Szkoły „handlują” wizerunkiem dzieci? Rząd reaguje na sharenting
Po sygnałach od kuratorów coraz więcej szkół, przedszkoli i żłobków wycofuje zdjęcia dzieci z sieci. Eksperci podkreślają jednak, że obowiązujące przepisy nadal dają im sporą swobodę – i to niesie zagrożenia. Sharenting wciąż ma się dobrze.
Z tego artykułu dowiesz się…
- Czy szkoły i przedszkola mogą publikować zdjęcia podopiecznych w sieci, a jeśli tak, to czy w ogóle powinny to robić.
- Na czym polega instytucjonalny sharenting i z jakimi zagrożeniami się wiąże? W jaki sposób na problem reaguje rząd.
- Jaką strategię w mediach społecznościowych zaczęły przyjmować placówki edukacyjne.
„Żeby ciociom nie było nudno, szukamy nowych kolegów i koleżanek do naszego żłobka”. „Szukamy dla cioci męża nowych kolegów do naszej grupy”. W mediach społecznościowych nie brakuje nagrań przedstawiających dzieci trzymające kartki z napisami takimi jak powyższe. To miał być tani, miły, a przy tym w opinii autorów zabawny marketing, o który nikt nie prosił.
Tani, bo rodzice nie pobierają od placówki opłat za usługi marketingowe świadczone przez dzieci. Bezpodstawny, bo opiekunowie nie wyrazili zgody na wykorzystywanie wizerunku dzieci do działań marketingowych. Przynajmniej w teorii, gdyż zwykle „jakąś” zgodę podpisali. Zacznijmy zatem od tego, co obecnie prawo mówi o publikowaniu zdjęć dzieci przez placówki, tj. żłobki, przedszkola, kluby sportowe czy szkoły.
Sharenting a prawo
Sharenting – najogólniej rzecz ujmując – oznacza regularne, często nadmierne (oversharenting) publikowanie zdjęć dzieci w internecie. Termin ten pochodzi z połączenia angielskich wyrazów parenting (rodzicielstwo) i share (dzielić się). Kluczowym aspektem w tym zakresie jest wizerunek dziecka, który podlega ochronie prawnej m.in. na gruncie RODO (Rozporządzenie Ogólne o Ochronie Danych Osobowych), Kodeksu cywilnego, Konstytucji RP, Konwencji o prawach dziecka czy ustawy o prawach autorskich i prawach pokrewnych. Ta ostatnia stanowi, iż:
„Rozpowszechnianie wizerunku wymaga zezwolenia osoby na nim przedstawionej. W braku wyraźnego zastrzeżenia zezwolenie nie jest wymagane, jeżeli osoba ta otrzymała umówioną zapłatę za pozowanie”.
Wyjątkiem są osoby publiczne, o ile fotografowane są w związku z pełnioną funkcją, a także osoby stanowiące szczegół większej całości (np. w trakcie zgromadzenia czy imprezy publicznej).
Na gruncie RODO w przypadku dzieci zgodę na publikację wizerunku wyrażają rodzice lub opiekunowie prawni. I na tym właściwie kończy się prawo, a zaczyna wolna amerykanka.
Co właściwie podpisujemy?
– Sam fakt, że zdjęcia dzieci pojawiają się na profilach szkół czy przedszkoli, nie budzi wątpliwości prawnych. Kluczowe jest pytanie, jakie zdjęcia pojawiają się w sieci, jak często i w jakim charakterze – mówi Anna Rywczyńska, kierowniczka Działu Profilaktyki Cyberzagrożeń w NASK.
Jak dodaje, placówki edukacyjne zwykle trzymają się litery prawa i podsuwają rodzicom wymagane zgody do podpisu. W wielu przypadkach jednak taki dokument jest podstawą do wolnej amerykanki w sieci. Jest bowiem o wszystkim… i o niczym.
– Zgody w praktyce mają szerokie zastosowanie. Rzadko precyzują bowiem w jaki sposób szkoła zamierza wykorzystać wizerunek naszego dziecka. To samo dotyczy firm, które współpracują z oświatą. Jeden z organizatorów wycieczek zastrzegł sobie w umowie, że zdjęcia będzie mógł wykorzystywać niemalże wszędzie. Firmy są przyzwyczajone, że wszystko im wolno i taki zapis zostanie zaakceptowany – mówi ekspertka NASK.
