Polski festiwal w Toronto. Czym różni się od ukraińskiego, kto ma lepsze pierogi, a kto lepszą muzykę?
Festiwale uliczne w Toronto są zarówno przedsięwzięciem promocji kultury, wydarzeniem artystycznym, jak i wydarzeniem politycznym. W ten sam wrześniowy weekend w Toronto w odległości niespełna sześciu kilometrów odbywają się festiwale polski i ukraiński. Jak się prezentują Polska i Ukraina?
Audio generowane przez AI. Może zawierać błędy.
Kiedy dochodząc Grenadier Road do Ronvesvalles Avenue widzisz Azjatę z chińskimi dwustrunowymi skrzypcami, grającego „Szła dzieweczka do laseczka”, a potem „Chryzantemy złociste”, to wiesz, że właśnie wkraczasz na polski festiwal. Między stoiskami z pierogami i kiełbasą kupisz tu szaszłyki stylizowane na azjatycki street food. Wata cukrowa też jest. Pączki też. Kebabów brak.

W tym samym czasie na Bloor West Village trwa festiwal ukraiński. A tam… pierogi, szaszłyki, zielone stoisko kantoru wymiany walut tej samej firmy, która ustawiła się również na Roncesvalles Avenue. Oraz namiot tego samego member of Parliament, czyli MP, czyli posła do parlamentu federalnego – ponieważ to ten sam okręg wyborczy. W wielu miejscach słychać disco w wersji polo (Roncesvalles) lub ukraińskiej (Bloor Street West). I zadajesz sobie pytanie – po co są te dwa festiwale od lat organizowane są w ten sam weekend.
Festiwal, czyli wielokulturowość w praktyce
W Toronto, w którym według spisu powszechnego z 2021 r. dla 42,2 proc. mieszkańców rodzimym językiem nie jest ani angielski, ani francuski, mówi się ok. 200 językami. 8 października 1971 r. ówczesny premier Pierre Trudeau ogłosił, że wielokulturowość jest oficjalną polityką rządu i żadna kultura nie powinna pojedynczo definiować Kanady. Od tego czasu rządy wdrażają politykę uznania i rozwoju różnych kultur w ramach jednego kanadyjskiego społeczeństwa. Jedną z konsekwencji jest ok. 300 torontońskich festiwali ulicznych, które odbywają się co roku w tym liczącym 2,8 mln mieszkańców największym mieście Kanady.
Władze Toronto obliczają, że w ramach tych 300 festiwali i kolejnych ok. 1000 specjalnych wydarzeń pojawia się ok. 19,44 mln publiczności. Radni Toronto przyjęli w tym roku specjalną strategię festiwalową na lata 2025-2031.
Ile polskości w polskości
Na polskim festiwalu na Roncesvalles Avenue, ulicy zwanej żartobliwie przez Polonię Kiełbasa Street, polskości trochę na pewno jest. Zaczynając od jej oficjalnej wersji, dostępnej na stoisku Konsulatu Generalnego RP, czyli m.in. przewodników po Polsce, w różnych językach, do tej wspieranej poczuciem humoru, której patronuje Papcio Chmiel, czyli VIII księgi przygód Tytusa, Romka i A’tomka, również na stoisku konsulatu. Można też zajrzeć do historii, czyli stoisk Polonia Canadian Institute for Historical Studies oraz Stowarzyszenia Weteranów Armii Polskiej w Ameryce. W sumie na 20. już festiwalu było 90 wystawców i sprzedawców, 40 występów na czterech scenach oraz 20 ulicznych wykonawców i performerów, 40 lokalnych piekarni, restauracji i kawiarni oraz 150 lokalnych sklepów, butików i usługodawców. Są też elementy religijne i miejsca zabaw dla dzieci.
Na głowach kobiet i dziewczynek białoczerwone kwietne wianki z plastikowych tkanin. Z dużą dozą pewności są produkowane w którymś z azjatyckich krajów. Po dojechaniu z Roncesvalles na Bloor Street West zmieniają się tylko kolory: na niebieski i żółty.
Polityka duża i mniejsza
Czas na pytanie polityczne. Czy Polonia, która już dawno w większości wyprowadziła się z Roncesvalles Avenue, jak mawiają też niektórzy, Rączych Wałów i kupiła większe domy w mieście Mississauga na zachód od Toronto, ma znaczenie polityczne i jest liczącą się mniejszością? Osób polskiego pochodzenia w Kanadzie jest ponad milion, osób ukraińskiego pochodzenia jest niewiele więcej. W rządzie premiera Marka Carneya jest pani minister zarządzania kryzysowego Eleanor Olszewski. To kanadyjska prawniczka polskiego pochodzenia. Jej ojciec był polskim jeńcem wojennym, po emigracji założył rodzinę w Kanadzie. Pani minister, jak twierdzą dobrze poinformowani, po polsku nie mówi.
Ukraina przebija Polskę politycznie na poziomie krajowym. W rządzie Justina Trudeau stanowisko wicepremier i ministry finansów czterdziestomilionowego narodu w trudnych czasach pandemii piastowała Chrystia Freeland (władająca ukraińskim). Ale z kolei obecnie o pozostanie Alberty w Kanadzie, broniąc prowincji przed separatystami, walczy Polak z pochodzenia. To były wicepremier tej prowincji mówiący po polsku Thomas Lukaszuk z ruchem Forever Canadian.
Można więc uznać, że polityczny potencjał Polaków i Ukraińców w Kanadzie ogólnie i w Toronto szczególnie jest podobny. Świadczy o tym obecność na obu festiwalach zarówno burmistrzyni Toronto Olivii Chow, która w październiku powalczy o drugą kadencję, jak i Karima Bardeesy, liberalnego polityka wybranego w 2025 r. do parlamentu federalnego głosami wyborców okręgu Taiaiako’n-Parkdale-High Park. W tym właśnie okręgu jest zarówno Roncy (jak mówią niektórzy lokalsi z Roncesvalles) jak i Bloor West Village. Karim Bardeesy pokazuje w rozmowie z XYZ swoją koszulkę z tęczowym logo Roncesvalles Polish Festival. Komplementuje, że to ciekawy festiwal.

