Posłowie PiS wzywają: Zmień nasze zdanie. O dyskusjach polityków ze studentami
Grupa polityków PiS zaliczana do frakcji maślarzy ruszyła w Polskę. Patryk Jaki, Tobiasz Bocheński i Przemysław Czarnek namawiają studentów do zmiany ich zdania na temat Unii Europejskiej. Udaliśmy się do Wrocławia i Lublina, aby sprawdzić, kto kogo przekonał i jakie polityczne cele kryją się za nową inicjatywą.
Z tego artykułu dowiesz się…
- Czym jest trasa „Zmień nasze zdanie”.
- O czym rozmawiają politycy PiS ze zgromadzoną publicznością.
- Jakie polityczne cele przyświecają Jakiemu, Bocheńskiemu i Czarnkowi.
Gdy do wyborów parlamentarnych pozostało niewiele ponad 1,5 roku, politycy Prawa i Sprawiedliwości sięgają po metody amerykańskie. Inspirując się Charliem Kirkiem – amerykańskim konserwatywnym aktywistą, który w ubiegłym roku został zastrzelony –zaplanowali serię debat w różnych częściach Polski. Motywem przewodnim – podobnie jak na uczelnianych debatach organizowanych przez Kirka – jest próba przekonania polityków do swoich racji przez studentów.
Formuła debat z udziałem polityków PiS wygląda następująco: jeden z nich prezentuje swoją tezę i argumenty, z którymi później polemizuje chętna osoba. Po wymianie zdań następny polityk prezentuje swoją tezę, rozpoczynając kolejną dyskusję.
„Zmień nasze zdanie”. PiS rozpoczęło debaty
W akcji biorą udział: europosłowie Patryk Jaki i Tobiasz Bocheński oraz były minister edukacji i nauki oraz poseł Przemysław Czarnek. Dwaj ostatni są wymieniani na giełdzie nazwisk potencjalnych kandydatów PiS na premiera, którego prezes Jarosław Kaczyński może ogłosić w marcu. Wszyscy trzej są czołowymi przedstawicielami frakcji PiS, na której czele są również Mariusz Błaszczak i Jacek Sasin. W wewnątrzpartyjnych sporach frakcyjnych określa się ich maślarzami i rywalizują z frakcją Mateusza Morawieckiego, określaną mianem harcerzy.
Pierwsze spotkanie z serii „Zmień nasze zdanie” odbyło się przy gmachu biblioteki Uniwersytetu Wrocławskiego. Tydzień przed spotkaniem Patryk Jaki poinformował, że Uniwersytet Wrocławski nie zgodził się na wynajęcie sali politykom PiS. Odmowę tłumaczono troską o neutralność polityczną.
Rozpoczynając spotkanie Patryk Jaki wyraził ubolewanie, że z podobną odmową nie zetknął się Donald Tusk, gdy występował na terenie uczelni. Obecny premier spotkał się ze studentami wrocławskiej uczelni w 2022 r. Było to rok po jego powrocie do polskiej polityki i rok przed wyborami, po których został premierem.
Wrocław nie jest jedynym miastem, w którym politykom PiS odmówiono wynajmu uczelnianej przestrzeni. Podobnie było m.in. w Warszawie i Lublinie. W dniu wydarzenia po Wrocławiu jeździł samochód z przyczepą oraz sygnałami dźwiękowymi promującymi debatę.
Drobne spięcie przed debatą
Jeszcze przed startem debaty i pojawieniem się spóźnionego Patryka Jakiego, okazję do „rozgrzewki” przed debatą miał Tobiasz Bocheński. Przed zgromadzony tłum wyszła kobieta trzymająca napis wzywający do zerwania konkordatu.