Jedna zgoda na wszystko?
Rzeczniczka Praw Dziecka, Monika Horna-Cieślak, w odpowiedzi na nasze pytania wyjaśniła, że takie sytuacje nie powinny mieć miejsca. Często zdarza się bowiem, że nauczyciele pozyskują tzw. zgody blankietowe na przyszłe, nieokreślone jeszcze w czasie ani zakresie rozpowszechnianie wizerunku dziecka.
„Placówki, które publikują materiały z wizerunkiem dzieci, są zobowiązane do posiadania zgody rodziców. Aby zgoda była wiążąca, musi być, w myśl przepisów RODO, świadoma i dobrowolna. Oznacza to, że rodzic zgadza się na opublikowanie zdjęcia, ale wie dokładnie, o które zdjęcie chodzi. W szkołach, przedszkolach zgody są zbierane raz (zwykle na pierwszym zebraniu otwierającym dany rok edukacyjny) i obowiązują przez cały rok szkolny/przedszkolny. Tymczasem rodzic świadomie nie może wyrazić zgody na przyszłe publikacje” – czytamy w odpowiedzi Rzeczniczki Praw Dziecka.
Darmowy marketing
Nie tylko zakres wykorzystania zdjęć, lecz także ich charakter budzi wątpliwości. Nasza rozmówczyni nie ukrywa, że szkoły czy przedszkola często, zamiast pokazywać aktywności dzieci, pokazują samych podopiecznych w celach w stricte promocyjnych. Przykłady można mnożyć. Niejednokrotnie dzieci, które jeszcze nie mówią, były uwiecznione na zdjęciach z kartką z napisem „dołącz do naszego żłobka”.
– Po co w ogóle publikować w sieci zdjęcia dzieci żłobkowych? – pyta Anna Rywczyńska.
Wyobraźmy sobie, że prywatna opiekunka do dziecka wrzuca twarz naszego potomstwa do sieci, by promować swoje usługi. Wówczas nie wyrazilibyśmy na to zgody tak bezrefleksyjnie jak w przypadku przedszkoli.
– Wyobraźmy sobie, że prywatna opiekunka do dziecka wrzuca twarz naszego potomstwa do sieci, by promować swoje usługi. Wówczas nie wyrazilibyśmy na to zgody tak bezrefleksyjnie jak w przypadku przedszkoli czy żłobków. Nie można swoich interesów realizować kosztem dobra dzieci – dodaje ekspertka NASK.
Niższe czesne za zdjęcie dziecka
Głośnym echem odbiła się sprawa jednej z krakowskich szkół prywatnych, która zaoferowała rodzicom 10-procentową obniżkę stawki czesnego w zamian za zgodę na wykorzystanie wizerunku dziecka. Taka adnotacja nadal widnieje w cenniku szkoły.
„Roczne czesne wynosi 35 tys. zł. Rodzice, którzy wyrażają zgodę na wykorzystanie wizerunku dziecka w materiałach szkoły (m.in. na stronie internetowej, w mediach społecznościowych i materiałach promocyjnych), otrzymują zniżkę w wysokości 10 proc. – jako wyraz naszej wdzięczności za zaufanie i wsparcie w budowaniu społeczności szkoły. Zgoda jest całkowicie dobrowolna i nie wpływa na sytuację dziecka w szkole” – czytamy na stronie internetowej placówki.
– Nie można różnicować w ten sposób sytuacji rodziców. Taka zgoda nie powinna wpływać na cenę, tym bardziej że w myśl RODO można ją wycofać w każdym momencie – przypomina ekspertka z NASK.
Czy faktycznie nie można? Resort edukacji w odpowiedzi stwierdza jedynie, że ramy prawne dotyczące publikacji zdjęć dzieci już istnieją. Prawo zatem nie jest problemem, lecz praktyka.
– W obowiązującym systemie prawnym funkcjonują już przepisy zapewniające ochronę wizerunku i prywatności dzieci – wynikające m.in. z RODO, Kodeksu cywilnego, Konstytucji RP, Konwencji o prawach dziecka oraz ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych. Szkoły i placówki są zobowiązane do ich stosowania. Ramy prawne są więc określone. W odpowiedzi na sygnały płynące od organizacji społecznych i ekspertów koncentrujemy się na działaniach wzmacniających świadomość i odpowiedzialność w tym zakresie – wyjaśnia rzeczniczka MEN Ewelina Gorczyca.
