Kategorie artykułu: Biznes Newsy Technologia

Polski pomysł wygrał w Brukseli. Teraz ma zmienić współpracę nauki z biznesem w całej UE

Polski model łączenia naukowców z dużymi firmami i funduszami VC wygrał ważny konkurs i dostał szansę na wdrożenie w innych krajach Unii. Ma pomóc tworzyć więcej startupów opartych na europejskich badaniach.

nauka i biznes, R&D, B+R
Międzynarodowe konsorcjum EUIT.PRO, w którym liderem jest polska spółka Startova, będzie namawiać 40 wielkich koncernów do zlecania naukowcom konkretnych problemów do rozwiązania, które będą dla nich ważne na przykład za kilka lat. Tak mają powstawać w nauce technologie i rozwiązania, które biznes będzie chciał kupować.

Z tego artykułu dowiesz się…

  1. Jak zlecenia badań z biznesu dla naukowców aranżują autorzy polskiego modelu, który wygrał europejski konkurs.
  2. Kto po polskiej stronie będzie działał w międzynarodowym konsorcjum, które na ośmiu europejskich rynkach będzie testować polski pomysł.
  3. Jakie cele i efekty mają na horyzoncie liderzy konsorcjum. Jak to się wpisuje w plany zwiększania niezależności technologicznej UE.
Loading the Elevenlabs Text to Speech AudioNative Player...

Audio generowane przez AI. Może zawierać błędy.

Konsorcjum zainicjowane w Polsce przez ludzi łączących biznes i naukę wygrało jeden z najbardziej konkurencyjnych konkursów w programie Horizon Europe. Projekt pod hasłem EUIT.PRO zakłada zbudowanie mostów do bliskiej biznesowej współpracy największych europejskich korporacji z naukowcami. Efektem ma być bardziej powszechne tworzenie wspólnych spółek naukowców i biznesu – tzw. spin-off.

Model, który przez dwa lata rozwijany był w Polsce jako oddolna inicjatywa EU Innovate Together spodobał się w Brukseli tak bardzo, że dostał szansę, by w niedalekiej przyszłości rozprzestrzenić się po całej Unii. Odpowiada bowiem na plan Komisji Europejskiej zmasowanego tworzenia spin-offów.

Tak oczywiste, że aż trudne do zrealizowania

Choć pomysł wydaje się nieskomplikowany, to wywraca dotychczasową logikę współpracy nauki z biznesem: zamiast czekać na gotowy wynalazek z jakiejś uczelni, wielkie firmy mają same wcześniej inicjować badania nad przyszłościowymi dla nich rozwiązaniami. Z korzyścią biznesową dla obu stron. Chodzi „tylko” o to, by ich połączyć, co nie jest łatwe.

– Chcemy nauczyć wielkie koncerny takiej współpracy z nauką, by same wskazywały naukowcom problemy, które będą dla nich ważne za kilka lat, współtworzyły kierunki badań, pomagały w testach i zostawały pierwszym klientem powstającej technologii – mówi Jakub Jasiczak, który od dwóch lat rozwija EU Innovate Together i jest jednym z głównych koordynatorów EUIT.PRO.

Projekt realizuje dziesięciu partnerów z ośmiu krajów. Liderem jest Startova UMK, spółka celowa Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu. Rdzeń stanowią organizacje z Europy Środkowo-Wschodniej: Polski, Czech, Litwy, Łotwy i Słowenii. Są wśród nich uczelnie, instytuty badawcze oraz podmioty zajmujące się budowaniem i skalowaniem akademickich spin-offów. Wśród polskich uczelni jest także Uniwersytet Jagielloński.

Do konsorcjum dołączyli też partnerzy z Danii, Belgii i Malty. Ich obecność nie jest przypadkowa. Dania ma ułatwić dostęp do ekosystemu nordyckiego, Belgia – do Europy Zachodniej, Malta – do południa Europy. Partnerzy mają również oceniać skuteczność wypracowywanych mechanizmów i pomagać w przenoszeniu najlepszych praktyk.