Pierogi – to brzmi dumnie
Można się spierać, czy pierogi są polskim, czy też ukraińskim daniem narodowym. Niemniej dostępne są w dużych ilościach i różnych wariantach na obu festiwalach. Ale polski pieróg na Roncesvalles jest być może ciekawszy z tego względu, że jest już bardziej zadomowiony. Przechodzi aktywną aklimatyzację kulinarną i językową. Otóż pieróg polski funkcjonuje w języku angielskim coraz bardziej jako „pierogi”, a nie „pierogis” czy „perogi”, zatem bez zniekształceń. W dodatku na tyle dobrze się skanadianizował jako słowo, że podlega metamorfozom typowym dla języka angielskiego. Jedna z firm pierogowych obecnych na Roncesvalles nazywa się „Pierogi Me”. Można to tłumaczyć jako „daj mi pierogi”, ale też inspirując się znaczeniem „feed me”, nakarm mnie – można dojść aż do neologizmu „zapieroguj mnie”. Firma jest z ontaryjskiego Ancaster, wychodzi poza typowe polskie pierogi w stronę kuchni bardziej fusion, ale „pierogi” brzmią jak pierogi.
Aktualizacja pierogów dotyczy także formy podania jako street food. Jedna z restauracji serwowała pierogi nabijane na długie patyczki do szaszłyków. Pomysł cieszył się na tyle dużym powodzeniem, że wczesnym popołudniem w sobotę pojawiła się kartka „wyprzedano”. Zawody w jedzeniu pierogów też były w programie festiwalu.
Kiełbasa na Roncesvalles trzyma się też mocno, zarówno jako „Polish sausages” jak i w kombinacji z wodą. Zaś zupełnie nie da się odzobaczyć patriotycznego króla parówek z orłem spoglądającego na reklamę kostiumów kąpielowych pod sklepem z „Elegant” w nazwie.

Muzyka, muzyka, tkliwa dynamika
Śródtytuł to oczywiście mieszanka dwóch cytatów z Gałczyńskiego. Jeden to „Liryka, liryka, tkliwa dynamika, angelologia i dal”. Drugi: „Ech, muzyka, muzyka, muzyka, spod smyka zielony kurz”. Polska i polonijna muzyka na polskim festiwalu to właśnie mieszanka. Od składanek różnych DJ-ów, niezapominających o Krzysztofie Krawczyku i polskich wersjach Bregovica, przez „miłość w Zakopanem, polewamy się szampanem”, do nieco uwspółcześnionych piosenek ludowych i kanadyjskich wersji polskich zespołów ludowych, zarówno w odpowiednich strojach jak i w nieco tylko inspirowanych polskim folklorem zwiewnych szatach.

Do tego dochodzą ludowe przyśpiewki w stylu remizy i piosenki przefiltrowane lekko przez północnoamerykański polski w stylu „luknij no Kazia przez łindoł, czy karoca nie zajechali”. Grane zresztą barwnie przez zespół tak w ogóle grający jazz. Choć więc w pierwszej chwili brzmi jak krindż, to potem wciąga i fascynuje. Jest też łączący polską muzykę ludową ze współczesnym folkowym brzmieniem torontoński zespół Polky. Jedna z pań z zespołu włada techniką gry na pokrewnej skrzypcom suce biłgorajskiej. Została ona odtworzona w Polsce przez muzykolożkę Marię Pomianowską i lutnika Zbigniewa Butryna.
Na Roncesvalles kolejki były do pierogów, a tłumy – nie tylko polonijne – garnęły się do muzyki ludowej, zarówno tej bliższej występom Mazowsza, jak i tej odczytanej na nowo.
W muzycznym kontekście można też opisać jedną z największych różnic między festiwalami. Na polskim jest mnóstwo koszulek, bluz, szalików, czapek w białoczerwonej kolorystyce, często z wielkim napisem „Polska”. Są, ale w niewielkich ilościach, współcześnie przetworzone motywy haftu czy zdobień polskiej kultury ludowej.