Gdy już rozpoczęła się zasadnicza część spotkania, eurodeputowani narzucali tematy, które w ostatnim czasie odgrywają wiodącą rolę w politycznych narracjach PiS. Choć w tłumie przybyłych byli zarówno działacze, jak i sympatycy PiS, to jednak powstrzymywali się od pytań. W polemikę z europosłami wchodzili studenci mający zgoła inne poglądy niż Jaki i Bocheński, krytycznie nastawieni do PiS, ale z prawicowymi sympatiami.

Na początek SAFE
Pierwsza polemika trwała kilkanaście minut. Patryk Jaki wygłosił krytyczną opinię o programie SAFE, który ostatnio jest głównym tematem w publicznym dyskursie. Program unijnych pożyczek na zakup uzbrojenia uznał za szkodliwy dla Polski ze względu na mechanizm warunkowości. Sugerował, że Polska mogłaby stracić pieniądze z SAFE, gdyby w 2027 r. PiS wróciło do władzy. Porównywał ten mechanizm do Krajowego Planu Odbudowy.
Naprzeciw Jakiego stanął student dyplomacji, który bronił SAFE. Tłumaczył, że mechanizm warunkowości w SAFE różni się od mechanizmu warunkowości w KPO. W przypadku SAFE o ewentualnym zawieszeniu wypłat decydowałaby nie Komisja a Rada Europejska, czyli rządy wszystkich państw członkowskich.
Patryka Jakiego to nie przekonywało. Twierdził, że ze względów politycznych odebrano unijne pieniądze Węgrom. W rzeczywistości Węgry straciły miliardy euro z funduszy spójności, ponieważ rząd Viktora Orbana nie zapewnił przejrzystości w wydawaniu funduszy unijnych. Na to zwracał również uwagę interlokutor europosła PiS.
– Próbuje pan przekazać, że te środki mogą być zablokowane tylko w przypadku korupcji. Tymczasem ja panu pokazuję, że w rozporządzeniu o SAFE jest duża dowolność i nierówność w traktowaniu państw. W przypadku Węgier bardzo dobrze pan wie, że jednym z powodów było to, co dzieje się w tamtejszym wymiarze sprawiedliwości. Proszę porównać to, co dzieje się z wymiarem sprawiedliwości w Polsce z tym, co działo się wcześniej – mówił Patryk Jaki.
Zarzucił przy okazji rządowi Donalda Tuska wprowadzanie zmian w sądownictwie uchwałami przy braku sprzeciwu Komisji Europejskiej.
Student przekonał Jakiego
Mówiąc o dominacji Niemiec w instytucjach europejskich Patryk Jaki poprosił studenta, by wskazał choć jeden przykład, kiedy to Niemcy zostały przegłosowane na unijnym forum. W odpowiedzi student przytoczył głosowanie z października 2024 r., kiedy to przegłosowano nałożenie ceł na chińskie samochody elektryczne. Niemcy były przeciwko ich ocleniu, a Polska była wśród krajów popierających cła.
Patryk Jaki przyznał, że studentowi udało się go przekonać do zmiany zdania w tej kwestii. Był to jednak jedyny taki przypadek.
Na tej jednej wymianie zdań temat SAFE się nie skończył. Inny student zapytał polityków PiS o zmianę zdania w sprawie SAFE przez Mariusza Błaszczaka. Pytał także o argument o negatywnym wpływie SAFE na relacje ze Stanami Zjednoczonymi, podczas gdy amerykańska administracja wzywa Europę do zbrojenia się.
Patryk Jaki zwracał uwagę, że Niemcy same nie biorą udziału w SAFE. Student kontrował, przypominając, że rating Niemiec pozwala im samodzielnie starać się o pieniądze na lepszych warunkach.
– Gdyby nie mechanizm warunkowości, to sam bym się nad tym zastanowił. Myślę, że taka też była intencja ministra Błaszczaka. Mechanizm warunkowości przesądza o wszystkim – mówił Patryk Jaki.
– Jeżeli mamy sytuację, w której w zeszłym roku produkcja przemysłowa w Stanach Zjednoczonych i Chinach wzrasta, w Europie spada, to śmiem wątpić, że SAFE ma pobudzić przemysł obronny w Europie – mówił z kolei Tobiasz Bocheński.