Zmiana paradygmatu

Alina Jaworska, która zarządza spółką Startova UMK oraz całym konsorcjum, zaznacza, że najważniejsze jest dla niej odwrócenie modelu, który dotąd dominował na uczelniach.

– Do tej pory tworzyliśmy spółki, które w większości zaczynały od rynku polskiego i dopiero później próbowały wychodzić szerzej. W tym projekcie, a liczę, że także przez wiele lat po jego zakończeniu, chcemy startować z zupełnie innego pułapu. Chcemy tworzyć spin-offy budowane przez międzynarodowe zespoły badaczy, które od początku mają zagranicznego partnera i dla których rynkiem docelowym jest cała Europa – mówi Alina Jaworska, prezeska Startova UMK.

Jak mówi Jakub Jasiczak, to żmudna praca, bo wymaga przekonywania obu stron – i koncernów, które często wolą się opierać wyłącznie na własnych działach B+R, i świata nauki, który nie zawsze akceptuje, by to biznes wskazywał niezbędne kierunki badań naukowych.

Biznes może się schylić po naukę

Polski koncept pokonał w europejskim konkursie dotyczącym nowych metod wspierania akademickich startupów i spin-offów aż 35 innych pomysłów i konsorcjów. Finansowanie otrzymały tylko dwa projekty. Co ciekawe, oba mają koordynatorów w Polsce.

– To konsorcjum zostało zaprojektowane tak, żeby budować mosty łączące całą Unię Europejską. Dziś ponadgraniczna współpraca naukowo-badawcza niemal ogranicza się do ewentualnych wspólnych badań międzyuczelnianych. My chcemy, żeby biznes wiedział, że w całej Europie ma wielu potencjalnych partnerów badawczych do rozwiązywania najbardziej złożonych problemów przyszłości – dodaje Jakub Jasiczak.

Cel: dotrzeć do 40, przekonać 12

Pomysł na bliską kooperację biznesu i nauki ma zostać przetestowany i wyskalowany w ośmiu europejskich krajach. Projekt został zakwalifikowany jako Coordination and Support Action. Nie chodzi więc o sfinansowanie badań naukowych, lecz o stworzenie i sprawdzenie nowego standardu działania, który później będzie można upowszechnić w Europie.

Przez ostatnie dwa lata inicjatorzy projektu EU Innovate Together zapukali do zarządów 52 europejskich korporacji. Do współpracy udało się im przekonać 11 firm, .in. Orange, Veolia, Skanska czy Saint-Gobain. Nawiązali też relacje z dziesięcioma zagranicznymi ambasadami w Polsce.

W ramach Horizon Europe mają dotrzeć do kolejnych 40 koncernów i przekonać do współpracy z naukowcami i spółkami uniwersyteckimi co najmniej 12 z nich.

– Nie przyszliśmy z pomysłem: dajcie pieniądze, spróbujemy i może się uda. Pokazaliśmy, że przez dwa lata zainwestowaliśmy ponad tysiąc roboczogodzin, uruchomiliśmy ten mechanizm lokalnie i on działa. Koncerny wchodzą w skoordynowaną kooperację z badaczami z uczelni. Teraz chcemy sprawdzić i wyskalować ten projekt w skali europejskiej – tłumaczy Jakub Jasiczak.

Na czym polega ta współpraca

Wielkie zachodnie koncerny są obecne w Polsce i regionie Europy Środkowej, ale najczęściej poprzez fabryki, centra usług wspólnych albo jednostki wykonujące określone zadania. Znacznie rzadziej widzą lokalne rynki także jako ośrodki badawcze i źródła wiedzy oraz technologicznych rozwiązań, którym warto zlecać przygotowywanie konkretnych technologii czy rozwiązań.

Właśnie to próbuje zmieniać EU Innovate Together.