Na festiwalu ukraińskim można odnieść wrażenie, że przynajmniej co drugi człowiek, niezależnie od wieku, ma na sobie haftowaną koszulę, bardziej tradycyjną lub w nowoczesnej wersji. Jest też wiele stoisk sprzedających ubrania, w których wykorzystano ukraińskie motywy. Ukraińcy są lepsi w łączeniu mody z tradycją.

Muzeum techniki
Jedną z większych ciekawostek Roncesvalles były mały fiat, syrenka i inne samochody wyprodukowane w Polsce Ludowej przez FSO.

Jest całkiem spora grupa ludzi w Kanadzie i USA („Przyjechaliśmy z Chicago” – opowiadają dziewczyny z tamtejszego klubu), którzy doprowadzają techniczne wytwory motoryzacji peerelowskiej do sprawności technicznej i połysku nieosiągalnych w słusznie minionej epoce. Jeden z fiatów 126p ma ontaryjską rejestrację „MALYFIAT”, a fiat kombi – „KOMBI125”.

Po sąsiedzku z małymi fiatami stoją współczesne Harleye i inne motocykle klubu White Eagles.

W kwestiach motoryzacyjnych i technicznych festiwale polski i ukraiński być może najbardziej się różnią. Na festiwalu ukraińskim nie ma żadnych samochodów z czasów ZSRR. Są natomiast fundacje zbierające na pomoc wojsku ukraińskiemu, w tym na drony. Nie ma martyrologii, są konkrety. Jedna z fundacji sprzedaje w formie „cegiełek” pocięte kilkucentymetrowe fragmenty rosyjskiej broni w pudełeczkach z napisem „Made in Russia, recycled in Ukraine”.

Poczucie humoru
Wracając na chwilę do małego fiata. Poza sympatycznymi rejestracjami jak „Paulina” są też rejestracje, które cytować hadko, i do których można dodać mały wtręt na temat specyfiki polskiego poczucia humoru. Z nieznanych powodów wiele osób śmieszy użycie pięcioliterowego wulgarnego słowa, które po polsku zaczyna się na „k”, a które z angielska bywa pisane przez „q”. Pojawia się tak w rejestracjach samochodów, jak też na dumnie obnoszonych koszulkach.
Na festiwalu ukraińskim w minionych latach bywał papier toaletowy z wizerunkiem Władimira Putina, koszulki i skarpetki ze słynnym cytatem jednego z ukraińskich żołnierzy broniących Wyspy Wężowej, który po rosyjskim wezwaniu do poddania się odrzekł „Russkij wojennyj korabl idzi na ch…”. Jednak ukraiński festiwal nie obfituje w słowa uważane za obelżywe, choć chętnie eksponuje zniewagi pod adresem Rosji. Jednym z ciekawszych haseł w tym roku było „Make Russia Small Again” z dodanym zarysem moskiewskiego księstwa w XV wieku.

Czy polski festiwal konkuruje z ukraińskim? Nie. Ludzie przemieszczają się między obiema imprezami. Czy pierogi były dobre? Nie wiem, kolejki były gigantyczne. Festiwal polski jest nieco nostalgiczny, ale widać na nim odczytywanie kanadyjskiej polskości na nowo. Na Roncesvalles była przez lata sławna ciastkarnia i piekarnia Granowska. Kilka lat temu została zamknięta, zastąpił ją bar kawowy Tim Hortons. Ten z kolei zastąpiła piekarnia z chlebami na zakwasie „Dear Grain”, czyli Drogie Ziarno, tak jak w listach np. Droga Mario. Opowiadam pracownikom piekarni, jak nazywał się poprzednik. Śmieją się z podobieństwa nazw.
Główne wnioski
- Władze Toronto obliczają, że co roku w mieście odbywa się ok. 1300 festiwali ulicznych i specjalnych wydarzeń wspieranych przez miasto, rząd federalny i rząd prowincji Ontario. Na tych wydarzeniach pojawia się ok. 19,44 mln publiczności, a miasto ma specjalną strategię festiwalową na lata 2025-2031.
- Najbardziej charakterystycznym polskim daniem są pierogi, pisane właśnie jako „pierogi”, a nie „pierogis” czy „perogi”, bez zniekształceń. Słowo „pierogi” jest tak rozpoznawalne, że stało się przedmiotem zabaw językowych w języku angielskim.
- Wśród atrakcji, które najbardziej przyciągają gości na polskim festiwalu ulicznym, jest polska muzyka, zarówno w wersji piosenek ludowych, jak i polskiego folku.