Jakie zdjęcia i filmy nie powinny trafiać do sieci?
Nasze rozmówczynie zwracają uwagę nie tylko na kwestię prawną i celu publikowania zdjęć. Istotnym wątkiem w sprawie jest także tzw. content, czyli w jakiej sytuacji dziecko jest przedstawione na zdjęciu. Agnieszka Kwaśniewska Sadkowska, prawniczka Fundacji Dajemy Dzieciom Siłę przypomina o najgłośniejszych przykładach niepożądanych praktyk.
– Z pewnością nie może być mowy o zdjęciach ośmieszających. W sieci pojawiały się już zdjęcia dzieci, które opiekunka całowała w usta. Pojawiły się też zdjęcia dziewczynek, które brały udział w przedszkolnym konkursie piękności. Placówki nadużywają zgód na publikację wizerunku dzieci – wyjaśnia nasza rozmówczyni.
Do tego zestawu warto dodać ostatni przykład chłopców przedszkola z Łomży, którzy tańczyli „Jezioro łabędzie” przebrani w różowe stroje baletnic. W sieci nie brakuje także zdjęć podopiecznych żłobka fotografowanych w czasie jedzenia, a także takich, które pozwalają zidentyfikować dziecko.
– Nie powinniśmy publikować zdjęć dzieci trzymających dyplom, na którym widnieje nazwisko, czy jakichkolwiek dodatkowych informacji pozwalających zidentyfikować podopiecznego. Ochrona wizerunku dzieci to problem szerszy aniżeli odpowiedzialność szkół. Podobne błędy popełniają rodzice czy dziadkowie. Bez praktyki i wiedzy na ten temat nawet najlepsze przepisy nie zadziałają.
„Będziemy robić zdjęcia, niech Staś zostanie w domu”
Agnieszka Kwaśniewska Sadkowska dodaje, że zgody często dotyczą dwóch oddzielnych kwestii: fotografowania dzieci i publikowania zdjęć na kanałach szkoły czy przedszkola. Często rodzice, którzy akceptują jedynie fakt, że ich dziecko jest fotografowane, otrzymują zdjęcia mailowo lub za pośrednictwem zamkniętej grupy. Tu w grę wchodzi logistyka, by pamiętać, kto i jaką zgodę podpisał.
– Zgody bywają problematyczne np. w klubach sportowych. Nie sposób nie sfotografować dziecka, którego rodzice nie wyrazili na to zgody, podczas dynamicznej gry w piłkę. Istotna jest późniejsza selekcja, które zdjęcia trafią do sieci. Spotkałam się także z przypadkiem, kiedy rodzicom zasugerowano, by dziecko nie brało udziału w danym wydarzeniu, bo miał być obecny fotograf. Nie trzeba by było wówczas ustawiać dzieci bez zgód w tylnych rzędach – wyjaśnia ekspertka.
Efekt? Szkoły, chcąc dochować jednych przepisów, łamią inne. Nasza rozmówczyni wyjaśnia, że powyższa sytuacja to dyskryminacja tych dzieci, których rodzice nie wyrazili zgody na zdjęcia.
Luk w systemie jest jednak więcej.
Służbowy profil, prywatny telefon
– Kolejna „niezagospodarowana” kwestia to wykorzystanie do robienia zdjęć prywatnych telefonów nauczycieli czy opiekunów. Zdjęcia teoretycznie powinny być wykonane aparatem lub zabezpieczonym telefonem służbowym. Wystarczy, że nauczycielka współdzieli dysk na telefonie z mężem lub inną osobą trzecią. Nie mamy w konsekwencji kontroli nad tym, gdzie trafiają zdjęcia naszych dzieci – dodaje prawniczka z Fundacji Dajemy Dzieciom Siłę.
Organizacje działające na rzecz bezpieczeństwa dzieci także w internecie nie od dziś mówią o zagrożeniach wynikających z nadmiernej aktywności w sieci. Ostatecznie nie wiemy, kto jest odbiorcą zdjęć publikowanych przez żłobki czy przedszkola.
