Prawdziwy efekt Trumpa? Prezydent Europy, grupa E6 czy federalizacja – nowe pomysły europejskich liderów
Nowy prezydent Europy, nowa grupa państw-liderów UE, a także – w gruncie rzeczy nienowa – koncepcja integracji Unii w kierunku federalizacji. To już nie postulaty skrajnych eurofederalistów sprzed lat, lecz idee formułowane w ostatnich dniach przez centrowych polityków czołowych partii. Jakie propozycje znalazły się dziś w głównym nurcie europejskiej debaty i czy mają one realne szanse przełożyć się na unijną politykę?
Z tego artykułu dowiesz się…
- Jakie propozycje stały się ostatnio istotnymi elementami europejskiej debaty.
- Czym różnią się koncepcje przedstawiane przez polityków europejskiego mainstreamu.
- Jakie wyzwania stoją przed autorami tych propozycji na etapie realizacji.
W 2005 r. Holendrzy i Francuzi odrzucili w referendach projekt europejskiej konstytucji, która miała stanowić kolejny krok w pogłębianiu integracji. Od tego momentu zacieśnianie więzi między państwami członkowskimi UE napotykało mniejsze lub większe opory. Dziś jednak obserwujemy wyraźną zmianę tonu. Amerykańska polityka wobec Europy sprawia, że do debaty wracają koncepcje mające wzmocnić sprawczość i podmiotowość Unii.
Bunt europejskich liderów
Nie słabną bowiem echa chaotycznej i konfrontacyjnej polityki Donalda Trumpa wobec Europy. O ile polscy politycy zachowują w tej kwestii względną powściągliwość, o tyle w zachodniej części kontynentu nastroje są wyraźnie odmienne – coraz częściej słychać głosy domagające się strategicznej autonomii i głębszej integracji europejskiej.
Szczególnie w oczy rzuca się krytyka zachodniej skrajnej prawicy. Buńczuczne zapowiedzi Donalda Trumpa dotyczące Grenlandii skrytykowali nie tylko przedstawiciele liberalnego centrum, lecz także liderzy ugrupowań prawicowych: włoska premier Giorgia Meloni, przewodniczący francuskiego Zjednoczenia Narodowego Jordan Bardella oraz szef brytyjskiej partii Reform UK Nigel Farage.
Konsekwencją przełomowego forum w Davos były również ostrzejsze wypowiedzi europejskich przywódców. Szczególnie wyraźnie zaznaczyły się głosy prezydenta Francji Emmanuela Macrona oraz premiera Wielkiej Brytanii Keira Starmera, który wypowiedzi Trumpa lekceważące militarne zaangażowanie europejskich sojuszników nazwał wprost obraźliwymi.
Weber: prezydent dla Europy
Jeszcze dalej idą propozycje, które w ostatnich dniach pojawiły się w wypowiedziach niemieckich polityków.
Przewodniczący Europejskiej Partii Ludowej – do której należą KO i PSL – Manfred Weber w wywiadzie dla „Der Spiegel” zasugerował wzmocnienie unijnej egzekutywy poprzez połączenie stanowiska szefa Rady Europejskiej (obecnie Antonio Costa) z funkcją przewodniczącej Komisji Europejskiej (obecnie Ursula von der Leyen). W praktyce oznaczałoby to utworzenie stanowiska swoistego „prezydenta Europy”.
Zdaniem polityka CSU w obecnych realiach geopolitycznych konieczne jest wzmacnianie Unii od wewnątrz, a nie jej dalsze osłabianie. Weber idzie jednak dalej, proponując stworzenie nowego bytu wewnątrz UE.
– Jesteśmy związani traktatami europejskimi zasadą jednomyślności w polityce zagranicznej. To nas hamuje. Dlatego jestem za nowym traktatem – Traktatem o Suwerenności – który umożliwi chętnym państwom ściślejszą współpracę w polityce zagranicznej i bezpieczeństwa. W tej grupie zasada jednomyślności by nie obowiązywała. A jeśli doszłoby do pokoju w Ukrainie, powinniśmy rozmieścić wspólne europejskie siły pokojowe jako zalążek armii europejskiej – mówił Manfred Weber.