Bocheński o Ukrainie w Unii Europejskiej
Bocheński postawił kolejną tezę. Nawiązał do niedawnych słów marszałka sejmu Włodzimierza Czarzastego wypowiedzianych w Kijowie. Zadeklarował on wsparcie dla ukraińskich starań o członkostwo w Unii Europejskiej. Tobiasz Bocheński stwierdził, że Polska nie powinna być dziś rzecznikiem akcesji Ukrainy.
– Dlaczego? To, że Ukraina prowadzi wojnę, której nie jest winna i została zaatakowana przez Federację Rosyjską, nie oznacza, że Polska ma zapominać o swoim interesie narodowym. Słowa marszałka Czarzastego są niedopuszczalne. My musieliśmy przejść długą drogę, zmienić prawo. Mieliśmy okresy ochronne nałożone na gospodarkę. Nie zgadzam się na przyjęcie założenia, że mamy na tych zasadach wpuścić państwo z największym potencjałem rolniczym w Europie, które posiada największe zasoby czarnoziemów i jest w stanie produkować tyle żywności, że polskie rolnictwo byłoby niepotrzebne – mówił Tobiasz Bocheński.
Tutaj również – podobnie jak w przypadku SAFE – PiS z czasem zmieniło narrację. Krótko po rozpoczęciu w lutym 2022 r. pełnoskalowej inwazji, prezydent Andrzej Duda deklarował wsparcie dla ekspresowego trybu unijnej akcesji Ukrainy. Dziś PiS jest mniej przychylne unijnym aspiracjom Ukrainy.
Do debaty zgłosił się młody człowiek, który przyznał, że jest przeciwny dołączeniu Ukrainy do Unii Europejskiej. Rządom PiS zarzucał jednak proukraińskość, a obecną postawę nazwał niekonsekwentną. Pytał polityków PiS o wiarygodność w kontekście ewentualnego powrotu do władzy oraz krytyki obecnego rządu za zadłużanie Polski, podczas gdy za ich rządów państwo również się zadłużało.
Bocheński: „Największe nieporozumienie w debacie publicznej”
Tobiasz Bocheński w odpowiedzi stwierdził, że pomoc Ukrainie w lutym 2022 r. nie wynikała z proukraińskości.
– Pan zestawił proukraińskość z pomocą dla walczącej Ukrainy. To największe nieporozumienie w debacie publicznej, z jakim mamy do czynienia. Dzisiaj na wschodzie odrodził się imperializm rosyjski. Polską racją stanu byłaby sytuacja, gdyby Rosja była rozczłonkowana na 20 małych państewek. Ale tak nie będzie. Dzisiaj realistycznie polską racją stanu jest odsuwanie rosyjskich czołgów jak najdalej od polskiej granicy. Inny jest polski interes i ukraiński. W wymiarze odpychania Rosji są podobne, ale w innych już mniej i prezydent Zełenski wielokrotnie to pokazywał. Czy rząd PiS był proukraiński, bo przyjmował uchodźców? Nie. Bo nie widzę bardziej chrześcijańskiego zachowania niż przyjmowanie kobiet i dzieci – mówił Tobiasz Bocheński.
Pan zestawił proukraińskość z pomocą dla walczącej Ukrainy. To największe nieporozumienie w debacie publicznej, z jakim mamy do czynienia.
W tej samej wypowiedzi nawiązał bezpośrednio do zarzutów pojawiających się ze strony prawicowej konkurencji.