– Wyobraźmy sobie przedszkole w małej miejscowości liczącej może tysiąc mieszkańców. Placówka przyjmuje 30, może 40 podopiecznych, a jej stronę w mediach społecznościowych obserwuje kilka tysięcy osób. To powinno dawać do myślenia, że nie wiemy, kto jest odbiorcą naszych zdjęć – wyjaśnia nasza rozmówczyni.
RPD: dlaczego twarz dziecka w sieci to zły pomysł
Świadomość zagrożeń, które wiążą się z nadmiernymi publikacjami zdjęć dzieci w mediach społecznościowych, jest kluczowa. Biuro Rzecznika Praw Dziecka zidentyfikowało najważniejsze z nich. Mowa o naruszeniu godności dziecka w przypadku zdjęć ośmieszających bez względu na intencje szkoły czy przedszkola.
- Odebranie dziecku prawa do samodzielnego kształtowania cyfrowego wizerunku.
- Narażenie dziecka na hejt i cyberprzemoc.
- Ryzyko zmodyfikowania zdjęć i manipulacji (deepfake), wykorzystanie wizerunku dziecka np. do memów.
- Umożliwienie osobom o złych intencjach nawiązania kontaktu z dzieckiem przez publikowanie danych identyfikujących dziecko.
- Możliwość wykorzystania zdjęć w celach przestępczych (fałszywe zbiórki, pornografia etc.).
„Niestety, do Biura Rzeczniczki Praw Dziecka często i regularnie wpływają sygnały oraz zgłoszenia dotyczące nieprawidłowego publikowania wizerunku dzieci przez placówki edukacyjne i opiekuńcze. Najczęściej dotyczą publikowania zdjęć dzieci w celach promocyjnych i marketingowych, publikowania materiałów mogących naruszać prawo dzieci do prywatności, uzależniania udziału w wydarzeniach od wyrażenia zgody na publikację wizerunku, stosowania zgód o charakterze ogólnym obejmujących przyszłe wydarzenia. Z doświadczeń Biura wynika, że skala tego zjawiska rośnie wraz z intensyfikacją obecności placówek w mediach społecznościowych” – czytamy w odpowiedzi RPD.
RPD nie ukrywa, że nieprecyzyjne prawo i brak jasnych wskazówek dla szkół to główny winowajca. Resort edukacji liczy na dobrą wolę i rozsądek ze strony przedstawicieli szkół, a co na to Ministerstwo Sprawiedliwości?
Jest szansa na zmianę prawa
Jak wyjaśnia Milena Domachowska z biura prasowego resortu sprawiedliwości, kwestia ochrony wizerunku dziecka jest poruszana w prawie zwanym „Lex Kamilek”. Mowa o noweli ustawy o przeciwdziałaniu zagrożeniom przestępczością na tle seksualnym i ochronie małoletnich.
– Proponowane jest szczegółowe uregulowanie kwestii uzyskiwania zgody na przetwarzanie wizerunku małoletniego (przetwarzanie, utrwalanie, przechowywanie, udostępnianie oraz rozpowszechnianie w jakiejkolwiek formie wizerunku małoletniego), elementów oświadczenia o udzieleniu zgody na przetwarzanie wizerunku małoletniego, wymóg dokumentowania tych oświadczeń. Ponadto planowane jest uzupełnienie przepisów dotyczących standardów ochrony małoletnich o wymóg uwzględniania w standardach ochrony małoletnich informacji o sposobie przetwarzania danych osobowych małoletnich, w tym – ich wizerunku – wyjaśnia przedstawicielka resortu sprawiedliwości.
Jak dodaje, „prace koncentrują się na dostosowaniu przepisów do ery cyfrowej, w której wizerunek dziecka staje się towarem”.
Zamiast wrzucać zdjęcia, zaczęły świecić przykładem
Resort edukacji zobowiązał kuratorów oświaty, by ci przypomnieli placówkom o obowiązku ochrony wizerunku dzieci w sieci. Apel skierowany do dyrektorów szkół i nauczycieli wywołał efekt domina. Żłobki, przedszkola, szkoły czy kluby dziecięce, zamiast zdjęcia, zaczęły publikować oświadczenia o planach zmniejszenia aktywności w sieci.