Propozycje przewodniczącego EPL w istocie wzmacniałyby unijną egzekutywę, a jednocześnie ograniczałyby możliwość blokowania inicjatyw integracyjnych przez państwa tradycyjnie sceptyczne wobec pogłębiania integracji, takie jak Węgry czy Słowacja.
Krytycy Webera wskazują jednak, że jego koncepcje mogą zachwiać równowagą między wspólnotowym charakterem Komisji Europejskiej a rolą państw członkowskich. Z propozycjami nie zgodził się także jego koalicyjny partner na niemieckiej scenie politycznej – kanclerz Friedrich Merz. Jak informuje „Süddeutsche Zeitung”, Merz preferuje wzmacnianie współpracy między rządami narodowymi zamiast dalszej koncentracji władzy w instytucjach unijnych.
Zwykłe spotkanie robocze czy początek nowej grupy liderów w UE?
To niejedyny pomysł na reformę Unii, który wyszedł w ostatnim czasie z Berlina.
Niemiecki minister finansów Lars Klingbeil spotkał się ze swoimi odpowiednikami z Francji, Polski, Hiszpanii, Włoch i Holandii. Choć robocze spotkania ministrów w różnych konfiguracjach nie są w UE niczym nowym, tym razem ich wydźwięk był wyraźnie inny.
– Jako sześć dużych gospodarek Europy chcemy być kierowcami. My dajemy impuls, a inni mogą się przyłączyć – mówił Klingbeil po zakończeniu rozmów.
Jednocześnie nie sprecyzowano, jak miałaby wyglądać przyszła forma współpracy największych unijnych gospodarek. Źródła agencji Reuters przekazywały w tej sprawie sprzeczne sygnały. Jeden z rozmówców twierdził, że chodzi wyłącznie o nieformalną, doraźną koordynację, inny podkreślał, że nie ma mowy o tworzeniu elitarnego klubu największych państw Unii.
Jeszcze przed spotkaniem niemiecki minister mówił o konieczności utworzenia Europy dwóch prędkości w celu przyspieszenia decyzyjności UE. Po rozmowach taka deklaracja jednak nie padła. I choć nie poznaliśmy konkretów, część komentatorów szybko zaczęła określać państwa uczestniczące w spotkaniu mianem grupy E6.
Powrót sporów o zniesienie jednomyślności
Pomysł wydzielenia wiodącej grupy państw członkowskich nie jest nowy. W 2023 r. Prawo i Sprawiedliwość oraz Konfederacja alarmowały o próbach zmiany traktatów unijnych w kierunku stworzenia Europy dwóch prędkości.
Jesienią 2023 r. Parlament Europejski przyjął rezolucję wzywającą do rozpoczęcia procesu reform, m.in. w zakresie odejścia od zasady jednomyślności w wybranych obszarach. W praktyce jednak, bez zgody państw członkowskich na poziomie Rady Europejskiej, PE nie miał możliwości przeforsowania zmian faktycznie modyfikujących zasadę jednomyślności. Trudno było więc mówić o realnej próbie zmiany unijnych traktatów, które są niezbędne m.in. w kontekście rozszerzenia UE o Ukrainę i Mołdawię. Już kilka lat temu część państw sygnalizowała, że bez reform traktatowych zarządzanie rozszerzoną Unią będzie jeszcze trudniejsze.
Ten kontekst sprzed ponad dwóch lat pozwala lepiej zrozumieć, dlaczego podobne propozycje wracają dziś do debaty. Tym bardziej że uwarunkowania geopolityczne dla Europy uległy pogorszeniu w związku z coraz bardziej antyunijną polityką amerykańskiej administracji.
Draghi mówi wprost: potrzeba federalizacji
Najdalej w ostatnich dyskusjach posunął się jednak Mario Draghi. Były premier Włoch i autor głośnego raportu o konkurencyjności UE, zaprezentowanego w Leuven, mówił wprost o konieczności federalizacji Europy.