– Nie chodziło nam o ściąganie korporacji do Polski. Chodziło o przekonanie tych, które już tutaj są, żeby robiły coś więcej także z regionalną nauką. W regionie Europy Środkowo-Wschodniej mamy setki tysięcy naukowców. Warto ich inspirować do pracy nad wyzwaniami ważnymi dla europejskiego biznesu, zwłaszcza w świetle unijnych strategii technologicznego uniezależniania się – mówi Jakub Jasiczak.

Jak to wygląda w praktyce i jak może się rozwinąć

W polskim pomyśle najważniejsza różnica wobec klasycznych programów akceleracyjnych polega na momencie, w którym biznes spotyka naukę. Dziś firma zwykle definiuje problem, a następnie szuka startupu albo gotowej technologii, która może go rozwiązać. To scouting – potrzebny, ale działający na stosunkowo krótkim horyzoncie. W Europie działa oczywiście wiele takich akceleracyjnych programów.

– My przesuwamy moment spotkania biznesu i nauki. To powinien być czas, gdy pracując koncepcyjnie z firmą, mówimy na przykład: „tak może wyglądać branża ubezpieczeniowa w 2035 r. i nad tymi problemami musimy zacząć pracować już dziś”. Wtedy do stołu mają zostać zaproszeni naukowcy, którzy mogą zbudować zespoły, zmodyfikować swoje agendy badawcze i podjąć problem wymagający rzeczywistych badań. Jeśli firma może rozwiązanie po prostu kupić „z półki”, to nie jest to już wyzwanie dla nauki – wyjaśnia koordynator EUIT.PRO.

Najpierw potrzeba z biznesu, później wynalazek z nauki

Ten pomysł to jednocześnie próba rozwiązania jednego z podstawowych problemów komercjalizacji badań w Polsce i w wielu krajach UE. Wiele akademickich spin-offów powstaje bowiem wokół technologii, którą naukowcy opracowali w ramach swoich badań i zainteresowań, ale nie sprawdzając jej rynkowego zastosowania.

– Taka technologia może być interesująca naukowo, ale nikt wcześniej nie sprawdził, czy istnieje na nią popyt – czy jest duży klient gotowy jej używać. Fundusz VC proszony o sfinansowanie firmy założonej przez badaczy ogląda projekt i stwierdza, że technologia jest ciekawa, ale nie ma rynku, przemysłowego wdrożenia albo wystarczająco mocnego uzasadnienia biznesowego. I spin-off zanim jeszcze się rozwinął, już nie ma po co działać – mówi Jakub Jasiczak.

Międzynarodowe konsorcjum chce odwrócić cały proces. Najpierw ma pojawić się strategiczne wyzwanie z dużej firmy. Następnie wchodzą naukowcy. Korporacja ma uczestniczyć już w fazie eksperymentowania, przekazywać informację zwrotną i testować kolejne rozwiązania. Jeżeli projekt zadziała – zostaje pierwszym klientem uczelni.

Pierwszy klient, ale nie ostatni

Jakub Jasiczak podkreśla jednak, że nie powinno to automatycznie oznaczać przejęcia całej własności intelektualnej. To kluczowe, bo tradycyjny model zlecenia badawczego często kończy się przekazaniem wyniku jednej firmie. Z punktu widzenia uczelni oznacza to komercjalizację, ale trudno na tej podstawie stworzyć spółkę zdolną później sprzedawać rozwiązanie kolejnym klientom.

W nowym modelu korporacja ma dostać potrzebną technologię i może np. uzyskać określoną wyłączność geograficzną. Naukowcy zachowują możliwość zbudowania spin-offu, rozwijania rozwiązania na kolejnych rynkach i pozyskania inwestora.

– To otwiera europejskim naukowcom możliwość tworzenia solidnych firm i dalszego rozwijania ich technologii. A o to przecież chodzi Europie – mówi Jakub Jasiczak.

