkową transmisję i elektroniczne śledzenie satelity. Na rynku powstają więc kompetencje, które mogłyby zostać wykorzystane przy budowie przyszłych systemów łączności satelitarnej.

Istotne jest przy tym, aby możliwie duża część krytycznych technologii była rozwijana w kraju i pozostawała pod polską kontrolą. Chodzi m.in. o własność technologii, dostęp do dokumentacji oraz zdolność do integracji, modyfikacji, serwisowania i dalszego rozwoju systemu.

– Oczywiście, jeśli zadalibyśmy pytanie, czy Polska potrafi dzisiaj sama zbudować cały MILSATCOM, zdecydowanie powiedziałbym: nie – zaznacza Paweł Pacek.

Czy polskie firmy skorzystają na IRIS2?

Jego zdaniem budowa własnego systemu na potrzeby wojska nie stoi w sprzeczności z udziałem Polski w europejskim programie IRIS2.

– Problem polega na tym, że Polska zdecydowała się przeznaczyć bardzo duże finansowanie na IRIS2… zanim przeprowadzono pogłębiony dialog z krajowym przemysłem i wskazano kompetencje, jakie polskie firmy mogą wnieść do programu. Gdy rozmowy nabrały tempa, zasadnicza struktura przemysłowa IRIS2 była już ukształtowana – główne łańcuchy dostaw ustawiało konsorcjum SpaceRISE – mówi Paweł Pacek.

Nie oznacza to, że droga do programu została przed polskimi firmami zamknięta. Jednak wejście do jego łańcuchów dostaw stało się trudniejsze.

– Nie chodzi wyłącznie o produkcję satelitów. Polskie firmy mają kompetencje w obszarze terminali użytkownika, anten, elektroniki RF, oprogramowania i integracji systemów. Z powodzeniem mogłyby odpowiadać za szereg elementów segmentu naziemnego europejskiego systemu łączności satelitarnej. Czy przy zaangażowaniu Polski na poziomie 656 mln euro przełoży się to na istotne kontrakty dla krajowego przemysłu? Dopiero się przekonamy – dodaje Paweł Pacek.

Sam udział Polski w IRIS2 ekspert ocenia jednak jako uzasadniony.

Branża obawia się działania bez długofalowego planu

– Polska chce budować własne, zaawansowane satelity zapewniające niezawodną łączność. Jednocześnie nie ma jeszcze pełnych kompetencji, aby zrealizować projekt IRIS2. Finansowo skorzystają na tym nie polskie, ale głównie np. francuskie lub niemieckie firmy. Postawimy na zewnętrzne rozwiązania, które już dziś, np. w porównaniu do Starlinka, są mocno opóźnione technologicznie – dodaje Maciej Myśliwiec.

Sektor co jakiś czas jest  zaskakiwany kolejnymi pomysłami administracji publicznej, niekonsultowanymi z ekspertami, czyli przedstawicielami sektora kosmicznego. I tak dzieje się od lat.

Jego zdaniem Polska potrzebuje wieloletniego, szczegółowego planu rozwoju sektora kosmicznego, przygotowanego wspólnie z branżą.

– Tymczasem sektor co jakiś czas jest zaskakiwany kolejnymi pomysłami administracji publicznej, niekonsultowanymi z ekspertami, czyli przedstawicielami sektora kosmicznego. I tak dzieje się od lat – mówi Maciej Myśliwiec.

Obawia się, że silna koncentracja administracji państwowej na rozwoju zdolności satelitarnych – obserwacyjnych i telekomunikacyjnych – może odwrócić uwagę od eksploracji kosmosu oraz firm wyspecjalizowanych w tym obszarze.

Główne wnioski

  1. „Polski Starlink” to na razie określenie planowanego wojskowego systemu łączności satelitarnej, który znajduje się dopiero na etapie koncepcji. PGZ i ICEYE mają opracować jego założenia techniczne i finansowe, a osiągnięcie pełnej zdolności operacyjnej zaplanowano do 2030 r. Skala przedsięwzięcia będzie jednak nieporównywalna ze Starlinkiem – globalną konstelacją liczącą tysiące satelitów.
  2. Polska ma część kompetencji potrzebnych do budowy systemu łączności satelitarnej, ale obecnie nie jest w stanie samodzielnie stworzyć całego MILSATCOM. Krajowe firmy rozwijają m.in. satelity, segment naziemny, terminale, anteny, elektronikę RF oraz rozwiązania dla konstelacji nowej generacji. Według ekspertów doprowadzenie systemu do pełnej zdolności operacyjnej do 2030 r. będzie jednak wymagało także zagranicznych technologii i komponentów.
  3. IRIS2 i budowa własnego wojskowego systemu satelitarnego nie muszą się wzajemnie wykluczać, ale skala udziału polskich firm w europejskim programie pozostaje niewiadomą. Polska przeznaczy na IRIS2 2,8 mld zł, jednak według ekspertów zasadnicza struktura przemysłowa programu została ukształtowana, zanim przeprowadzono pogłębiony dialog z krajowym przemysłem. Polskie firmy mają kompetencje m.in. w zakresie terminali, anten, elektroniki RF, oprogramowania i integracji systemów, ale dopiero okaże się, czy przełożą się one na istotne kontrakty.