– Czy po pewnym czasie zasad nie należało zmienić? Tak, jestem w stanie się z tym zgodzić. Problem polega na tym, że te sprawy są zmieszane przez niektóre partie w jednym kotle. Jeżeli ktoś mówi, że wszystko, co rząd PiS robił ws. Ukrainy, to klękanie przed Ukraińcami, to tak nie było. Kiedy dyskutujemy na prawicy z naszymi konkurentami, Konfederacją Mentzena i Bosaka, nie mówię o Braunie, to nie jest tak, że we wszystkim się nie zgadzamy. Jest jedna rzecz, która mnie doprowadza do szewskiej pasji. Oni nigdy nie rządzili i nie mieli na sobie odpowiedzialności, więc mówią absolutnie teoretycznie. Na tym polega nasza wiarygodność, że zdajemy sobie sprawę z naszych błędów – stwierdził Tobiasz Bocheński.
„Braun jest nieodpowiedzialny”
Odniesień do rywali na prawej stronie sceny politycznej nie brakowało też później. W kontekście pandemii koronawirusa Tobiasz Bocheński nawiązał do jej początków, kiedy był wojewodą łódzkim. Twierdził, że podejmował wtedy decyzje w najlepszej wierze, po konsultacjach z lekarzami, oraz że PiS wyciągnęło wnioski z ówczesnych błędów. Skrytykował Grzegorza Brauna.
– Ubolewam, że uwaga w dyskursie w większym stopniu skupia się na błędach niż sukcesach rządu PiS. Po drugie, my umiemy przyznać, że widzimy błędy, ale nie akceptuję Grzegorza Brauna, który mówi, że wirusa nie było. On jest nieodpowiedzialny. Nie ma bardziej wiarygodnej partii niż PiS. To my wnieśliśmy standard do polskiej polityki, że coś obiecujemy i realizujemy. Wszystkie obietnice złożone w 2015 r. zostały zrealizowane – stwierdził Tobiasz Bocheński.
Argumentami Bocheńskiego były m.in. wprowadzenie 500 plus, dekomunizacja i naprawa finansów publicznych przez uszczelnienie ściągalności VAT. Wbrew zapowiedziom nie obniżono jednak VAT do 22 proc. Nie zrealizowano także obietnic takich jak: likwidacja NFZ, zatrudniania na umowy cywilno-prawne, finansowania mediów publicznych w całości z abonamentu czy też usprawnienia pracy sądów.
Dyskusja o płci
Kolejny temat narzucony przez Patryka Jakiego dotyczył w mniejszym stopniu bezpieczeństwa międzynarodowego, a w większym spraw tożsamościowych. Podkreślił, że są dwie płcie biologiczne.
Było to nawiązanie do niedawnego głosowania w Parlamencie Europejskim w sprawie zaleceń ONZ o statusie kobiet. Europarlamentarna większość odrzuciła poprawkę prawicy mówiącej, że tylko biologiczna kobieta może zajść w ciążę. Poprawkę odrzucono, bo większość nie chciała rozstrzygać w głosowaniu, czy osoba transpłciowa może zajść w ciążę. To temat chętnie podejmowany w ostatnim czasie przez polityków PiS.
Do debaty zgłosił się student, który dowodził, że poza biologicznymi są również psychologiczne kryteria określające płeć. Patryk Jaki polemizował z nim, a dyskusja dotyczyła m.in. możliwości korekcji płci. Europoseł PiS był krytyczny wobec takiej możliwości. Twierdził, że nie przekonuje go argument o prawie osób niepełnoletnich do decydowania o zmianach we własnym ciele.
Debata „Zmień nasze zdanie” nie dla wszystkich była okazją do dyskusji z politykami PiS. Z mikrofonu skorzystały działaczki Młodzieży Wszechpolskiej, które promowały zbiórkę na pomoc Polonii w Mołdawii. Głos zabrały także przedstawicielki pokrzywdzone przez dewelopera, który nie ukończył inwestycji.

Pytania o Białoruś i Lwów
Sporo emocji wzbudziły ostatnie pytania z publiczności. Przedostatni debatujący zakwestionował polską pomoc dla białoruskiej opozycji. Podważał sens udzielania pomocy Swietłanie Cichanouskiej na terenie Polski sugerując, że może rozwścieczyć Aleksandra Łukaszenkę i skłonić go do ataku na Polskę. Patryk Jaki twierdził, że należy wspierać białoruską opozycję demokratyczną. Rządy Łukaszenki, jego zdaniem, należy przeczekać.
