Problemy z obroną przeciwlotniczą. Zapasy amerykańskich pocisków się kurczą.
Konflikt między USA a Iranem trwa. Tymczasem zmniejszają się zapasy pocisków przeciwlotniczych, używanych przez USA i bliskowschodnich sojuszników Donalda Trumpa. Amerykanie szukają pomocy na świecie, ale problem może mieć także Polska.
Z tego artykułu dowiesz się…
- Gdzie pojawił się nieoczekiwany problem z obroną przeciwlotniczą Polski (i innych krajów świata).
- Jaka jest rola Chin w tak kluczowym elemencie obrony wielu krajów świata.
- Czy Polska utrzyma zdolności obronne i jakie są możliwe scenariusze alternatywne.
USA ma problem. A wraz z USA kilkanaście krajów świata, które używają zaawansowanych systemów obrony powietrznej, takich jak Patriot. W tym gronie jest także Polska.
Problem dotyczy zdolności USA i ich (jeszcze) sojuszników w zakresie obrony przeciwlotniczej. Amerykanie i ich sojusznicy z Bliskiego Wschodu wystrzeliwują ogromne ilości pocisków przeciwlotniczych. Tych zaczyna ich brakować. A odnawianie zapasów trwa. Zarówno do przeciwlotniczych zestawów Patriot, jak i do antybalistycznych zestawów THAAD. Ale problem, wraz z Amerykanami, mają także ci, którzy używają systemów ich produkcji.
Ogromne zużycie pocisków
Konflikt z Iranem pokazał, że Amerykanie nie są gotowi na wojnę z masowym wykorzystaniem bezzałogowców i pocisków balistycznych. A takie działania prowadzą Irańczycy. Ich drony i pociski rażą cele w rejonie Zatoki Perskiej, spadały na Tel Awiw, miasta i instalacje energetyczne krajów Zatoki.
Według analityka i badacza Shanaki Anselma Perei Amerykanie wystrzelili w czasie trwającej miesiąc operacji 2400 pociski. Perea wskazuje, że uzupełnienie tej luki może zająć nawet trzy i pół roku. Dlaczego? Powodów jest kilka.
Amerykanie w produkcji pocisków Patriot bazują na jednym zakładzie. Mogą ich wyprodukować od 650 do 800 pocisków rocznie. Jeszcze gorzej sytuacja przedstawia się z pociskami antybalistycznymi. To systemy bardziej zaawansowane, od znanych nam Patriotów czy wyrzutni systemu CAMM.
Amerykanie do neutralizacji pocisków balistycznych używają m.in. systemu THAAD. Do tych wyrzutni pocisków produkuje się jeszcze mniej: zaledwie około 100 rocznie. A zużycie jest duże, bo Irańczycy pocisków balistycznych używają chętnie i często.
Duże potrzeby i długa kolejka chętnych
Potrzeby produkcyjne są zatem duże. Od konieczności uzupełnienia zapasów własnych, przez użytkowników systemów Patriot w rejonie Bliskiego Wschodu i Afryki (Arabia Saudyjska, Egipt, Izrael, Jordania, Katar, Kuwejt, Zjednoczone Emiraty Arabskie), po inne państwa. Także w Europie i Azji.
Po Patriota sięgnęły także kraje Europy: Grecja, Hiszpania, Niemcy, Niderlandy, Szwecja, Rumunia i Polska. A przecież to nie wszyscy, którzy zdecydowali się na zakup tego sprzętu. W kolejce po pociski będą choćby Koreańczycy z południa, Japończycy i Tajwańczycy.
Każde z wymienionych państw spogląda z obawą na swoje zapasy pocisków do wyrzutni i działania Rosji, Chin czy Korei Północnej. Wreszcie, jest także Ukraina, której wyrzutnie dostarczyła administracja Joe Bidena.
Zaledwie we wtorek dziennik „Rzeczpospolita” informował, że Amerykanie rozpaczliwie poszukują pocisków do wyrzutni. Zwrócić się mieli w tej kwestii także do Polski.
Polskie władze najpierw zaprzeczały. Ale w końcu minister obrony Władysław Kosiniak-Kamysz skomentował doniesienia za pośrednictwem serwisu X/Twitter.
„Nasze baterie Patriot i ich uzbrojenie służą do ochrony polskiego nieba i wschodniej flanki NATO. Nic w tej kwestii się nie zmienia i nigdzie nie planujemy ich przemieszczać! Nasi sojusznicy dobrze wiedzą i rozumieją jak ważne mamy tu zadania. Bezpieczeństwo Polski jest absolutnym priorytetem” – napisał wicepremier.
Problemów więcej niż rozwiązań. Pociski do Patriotów gorącym towarem
Jak tłumaczy prezes Grupy Niewiadów, Przemysław Kowalczuk, sytuacja nie jest dobra. Ale nie ma mowy o tragedii. Kowalczuk był w przeszłości członkiem zarządów i prezesem takich zakładów zbrojeniowych jak PIT-Radwar czy Mesko. Z technologią rakietową jest dobrze zaznajomiony.
– Dobrze nie jest. Ale też nie rozważajmy w alarmistycznym tonie, że zapasy skończą się za dwa, trzy miesiące – mówi Przemysław Kowalczuk.
Zapasy pocisków, szczególnie starszych PAC 2 (wraz z wyrzutniami) mają Niemcy. Pewne ilości mają Holendrzy, część jest w dyspozycji NATO-wskiej agencji, zajmującej się dostawami i zamówieniami sprzętu. Być może udałoby się pozyskać choćby czasowe przebazowanie jakiejś partii pocisków w razie potrzeby.
Jak ocenia Przemysław Kowalczuk, Amerykanie faktycznie produkują 650 do 800 pocisków PAC-3 rocznie. Liczby te nie robią piorunującego wrażenia, ponieważ nie rozbudowali swoich zakładów.