„Ograniczamy publikację wizerunku dzieci w sieci. Rezygnujemy z materiałów, nad którymi nie mamy pełnej kontroli, stawiamy bezpieczeństwo ponad zasięgi i popularność. Publikujemy zdjęcia i filmy bez widocznych twarzy dzieci, pokazujemy aktywności, emocje i działania – a nie tożsamość. Dominować będą ujęcia od tyłu, z boku, z daleka lub z zasłoniętą twarzą, skupiamy się na detalach: dłoniach, pracach plastycznych, zabawie, ruchu” – napisało Przedszkole Tęczowa Kraina w Luboniu w mediach społecznościowych.
„Od teraz ograniczamy się do publikowania postów informacyjnych, dotyczących życia szkoły, działań i wydarzeń – bez udostępniania wizerunku uczniów. To decyzja, która wynika z odpowiedzialności, a nie z braku chęci dzielenia się tym, co u nas dobre. Dzieje się u nas dużo wartościowych rzeczy – i nadal będziemy o nich opowiadać. Po prostu bez pokazywania twarzy dzieci” – czytamy z kolei we wpisie Zespołu Placówek Szkolno-Wychowawczych w Głogowie.
Przykłady – tym razem godne naśladowania – można mnożyć. Oświadczenia podobnej treści wydało m.in. Przedszkole Krasnoludki w Żelistrzewie, żłobek Słoneczny Zakątek w Zdziechowie, żłobek Kreatywka Kids czy przedszkole w Daniszynie. Aktywność organizacji działających na rzecz ochrony dzieci, resortu sprawiedliwości, resortu edukacji i RDP zmierzają do tego, by w sieci zamiast twarzy dzieci, pojawiały się podobne oświadczenia.
Warto wiedzieć
Sharenting instytucjonalny. Dobre praktyki RPD
RPD publikuje na swojej stronie dobre praktyki w zakresie ochrony wizerunku. Mowa m.in. o informowaniu dziecka o planowanych zdjęciach. Ważne jest także, by każdorazowo pozyskać zgodę rodziców na wykonanie i udostępnienie materiałów. RPD wskazuje także, że zgoda rodzica nie zawsze jest równoznaczna ze zgodą dziecka. Ostatecznie to ono musi wyrazić chęć, by stanąć przed obiektywem. Rzeczniczka apeluje także, by pod żadnym pozorem nie wykluczać dzieci z aktywności, których przebieg jest rejestrowany. W przypadku braku zgody na zdjęcia placówka powinna zadbać o komfort dziecka biorącego udział np. w akademii tak, by nie czuło się wykluczone. Nie ma zatem mowy np. o wypraszaniu dziecka z kadru czy ustawaniu go w tylnym rzędzie.
RDP sugeruje, by placówki opracowały zasady ochrony wizerunku dzieci w Standardach Ochrony Małoletnich. W dokumencie tym może być opisana także procedura uzyskiwania zgód od rodziców i zasady publikacji zdjęć w sieci.
Główne wnioski
- Prawo formalnie chroni dzieci, ale w praktyce pozostawia szerokie pole do nadużyć. Obowiązujące przepisy teoretycznie zapewniają ochronę dzieci, jednak ich stosowanie w placówkach edukacyjnych jest często powierzchowne i schematyczne. Kluczowym problemem są tzw. zgody blankietowe: ogólne, nieprecyzyjne oświadczenia podpisywane przez rodziców na początku roku, które w praktyce pozwalają instytucjom na niemal dowolne wykorzystywanie zdjęć dzieci.
- Placówki coraz częściej wykorzystują zdjęcia dzieci nie tylko do dokumentowania życia szkolnego, lecz także do promocji i budowania wizerunku – nierzadko w sposób uprzedmiotawiający najmłodszych. Przykłady dzieci „reklamujących” żłobki czy przedszkola pokazują, że granica między informowaniem a marketingiem została zatarta.
- Mimo niedoskonałości systemu prawnego widać wyraźny zwrot w podejściu placówek do publikowania wizerunku dzieci. Reakcje szkół i przedszkoli – ograniczanie publikacji, anonimizacja zdjęć czy całkowita rezygnacja z pokazywania twarzy – pokazują, że presja społeczna, działania kuratoriów oraz głos ekspertów zaczynają przynosić efekty.