VC mają wchodzić wcześniej

Wcześniej niż teraz przy stole mają się też pojawić fundusze venture capital. Większość VC nie angażuje czasu i ludzi w projekty, które nie osiągnęły odpowiedniej dojrzałości technologicznej. A jednocześnie podaż takich rozwiązań z nauki z regionu CEE nie jest duża.

Żeby więc zwiększyć liczbę startupów, którymi VC mogą się zainteresować w nowym modelu te VC mają zostać wciągnięte w proces dużo wcześniej niż zwykle. Miałyby pomagać naukowcom i korporacji jeszcze przed powstaniem spółki tak ułożyć projekt inwestycyjny i model biznesowy, aby z badań powstała nie tylko dobra technologia, ale też inwestowalny spin-off.

Konsorcjum chce przekonać do takiej roli min. 40 funduszy VC i doprowadzić do co najmniej 20 spotkań VC z zespołami naukowymi i korporacjami. Chodzi o zaangażowanie zwłaszcza VC, które inwestują publiczne środki.

Cel jest prosty: fundusz ma pomóc dziś stworzyć projekt, w który sam będzie chciał zainwestować za rok, dwa lub trzy lata. Na razie podaż gotowych biznesowo spin-offów jest bardzo niska, ale fundusze widzą, że potencjał świata nauki jest dużo wyższy.

Profesor nie musi być prezesem

Kolejna bariera na drodze komercjalizacji nauki pojawia się w chwili, kiedy dobry zespół naukowy rzeczywiście chce stworzyć spółkę. Nie każdy badacz chce i potrafi zostać jej prezesem, szukać klientów, zarządzać finansami i budować organizację.

Projekt zakłada więc powstanie otwartej dla całego środowiska akademickiego transferu technologii bazy doświadczonych menedżerów, którzy po latach pracy w dużych firmach mogliby być zainteresowani prowadzeniem spółki technologicznej wywodzącej się z nauki. Wśród nich mają być absolwenci najlepszych uczelni w krajach z konsorcjum projektowego.

– Będziemy szukać tych ludzi, docierać do nich, przekonywać ich i przygotowywać do roli prezesa wiceprezesa w spin offie. Na to nigdy nie było środków, a wiem od dawna, że jest wiele doświadczonych osób, które po latach w korpo i osiągnięciu wysokiego statusu finansowego chętnie by się zaangażowały w prowadzenie zupełnie nowych, ambitnych biznesów wywodzących się z nauki – mówi Jakub Jasiczak.  

Sprawdzony menedżer a nie naukowiec na czele firmy, to również dodatkowy argument dla funduszu CV by zaangażować swoje pieniądze.

Prawdziwy partner wpuszcza "na zakład"

Jeszcze trudniejszy bywa kolejny etap – testowanie technologii w realnej skali przemysłowej. I fundusze, i sami naukowcy mogą słusznie oczekiwać, że rozwiązanie zostanie sprawdzone nie tylko w laboratorium, lecz także na linii produkcyjnej czy konkretnej instalacji dużej firmy. Firmy boją się takich prób. Muszą się liczyć z ryzykiem zatrzymania produkcji, uszkodzenia instalacji, a także dostępu osób z zewnątrz do zakładu, odpowiedzialności za wypadek. Jak mówi Jakub Jasiczak, dziś odpowiedzi na te pytania są negocjowane praktycznie od początku przy każdym projekcie.

– Dlatego kolejny pakiet prac obejmie 30 korporacji i ma doprowadzić do stworzenia standardowych zasad testowania akademickich technologii na wyższych poziomach gotowości technologicznej. Mają one regulować m.in. ryzyko, dostęp do infrastruktury, zasady korzystania z elementów objętych ochroną własności intelektualnej oraz możliwe wynagrodzenie firmy udostępniającej instalację – wylicza koordynator EUIT.PRO..

Polska, CEE i mosty na Zachód

Projekt rusza 1 stycznia 2027 r. i potrwa dwa lata. Już trwają bardzo intensywne przygotowania, by od nowego roku od razu urucomić poszczególne działania merytoryczne, których jest łącznie osiem.