– Pan kwestionuje, czy Rosja stanowi dla nas zagrożenie. To temat pojawiający się w dyskusji między nami a Konfederacją, która często wątpi, że Rosja może chcieć tylko Ukrainy. Powinniśmy się starać, by Białoruś była naszym sojusznikiem. Kluczowe jest pytanie, jak to zrobić. Jak rozumiem, pan chciałby się dogadać z Łukaszenką. Zgadzam się z panem, że z Białorusią należy się ułożyć, ale strona demokratyczna reprezentowana przez Swietłaną Cichanouską, która bez wątpienia wygrała wybory w 2020 r., wydaje się być lepszym wyborem niż Łukaszenka – kontrował Patryk Jaki.
Ostatni pytający odczytał z telefonu pytanie – dlaczego Polska nie zaatakowała Ukrainy w tym samym momencie co Rosja, by odzyskać Lwów i zemścić się za zbrodnię wołyńską. To pytanie wywołało oburzenie wśród zgromadzonych.
– Niech mi pan powie, dlaczego chciałby pan podbijać Lwów? Jeżeli prowadzi się wojnę, prowadzi się ją w jakimś celu, więc niech pan powie, po co mielibyśmy to robić? Zostawiając na boku, że złamalibyśmy prawo międzynarodowe i słono za to zapłacili. Bo dokonalibyśmy rozbioru naszego sąsiada, stworzylibyśmy casus belli i inne państwo mogłoby stosować wobec nas tę zasadę. Łącznie z Federacją Rosyjską – odpierał Tobiasz Bocheński.
One man show w Lublinie
Lubelskie spotkanie odbyło się w jednej z sal lokalnego centrum konferencyjnego. Organizatorzy jeszcze przed formalnym początkiem wymieniali się wyrazami zadowolenia, wszak trzeba było dostawiać krzesła. Sala mogła pomieścić sto osób i była pełna. Jednak ku zaskoczeniu obecnych, w Lublinie wystąpił tylko Patryk Jaki.
Większość studentów obecnych na sali studia ukończyła kilkadziesiąt lat temu. Więcej było tradycyjnego starszego elektoratu partii, który raczej przyszedł wysłuchać Patryka Jakiego niż wchodzić z nim w polemikę. Nie zabrakło jednak pytań od młodych ludzi.
Unia Europejska rzeczywiście była motywem powtarzającym się w odpowiedziach Patryka Jakiego. Nie był to jednak temat dominujący. Jaki musiał częściej stawić czoła pytaniom o Ukrainę czy dziedzictwo rządów Mateusza Morawieckiego. Zdarzały się polemiki, choć raczej w szczegółach prawicowej wizji świata niż starciu z przeciwstawnymi wartościami.
Twardy sprzeciw wobec SAFE nie kruszeje
Spotkanie Patryk Jaki zaczął od tezy krytycznej wobec premiera.
– Donald Tusk nie ma żadnych osiągnięć dla polskiego państwa. Nie zrobił nic dobrego dla państwa – zaczął spotkanie Jaki, po czym wezwał do zmiany jego zdania na ten temat. Chętnych jednak zabrakło.

Później ponownie krytyce poddano SAFE jako mechanizm uzależniający Polskę od UE.
– To jest mniej więcej tak samo, jakby ktoś z państwa chciał wziąć komercyjny kredyt i bierze zobowiązanie, żeby go spłacić. Natomiast bank może w każdej chwili zablokować te środki (...) z byle powodu, bo powiedzą na przykład, że macie złe poglądy – tłumaczył Patryk Jaki.
