Kategoria artykułu: Analizy

Polska mało konkurencyjną gospodarką? Są rankingi, które nie mają większego znaczenia

Konkurencyjność polskiej gospodarki co jakiś czas staje się tematem publicznej debaty – najczęściej przy okazji kolejnych edycji międzynarodowych rankingów lub niepokojących danych makroekonomicznych. Tymczasem warto przyjrzeć się, co rankingi konkurencyjności rzeczywiście mierzą i czego mierzyć nie umieją.

Z tego artykułu dowiesz się…

  1. Czym jest konkurencyjność państwa, jak jest mierzona i co z niej wynika dla wzrostu gospodarczego.
  2. Na czym polega metodologia World Competitiveness Ranking oraz jakie są jej ograniczenia.
  3. Dlaczego pozycja w rankingu konkurencyjności słabo przekłada się na tempo rozwoju gospodarczego.
Loading the Elevenlabs Text to Speech AudioNative Player...

Co jakiś czas powraca dyskusja o konkurencyjności polskiej gospodarki. Zwykle w kontekście tego, że dotychczas szybko się rozwijaliśmy, natomiast nie potrwa to długo, bo pogarsza się nasza konkurencyjność. Wśród przyczyn takiego zjawiska wymieniane są różne powody – od kwestii wysokości podatków i skomplikowania systemu podatkowego przez niskie nakłady na badania i rozwój, słabą innowacyjność, czy niską jakość uczelni przez brak dużych prywatnych firm.

Sęk w tym, że nawet jeśli część z tych argumentów jest słuszna, to relacja konkurencyjności i wzrostu jest znacznie bardziej złożona.

Groźna obsesja?

Ekonomiści od dawna są podzieleni w kwestii tego, czym tak naprawdę jest konkurencyjność państwa i jakie ma znaczenie dla rozwoju gospodarczego. Samo pojęcie konkurencyjności wywodzi się z zarządzania i pierwotnie było odnoszone do firm. Rywalizują o klienta, a te, którym lepiej to się udaje, czyli najczęściej mają większe udziały rynkowe, można uznać za najbardziej konkurencyjne. Przy czym konkurencyjność zawsze definiuje się wobec innych graczy.

W przypadku państw konkurencyjność jest bardziej złożoną kwestią. Nie ma bowiem jednej, prostej miary, którą można byłoby zmierzyć jej pozycję wobec innych. Ponadto państwa mogą być bardzo konkurencyjne w niektórych dziedzinach, np. utrzymywać wysoką konkurencyjność płacową przez niskie płace. Z kolei zupełnie niekonkurencyjne są w innych branżach, np. być bardzo zapóźnione technologicznie.

Paul Krugman, laureat Nobla z ekonomii, nazwał kiedyś konkurencyjność „groźną obsesją”. W jego ocenie rywalizacja między państwami nie jest grą o sumie zerowej, tak jak ma to miejsce w przypadku firm. Jedna z nich musi wygrać konkurencję o klienta, reszta ją przegrywa. Natomiast handel zagraniczny działa tak, że kreuje wartość dodaną. Wiele państw może na nim korzystać. Oprócz tego Krugman wskazywał także, że przywiązanie do konkurencyjności samej w sobie sprawia, że państwa mogą np. obniżać podatki, ograniczać wydatki na edukację, czy ograniczać wzrost płac. Na krótką metę to może działać, ale w dłuższej perspektywie pogarsza zdolności państwa do rywalizacji.

Są jednak ekonomiści, którzy bronią konkurencyjności państw. Wśród nich można wymienić Michaela Portera, jednego z guru zarządzania strategicznego, który rozwinął również teorię rywalizacji pomiędzy państwami. Argumentuje, że państwa walczą ze sobą w różnych branżach i na różnych polach, dlatego warto mierzyć ich potencjał.

Które gospodarki są najbardziej konkurencyjne?