Europa przekazała na ten projekt 2 mln euro.

– Może się wydawać, że to mało, ale w Polsce przez trzy lata słyszałem od kolejnych instytucji wspierających innowacje, że nie ma pieniędzy na nasze pomysły. Unia dostrzegła zaś w nich potencjał, który może się rozwinąć na cały kontynent – podkreśla Jakub Jasiczak.

Czy projekt przekona polskich ministrów?

Czterdzieści koncernów zapisanych w projekcie Horizon Europe to ma być początek łańcucha, na zachętę. Do nowego mechanizmu ma trafić w przyszłości znacznie więcej wyzwań badawczych.

– Musimy suto zastawić stół, żeby naukowcy chcieli podejść – pierwsze danie to wyzwania z europejskich korporacji. Ale w kolejnych mają być też spółki publiczne. Rozmawiam o tym z Ministerstwem Aktywów Państwowych i z Ministerstwem Obrony Narodowej. Warto, aby na przykład wielkie programy pozyskiwania zagranicznego uzbrojenia wykorzystywać jednocześnie do uruchamiania współpracy badawczej. Dostałem w MON zielone światło, by do takiej kooperacji z polskimi naukowcami namawiać dostawcę okrętów podwodnych Saaba wraz z jego szwedzkim ekosystemem – mówi Jakub Jasiczak.

Własne agendy polskich konsorcjantów

Chociaż formalnie Komisja Europejska nie wymaga, aby po dwóch latach powstała określona liczba nowych spółek, to partnerzy z konsorcjum sami stawiają sobie wyraźne biznesowe cele.

– Postawiłam sobie konkretny plan minimum: chciałabym, żeby na bazie tego projektu powstały w Startovej co najmniej trzy spin-offy o europejskiej skali. Dziś nie wiem jeszcze, czego będą dotyczyć, bo ich tematy mają wynikać właśnie z realnych wyzwań zgłaszanych przez firmy i z kompetencji naukowców, którzy będą potrafili na nie odpowiedzieć – zapowiada Alina Jaworska, szefowa konsorcjum.

Podkreśla jednocześnie, że nie liczba nowych firm jest w tym projekcie najważniejsza.

– Nie chcę sprowadzać rezultatu wyłącznie do liczby nowych spółek spin-off, bo projekt trwa dwa lata, a przygotowanie do powstania firmy może zająć więcej czasu. Trzeba najpierw znaleźć i przekonać partnerów po stronie biznesu, zidentyfikować ich potrzeby, później stworzyć zespoły badawcze. Najważniejsze zatem jest stwoerzenie ścieżki do tego, by zaczęły powstawać nowe akademickie spółki zdolne działać od początku na rynku europejskim – mówi Alina Jaworska.

Jakub Jasiczak chciałby, żeby za dwa lata europejskie koncerny już rozumiały wagę i korzyści współpracy z naukowcami z Europy Środkowo-Wschodniej.

– Liczę, że firmy będą mogły zobaczyć efekty i same będą zgłaszać się do systemu – mówi Jakub Jasiczak.

Przekonanie badaczy to wyzwanie

Drugi cel jest trudniejszy: to zmiana sposobu, w jaki część naukowców definiuje swoją rolę.

– Nie chodzi o to, żeby zlikwidować badania podstawowe. Nauka dla samego odkrywania ma sens, jeżeli jest na światowym poziomie. Ale obok niej brakuje nam wsłuchania się w potrzeby gospodarki i zastanowienia się, gdzie nasze kompetencje mogą mieć największy wpływ. I praktyki łączenia sił między dyscyplinami naukowymi, by skutecznie odpowiadać na najtrudniejsze wyzwania rynku – mówi Jasiczak.

Agenda Uniwersytetu Jagiellońskiego także skupia się na zmianie podejścia badaczy.