Szpilki wbijane w Morawieckiego i gra z szulerem
Jaki był także pytany o dziedzictwo rządów Mateusza Morawieckiego, skłóconego obecnie z Jakim i jego stronnikami.
Patryk Jaki wyraźnie lawirował w odpowiedzi na pytanie o priorytety Prawa i Sprawiedliwości.
– Z jednej strony oczywiście w naszym interesie jest to, żeby PiS został w całości. Z drugiej strony musimy obrać właściwy kierunek. Scenariuszem optymalnym jest to, aby było jedno i drugie i o to powinniśmy walczyć. Natomiast jeżeli się nie da, to cóż poradzić. Uważam, że kierunek jest ważniejszy – skonstatował Jaki.
Nie była to pierwsza szpilka wbita Mateuszowi Morawieckiemu. Jaki na wcześniejsze pytanie o KPO obwarowane warunkowością, którą Morawiecki poparł jako premier, wyraźnie odciął się od tamtych decyzji.
– Głosowałem przeciwko KPO dlatego, że wiedziałem, jak to się skończy – mówił Jaki.
Próbując jednak znaleźć usprawiedliwienie dla Mateusza Morawieckiego, Jaki porównał relacje z instytucjami unijnymi do gry z oszustem.
– Można założyć, że jak się gra z szulerem, to raz można spróbować się z nimi dogadać – stwierdził Jaki.
Dodał, że skoro Unia Europejska już raz oszukała Polskę, to bardzo się dziwi osobom, które chciałyby po raz drugi wchodzić w układy oparte na tych samych, ryzykownych zasadach.
Maślarzy z Braunem łączy antyunijność, ale wyraźnie dzieli stosunek do Rosji
Patryk Jaki tłumaczył też zgromadzonym stopień zagrożenia rosyjskim impeiralizmem i propagandą w Polsce.
– Oni [Rosja – red.] bardzo dobrze rozumieją, że w Polsce nie ma przestrzeni na to, aby zbudować silną partię prorosyjską. Ale żeby zbudować partie antyukraińskie – na to już jest przestrzeń. Rozumieją, że z punktu widzenia ich interesów najlepiej, żebyśmy się wzajemnie pozabijali, dlatego że oni wtedy sobie przyjdą na gotowe – mówił zgromadzonym Jaki.
Analiza Jakiego oczywiście nie powstała w politycznej próżni. Nawet radykalna frakcja PiS w tej chwili odcina się od gotowości współpracy z Grzegorzem Braunem, których dzieli przede wszystkim stosunek do Rosji.
Przeciągnięcie na swoją stronę części wyborców Brauna jest jednym, choć nie jedynym celem spotkań ze studentami.
Stawka i cele spotkań „Zmień nasze zdanie”
Grupa maślarzy próbuje zjeść ciastko i mieć ciastko. Zjeść ciastko – czyli próbować przyciągnąć do siebie z powrotem zradykalizowany dawny elektorat partii, który uciekł na prawo, a szczególnie do partii Grzegorza Brauna przez wzmożoną krytykę rządu, UE, Niemiec oraz – co ważne – dziedzictwa rządów Mateusza Morawieckiego. Patryk Jaki na spotkanie w Lublinie częściej ze swoimi rozmówcami się zgadzał, niż wchodził w polemikę, gdy chodziło o ocenę rządów byłego premiera.
Mieć ciastko – czyli przyciągnąć swój dawny, obecny elektorat Korony na swoją stronę z powrotem przez zachowanie wyrazistości przy jednoczesnej krytyce Grzegorza Brauna. Patryk Jaki w Lublinie kilkukrotnie pytany był o stosunek do Ukrainy. I choć europoseł nie raz krytykował Wołodymyra Zełenskiego za układanie się z Niemcami, to jasno deklarował, że Ukrainę w walce z Rosją trzeba wspierać. Jednoznacznie też odrzucał twierdzenia, że „to nie nasza wojna”. Jaki sporo czasu poświęcił także na tłumaczenie rzeczywistości, w której Ukraina kapituluje.