– Dlatego właśnie Lockheed Martin tak bardzo liczył na centrum w Zielonce, to jest dla nich niejako backup przynajmniej dla newralgicznej części pocisku - sekcji sterowania ACM/ACS. Oferta technologii do drugiej linii montażu końcowego całego pocisku nie została wdrożona. Koszty infrastruktury znacznie przewyższały potencjalne zyski z gwarantowanego zamówienia a za różnicę nikt nie był skory dopłacić. Nikomu nie opłacało się duplikować linii. Ale żeby budować więcej, niż 1000 sztuk, trzeba by mieć drugą linię, drugi zakład. A zapasy trzeba będzie uzupełnić. I potrwa to, co najmniej trzy lata, przy czym mowa tylko o potrzebach krajowych – wskazuje ekspert.
„Życie zweryfikowało założenia”
Nasze zapasy pocisków – to informacja jawna – sięgają ok. 1,5 sztuk. Mamy u progu wojowniczą i nieprzewidywalną Rosję, mamy powody do niepokoju i powinniśmy podjąć konkretne działania.
– Życie właśnie zweryfikowało założenia, nikt nie spodziewał się takiego zużycia pocisków. Iran wypuścił tysiące środków napadu powietrznego. Trzeba było to czymś zestrzelić, a mówimy nie tylko o Izraelu i Iranie, tylko o kilku powiązanych teatrach działań. I tu wchodzi program Narew, który mógłby być odciążeniem dla Patriotów. Ten program jest naprawdę bardzo istotny – mówi prezes Niewiadowa.
Jak zauważa, będziemy gdzieś w środku łańcucha dostaw, na pewno nie w pierwszej trójce, a alternatyw nie widać. Wielkoseryjna produkcja pocisków nie rozwinęła się nigdzie, a projekty europejskie nadal są projektami.
MON z kolei nie ma wsparcia finansowania nowych zdolności produkcyjnych, które są lub mogą być w Polsce.
– Mamy inżynierów, możemy zorganizować produkcję i dostawy niektórych materiałów po stronie przemysłu. Problemem będzie finansowanie bez formalnej kontraktacji i uruchomienie trybów tej maszyny. Ale tu pojawia się sprawa po pierwsze decyzyjności, a po drugie - finansowania, o którym mówiłem. Uruchomienia środków, których zwyczajnie brakuje. – podsumowuje Przemysław Kowalczuk.
Chiny w roli rozgrywającego
Jest jeszcze jeden problem. Równie poważny, jak amerykańskie zdolności produkcyjne. Są nim rzadkie pierwiastki, wykorzystywane do budowy rakiet. Neodym, samar, gal, itr czy gadolin – za większość ich produkcji odpowiadają Chiny.
A te już w ubiegłym roku zapowiedziały większe restrykcje w zakresie eksportu metali ziem rzadkich.
– Chiny staną się arbitrem świata, w zakresie dostaw pierwiastków. Ważne, by zintensyfikować prace nad europejską tarczą antyrakietową. Musimy uniezależnić się od USA. Potrzebujemy pocisków krótkiego i średniego zasięgu – mówi oficer Wojska Polskiego, prosząc o zachowanie anonimowości.
Jak wskazuje, odtworzenie gotowości zajmie Amerykanom od czterech do pięciu lat. A tzw. ściąganie pocisków z rynku przez Amerykanów może się skończyć osłabieniem zdolności obronnych całego NATO.
Trump grozi wyjściem z NATO
Rozpoczynając konflikt Trump nie zdawał sobie chyba sprawy, na co się porywa. Błędne okazały się analizy sytuacji energetycznej, politycznej i – jak widać – także militarnej. Można powiedzieć, że doradcy prezydenta USA, którzy podpowiedzieli mu rozpoczęcie wojny, uruchomili ogromny poligon. Ale królikiem doświadczalnym stało się samo USA i jego armia.
Administracja Joe Bidena wspierała broniącą się Ukrainę. Ważne były także więzi transatlantyckie. Dziś ochronny parasol amerykański nad Europą się zamyka. Nietrudno wyobrazić sobie sytuację, w której niebawem nie będzie komu chronić hubu w Rzeszowie, jeśli europejscy sojusznicy Polski i Ukrainy sami poczują się zagrożeni.
Podobnie nietrudno wyobrazić sobie Chiny jako głównego rozgrywającego przy jakimkolwiek stole negocjacji. Czy to w kontekście Iranu, czy Ukrainy. Jeśli Amerykanie zaczną odtwarzać zdolności, to priorytetem będą ich siły zbrojne. W dalszej kolejności Izrael i może Arabia Saudyjska. Raczej nie Europa, która odmówiła Trumpowi udziału w jego konflikcie z Iranem i wysłania sił do rozminowania cieśniny Ormuz. Trump zaś znowu zagroził wyjściem USA z NATO.
Główne wnioski
- Kurczą się zapasy amerykańskich pocisków do systemów przeciwlotniczych i przeciwrakietowych. To zła wiadomość dla Europy, ale także Polski, która również jest użytkownikiem systemu Patriot.
- Odbudowa tylko amerykańskich zdolności w tym zakresie potrwa kilka lat. A Europa nie jest wysoko na liście priorytetowych odbiorców w systemie dostaw uzbrojenia z USA. Szczególnie w realiach sporu z amerykańskim prezydentem, który usłyszał od europejskich przywódców odmowę wsparcia w konflikcie USA i Iranu.
- Na problem małych zapasów i produkcji pocisków przez USA nakłada się także sprawa metali ziem rzadkich, służących do ich konstruowania. Chiny mocno trzymają za gardło USA i Europę, będąc największym dostawcą pierwiastków.