– Dzięki temu projektowi chcemy nauczyć naszych badaczy swobody komunikacyjnej i dać im narzędzia, które ułatwią im komunikację z dużymi firmami.  Żeby nie bali się tych biznesowych wyzwań. Żeby wiedzieli, że gdy pojawia się wyzwanie badawcze z biznesu, to jest także konkretna ścieżka postępowania ułatwiająca współpracę – możliwości kooperacji, polityka uczelni, wzory umów itd. – mówi Gabriela Konopka-Cupiał, dyrektor Centrum Transferu Technologii CITRRU na Uniwersytecie Jagiellońskim.

Jak mówi szefowa techtransferu na UJ, nie da się przygotować jednego standardu uniwersalnego dla każdej uczelni i każdej firmy jednocześnie. Ale da się przetrzeć szlak i wytyczyć ścieżki współpracy, komunikacji, wzajemnego zrozumienia.

– Na UJ bardzo niewielu naukowców podejmuje dialog z biznesem. Większość tego nie rozumie i się tego obawia. Ale też korporacje muszą wiedzieć, że sensowna współpraca z punktu widzenia naukowca to taka, która daje nie tylko korzyści finansowe, ale też dreszczyk emocji naukowych, naukowe korzyści, jak inspiracja do badań, publikacje, nowe ścieżki badawcze – podkreśla Gabriela Konopka-Cupiał.

Jak łza

Jakub Jasiczak mocno akcentuje transparentność tego projektu. Każdy naukowiec ma mieć możliwość odpowiedzi na wyzwanie ogłoszone przez korporację i stworzenia własnego zespołu. Wszystkie zlecenia będą widoczne i dostępne. Model ma być przeciwieństwem projektów przygotowywanych „w teczce”, w których z góry wiadomo, kto dostanie pieniądze i z kim będzie realizował przedsięwzięcie. Zaplanowano warsztaty z decydentami z ministerstw w ośmiu krajach uczestniczących w projekcie.

Jeżeli ten mechanizm zadziała, największą zmianą nie będzie więc pojedyncza spółka czy patent. Będzie nią przesunięcie momentu, w którym biznes spotyka naukę: z końca procesu badawczego na jego początek. Polska nauka dostanie zaś szansę, by być dla wielkich biznesowych partnerów miejscem, gdzie wspólnie projektuje się technologie i rozwiązania potrzebne na przyszłość.

Główne wnioski

  1. Zwycięstwo polskiego modelu. Konsorcjum EUIT.PRO (lider: Startowa UMK, a także UJ oraz partnerzy z CEE, Danii, Belgii i Malty) wygrało konkurs Horizon Europe. Przez dwa lata promotorzy współpracy nauki z biznesem będą rozpowszechniać w UE polski model EU Innovate Together — takie łączenie korporacji z nauką, by powstawały międzynarodowe spin-offy od razu nastawione na rynek europejski.
  2. Odwrócenie logiki współpracy. Korporacje mają zgłaszać nauce swoje biznesowe wyzwania, współtworzyć agendy badań, testować rozwiązania i być pierwszymi ich klientami. Naukowcy zachowują IP i mogą budować spółki. Do procesu wcześniej wchodzą VC – z doradztwem biznesowym – oraz doświadczeni menedżerowie do zarządzania startupami (zamiast profesorów-prezesów). Plan zakłada, że do współpracy uda się pozyskać co najmniej 12 korporacji.
  3. Skala i zmiana kultury działania. Dotąd, w ramach prowadzenia działań EUIT w Polsce, do nawiązania B+R z nauką przekonano 11 z 52 dużych firm. Chodzi też o zmianę roli naukowców: obok prowadzenia badań podstawowych — powinni chcieć odpowiadać na potrzeby gospodarki. Sukcesem nowego programu ma być nie tylko liczba nowych spółek zakładanych przez naukowców wspólnie z biznesem. Chodzi o wytyczenie w całej Europie trwałej ścieżki, na której biznes i nauka będą się spotykały by realizować badania wspólnie.