Konkurencyjność państw jest mierzona w ramach kilku rankingów. Jest jeden, powszechnie cytowany ranking szeroko pojętej konkurencyjności pomiędzy państwami – World Competitiveness Ranking (Światowy Ranking Konkurencyjności), tworzony od 1989 r. przez IMD Business School. Do 2020 r. podobny tego typu ranking publikowało również Światowe Forum Ekonomiczne (ostatnia edycja zawiera ocenę za 2019 r.).

Metodologia najnowszego World Competitiveness Ranking opiera się na 262 wskaźnikach, w czterech obszarach – wyniki ekonomiczne, efektywność biznesu, efektywność rządu oraz infrastruktura. Większość z nich, dokładnie 170, stanowią „twarde” dane statystyczne, natomiast pozostałe pochodzą z badań ankietowych przeprowadzanych przez partnerów rankingu w każdym kraju (w Polsce partnerem jest Szkoła Główna Handlowa). Na tej podstawie tworzony jest ranking państw. Wynik, jaki uzyskuje najbardziej konkurencyjne państwo to 100 pkt, natomiast wyniki pozostałych państw są skalowane do tego wyniku.

Polska w ogonie. Czy to ma znaczenie?

W najnowszej wersji rankingu za 2025 r., za najbardziej konkurencyjne państwo na świecie została uznana Szwajcaria. Na kolejnych miejscach znalazł się Singapur, Hong Kong, Dania oraz Zjednoczone Emiraty Arabskie. USA zajęły 13. miejsce (84 pkt), Chiny miejsce 16. (82 pkt), a Niemcy 19. (78 pkt). Najwyżej ocenionym państwem z Europy Środkowo-Wschodniej była Litwa, która znalazła się na 21. miejscu. Łącznie w rankingu sklasyfikowano 69 państw, głównie rozwiniętych i aspirujących do tego miana.

Polska zajęła dopiero 52. pozycję, z wynikiem 54 pkt. Znaleźliśmy się pomiędzy Filipinami a Chorwacją. Ranking odbił się szerokim echem w Polsce, bo zaliczyliśmy w nim duży spadek – aż o 11 miejsc. Jednocześnie była to najniższa pozycja w historii. Równie nisko zostaliśmy sklasyfikowani w 2007 r., choć wówczas uwzględniana była trochę mniejsza liczba państw.

Konkurencyjni rosną szybciej?

Czy można postawić wniosek, że Polska jest w ogonie konkurencyjności rozwiniętego świata? Do tego, czy to prawda, jeszcze wrócimy, ale najpierw warto zadać pytanie: jakie to ma znaczenie? Okazuje się, że zbyteczne.

Ikona wykres interaktywny Wykres interaktywny

Na powyższym wykresie zestawiłem wyniki państw w pierwszej edycji rankingu z 1997 r. oraz zmianę dochodu na osobę w latach 1997-2024. Stoi za tym koncepcja, że skoro państwo jest najbardziej konkurencyjne wobec innych państw, to długoterminowo powinno również osiągać lepsze rezultaty. Jednocześnie pomija to punkt startowy dla dochodu na osobę, który w przypadku państw jest bardzo zróżnicowany.

W tych danych nie widać żadnej istotnej korelacji pomiędzy oceną konkurencyjności a wzrostem gospodarczym. Kraje w teorii mniej konkurencyjne, potrafiły się zarówno szybciej, jak i wolniej rozwijać niż kraje oceniane jako bardziej konkurencyjne. Znakomitym przykładem jest tutaj Polska. Konkurencyjność naszej gospodarki została oceniona w 1997 r. na równi z RPA, ale wzrost dochodu na osobę do 2024 r. wyniósł ponad 180 proc., czyli prawie się potroił. Z kolei w RPA w tym czasie wzrósł zaledwie o 26 proc.

Dobrze widać też, że poziom dochodu na początku tego okresu nie miał aż tak dużego znaczenia. Przykładowo, Korea Południowa w 1997 r. była dużo bogatszą gospodarką niż Brazylia, czy Meksyk, ale rozwijała się nieporównywalnie szybciej do 2024 r. Jednocześnie nie była oceniana jako znacząco bardziej konkurencyjna niż tamte.