– Gdyby w 2022 r. Ukraina upadła, a było bardzo blisko (...) wojska rosyjskie stanęłyby na całej granicy polskiej i pan byłby zmobilizowany, a wszyscy państwo musielibyście oddawać połowę swojej pensji na zbrojenia, bo nie mielibyśmy innego wyjścia – mówił Patryk Jaki.
Wydaje się także, że choć Patryk Jaki jest sprawny retorycznie oraz świetnie czuje media społecznościowe, to w Lublinie brakowało wsparcia Tobiasza Bocheńskiego i Przemysława Czarnka. Europoseł przyznał w pewnym momencie, że jest już zmęczony z powodu kolejnego spotkania na trasie. Nic dziwnego – jako jedyny brał udział we wszystkich spotkaniach z cyklu „Zmień nasze zdanie”.
Walka również wewnątrz partyjnego obozu
Maślarski tercet Jaki-Czarnek-Bocheński ma jednak szanse, aby ich wiosenny objazd po Polsce wrył się w pamięć prawicowego elektoratu. W Lublinie zażartych dyskusji nie było, ale przed nami jeszcze największe polskie ośrodki jak Warszawa, Poznań czy Gdańsk. Ponadto, regularnie przypominanie o sobie w mediach społecznościowych z pewnością będzie grało na korzyść Jakiego czy Bocheńskiego chcących przyciągnąć do siebie także młodszy elektorat, dotychczas głosujący na Sławomira Mentzena.
Poza walką o rząd dusz na prawicy maślarze próbują także zaznaczać swoją obecność i znaczenie wewnątrz skłóconego obozu Prawa i Sprawiedliwości. W mediach huczy od plotek, a prezes PiS próbuje dyscyplinować partię, nad którą jeszcze sprawuje kontrolę, choć nie taką jak w latach świetności PiS. Cykl „Zmień nasze zdanie” jest zatem w pewnym sensie odpowiedzią na wzmożoną od miesięcy aktywność Mateusza Morawieckiego, który regularnie odwiedza różne części Polski na spotkaniach ze swoimi zwolennikami.
Kolejne spotkanie „Zmień nasze zdanie” zaplanowano na najbliższą sobotę w Mediolanie, w nieco innej formie. Tam Patryk Jaki będzie rozmawiał z Adrianem Zandbergiem na Międzynarodowym Kongresie Polskich Stowarzyszeń Studenckich. W marcu politycy odwiedzą Białystok, Warszawę i Olsztyn. Być może tam doczekamy się, że ktoś z maślarzy faktycznie zmieni zdanie.
Główne wnioski
- Politycy Prawa i Sprawiedliwości z frakcji nazywanej maślarzami rozpoczęli cykl spotkań ze studentami pod hasłem „Zmień nasze zdanie”. Inicjatywa opiera się na amerykańskich wzorcach i polega na konfrontacji tez głoszonych przez polityków z opiniami publiczności. Głównymi tematami dyskusji we Wrocławiu i Lublinie były unijne programy finansowe oraz polityka zagraniczna w kontekście wojny w Ukrainie.
- Głównym zamierzeniem akcji jest odzyskanie radykalnego elektoratu prawicowego przy jednoczesnym odcięciu się od prorosyjskich poglądów polityków Konfederacji Korony Polskiej. Debaty stanowią również narzędzie wewnątrzpartyjnej rywalizacji o wpływy z frakcją byłego premiera Mateusza Morawieckiego. Politycy podczas spotkań otwarcie krytykują jego dawne decyzje i ustępstwa wobec instytucji Unii Europejskiej.
- Trasa napotyka na lokalne trudności w postaci odmów wynajęcia przestrzeni przez władze uniwersyteckie. Projekt ma potencjał, który może pozwolić Jakiemu, Bocheńskiemu i Czarnkowi na odzyskanie części młodych wyborców głosujących na Sławomira Mentzena.