– Tam, gdzie Europa się zjednoczyła – np. w handlu, konkurencji, jednolitym rynku czy polityce pieniężnej – jesteśmy szanowani jako potęga i negocjujemy jako całość – podkreślał Draghi.
Dodał, że aby zwiększyć europejską siłę, należy „przejść od konfederacji do federacji”.
– Alternatywą jest przyszłość, w której Europa ryzykuje jednoczesne podporządkowanie, podziały i deindustrializację. Europa, która nie potrafi bronić swoich interesów, nie będzie w stanie dłużej zachować swoich wartości – ostrzegał były prezes EBC.
Z przytoczonych wypowiedzi polityków – co istotne, reprezentujących różne partie – wyłania się jeden zasadniczy wniosek. Coraz wyraźniejszym celem części europejskiego mainstreamu staje się wzmocnienie jedności UE i jej pozycji na arenie międzynarodowej. Choć drogi do tego celu prowadzą przez odmienne wrażliwości polityczne, faktem jest wejście narracji prointegracyjnych do agendy ugrupowań centrowych.
Sama zmiana języka debaty pozostaje jednak co najwyżej pierwszym krokiem. Przed zwolennikami federalizacji stoi bowiem klasyczna kwadratura koła. Zmiany traktatowe wymagają jednomyślności państw członkowskich, natomiast działania pozatraktatowe narażają siły proeuropejskie na zarzuty o pozademokratyczne modyfikowanie zasad gry.
Eurofederalizm w Polsce nie jest tematem
Niewiele wskazuje również na szerokie poparcie tych idei na polskiej scenie politycznej. Partie prawicowe w centrum swojej europejskiej agendy konsekwentnie sprzeciwiają się pogłębianiu integracji UE, nawet w obecnych realiach geopolitycznych. Co jednak znamienne, także formacje zasadniczo prounijne, współtworzące koalicję rządową, z rezerwą podchodzą do profederalistycznej dyskusji.
Europoseł KO Andrzej Halicki w rozmowie z XYZ krótko odniósł się do pomysłu Webera.
– Nie toczą się obecnie żadne rozmowy w temacie zaproponowanym przez Manfreda Webera. Kwestia budowy europejskiej armii także nie jest tematem. Obecnie prowadzone wysiłki wokół obronności skupiają się w ramach programu SAFE wzmacniającego potencjały obronne państw członkowskich - mówił europoseł.
Główne wnioski
- Zmiana kursu politycznego Stanów Zjednoczonych pod rządami Donalda Trumpa stała się katalizatorem ożywionej debaty o przyszłości Unii Europejskiej. Pomysły pogłębienia integracji przestały być domeną marginalnych środowisk eurofederalistycznych i trafiły do głównego nurtu polityki partii centrowych. Liderzy państw zachodnich coraz otwarciej krytykują postawę Waszyngtonu i wskazują na potrzebę wzmocnienia geopolitycznej samodzielności Europy.
- Niemieccy politycy przedstawiają odmienne wizje reformy struktur unijnych, których celem ma być usprawnienie procesów decyzyjnych. Manfred Weber proponuje utworzenie stanowiska „prezydenta Europy” poprzez połączenie funkcji szefów Rady Europejskiej i Komisji Europejskiej oraz wprowadzenie Traktatu o Suwerenności dla chętnych państw. Z tą koncepcją nie zgadza się kanclerz Friedrich Merz, który preferuje zacieśnianie współpracy między rządami narodowymi zamiast wzmacniania instytucji centralnych. Równolegle niemiecki minister finansów Lars Klingbeil promuje ideę grupy E6 z udziałem Polski.
- Najdalej idącą propozycję sformułował Mario Draghi, który wprost wezwał do przekształcenia Unii z konfederacji w federację. Były szef EBC uznaje pełną integrację polityczną i gospodarczą za warunek konieczny utrzymania konkurencyjności Europy na arenie międzynarodowej. Realizacja tych planów napotyka jednak poważne bariery – zarówno prawne, związane z wymogiem jednomyślności przy zmianach traktatowych, jak i polityczne, wynikające z oporu części państw członkowskich, w tym Polski.