Bogacenie się też nie zawsze pomaga konkurencyjności

Ikona wykres interaktywny Wykres interaktywny

Nie widać też wyraźnej zależności pomiędzy wzrostem a zmianą konkurencyjności. Powyższy wykres przedstawia zmianę wyniku punktowego w rankingu World Competitiveness Ranking pomiędzy 1997 r. a 2024 r. oraz zmianę dochodu na osobę w tych latach. Część krajów, które odnotowały w tym czasie wysoki wzrost, jest oceniana jako dużo bardziej konkurencyjne. Jako przykład można wskazać tu choćby Czechy. Ale są też przykłady odwrotne, czyli np. Włochy. Kraj, który rozwijał się najwolniej ze wszystkich w zestawieniu, był oceniany w 2024 r. jako bardziej konkurencyjny niż w 1997 r.

Ikona wykres interaktywny Wykres interaktywny

Generalnie z rankingu konkurencyjności nie można więc wyciągać zbyt daleko idących wniosków. Widać to też, kiedy spojrzymy na ocenę Polski w tym rankingu oraz wartość PKB per capita. Konkurencyjność raczej nie miała wyraźnego przełożenia na tempo wzrostu, czy w ogóle na sam fakt jego występowania.

Trzeba mierzyć to, co ma znaczenie

Dlaczego tak się dzieje? Można postawić dwie tezy. Pierwsza dotyczy konstrukcji tego konkretnego rankingu. Bierze on pod uwagę bardzo wiele różnych obszarów i przyporządkowuje każdemu obszarowi taką samą wagę. To sprawia, że porównuje się przysłowiowe gruszki z jabłkami. Zupełnie innymi miarami sprawności administracji publicznej, czy biznesu, należy mierzyć kraje rozwijające się jak np. Indonezja, a zupełnie innymi kraje rozwinięte, jak USA, Niemcy, czy Polskę. Tymczasem według ostatniej edycji rankingu, Indonezja ma znacznie sprawniejszą administrację niż Polska. Można wątpić, czy w rzeczywistości tak jest.

Druga teza dotyczy natomiast szerszego aspektu relacji konkurencji i wzrostu. W różnych krajach ten wzrost ma różne źródła. Dlatego lepszym sposobem oceny wydaje się patrzenie na konkretne czynniki. W przypadku Polski to jest np. jakość kapitału ludzkiego. Czy się poprawia? Co robimy, żeby go poprawić? Jak wypadamy w różnych porównaniach? To są ważniejsze pytania niż to, czy po zsumowaniu zyliona różnych zmiennych wyprzedzimy Filipiny albo Indonezję.

Główne wnioski

  1. Konkurencyjność to pojęcie złożone i sporne. Ekonomiści nie są zgodni co do tego, czym właściwie jest konkurencyjność państwa i czy w ogóle warto się nią zajmować. Paul Krugman nazywał ją „groźną obsesją”, wskazując, że handel zagraniczny nie jest grą o sumie zerowej, a obsesja na punkcie konkurencyjności może prowadzić do szkodliwych decyzji politycznych.
  2. Rankingi konkurencyjności słabo przewidują wzrost gospodarczy. Analiza danych z rankingu IMD nie pokazuje istotnej zależności między oceną konkurencyjności a tempem rozwoju gospodarczego. Polska jest tu dobrym przykładem. W 1997 r. była oceniana podobnie jak RPA, a mimo to rozwijała się wielokrotnie szybciej przez kolejne dekady.
  3. Ważniejsze od rankingu są konkretne czynniki wzrostu. Zbiorcze rankingi mają istotną wadę, przykładają tę samą wagę do bardzo różnych obszarów i porównują gospodarki o zupełnie odmiennych strukturach. Lepszym podejściem jest skupienie się na konkretnych czynnikach rozwoju, takich jak jakość kapitału ludzkiego, zamiast śledzenia zagregowanej pozycji w rankingu.